sobota, 15 lipca 2017

Rozdział 2 - ,,Wszystko może się zmienić"

KOCHANI! Mamy tu drugi rozdział! Udało mi się go napisać, tak jak w planach miałam, a nawet dzień wcześniej. To bardzo ważny rozdział dla mnie. Teraz dam wam linki do piosenek, które towarzyszyły mi przy pisaniu i uważam, że idealnie pasują do rozdziału. Bardziej rozpiszę się na dole, pod rozdziałem.

Miłego czytania! 








Pierwsza fala wściekłości przebiegła moje ciało. Zatłukę tego wstrętnego karalucha.
-Malfoy, gamoniu! Idziemy do szatni porozmawiać. -powiedziałam wściekle, widząc, że nasi zmiennicy już zmierzają w naszą stronę. -Natychmiast! -fuknęłam widząc, że jakieś słowa cisną mu się na usta. -Amy, złotko, poczekaj na mnie. -powiedziałam przesłodzonym głosem. Szłam do szatni jak tykająca bomba, jeden fałszywy ruch i wybuchnę. Gdy ja i Ślizgon znaleźliśmy się już w owym pomieszczeniu ten fałszywy ruch nastąpił.
-Co ty sobie, buraku jeden wyobrażasz?! Przestań robić mi na złość i zostaw, niczego winnych mugoli w spokoju! Nie wiem o co ci chodzi, ale jesteś kretynem i postaram się zrobić wszystko, żebyś nigdzie z nami nie szedł!
-Granger, zamknij buźkę...
-Nie, Malfoy! Ty zamknij i nie wtrącaj się do mojego życia do cholery! Mało mi w życiu krzywd narobiłeś?! Uważam, że wystarczająco dużo więc, nie zatruwaj życia moim przyjaciołom, MUGOLOM! -krzyczałam.
-Granger, ja tylko nawiązuje znajomości, żeby ,,nauczyć się szacunku do człowieka”, tak jak prosiła mnie moja matka. Mnie też to się nie podoba, ale ta twoja przyjaciółka do najbrzydszych nie należy, więc skoro mam zrobić coś, żeby moja matka była szczęśliwa, to wolę przynajmniej w dobrym towarzystwie. Oczywiście, nie mówię, że ty i twoi mugolscy przyjaciele to dobre towarzystwo, ale przynajmniej płeć piękna jest całkiem, całkiem. Nie mówię tu o tobie. -w czasie kiedy Malfoy to mówił ja ściągnęłam mój fartuch i zabrałam torbę z szafki. Skasowałam kartę i stałam przy drzwiach.
-Ty wstrętna gadzino...
-Radzę uważać na słowa, Granger.
-Pieprz się, bucu jeden. -warknęłam i wyszłam.

~*~


-Pieprz się, bucu jeden. -warknęła i wyszła z szatni. Jaka ta Gryfonka jest przewidywalna w zachowaniu. Muszę przyznać, ze przez te kilka lat docinek, zrobił jej się charakterek. W mojej dłoni nadal czekał paragon, który podsunęła mi na ladzie Amy, gdy Granger skierowała się do szatni. Z drugiej strony była informacja, napisana różowym długopisem.

                ,,20:00. Lot Street. Nadal czuj się zaproszony ;)”



Uśmiechnąłem się pod nosem. No, Granger, zabawa nadal trwa.


~*~

-Amy, jak mogłaś mi to zrobić?! -krzyczałam wściekła na przyjaciółkę.
-Ale, Miona, on naprawdę jest uroczy. Nie jest chyba taki zły jak... -broniła się
-Jest jeszcze gorszy niż mówiłam! -przerwałam jej. -W tym momencie poważnie się zastanawiam czy iść na tą imprezę.
-Nie możesz mi tego zrobić! -oburzyła się. -Obiecałaś mi, każdą imprezę.
-Wiem co obiecałam. Jednak Amy zrozum mnie. Mi też jest ciężko... -posmutniałam, ona wie jaka relacja łączyła mnie z Jasperem i Ray.
-Herm, rozumiem cię, ale jedna osoba na imprezie więcej to nic. -mówiła popijając swojego truskawkowego shake’a. Szłyśmy przez centrum handlowe oglądając wystawy.
-Ale, Amy, ty nic nie rozumiesz! -krzyknęłam, zwracając na siebie uwagę przechodniów.
-Miona, bez obrazy, ale uważam, że w tym wieku nie powinno się z kimś kłócić jak pięciolatek.
-To nie chodzi o ty czy się kłócimy, czy nie. On.. Jak to ująć? -jak miałam jej to wytłumaczyć, nie mówiąc czym jest magia, czystość krwi czy czym jest cały magiczny świat, o którym pojęcia nie miała?
-Nie wiem, zastanów się dobrze.
-Posłuchaj, on nie toleruje takich ludzi jak my. Ciężko mi to wytłumaczyć. Jest takim jakby... Bogatym dzieciakiem, który toleruje tylko podobnych do niego. A uwierz mi na słowo, że my takie nie jesteśmy. -mówiłam już nieco spokojniej.
-Czy mam się poczuć urażona? -wiedziałam, że ona żartuje. Spojrzała na wystawę naszego ulubionego sklepu i pociągnęła mnie tam.
-Amy, on naprawdę...
-Miona. Skąd wiesz, skoro nie próbujesz? Może, chce przełamać lody? Jeśli nie ryzykujesz, to nie pijesz szampana, pamiętasz? -doskonale wiedziała jak mnie podejść, Jasper zawsze tak mówił, to było wręcz jego motto życiowe. Wiedziałam, że on i tak nie da rady. Po co miałby spędzać czas wśród mugoli? To do niego niepodobne! Chyba, że to co powiedział o swojej matce jest prawdą. Wtedy mogę przyznać z czystym sumieniem, że ta kobieta jest jedyną normalną osobą w jego rodzinie. Może jednak... Co ma być to będzie, niech tylko zrobi coś, co zagrozi, bądź urazi moich przyjaciół. Wiedziałam, że dalsze rozmyślania nie mają sensu, bo Amy już zapełniała swój koszyk, aby udać się do przymierzalni. Miałyśmy się świetnie dziś bawić, nie zrezygnuję z tego. Najpierw zakupy, później impreza. Przedstawienie trwa! Uśmiechnęłam się i podeszłam do jednego z wieszaków.

