sobota, 20 stycznia 2018

Rozdział 6 - ,,Nic nie dzieje się dwa razy tak samo"

Misiaczki! 
Chyba was rozpieszczam, kolejny rozdział? tak szybko i bez dnia spóźnienia? No jak widać się udało. Rozdział nie jest taki jaki chciałabym żeby był, ale w te czy we w te jestem z niego zadowolona. Wszystkie wcześniejsze rozdziały i prolog zostały przeze mnie sprawdzone, więc błędów tam już raczej nie ma. Tego rozdziału jeszcze nie sprawdziłam, ale zrobię to zaraz jak wezmę się za pisanie następnego rozdziału. Nie chcę zapeszać, ale może uda się mi go wstawić do końca stycznia :3 
Dobrze to na tyle, nie będę się już rozpisywać. Zapraszam do odsłuchania piosenek, które towarzyszyły mi przy pisaniu tego rozdziału. 
Miłego czytania Miśki <3 
  


Rihanna - California King Bed                                         keen'v - DIS MOI OUI


Feder feat. Alex Aiono - Lordly                                  Kings Of Leon - Sex on Fire        


                   Beyoncé - Crazy in Love (From the ''Fifty Shades of Grey'')                         


~*~



Oglądając się za siebie sprawdzałam czy nikt mnie nie śledzi, ostrożność przede wszystkim. Musiało się coś wydarzyć skoro Draco napisał mi wiadomość i prosi o spotkanie, bo wyraźnie przecież ustaliliśmy, że mamy się nie spotykać, wręcz unikać się nawzajem. Przy okazji zwracałam uwagę na to czy nie mijam Harry’ego, bo nadal zastanawiam się gdzie i po co poszedł. Bardzo się o niego martwię, po tym jak Syriusz umarł, Harry stał się inny. Każdy z członków Zakonu wie, że możemy ufać garstce ludzi, a jeszcze na mniejszej liczbie możemy polegać. Harry zdecydowanie chce pomścić Syriusza, wiem jak ciężka jest strata kogoś bliskiego, a on już nie raz z tą stratą się spotkał. Nikomu nie życzę takich przeżyć jakich doświadczył mój przyjaciel. Z Harry’m i obawą o Dracona, dotarłam do wagonu bagażowego. Weszłam niepewnie do środka i zauważyłam mnóstwo kufrów, paczek i innych toreb. Z końca przedziału było słychać niektóre zwierzęta, przynajmniej nie hałasowały mocno. Wszystko jest tak jak powinno być, ale gdzie jest Malfoy? Nieświadoma niczego rozglądałam się dalej zagłębiając się w wagon i nagle czyjaś ręka zasłoniła moje usta. Poczułam jak silne ramiona mnie unieruchamiają, a ja nie mogę krzyczeć. Perfumy mojego oprawcy dotarły do moich nozdrzy i już wiedziałam, więc zaczęłam się mocniej szarpać.
-Przestań, Granger. Po co się szarpiesz? Wiesz, że jestem silniejszy. -usłyszałam jego głos w moim uchu. Zaciągnął mnie do naprawdę odgrodzonej przestrzeni w wagonie, bagaże były tak poustawiane, że nikt nas nie mógł na pierwszy rzut oka zauważyć. Cóż, sprytny zabieg. Wtedy mnie puścił i odsunął się.
-Po cholerę to było Malfoy? -odwróciłam się w jego stronę, lekko zdenerwowana.
-Żebyś nie gadała i żeby było szybciej. -odparł siadając na jednym z kufrów.
-A nie można było grzeczniej? Na przykład ,,Cześć Hermiono, schowajmy się za kuframi.” Prawie dostałam zawału. -powiedziałam siadając naprzeciw. Moje serce powoli zaczynało bić w normalnym rytmie.
-Było by nudno i mogłabyś mieć jakieś ,,ale”, zresztą jak zawsze. -wyjaśnił śmiejąc się z mojej przesadnej reakcji.
-Cholera wie kto mógł się pod ciebie podszyć, żeby mnie tu zwabić i zabić, a ty mi mówisz, że chciałeś sobie urozmaicić spotkanie. -zdenerwowałam się.
-Możemy zrobić to inaczej. -powiedział ruszając sugestywnie brwiami.
