niedziela, 23 lipca 2017

Rozdział 3- ,,Kto by pomyślał... "

 Kochani! Bardzo mi przykro, że nie wyrobiłam się tak jak miałam. Jednak zarywam nockę i piszę dla was rozdział do końca. Wiem, że nie wszyscy czytają moje dolne notki, bo tam zwykle się bardzo rozwijam, więc napiszę tutaj... DZIĘKUJĘ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ! Tak to niby nie dużo, ale serce się raduje, jak człowiek widzi, że ktoś wchodzi i czyta. Więcej ode mnie znajdziecie na dole. 
Kocham was miśki <3
Zapraszam do czytania!


~*~


-Ale wszystko z nią okay? -zapytała Lily przez telefon.
-Tak, Draco do mnie dzwonił. Pytał gdzie może być, bo martwił się o nią, przez jej dzisiejsze zachowanie. -uspokoiła ją Amy.
-Jest jej bardzo ciężko. Znała ich najlepiej, znali się od urodzenia, wiesz o tym
-Tak i doskonale ją rozumiem. Dobrze, że trafił nam się Draco w tak ciężkim momencie. Pomaga każdemu z nas i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
-Ważne, że Miona jest bezpieczna.

~*~

Siedzieliśmy u Malfoy’a, moja propozycja gry w pytania chyba go zaciekawiła.
-Jaką będę mieć pewność, że nie będziesz kłamać? -zapytał
-Musisz mi wierzyć na słowo. Widzisz, przy okazji to dobry sposób na wyrobienie sobie zaufania. -uśmiechnęłam się lekko.
-No dobra, zaczynasz.
O co ma go zapytać? Wiem jak się nazywa, ile ma lat, gdzie chodzi do szkoły. Czy mogę sobie pozwolić na pytania z wyższej półki?
-Jesteś z Parkinson?
-Jak już to z Pansy. -odpowiedział
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pamiętaj, zero kłamstwa. -w sumie nawet nie wiem czemu o to zapytałam. Nie mam też pewności czy będzie ze mną szczery.
-Każdy myśli, że jestem z Pansy, ale jesteśmy tylko przyjaciółmi od dziecka. Co prawda, nasze rodziny chciałyby żebyśmy byli razem, ale to jest niemożliwe. -odpowiedział i widzę, że było to szczere
-Okay, twoja kolej. -westchnęłam, biorąc łyk Ognistej.
-Czemu z nikim nie jesteś? Przecież masz wielu mugolskich adoratorów. -zatkało mnie to pytanie.
-Bo nie chcę. -na żadną inną odpowiedź się nie wysilałam i wiedziałam, że on to uszanuje. -Co teraz myślisz o mugolach?
-Sam nie wiem. Zrozum, że takie zmiany muszą być wprowadzane w życie na spokojnie. Nadal nie zapominam o tym czego uczył mnie przez tyle lat ojciec, ale matka... Dała mi dużo do zrozumienia. -nadal zaskakuje mnie jego otwartość. Kiwam głową na znak, że rozumiem. Domyślam się co musi czuć, zapewne ma mętlik w głowie, za dużo wrażeń. -Dlaczego się ranisz? -tego pytania obawiałam się najbardziej, choć wiedziałam, że ono padnie dzisiejszego wieczoru.
-Ciężko mi ze wszystkim. Wypadek moich przyjaciół... Za dużo złych wydarzeń naraz. -westchnęłam
-Mówisz o Jasperze?
-Skąd o nim wiesz? -jak on się o tym dowiedział
-Amy mi powiedziała. -sprostował. -Oczywiście nie wszystko, nic o wypadku nie wspomniała, ale mówiła, że był ci bardzo bliski więc się domyśliłem. -czasem zaskakuje mnie jego dociekliwość.
-Czekaj, bo chyba zapędziliśmy z pytaniami. -uśmiechnęłam się lekko. -Teraz moja kolej. Co tak naprawdę myślisz o swoim ojcu? -wzdrygnął się słysząc te słowa, ale nie zaprotestował co uważałam za mały kroczek do przodu.
-Myślę, że mój ojciec jest ślepy. Nie widzi niczego poza swoim nosem, jest w sumie egoistą i tego uczył też mnie. -odpowiedział i wypił całą zawartość swojej szklanki, po czym dolał trunku do obu naczyń.
-Czy ty zamierzasz mnie upić, Malfoy?