~*~

Niestety ale, chcąc, nie chcąc muszę się na tą imprezę wybrać. Słowa ojca, wpajane mi przez tyle lat nadal były w mojej głowie. ,,Szlamy, są nic niewarte.”, ,,Mugole, nie zasługują na to, żeby istnieć.”, ,,To bardzo nieodpowiednie towarzystwo, dla takich jak my.”. Przez tyle lat się tym kierowałem, a po powrocie z Hogwartu na wakacje, a tu taka niespodzianka.

-Draco, pamiętaj, że każdy zasługuje na życie. Arystokrata, mugolak, charłak, czy zwykły mugol. Zasługują na życie, tak samo jak ptak, szybujący po niebie, dżdżownica, która drąży tunele, czy pająk tkający pajęczynę.
-Matko, z całym szacunkiem, ale ojciec... -chciałem jej przerwać.
-Ojciec, może się mylić i tak jest w tym przypadku. Musisz zrozumieć, że każdy jest taki sam, jeśli chodzi o prawa człowieka.
-Szlamy są...
-Bardzo nie przystoi, mówić tak wychowanym czarodziejom. -skarciła mnie. -Już postanowiłam. W wakacje podejmiesz pracę. -chciałem się odezwać w ramach protestu. -Rozmawiałam z moją starą znajomą, jej córka będzie otwierała kawiarnie dla czarodziei i mugoli. Będziesz tam pracował przez całe wakacje. Ojciec i tak jest w Azkabanie, a jeśli wyjdzie, to ja to załatwię. Wynajęłam ci mieszkanie w czarodziejskiej dzielnicy, blisko kawiarenki. Pieniądze w skrytce masz. Będziesz mieszkał blisko Zabinich. Draco, przepraszam, wiem, ze traktujesz to jako karę. Jednak zrozum, że musisz nauczyć się szacunku do ludzi, a to jedyny moment na to. Ta decyzja jest niepodważalna, więc nawet nie próbuj. Jeszcze kiedyś mi za to podziękujesz synu. -powiedziała już łagodniej i wyszła z salonu.

Niestety, ale gdzieś w środku wiem, że może mieć racje. Swoją drogą nie wiem czemu Merlin tak mnie pokarał. Granger i jej przyjaciele... Aż mnie mdliło. Jednak jeśli matkę to uszczęśliwi. Napisałem jej list, w którym mówię, o dzisiejszej imprezie. Ciekawe jak na to zareaguje... Czas zacząć się szykować.