-Jak nie chcesz to nie pij. -zrobił minę niewiniątka. Napiłam się Ognistej ze swojej szklanki, bo... naprawdę miło mi się spędza czas. Kto by pomyślał, że w ciągu połowy miesiąca można polubić kogoś, z kim nienawidziło się od prawie sześciu lat. Powoli zaczynałam odczuwać skutki alkoholu.
-Jakim cudem tak bardzo zepsuły ci się relacje z rodzicami? -padło jego pytanie.
-Tak naprawdę to nawet nie wiem. Wydaje mi się, że ja się zmieniłam, a oni przestali mi poświęcać uwagę, wtedy znalazłam podobnych ludzi do mnie, jak wiesz. Stopniowo jakoś tak wszystko zaczęło działać. Ja mam swoje życie, które już nie łączy się z ich życiem. Eh... No właśnie, muszę skontaktować się z rodzicami. -powiedziałam.
-Mam telefon. -odpowiedział dumnie, szczerze mnie to zaskoczyło.
-Mogę...
-Jasne, nie krępuj się. -wskazał ręką w stronę małej komody przy wyjściu z salonu. Wstałam i podeszłam do urządzenia. Wykręciłam numer rodziców i czekałam, aż odbiorą.
-Tak? -usłyszałam mamę
-To ja. Zostaje na noc u znajomych. -zakomunikowałam chłodno.
-U kogo? -zapytała
-Czy to ważne?
-Jesteś naszą córką, więc jednak należą nam się wyjaśnienia. Martwimy się o ciebie.
-Akurat. -prychnęłam. -Nie ważne gdzie. Rano pójdę do pracy stąd, wpadnę po skończeniu zmiany, ale was i tak pewnie nie będzie.
-Ona traktuje dom jak hotel! -usłyszałam z oddali oburzonego tatę.
-Muszę kończyć, pa. -odłożyłam telefon na miejsce. Jak oni mnie drażnią. Wróciłam na kanapę i zastałam tam rozbawionego całą sytuacją blondyna.
-A ty co się szczerzysz?
-Jestem pełen radości, że nasza Granger umie się postawić rodzicom.
-Oh, stul pysk, Malfoy. Gramy dalej. Moja kolej. Ile miałeś panienek?
-Naprawdę, Granger? Interesuje cię to?
-Jak najbardziej.
-To było jakieś... -zastanowił się- Około trzech. -powiedział spokojnie i tu mnie zdziwił, co było po mnie widać, bo dodał- Wiem Granger, wszyscy myślą, że ja i Blaise jesteśmy...
-Podrywaczami. -wpadłam mu w słowo
-No tak, ale wiesz...-westchnął- To tak wcale nie jest. Co prawda właśnie tak wygląda i może to lepiej. Jednak naprawdę tacy nie jesteśmy.
-Więc teraz mam inne spojrzenie na to. Dziękuje, że jesteś taki szczery ze mną. -uśmiechnęłam się lekko i złapałam go za dłoń chcąc zwrócić na siebie uwagę. Spojrzał ma mnie i zrozumiałam. On jest dobrym człowiekiem, ale zakłada maskę, stara się nie pokazywać prawdziwego siebie, bo wie, że ktoś mógłby to wykorzystać. Dodając do tego to w jakiej rodzinie się urodził, można zrozumieć kim jest.
-Szczerość za szczerość, Granger. Moja kolej. Nie będę pytał o to samo., bo domyślam się odpowiedzi, no ale skoro łapiemy się wyższej półki to czemu nie. Zacznę od klasycznego pytania. -Czy jesteś dziewicą?
-Nie. -odpowiedziałam spokojnie i bez skrępowania. Dla mnie nie ma tematów tabu, a skoro miałam być szczera, to jestem. Najpierw widzę na jego twarzy szok, a później niedowierzanie.
-Jak to?
-Po jednym pytaniu, panie Malfoy. Czy pojedziesz z nami nad jezioro w sobotę?
-Skoro chcesz to pojadę. Z kim to zrobiłaś? -ale się wzięliśmy za pytania. Szybkie pytania i odpowiedzi, to też mi się podoba.
-Z kolegą. -odparłam niewinnie
-Pytam z jakim. -fuknął
-Nie, zapytałeś z kim, a nie jak się ten ktoś nazywa. Moja satysfakcja, twoja strata. Czy zrobisz u siebie jakąś imprezę?
-Tak, planowałem to już nawet. Jak ma na imię chłopak z którym miałaś pierwszy raz?
-Jasper. -szepnęłam. Teraz widać, że jest mu głupio, bo zrozumiał dlaczego on był tak dla mnie ważny.
-Granger, przepraszam...
-Nie masz za co, nie znałeś go, nie wiedziałeś tyle o mnie. Nie czuję się urażona.
-Może chodźmy już spać, jest późno, a my mamy na rano do pracy.
-My zawsze mamy na rano przypominam. -prychnęłam.