~*~


Siedziałam obładowana torbami, przy stoliku w małym barze z najlepszymi z fast-foodami w mieście. Zapisałam ostatnią kartkę, czekając, aż Amy wróci pisałam pamiętnik. Zapisuje w nim wszystko, ostatnie zapiski są bardzo smutne, pełne żalu i smutku. Tak łatwiej uporać się z bólem po zmarłych przyjaciołach. Wrzuciłam go do torby, która stała na ziemi, bo zauważyłam, że Amy zmierza w moją stronę, a toreb ma dwa razy więcej. Zakupy udane, o czym mówi jej wielki uśmiech na twarzy.
-No, to chyba możemy iść. -powiedziała siadając naprzeciwko mnie.
-Nareszcie! -odpowiedziałam z ulgą wstając. -Bo w takim tempie to my się na imprezę nie wyszykujemy. -zaśmiałam się. Ruszyłyśmy obładowane zakupami w stronę wyjścia z galerii. Po kłótni, której powodem był tleniony dupek, już nie było śladu. Przy moim domu rozstałyśmy się i umówiłyśmy na 19:30, bo droga na Lot Street zajmie nam jakieś pół godzinki, to przy tej ulicy zawsze całą nasza ekipa spotyka się przed imprezą. Mam szczerą nadzieję, że dostatecznie wyraźnie wyraziłam swoje zdanie Ślizgonowi. Weszłam do domu i poszłam na górę do mojego pokoju, żeby zostawić zakupy. Zaraz jak coś zjem, to naszykuję się na imprezę. Zeszłam na dół i podeszłam do mojej torebki, którą zawsze zostawiam na szafce przy drzwiach. Wzięłam portfel i już chciałam iść do kuchni, żeby policzyć czy starczy mi pieniędzy na dziś, czy będę musiała wziąć pieniądze z pierwszej tygodniówki, która leżała w mojej szafce w sypialni. Jednak moją uwagę przykuło to, że w torbie brakuje pamiętnika. Od razu wysypałam wszystko na ziemię, ale nie poskutkowało to pojawieniem się owej rzeczy. Pędem pobiegłam do sypialni, skacząc po dwa stopnie na schodach. Z każdej torby zaczęłam wyrzucać wszystko na łóżko. Padłam w panice na kolana, schowałam twarz w dłoniach. Boże, jestem w dupie. Jak mogłam zgubić tak ważną rzecz? Cholera, ale jak, kiedy? Nagle mnie olśniło. Bar! Pobiegłam na dół, biorąc z tablicy korkowej ulotkę tego miejsca. Często zamawiałam stamtąd coś do jedzenia. Podbiegłam do telefonu i wykręciłam numer. Pierwszy sygnał... Cholera, niech ktoś odbierze... Drugi sygnał... Tak trudno, do cholery podnieść telefon?!... Trzeci sygnał... Jak nikt zaraz nie odbierze to was wszystkich roz...
-Słucham? -usłyszałam głos w słuchawce.
-Dzień dobry, byłam u państwa jakieś pół godziny temu, siedziałam przy oknie czekając na przyjaciółkę.
-Tak, pamiętam panią, coś się stało? -zapytał zatroskany właściciel.
-Można tak powiedzieć... Pisałam ważną pracę w notatniku i... Chyba go zostawiłam, może ktoś go znalazł i oddał? -zapytałam z nadzieją
-Niestety, ale proszę chwilkę poczekać, zaraz sprawdzę czy tam nie został. -usłyszałam. Nie czekałam długo, gdy właściciel znów złapał za słuchawkę. -Niestety, muszę stwierdzić, że nic takiego nie ma w barze. Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? -padło pytanie. Mówiąc szczerze jestem w ciemnej dupie. Nie mam notatnika, straciłam czas na szukanie go, a jest już 18:00. Nie pozostało mi nic innego...
-Tak, czy mogłabym złożyć zamówienie z dowozem?
-Tak, słucham.
-Poproszę małe frytki, małą colę, i hamburgera z dodatkami. -powiedziałam. Podałam jeszcze adres i dowiedziałam się, ze czas oczekiwania to trzydzieści minut. Przygnębiona całą sytuacją weszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Woda spływała po moim ciele, dając kojące uczucie. Umyłam się i zabrałam się za pienienie włosów. Po wyjściu spod prysznica, owinięta tylko w ręcznik, poszłam do sypialni. Nie zakładając nawet stanika, narzuciłam letnią sukienkę. Wiedziałam, że zaraz przyjedzie ktoś z moim zamówieniem, więc muszę mieć cokolwiek na sobie.
Zaczęłam suszyć włosy i szykować ubrania, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam pieniądze ze stołu i poszłam otworzyć. W drzwiach stał na oko osiemnastoletni chłopak, całkiem przystojny. Uśmiechnął się z błyskiem w oku, zauważył, że nie mam stanika pod sukienką. Niestety chłopcze, ale się rozczarujesz.
-Dzień dobry, przywiozłem zamówienie. -powiedział podając torbę z jedzeniem.
-Dziękuję, ile jestem winna? -zapytałam,a ten wskazał mi paragon. Zapłaciłam odpowiednią kwotę i...
-A może, masz ochotę... -zaczął
-Nie, nie mam ochoty nigdzie iść, muszę cię przeprosić, ale muszę się wyszykować. Jeszcze raz dziękuję. -zamknęłam za nim drzwi. Kobieta powinna znać swoją wartość i mieć szacunek do siebie.
Zjadłam na spokojnie przy włączonym radiu, gdy zjadłam i posprzątałam w radiu leciała jedna z moich ulubionych piosenek, dlatego włączyłam głośniej i tanecznym krokiem poszłam się szykować.

~*~

O 19:20 byłam gotowa. Czarny top podkreślał moją figurę, buty dodawały centymetrów, a torebka była zapakowana. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze i wyszłam z domu. Nie czekałam długo na Amy, która jak zawsze wyglądała zjawiskowo. Kremowa sukienka do połowy ud, jakaś narzutka na plecy i kremowe buty na płaskiej podeszwie. Od razu ruszyłyśmy na Lot Street. Gdy zbliżałyśmy się do celu, Amy trochę się spięła i zastanawiam się dlaczego. Jak zawsze to my czekałyśmy na wszystkich. Na horyzoncie pojawił się Patrick i Sam, oczywiście w świetnych nastrojach.
-A wy co tak sztywno stoicie? -zapytał Patrick podchodząc tanecznym krokiem do nas. Przywitaliśmy się buziakiem w policzek
-Może dlatego, że jeszcze nic nie piłyśmy? -zapytałam uśmiechnięta.
-Więc trzeba to naprawić. -powiedział Sam wyciągając zza siebie dwie butelki cydru. Siedzieliśmy na naszej ławce popijając cydr i czekaliśmy na Lily, która się spóźnia, jak zawsze.
Amy rozmawiała o czymś z Samem, a ja śmiałam się z Patrickiem.
-I wtedy zamknęłam mu drzwi przed nosem. -powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
-Herm, nie wiem czemu jesteś taka okrutna dla mężczyzn. -powiedział. Sprzedałam mu kuksańca w bok i znów wybuchliśmy śmiechem. Złapałam łyk cydru i dopiero teraz zobaczyłam z kim wita się Amy. Wyplułam alkohol z ust i patrzyłam w szoku na blondyna.
-Co ty tu do cholery robisz? -zapytałam podchodząc
-Idzie z nami na imprezę. -powiedziała Amy.
-A ja uważam, ze nigdzie nie pójdzie. -odpowiedziałam spokojniej.
-Przepraszam, Hermiono, ale nie będziesz mówiła moim znajomym i osobą , które zaproszę co mają robić. -zmroziło mnie. Malfoy stał i najwyraźniej czerpał przyjemność z mojej porażki. Dziewczyna wyminęła mnie, razem z blondynem i poszła go przedstawić innym. Stałam oszołomiona, gdy zauważyłam biegnącą do nas Lily.
-Przepraszam za spóźnienie. -powiedziała dysząc lekko i pocałowała mnie w policzek. Nagle otrząsnęłam się z szoku i wróciłam do wszystkich. Postanowiłam nie zwracać uwagi na Amy i Malfoy’a. Skoro moja przyjaciółka chce poświęcić lata przyjaźni, dla jednej imprezy z tym pieprzonym egoistą, to niech tak będzie.
-Dobra, jesteśmy już i tak spóźnieni, więc idziemy. -powiedziałam idąc w stronę domu Paula. Patrick i Sam wstali i zrównali się ze mną. Lily akurat witała się ze Ślizgonem.
-Nie martw się Miona. My musimy zrobić dobre wejście, więc spóźnienie jest na miejscu. -powiedział Patrick i zarzucił mi ręce na szyję. Nie będę sobie niszczyć imprezy ze względu na moją naiwną przyjaciółkę i tego wrednego barana.


~*~


O 23:30 wszyscy już byli nieźle wstawieni, zresztą ja też. Czułam, że nie chcę tu już siedzieć i postanowiłam wyjść na podwórko, na którym nikogo nie było. Ogólnie, ogród był wyłączony z imprezy, przez właściciela. Nie chciał załazić matce za skórę. Teraz siedział pewnie pijany, na którymś z foteli, po następne nie mam zamiaru demolować ogrodu, tylko na spokojnie posiedzieć na huśtawce. Wszystko na chłodno mogę przeanalizować. Malfoy, przyszedł z nami i widziałam, że jest niepocieszony obecnością mugoli, ale zaskoczył mnie. Po niecałej godzinie imprezy normalnie rozmawiał z innymi, co jest dla mnie szokiem. Wypił mugolski alkohol, rozmawiał z mugolami, a nawet z nimi tańczył i się śmiał! To jest niepojęte! Skoro Draco Malfoy, dogaduje się z mugolami, to Voldemort biega nagi po Hogwarcie. To jest poważnie dziwne i postaram się to rozgryźć. Nawet nie zauważyłam, kiedy miejsce obok mnie zostało zajęte. Spojrzałam i nie mogłam oczom uwierzyć, że to on.
-Co ty tu robisz? -zapytałam
-To samo co ty. -odpowiedział Nastała cisza. Żadne z nas jej nie przerywało, nie było to krępujące, ale w końcu musiałam się odezwać.
-Malfoy, oboje wiemy, że to co robisz nie jest w twoich standardach. O co chodzi?
-Granger, mówiąc szczerze to nie mam pojęcia co ja robię. Miałem ucieszyć matkę informacją, że umiem szanować ludzi, nawet mugoli, choć wiedziałem, że tak nie jest. A teraz... Jestem tu, na mugolskiej imprezie, wśród niemagicznych ludzi i rozmawiam z mugolaczka na huśtawce ogrodowej. -powiedział patrząc w niebo, a mnie zatkało. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Przecież, ty i twój ojciec...
-Tak, mój ojciec jest tyranem i teraz wiem już, o co chodziło mojej matce. Tyle czasu każdy spisuje mnie na straty, ale matka uświadomiła mi wiele rzeczy. -powiedział chłodno. Zadrżałam na te słowa, robiło się już chłodno.
-Zimno ci, Granger? -zapytał. Zaraz się zacznie... Czekał na moją odpowiedź, ale gdy jej nie otrzymał zdjął z siebie szarą bluzę i narzucił na moje ramiona. No teraz to ja już nie mam pojęcia o co chodzi. Jestem normalnie w szoku, ponadto nie wiem jak ma się zachować.
Poczułam silną potrzebę, dania mu szansy. Sama wiem jak jest, gdy nikt dookoła na ciebie nie stawia, gdy każdy spisuje na straty. Wtedy potrzebna jest szansa, od kogokolwiek...
-Malfoy, ja... -Melinie, co ja robię? Chyba za dużo wypiłam. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. -Hermiona Granger, Gryfonka i mugolaczka.