~*~

-Czy jesteś dziewicą? -zapytałem, z góry znając odpowiedź.
-Nie. -odparła lekko. Cholera. Chwilę. Co? Jestem zdezorientowany. Jak to, nasza Święta-Dziewica-Granger?
-Jak to? -chcę to zrozumieć i dowiedzieć się jak to się stało.
-Po jednym pytanie, panie Malfoy. Czy pojedziesz z nami nad jezioro w sobotę? -pyta, skoro inaczej niż poprzez tą gre się nie dowiem, to trzeba grać szybko.
-Skoro chcesz to pojadę. Z kim to zrobiłaś? -mówię szybko
-Z kolegą. -odparła niewinnie. Merlinie, co za irytująca baba! Czasem myślę, że nie wszystko w naszych relacjach się zmieniło.
-Pytam z jakim. -powiedziałem
-Nie, zapytałeś z kim, a nie jak się ten ktoś nazywa. Moja satysfakcja, twoja strata. Czy zrobisz u siebie jakąś imprezę? -zaczęła się wymądrzać.
Tak, planowałem to już nawet. Jak ma na imię chłopak z którym miałaś pierwszy raz? -tym razem dobrze sformułowałem pytanie.
-Jasper. -szepnęła. Przez sekundę analizowałem jej wypowiedź. Cholera, teraz tak mi głupio. Czemu tak bardzo szedłem w zaparte? Zrobiłem coś głupiego.
-Granger, przepraszam...
-Nie masz za co, nie znałeś go, nie wiedziałeś tyle o mnie. Nie czuję się urażona.
-Może chodźmy już spać, jest późno, a my mamy na rano do pracy. - koniec z tą grą. Ona dużo przeszła, a ja jej jeszcze dokładam.
-My zawsze mamy na rano przypominam. -prychnęła. Dopiła swój trunek i wstała.
-Dobra, idź do sypialni, ja się prześpię na kanapie. Tylko przyniosę sobie koc.
-Malfoy, przestań. Nie jestem Ministrem magii, mogę spać na kanapie. -przekręciła oczami.
-Nie, Grnager. Masz spać tam. -na tym urwałem temat i poszedłem po koc. Jak widać Gryfonka nie miała już żadnych argumentów.
-Dobranoc, Malfoy -powiedziała stojąc obok mnie
-Dobranoc, Granger. -powiedziałem. Patrzyliśmy sobie w oczy i badaliśmy siebie nawzajem. Nasze wnętrza przechodził rentgen osoby z naprzeciwka. Przez chwilę, ale tylko chwilkę, miałem ochotę ją pocałować. Chyba zwariowałem, albo się gdzieś w głowę uderzyłem. Przytuliłem ja na dobranoc i usłyszałem jej cichy głosik przy uchu.
-Dziękuję za dziś, Draco. -po czym oderwała się ode mnie i poszła. Przez moment zwalczałem w sobie ochotę pójścia za nią i wróciłem na kanapę. Mam teraz czas żeby się zastanowić nad tymi kartkami. Niestety, ale pojawiła się też kolejna, która brzmiała:

,,Ona ma wiele tajemnic, wiesz w co się pakujesz?”