~*~

Alkohol mugolskiego pochodzenia wcale nie jest gorszy od naszego, jak okazało się po dwóch godzinach imprezy. Teraz uświadomiłem sobie ile w życiu mnie omija. Już wiem co miała na myśli moja matka. To jest niesamowite jacy są ci ludzie, ich wynalazki, to jak radzą sobie bez magii. Potrzebuję ochłonąć, dlatego wychodzę do ogródka. Na huśtawce ogrodowej siedzi dziewczyna o burzy brązowych włosów. Od razu ją rozpoznaję, przynajmniej z wyglądu , bo z zachowania jej w ogóle nie poznaję. To nie jest ta Granger, którą znam. Odczuwam pragnienie akceptacji z jej strony, tego żeby zrozumiała, kim jestem. Siadam obok i widzę jej zszokowaną twarz.
-Co ty tu robisz? -pyta zamyślona. Patrzę jej przez chwilę w oczy i czytam jak z otwartej księgi. Jest zdziwiona i dużo rzeczy dzisiejszego wieczora ją przerasta, tak jak mnie. Na początku miałem tylko iść po to żeby dopiec tej małpie, a teraz... Świat przynosi nam dużo niespodzianek, w jednej chwili wszystko może się zmienić.
-To samo co ty. -odpowiadam. Widzę, że ją zatkałem, ale w końcu przychodzi opamiętanie.
-Malfoy, oboje wiemy, że to co robisz nie jest w twoich standardach. O co chodzi? -pyta, a ja zastanawiam się nad jej pytaniem. W końcu odpowiadam szczerze, może to alkohol w żyłach, albo ta noc ma taki wpływ na ludzi.
-Granger, mówiąc szczerze to nie mam pojęcia co ja robię. Miałem ucieszyć matkę informacją, że umiem szanować ludzi, nawet mugoli, choć wiedziałem, że tak nie jest. A teraz... Jestem tu, na mugolskiej imprezie, wśród niemagicznych ludzi i rozmawiam z mugolaczka na huśtawce ogrodowej. -opowiadam i patrzę w niebo zastanawiając się co jeszcze się wydarzy.
-Przecież, ty i twój ojciec...
-Tak, mój ojciec jest tyranem i teraz wiem już o co chodziło mojej matce. Tyle czasu każdy spisuje mnie na straty, ale matka uświadomiła mi wiele rzeczy. -teraz już wiem, że moja mama zrobiła coś, czego potrzebowałem od zawsze. Kto wie, może gdyby i ona spisała mnie na marne, to byłoby za późno żeby się zmienić. Dziewczyna wzdrygnęła się. Rzeczywiście robi się chłodno. -Zimno ci, Granger? -pytam, ale gdy nie dostaje odpowiedzi ściągam bluzę i zarzucam na ramiona szatynki. Malfoy, co ty do cholery robisz? Zastanawiam się, ale wiem, że nie robię nic złego.
-Malfoy, ja... -słyszę, po czym wyciąga do mnie rękę. -Hermiona Granger, Gryfonka i mugolaczka. -teraz to mnie zatkało. Czy to możliwe, że Granger, przyjaciółka Potter’a, postanawia zacząć od nowa, ze mną. Czy to jest normalne? Czy powinienem się zgodzić? Zdecydowanie to nienormalne...Przyjmuję jej rękę i lekko nią potrząsam.
-Draco Malfoy, Ślizgon i arystokrata.
-Uznajmy, że to jest nasze poznanie. -mówi nagle z cieniem uśmiechu.
-Tak, uznajmy tą noc, za noc naszego pierwszego poznania. -zgadzam się.

~*~

Wracam do domu nad ranem, jak zawsze. Rodzice śpią, ale ich i tak pewnie to nie obchodzi. Gdyby ktoś, kilka dni temu, powiedział mi, że będę pracować z Malfoy’em, pójdziemy razem na imprezę i że się z nim pogodzę, to wysłałabym go na jakąś terapie do Munga. Przysięgam, że wszystko jest takie popieprzone. Długo rozmawialiśmy, poznając się na nowo, dając sobie drugą szansę. Oczywiście, nie zapominamy starych krzywd, ale staramy się nie brać ich pod uwagę, na nowe znajomości potrzeba czasu. Wchodzę do swojego pokoju i kładę torebkę na biurko. Już mam się rzucić na łóżko, ale mój wzrok przyciąga... PAMIĘTNIK! Leży na wierzchu, blisko miejsca, gdzie postawiłam torbę. Największym zdziwieniem jest kartka na nim.

                ,,Pilnuj swoich rzeczy i nie rób z siebie ofiary.”

Patrzę na te słowa w osłupieniu, o co tu chodzi? Kto to tu zostawił i czemu skądś kojarzę to pismo?
Myślenie nad tym zajmuje mi około godziny, zanim poduszka mnie woła. Ledwo już patrzę na oczy, więc myśliciel ze mnie nie będzie za dobry, muszę iść spać. Przebieram się szybko i kładę pod kołdrą. Nie mija dużo czasu jak odpływam w sen.


~*~

Całą niedzielę myślałam nad tą kartką, poza tym, że byliśmy całą paczką w parku. Jak zdążyłam się zorientować, Malfoy też do niej należy. To nie był zły dzień, wręcz przeciwnie, ale moją głową i tak zawładnęła sprawa z kartką. Nikomu o tym nie mówię, bo myślę, że to nie ma jeszcze takiego znaczenia. Teraz, prawie spóźniona wbiegam do kawiarni. Poniedziałki są najgorsze. Jak burza wpadam do szatni, tym samym w ramiona Ślizgona.
-Nasza Gryfoneczka się spóźnia. -zironizował i puścił mnie.
Szybko kasuję kartę i otwieram szafkę. Malfoy czekał na mnie i razem wyszliśmy z szatni. Odetchnęłam z ulgą, gdyż wybiła akurat ósma.
-Malfoy, weź się do roboty, a nie mi tu ciumkasz. -prychnęłam wesoło. On nie jest taki zły jak się wydaje, co nie znaczy, że już się do niego przekonałam w stu procentach, albo że mu ufam. Po prostu, trzeba umieć go zrozumieć, dostrzec w nim potencjał, ,który był zabijany tyle czasu przez ojca. Z pozytywnymi myślami zabrałam się do roboty.

~*~

Kolejny tydzień minął spokojnie, a ja co dzień spędzam czas ze Ślizgonem, no i innymi znajomymi. Nie mogę uwierzyć, że zaczynam go lubić. Malfoy’a da się lubić! Merlinie, coś ty nawyprawiał? Do tej pory nie rozwiązałam tej zagadki z kartką, nie mam pojęcia o co może chodzić. W te, czy we wte i tak się nie poddaję, bo ja MUSZĘ wiedzieć i koniec. Czas na spokojną niedzielę i trochę relaksu.

~*~

Muszę przyznać, że Granger nie jest zła. Da się z nią porozmawiać, zawsze ma jakieś rady, zawsze próbuje pomóc. Święta, Granger. Przez ten czas dużo nauczyłem się o mugolach i ich urządzeniach. No, znaczy, Granger mnie nauczyła, ale nie zmienia to faktu, że ich świat jest interesujący. Aż się dziwię, że to przyznaję. Matka jest ze mnie bardzo dumna, z tego, że jednak rozumiem na czym polega świat i życie. Nie mogę narzekać na pracę, bo z humorkami Granger, i jej docinkami, dni mijają szybciej. Minęła już połowa lipca, a ja znam kilkoro mugoli, zadaję się z Granger, pracuję i... To jest w porządku. Nie mogę doczekać się spotkania z Zabinim, oczywiście nie powiem mu, kim są moi nowi przyjaciele, bo by mnie wyśmiał i nie miałbym życia w szkole. Jednak jest mi bardzo bliski, jak brat. Pisaliśmy kilka listów, za tydzień wraca z wakacji u ciotki, więc wpadnie do mnie na męski wieczorek. Te wakacje chyba nie mogłyby być lepsze.

~*~

Wchodzę do kawiarni razem z Granger, już od rana prowadząc sprzeczkę.
-Nie Malfoy, to ty się spiłeś jak bela. Więc wypraszam sobie. -zrobiła minę niewiniątka.
-Jakoś mi się nie wydaję, Granger, przyznaj się po prostu.
-Ale nie mam do czego ty kłamliwy...
-No dokończ. -powiedziałem otwierając drzwi szatni. Ta mała Gryfoneczka ma temperament, więc kłótnie z nią, to wręcz przyjemność.
-Dobra, zamknij się. -fuknęła podnosząc z ziemi fartuszek, który jej upadł. Popatrzyłem na nią i aż westchnąłem. Gdyby nie była mugolaczką, gdyby nie była Granger... Jej zgrabny tyłek i wręcz idealna talia czasem doprowadza mężczyzn do szału, ale wiadomo, że ona pozostaje niewzruszona na podrywy wszystkich facetów. Rozmawiałem o tym z Amy, powiedziała mi, że przez długi czas była zakochana w jakimś Jasperze, ale już nie jest i od tamtej pory wie, jak działa na facetów i wie jak skutecznie to wykorzystać, żeby później nie dawać im nic w zamian. Ona wie co to gra i umiejętnie to wykorzystuje. Brzmi to jakby wykorzystywała naiwność i czerpała jakieś korzyści, ale to tylko zwykła zabawa.
-Malfoy, ja wiem, że ty jesteś opóźniony, ale nie patrz się tak na mnie. -powiedziała, patrząc mi w oczy. Potrząsnąłem głową i spojrzałem na nią, jak zaczyna odpinać guziki bluzki, żeby się przebrać.- Z łaski swojej odwróć się. -poprosiła, ale co mi tam. Podszedłem do niej i oparłem dłoń na jej tali, a drugą na ramieniu.
-A może wolę popatrzeć? -zapytałem szepcząc jej do ucha. Westchnęła cicho. Po tych wspólnych dniach wiem już, że nasza Święta-Dziewica-Granger, nie jest wcale taka niewinna.
-Nie, Malfoy. Ty chyba wolisz dostać ode mnie kopa. -zaśmiała się i zrezygnowała z rozpinania bluzki. Założyła tylko fartuch i powiedziała
-Jeśli tą bluzkę ubrudzę i plama nie zejdzie, to kupujesz mi następną. -wypięła język w moją stronę i poszła. Również zostawiłem swoje rzeczy w szafce i ruszyłem jej śladem. Podszedłem do lady i nawiązałem rozmowę wracając do tematu z szatni.
-Niby czemu mam kupić ci następną? -zapytałem, jak ja uwielbiam ją złościć.
-Bo jak ją ubrudzę, to przez ciebie.
-Przecież, nikt ci nie każe cię brudzić.
-Zaraz, to się dopiero pobrudzę, plamy po krwi tak szybko nie schodzą.
-Czy to była groźba, panno Granger? -zapytałem idąc na swoje miejsce.
-Jak najbardziej, panie Malfoy. -fuknęła, ale widziałem po niej, że ma ochotę się roześmiać. Nie chcę żeby nasze relacje wykraczały bardziej niż, poza pracę, ale czuję, że te spotkania z nimi dużo mi dają. W końcu mogę być sobą, a oni akceptują mnie takiego jakim jestem.

~*~

Wtorek, od wczorajszego wieczora non stop leje. Zastanawiam się jak długo to potrwa. Granger, stała się jakaś nieswoja. Podkrążone oczy, cały czas o czymś myśli i czymś się przejmuje, to niepodobne do niej. Rozmawiałem z Amy, gdy Gryfonka poszła na przerwę, powiedziała, że może być jej ciężko w najbliższych dniach, nic więcej. Za czterdzieści minut kończy się nasza zmiana, a z wyjściem po pracy można się pożegnać, bo leje i nikt na to ochoty nie ma. Sięgam po instrukcję od ekspresu, bo zaczął szwankować. Patrzę na karteczkę, która wypada z książeczki.

                 ,,Chyba Gryfoni i Szlamy, nie są wart twojej uwagi?”

O co chodzi? Kto to tu zostawił? Jakim cudem w ogóle ktoś dostał się za ladę? Schowałem kartkę do fartucha i postanowiłem zastanowić się nad tym w domu.