Tylko tyle. Najgorsze było to, że nikt nie wie gdzie mieszkam poza matką, Zabinim i Granger. Mama nie robiłaby takich głupot, no po prostu do niej to nie pasuje. Zabini jest na wakacjach i nawet nie wie, że zadaje się z Granger. A sama ona jest u mnie w domu pierwszy raz i nie miałaby okazji wrzucić tej kartki do mojej szafy. To robi się dziwne. Najpierw w kawiarni, w instrukcji, czyli kartka była na sto procent skierowana do mnie, teraz u mnie w domu, w mojej szafie. Coś jest poważnie nie tak. Szykuje się coś niedobrego dla mnie, czuję to, ale się nie boję, nie ma czego. Bardziej martwi mnie fakt, że ktoś może sobie ot tak wejść do mojego domu. Muszę coś wymyślić, żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Jak ten ktoś tu wszedł? Wyraźnie zabrania mi, lub odradza kontaktów z Gryfonką i innymi moimi przyjaciółmi. Tylko po co? Co ten ktoś ma do mnie? A przede wszystkim, kto to do cholery jest?


~*~

Merlinie, co jest ze mną nie tak? Chciałam pocałować Malfoy'a. To się w ogóle nie kalkuluje. Nie jest ze mną dobrze, albo za dużo wypiłam. Dziś czwartek, a my po pracy idziemy ze wszystkimi na zakupy. Najpierw jednak Draco zgodził się iść do mnie, żebym mogła się przebrać i zabrać wszystko co potrzebne. W piątek w nocy wyjeżdżamy nad jezioro, jestem tym taka podekscytowana. Plan jest taki: Dziś idziemy na zakupy. Musimy kupić jeden namiot, jedzenie, jakąś rozpałkę i napoje. Alkohol załatwi Patrick. W piątek musimy być już spakowani, ja po pracy idę do Malfoy'a spać, Amy będzie u Lily, a Patrick i Sam u naszego wspaniałego kierowcy Patricka. Jego mama zgodziła się, żeby pożyczyć nam jej siedmioosobowy samochód, więc mamy szczęście. Będą trzy namioty i wieczorem ognisko nad jeziorem. Wyjeżdżamy tak około jedenastej wieczorem w piątek. W sobotę rano tam będziemy, no a w niedziele wyjeżdżamy do domu. To super wyjazd, wiem, że będzie cudownie, zwłaszcza, że zapowiadali super pogodę.


~*~ 


-Zapraszam do mojego królestwa. -zażartowałam, wiem że blondyn wyczuł mój sarkazm. -Nie mieszkam sama, mój pokój jest na górze. Rozejrzyj się jak chcesz, a ja idę do łazienki.
Zostawiłam go w przedpokoju i poszłam do łazienki, bo naprawdę muszę zrobić siusiu. Po zrobieniu tego co swoje weszłam do pokoju i o mało nie dostałam zawału, bo chłopak stał dokładnie pod drzwiami czego się nie spodziewałam.
-Grager, spokojnie, to tylko ja. -zaśmiał się -Nie wiedziałem, że Gryfoni są tacy STRACHLIWI. -zaakcentował ostatnie słowo.
-Mam ci do powiedzenia tylko jedno zdanie na ten temat, składa się z czterech słów. -prychnął cicho na moją wypowiedź, chyba wiedział, że odpowiem jakoś kąśliwie. -Pierwsze dwa to ,,Pocałuj mnie...”, a resztę sobie dopowiedz. -ruszyłam w głąb pokoju, żeby zabrać rzeczy, które będą mi potrzebne na zakupach.


~*~


Zdecydowanie mamy wszystko. Siedzimy teraz u Amy w pokoju, cała nasza szóstka i dogadujemy szczegóły. Skierowaliśmy się na temat spania w namiotach, bo wszystkie były dwuosobowe.
-Ja tam chcę spać z Lily. -powiedział Sam. -Ona przynajmniej nie chrapie. -to skierował w stronę Patricka.
-No jaki ty mądry jesteś. -powiedział ironicznie Patrick z tą swoją miną.
-Jesteś pewny, że ona nie chrapie? -zapytała rozbawiona Amy.
-Mów za siebie! -krzyknęła uśmiechnięta Lili i rzuciła poduszką w Amy.
-Ja... -blondynka spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. -Chciałabym spać z Patickiem w namiocie, jest cieplutki więc nie zmarznę. -no zaraz mnie szlag jasny strzeli. Jak mogła mi to zrobić?! No jak? To moja przyjaciółka do cholery czy nie?
-Amy!
-No co? -zrobiła minę niewiniątka.
-Robisz to specjalnie!
-Wcale nie. -upierała się. No w sumie co by się mogło stać. To Malfoy, mój przyjaciel tak samo jak każde z nich.
-Ja tam narzekać nie będę. -odezwał się w końcu blondyn.
-Malfoy, bo przegniesz...
-Chodzi mi o to, że nikt mi chrapać nie będzie po nocy. -odpowiedział na co wszyscy się zaśmiali. Miło żyć w normalności. Ciężko przyznać, ale się do niego przyzwyczaiłam i póki co nie chcę się martwić tym co będzie jak wrócimy do szkoły.


~*~


-No kochani, ruszamy po przygodę. -krzyknął Patrick z miejsca kierowcy. Siedzieliśmy w aucie, było chwile przed północą, a my ruszyliśmy w stronę naszego upragnionego miejsca. Ja i Malfoy wsiadaliśmy jako ostatni, więc siedzimy na końcu, ale nie przeszkadza mi to.
-Chcę skorzystać ze słońca. -westchnęła Amy. Mimo, że była noc, a my wszyscy siedzieliśmy w samochodzie, to ona miała na sobie okulary przeciwsłoneczne i słomiany kapelusz.
-Już jest ciepło, w nocy, z naszymi warunkami atmosferycznymi, więc na pewno skorzystasz. -prychnęła Lily, po czym się uśmiechnęła.-Wszyscy tego potrzebujemy.
-Słuchajcie i bądźcie świadkami tego co mówię. -orzekła entuzjastycznie podrywając się z fotela i odkręcając w naszą stronę. -Chcę zaliczyć kąpiel w jeziorze, nawet jeśli woda będzie cholernie zimna i obiecuję, że to zrobię. -po czym popatrzyła na nas wyczekująco.
-No mam nadzieję, że tej obietnicy dotrzymasz. -zaśmiałam się.
-No pewka, że tak.
-Draco, co ty taki cichy? -zapytał Sam
-Jestem zmęczony. Mieliśmy okropny dzień w pracy, zresztą widzieliście jaki był dziś ruch. A zanim przyjechaliście, to nie zmrużyłem oka. -wyjaśnił, a ja... Patrzyłam na niego z podziwem. To jest takie piękne, że złamał w sobie tyle barier do mugoli. Przez tyle lat był tak źle traktowany, uczony wywyższania, uczony tego jak gardzić ludźmi, a teraz... Siedzi z nami w przyjaźni, jedzie z mugolami nad jezioro i ma z tego przyjemność. Podziwiam go za to.
-Czyżby Miona miała z tym coś wspólnego? -zaśmiał się Patrick, a wszyscy poszli w jego ślady, tylko ja się zarumieniłam. Muszę wyjść z tego z godnością.
-Zaraz Miona będzie miała coś wspólnego z niewyjaśnionym morderstwem siedemnastolatka, którego zwłoki zostały znalezione przy drodze, mniemanego Patricka S. -spojrzałam na niego całkiem poważnie, ale on i tak wiedział, że żartowałam.
-Dobra, zamykam się. -powiedział, a wszyscy wybuchli śmiechem.


~*~


-Wstawaj śpiochu. -usłyszałam znajomy i miły głos przy uchu.
-Już jesteśmy? -zapytałam nie otwierając oczu. Teraz dotarło do mnie, że mam głowę na kolanach blondyna, więc powoli się podniosłam i przeciągnęłam.
-Nie, mamy postój, bo Amy ma taki pęcherz jak wiewiórka. -zakomunikowała Lily
-Każdemu przyda się rozprostować nogi, a do miejsca docelowego nie zostało nam, aż tak dużo. -dodał Sam. Samochód zaczął stawać na stacji, a Amy już wyskoczyła.
-Nareszcie się wysikam! -krzyknęła i pognała w stronę drzwi z napisem: TOALETY. Każdy z nas wysiadł.
-Dobra, idzie ktoś do sklepu? Bo zaraz znów ruszamy. -powiedział Patrick i sam udał się w stronę sklepu. Spojrzałam na blondyna na co ten się do mnie uśmiechnął. Zagarnął mnie ręką do siebie i poszliśmy do sklepu. Taki przyjaciel to skarb, szkoda tylko, że tak późno się o tym przekonałam.