~*~


Całą noc nie spałam, dzisiaj środa i mija miesiąc od śmierci Ray i Jaspera. Od dwóch dni leje deszcz jak cholera. Przebieram się żeby wyjść z pracy i iść na cmentarz. Przy wyjściu zagaduje mnie Malfoy.
-Granger, dziś też się nie widzimy? -pyta z nadzieją.
-Nie wiem, jak chcecie to możecie gdzieś iść, ja muszę iść na cmentarz. -opowiadam. Troszkę za dużo powiedziałam, ale co go to obchodzi. Wyszłam z kawiarni naciągając kaptur na głowę. Szłam ulicami i byłam naprawdę anonimowym człowiekiem. Miesiąc temu moi przyjaciele umarli. Rozstali się z życiem i ze mną. To tak cholernie boli. Szybko doszłam na cmentarz, kupiłam tam dwie białe róże, jak zawsze. Całą noc myślałam o nich, całą noc płakałam, całą noc piłam, całą noc się raniłam. Stałam teraz przed ich grobem i znowu płakałam, nigdy nie przestanę o nich myśleć. Dlaczego nie pozwolono mi ich zobaczyć podczas pogrzebu? Trumny były niestety zamknięte. Przez całe życie będą mnie nawiedzać myśli, co by było, gdyby oni żyli. Z bezsilności opadłam na kolana, byłam już cała przemoknięta. Z mojego gardła wydarł się głośny szloch, na wspomnienie Jaspera. Co i komu zrobiłam, że tak mnie pokarali? Ściemniło się już całkowicie, a ja nadal byłam jak posąg, choć wiem, że moje zostanie tutaj nie zwróci im życia. To wszystko tak cholernie boli! Nienawidzę tego wszystkiego, siebie, życia. Zapadła noc i trzęsłam się z zimna. Usłyszałam czyjś głos i zlękłam się.
-Granger, do cholery! Co ty wyczyniasz? -odezwał się wściekły blondyn.
-Co ty tu robisz, Malfoy? -byłam w szoku, jak on się tu znalazł?
-Zabieram cię stąd, zanim nabawisz się zapalenia płuc. -powiedział podając mi rękę. Wstałam i tak nie mam nic lepszego do roboty.
-Jak ty się tu znalazłeś?
-Może lepiej powiedz mi od kiedy tu jesteś. -zignorował mnie prowadząc do wyjścia.
-Może mi odpowiesz na pytanie?
-Granger, jesteś tak cholernie uparta! -warknął, zakrywając twarz rękom z bezsilności. -Dzwoniłem do Amy, a gdy powiedziała, że w domu cię nie ma postanowiłem sprawdzić czy jesteś tutaj. Leje jak cholera, a ty pół dnia tu siedzisz. Zwariowałaś kobieto.
-Nie twoja sprawa. To ja zwariowałam, a nie ty. -fuknęłam. Zauważyłam, że nie zaprowadził mnie do mojego domu, czy Amy. Jednak wiem, że to czarodziejska dzielnica w mieście. Nie spodziewałam się, że on może tu mieszkać. Otworzył drzwi kluczem i zaprosił mnie do środka. Wahałam się, ale co mi szkodzi. Chyba nic gorszego mnie nie może spotkać. Powlokłam się korytarzem, zostawiając za sobą mokre ślady.
-Co twój ojciec na to, że sprowadzasz szlamy do domu? -syknęłam wchodząc do małej kuchni. Pomieszczenie było bardzo w moim stylu. Ciemno brązowe szafki, i wysepka kuchenna na środku. Ściany w kolorze beżu i brązu. Okno wychodzące na mały ogródek przed domem, z widokiem na schody. Na przeciwko kuchni, po drugiej stronie korytarza było wejście do salonu z kominkiem.
-Mieszkam sam. -powiedział. -Wejdź do salonu. -polecił. Miałam szanse, bardziej się rozejrzeć. Ogień w kominku nadal płonął, czarna kanapa i dwa, dwuosobowe fotele, po obu stronach kanapy. Czarny, puchowy dywan pasował do małego stolika, także w tym kolorze. Przy oknie stał sześcioosobowy stół, pasujący do brązowego koloru ścian. Czerwone rolety były zasunięte. Dopiero teraz zauważyłam, że ściana z małym barkiem jest z cegły. Zlękniona odwróciłam się czując czyjąś dłoń na ramieniu. Draco stał wyprostowany z otwartą butelką piwa w jednej dłoni, a drugą, wyciągniętą w moja stronę, zajmowała mu zamknięta butelka. Popatrzyłam podejrzliwie, ale wzięłam piwo. Nawet jeśli chce mnie otruć, to wszystko mi jedno. Kapsla pozbyłam się za pomocą zębów.
-Granger, przecież mam otwieracz. -zaśmiał się.
-Ale ja wole, stare, sprawdzone sposoby. -puściłam mu oczko. Jak ja dobrze udaję, dobrze maskuje smutek. Teraz rozumiem, że w sumie jesteśmy podobni do siebie. Oboje zakładamy maski, odpowiednie do sytuacji.
-Granger, chodź, przebierzemy się. -polecił i wyszedł z salonu.
-Chyba nie myślisz, ze będę się z tobą przebierać ? -podniosłam lekko głos, mając nadzieję, że usłyszy i poszłam za nim. Wiedziałam, że on nawet o tym nie myśli, ale lubię się z nim kłócić.
Dotarliśmy do sypialni. Łóżko z zieloną pościelą i najciemniejszym odcieniem tego koloru, kotarami, dzięki kotarom cenie baldachimy, jednak tu ich nie ma. Te zasłony idą, aż od sufitu. Srebrne szafki i kanapa, przy szafie w tym samym kolorze. Ciemna podłoga tak bardzo współgrała z dużym, szarym dywanem. Wiadomo, to Ślizgon. Wyciągnął z szafy szare spodnie od dresu i czarną koszulkę.
-Masz, idź do łazienki, naprzeciwko sypialni i przebierz się, ubrania rozwiesisz sobie w suszarni. Daj mi tę bluzę od razu. -podał mi rzeczy, ja ściągnęłam moją puchową bluzę. W jego oczach pojawił się błysk i nie bardzo wiedziałam o co chodzi, więc zignorowałam to i poszłam do łazienki.