~*~


-Jak myślisz? Będzie coś z tego? -zapytała Lily, patrząc na oddalających się przyjaciół. Blondyn obejmował w pasie brunetkę.
-To jest do przewidzenia, tylko kwestia czasu. -prychnął cicho Sam.
-No ciągnie ich do siebie i to widać.
-Nawet nie tyle co ciągnie, ale mocno iskrzy. W ten dzień, gdy go poznaliśmy, najpierw chcieli się pozabijać, a później miała na sobie jego bluzę, gdy zrobiło się zimno.
-Albo to jak się dla niej poświęca w pracy czy nawet tutaj. Widziałeś to, najpierw skarżył się, że jest zmęczony, ale gdy Hermiona usnęła mu na kolanach, to zasnął na siedząco, nie chcąc nawet się ruszać, żeby jej nie obudzić. Było mu niewygodnie jak cholera, ale chciał dobrze dla niej.
-Oni będą razem, wcześniej czy później. -potwierdził Sam.
-Niby się nienawidzili, a tu proszę...
-Od nienawiści, do miłości jest bardzo cienka granica.


~*~


Dojechaliśmy już jakiś czas temu. Rozstawiliśmy namioty, rozebraliśmy się do kostiumów kąpielowych i zebraliśmy gałęzie na ognisko, które później rozpalimy. Pogoda była cudna, mocne słoneczko i ani jednej chmurki. Jezioro, drzewa, śpiew ptaków i najważniejsi w naszym życiu, to najlepszy odpoczynek jaki można mieć. Przyszedł czas na naszą kąpiel. Staliśmy przy linii brzegu, Amy zanurzyła lekko stopę i odskoczyła.
-O nie. Nie ma mowy, nie wejdę tam. -podniosła ręce w geście poddania.
-Powiedziałaś, że wjedziesz i obiecałaś to, sobie i nam wszystkim. -powiedział Sam.
-Powiedziałam, że wejdę nawet jak będzie cholernie zimna, a nie jak będzie kurewsko zimna. -starała się robić dobrą minę do złej gry. Patrick na nią popatrzył, wziął na ręce w stylu panny młodej i rzucił się do jeziora. Jedyne co było słychać to pisk i krzyki Amy, nasz śmiech i plusk wody. Poszliśmy ich śladem i wszyscy wbiegliśmy do jeziora. Chlapaniom i śmiechom nie było końca. Amy wróciła na koc i owinęła się ręcznikiem, bo było jej zimno. Zaczęliśmy sobie pływać, na środek jeziora i z powrotem. Dookoła zaczęły latać ważki, niebieskie żółte i fioletowe.
-Cholera, nie lubię ważek. -fuknęła płynąc żabką.
-Są spoko. -powiedział Sam płynąc koło niej.
-A ty Hermionka, boisz się ważek? -zapytał śmiesznie Patrick.
-Wiesz czego ty się możesz bać? -odpowiedziałam rozbawiona.
-Dobra rozumiem, zwłoki w jeziorze niejakiego Patricka S. -zaczął mówić udając znudzony ton
-No i cieszę się, że się rozumiemy.
-No i teraz widać, że mam na ciebie zły wpływ... -westchnął Draco. -Dam ci pięć dolców, jak wrócimy na brzeg.
-Czy wy się...
-Wcale się nie założyliśmy o to kto ma gorszy wpływ na ciebie. -zaczął udawać Patrick.
-No zatłukę was. -zaczęliśmy się wszyscy śmiać.
-O! No patrzcie jak możecie uważać, że takie coś jest spoko. -powiedziała Lily pokazując nam ręką dużą ważkę i chlapnęła w jej stronę, żeby ją odgonić
-Bo to taka królowa ważek, jesteś dla niej niedobra, więc przyleci w nocy i cię zje. -zażartował Sam.
-Och, jesteś kretynem! -zaśmiała się chlapiąc go.
-Każdy facet taki jest! -krzyknęłam szybko się wycofując, bo wiedziałam, że trzech chłopaków na jedną w wodzie... Jeszcze bym ich potopiła, no mieliby ze mną nierówne szanse.