~*~

Zamknęłam za sobą łazienkę, która była mała, ale piękna i funkcjonalna. Duża wanna, wbudowana w podłogę, przy drzwiach czarny prysznic, mała umywalka i toaleta. Wszystko zachowane w kolorach bieli i brązu. Nie wiedziałam, gdzie jest suszarnia, ale otworzyłam drzwi, które były obok łazienki i trafiłam. Przy małym piecyku wywiesiłam swoje rzeczy i wróciłam do salonu. Tam czekał na mnie Malfoy. Usiadłam obok niego na kanapie i nalałam Ognistej Whiskey do szklanki przed sobą, ponieważ jego była pełna. Patrzył w ogień w kominku i myślał, wiem kiedy myśli, bo widać zacięcie na jego twarzy.
-Czemu to robisz? -zapytał mnie znienacka, a ja zastanawiałam się o co chodzi. -Nie udawaj, Granger, widziałem. Tylko pytam, czemu? -nawet na mnie nie spojrzał.
-Nie rozumiem, o co ci chodzi, Malfoy. -poważnie, nie miałam pojęcia. Złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę tak, żeby dobrze jej się przyjrzeć i już zrozumiałam.
-O to mi chodzi. -powiedział patrząc mi w oczy. Chodziło mu o blizny po cięciach i rany. Czułam łzy. No co mam mu powiedzieć? Że sobie nie radzę, że tak czuję choć na chwilę spokój?
-To mnie uspokaja, po tych przeżyciach. -odpowiadam cicho.
-To nie jest zdrowe, Granger. Jak się domyślam inni nie wiedzą. Zobaczę to jeszcze raz na twoim ciele, to powiem im.
-Grozisz mi? -pytam wyrywając rękę.
-Nie, to nie groźba, to prośba. Jeśli ci źle, z czymś sobie nie radzisz, to porozmawiaj. Rozumiem, że mogę nie być najlepszą osobą do tego, ale masz Amy, Lily...
-Oni nie zrozumieją, Malfoy, nie drążmy tego tematu. Jeśli cię to uszczęśliwi to obiecuję, że już nigdy więcej tego nie zrobię. -nie jestem pewna czy dam radę, ale już dawno miałam z tym skończyć, a teraz mam motywację.
-Mam nadzieję, bo pomyśl, co powiesz za kilka lat dzieciom?
-Dobra, nie bierz mnie pod włos. Koniec tematu. -zakończyłam. -Napijmy się, za nowy początek.
-Który raz już za to pijemy? -zapytał rozbawiając mnie przy tym.
-Kolejny, ale za nowy początek wszystkiego. Stuknęliśmy się szklankami i napiliśmy trunku.

-Musimy się lepiej poznać. -stwierdziłam. - Zagrajmy w pytania.





*********  

Tak jak wspomniałam rozpisuję się tutaj, rozdział nie sprawdzony. Piosenki są bardzo ważną rzeczą w tym rozdziale. Wena mi dopisuje, dodałam rozdział dzień wcześniej. Jestem zadowolona z tego rozdziału, choć wiem, że zawsze mogłoby być lepiej. Linki do swoich blogu zostawiajcie przy komentarzu, lub w zakładce media i linki. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazicie swoje zdanie na temat rozdziału, to naprawdę motywuje i daje kopa do dalszej pracy.  To chyba tyle, kolejna notka za tydzień, do następnego kochani ;) 
<3 
~Kinia

4 komentarze:

  1. Bardzo mi się podobało, i od dziś czekam na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję bardzo, a na książkę przyjdzie czas haha ;)

      Usuń
  2. Cześć :)
    Myślę, że ten rozdział był naprawdę przełomowy, zwłaszcza w relacjach Hermiony i Draco. Jedyne co mi się nie zgadza, to Granger która się okalecza. Jakoś zupełnie nie pasuje to do mojej wizji tej -przecież silnej- postaci. Ale to moja opinia :D Dobrze, że Malfoy się ogarnął i powoli porzuca swoje przekonanie o wyższości czystej krwi :)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny (Widzę, że odnosi to nielichy skutek ;) )
    A.C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ten rozdział był bardzo przełomowy, a zarazem trudny do napisania. Bardzo ciężko było mi przedstawić właśnie Hermione, te pierwsze rozdziały takie będą, pokażą Gryfonkę w zupełnie innym świetle. Mają pokazać dziewczynę, która sama sobie ze wszystkim nie radzi mimo, że z natury jest bardzo silna. Przedstawią ją z innej perspektywy. Harmiona jeszcze się ogarnie i to mogę ci zagwarantować :) Natomiast z Draco jak wiadomo będą jeszcze małe komplikacje... Jeszcze trochę i wszystko zacznie wracać na tor fabularny, ale tam też będą niespodzianki. Dziękuję za twoje komentarze bo dają mi naprawdę dużo, takiego pozytywnego kopa do dalszej pracy. :D :*

      Usuń