~*~


-Nie chcę stąd jutro wyjeżdżać. -westchnęła Amy piekąc kiełbaskę przy ognisku. Było już ciemno, a my jedliśmy i piliśmy.
-Chyba nikt nie chce. -odpowiedziałem niezadowolony po czym pociągnąłem łyk piwa. Gryfonka, która siedziała obok mnie wstała i podeszła do torby, w której mieliśmy alkohol. Wzięła trzy wina i rozdała je, jedno wino na parę. Scyzorykiem otworzyła nasze i wypiła spory łyk, widzę że coś ją gryzie, ale będę miał jeszcze dziś czas żeby ją o to zapytać, bo nie chcę robić tego przy wszystkich.
-Więc ile znacie się z Hermioną? -zapytała Lily.
-Jej, trudne pytanie. Bo znać się, a poznać to dwie różne rzeczy -powiedziała Granger wymachując butelką. No i już ją bierze.
-No dobra, ile się znacie, a kiedy się poznaliście? -westchnęła Lily, widać że żeńska część naszej grupy za mocnej głowy nie ma.
-Więc...
-Znamy się niecały miesiąc, poznaliśmy się prawie sześć lat temu. -wszedłem jej w słowo.
-No właśnie tak. -przytaknęła brunetka.
-I przez tyle lat się nienawidziliście... -Li była w szoku -Jejku, podziwiam, że przełamaliście lody.
-No tak było. Chyba się upiłam. -westchnęła. Nawet tego wina nie powąchałem, a tam już pół butelki nie ma, więc ostrożnie zabrałem jej butelkę i sam się napiłem. -I jeszcze będę z tobą spać, toć to skandal. -zaśmiała się.
-Przykre to -westchnąłem udając urażonego
-Przykre, to jest całe moje życie. -po jej słowach wszyscy się zaśmiali. Rzeczywiście, nie chce się wyjeżdżać.


 ~*~


Było już bardzo późno, wszyscy już spali. Tylko ja i Draco sprzątamy po ognisku. Dużo dziś wypiłam, ale już mi lepiej. Po prostu nie chcę myśleć o Draconie w ten sposób w jaki zaczynam myśleć. Wszystko zostało zgaszone, a butelki i opakowania w specjalnej torbie na śmieci.
-Chodź, Granger trzeba się kłaść. -powiedział zagarniając mnie do siebie i ruszając w stronę namiotu. Jak się okazuje, każdy z pozostałej czwórki chrapie, więc niech nie robią z siebie świętych. Malfoy jakby czytał mi w myślach, bo odezwał się
-Mam nadzieję, że ty tak nie chrapiesz, bo wrzucę cię do jeziora. -zaśmiał się cicho, a ja prychnęłam.
-Oczywiście, że nie. Mam nadzieję, że ty też nie bo...
-Tak wiem, masz już plan na zbrodnie doskonałą, rozumiem. -powiedział odsuwając wejście do naszego namiotu, wpuścił mnie przodem. Było ciemno i ledwo widziałam gdzie mam torbę. Na samym środku namiotu był trzyosobowy materac i ciepła kołderka na nim. Tylko się przebrać i będę mogła iść spać. Malfoy zdjął spodnie i ściągnął koszulkę, żeby zmienić ją na jakiś T-shirt. Jego wyrzeźbiony tors na pewno zwraca uwagę dziewczyn. Widać po nim, że jest kapitanem drużyny, takie mięśnie przecież nie biorą się od tak. Ja wyciągnęłam z torby koszulkę na ramiączka i krótkie spodenki. Może to, że byłam pijana i zmęczona zadziałało na mnie, ale się nie wstydziłam, więc pozbyłam się ubrań. Byłam w bieliźnie i poczułam palący wzrok na sobie, czy on też tak się poczuł przed chwilą, gdy na niego patrzyłam? Szybko założyłam koszulkę i spodenki. Znowu poczułam to co ostatnio, chęć pocałowania go. Jak usnę to szybko się jej pozbędę, a później mi przejdzie. Odwróciłam się w stronę materaca i nie wiedziałam, że Ślizgon stał tuż za mną. Stał bardzo blisko, czułam jego perfumy, które są nieziemskie. Spojrzałam mu w oczy, ledwo widoczne przez tą panującą ciemność. Zaczęłam głębiej oddychać, bo... No czemu on tak na mnie działa od jakiegoś czasu?
-Wiesz, że jesteś za blisko? -szepnęłam. Patrzył mi w oczy bardzo intensywnie, aż tak, że miałam ochotę spuścić wzrok, ale przytrzymał mnie za brodę.
-A wiesz, że mało mnie w tym momencie to obchodzi? -odpowiedział cicho i zmysłowo. Nie mam pojęcia, które z nas zrobiło następny krok, ale poczułam jego warki na swoich. Smakował winem i mięsem z grila, całkiem ciekawe połączenie. Całował delikatnie i słodko, jego ręka gładziła moją talie, a drugą rękę wpiął w moje włosy. Miał przyjemnie chłodne wargi i... Merlinie, całuje cudownie. Jego język przejechał po mojej wardze w cichej prośbie o rozchylenie warg, co zrobiłam. Nasze oddechy. usta i języki połączyły się w erotycznym tańcu naszych żali, smutków i pożądania, które zrodziło się między nami już jakiś czas temu. Nie wiem ile minęło, kilka sekund, kilka minut, czy może kilka godzin, ale w końcu oderwaliśmy się od siebie. Widziałam lekki rumieniec na jego twarzy. Łapaliśmy oddech patrząc na siebie w bezpiecznej odległości.
-Powinniśmy iść spać... -powiedział jakby... zakłopotany?
-Tak, -pokiwałam lekko głową i odetchnęłam głęboko -Też tak myślę. -oboje położyliśmy się w odpowiedniej odległości.
-Dobranoc, Draco.
-Dobranoc, Hermiono


~*~


Rano cholernie bolała mnie głowa i... Chwila... Czy zrobiłam to co zrobiłam? Całowałam się z Malfoy'em? Złapałam się za głowę. Jestem taką idiotką! Wstałam, wzięłam bluzę i poszłam w stronę samochodu po kosmetyczkę, tam mam gumki do włosów i wsuwki. Jako jedyna miałam klucz do samochodu, bo wszyscy wczoraj praktycznie pozgonowali i wymigali się od roboty. Otworzyłam auto i zabrałam z torby, która była na końcu, moją kosmetyczkę. Otworzyłam ją i znalazłam co? Karteczkę. Następną karteczkę, cholera. Rozwinęłam zwitek i przeczytałam:

,,Czy postępujesz fair wobec Jaspera? Czy jesteś w stanie postępować fair wobec Ślizgona?

Kurde. Kurde. Kurde. Teraz zaczynam się bać. Nie dość, że ktoś wie o mnie i Jasperze to okazuje się... Ten ktoś tu był, skoro ma coś do mnie mógł nas wszystkich zabić. Włamał się do samochodu i WIE, że całowałam się z Malfoy'em. Merlinie, co tu się do cholery jasnej dzieje?! 

~*~

Tak jak napisałam wyżej tu wyjaśniam wszystko. Ogromnie mi przykro, że nie wyrobiłam się na sobotę, ale spełniałam swoje marzenia, takie o których marzę już od dziecka. Teraz dokończyłam i z czystym sumieniem wstawiam. Te ponad 1000 wyświetleń... Jestem z tego bardzo zadowolona, że ktoś to czyta. Szkoda, że nie wszyscy komentują, ale rozumiem. Jednak jeśli chcesz dać mi do zrozumienia, że podoba ci się to co robię to daj znać w komentarzu, to jest ogromna motywacja. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podobał, bardzo miło i wesoło mi się go pisało. To tyle, do następnego kochani <3
~Kinia   

2 komentarze:

  1. Cześć kochana :)
    Rozdział bardzo fajny, ale zwolnij trochę! Czy relacja Draco i Hermiony nie rozwija się trochę zbyt szybko? To tylko moje odczucie, może tak właśnie miało być :) A poza tym - Granger pyskująca rodzicom? Trochę nie w jej stylu, ale czemu nie :D
    Wyłapałam błąd:
    "-Po jednym pytanie, panie Malfoy." Chyba powinno być: "Po jednym pytaniu, Panie Malfoy"
    Czasu brak, wakacje trzeba jakoś spędzić ;)
    Pozdrawiam ciepło i życzę udanych wakacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje słonko, ale tak miało być. Wszystko mam pod kontrolą, ale niektóre rzeczy muszą wychodzić z czegoś. Dziękuję za uwagę, już poprawiłam. Mimo wszystko, ta ich relacja... Będzie bardzo trudna, chcę zawrzeć najważniejsze rzeczy, nie chcę rezygnować z podstawy przez, którą miałam pomysł na opowiadanie. Tak naprawdę wychodzi na to, że znają się już miesiąc i do pewnych spraw mam już bazę, żeby pozaczynać niektóre wątki. Tobie też życzę udanych wakacji. Cieplutko pozdrawiam <3

      Usuń