-Chciałbyś, zapomnij kretynie. -prychnęłam
-To nie jest to co mówiłaś tydzień temu. -użył swojego argumentu, który swoją drogą był całkiem trafiony.
-Dobra. Zamknij się. Mów co się dzieje. -powiedziałam zakańczając tamten krępujący temat. Chłopak westchnął głośno i podrapał się po głowie jakby nie wiedząc od czego zacząć. Czyli to wcale nie było dla jego zabawy, a mojego strachu! To było dlatego, że on odwlekał to o czym chciał porozmawiać! Widziałam na jego twarzy kilka emocji naraz, najpierw zmieszanie, zastanowienie i na koniec strach, autentycznie się czegoś bał. Postanowiłam mu pomóc.
-Więc o co chodzi, Draco? -zapytałam kładąc mu dłoń na ramieniu w celu dodania otuchy.
-Ja... Nie wiem od czego mam zacząć.. -wytłumaczył się patrzą za okno.
-Może od początku? -zachęciłam go.
-No dobrze. -westchnął.
-Jeśli będzie ci łatwiej to nie patrz na mnie, patrz gdzieś indziej. -zaproponowałam, doskonale wiem, że tak jest łatwiej. Kiedy już myślałam, że skorzystał z mojej rady, on odwrócił się i popatrzył mi w oczy.
-Wiem, że ty, Potter i Łasic śledziliście mnie i matkę. -powiedział, a ja lekko się zdenerwowałam -Wszyscy o tym wiedzieliśmy. Po prostu... Trzymaj Potter’a krótko, Hermiono. Niech się nie miesza w nie swoje sprawy. -powiedział łagodnie.
-Co masz na myśli? -zaczęłam się stresować, bo coś jest poważnie nie tak jak powinno.
-Jeśli nie chcesz, żeby Wybrańcowi stałą się krzywda to niech zajmie się sobą.
-Czy ty mi teraz jakby grozisz? -teraz zaczęłam się wkurzać.
-Nie! Chodzi mi o to, że... -zatrzymał się i nie wiedział jak ma dobrać słowa.
-No o co chodzi, Draco?! -podniosłam się.
-Mam zadanie rozumiesz?! -on też wstał z miejsca i stał naprzeciw mnie -Mam zadanie i od niego zależy wszystko. -powiedział,a w jego głosie dało się wyczuć coś na wzór rozpaczy.
-Co się dzieje Draco?! Czego mi nie mówisz? -spytałam powoli schodząc z tonu i zbliżając się do niego.
-Nie musisz o wszystkim wiedzieć i lepiej żebyś nie wiedziała. -odpowiedział.
-Jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz? Możesz mi powiedzieć o wszystkim. -powiedziałam i stałam dosłownie przy nim, nasze klatki piersiowe się stykały.
-Nie mogę, nie o tym. Nie mogę cię narażać. Najlepiej będzie jeśli... -znowu zbrakło mu słów, albo odwagi żeby dokończyć zdanie. Był taki bezradny, było po nim widać, że coś złego się dzieje. Działo się z nim coś co nie powinno widać, że coś go mocno gryzło. Nie wiem co mnie napadło, bo obiecaliśmy sobie zupełnie co innego, ale nie mogłam znieść tego widoku, tego jak bardzo jest złamanym człowiekiem, tego jak bardzo zmienił się przez ledwo tydzień. Nie mogłam patrzeć jak bardzo boli i przeraża go sytuacja, w której się znalazł. Wiem, że było mu dwa razy ciężej, bo jedyne kogo miał to Blaise’a, a cała jego wakacyjna grupka... Nie mogliśmy mu z tym pomóc. Po prostu stanęłam na palce i przyciągnęłam jego głowę do swojej. Nasze oddechy zmieszały się, a wargi spotkały w pocałunku. Przelał do tego zbliżenia cały ból, żal i niepokój jaki się w nim zbierał. To nie był jedne z tych delikatnych pocałunków, tylko jeden z tych emocjonalnych, w którym jedno chce porozumieć się bez słów. Ja starałam się przekazać mu jak najwięcej troski i wsparcia, udowodnić mu, że ma mnie i zawsze może na mnie liczyć. W pewnym momencie przerwał pocałunek. Odsunął mnie lekko i zamknął oczy, musiał opanować emocje, wiedzę po nim jak się wzbrania przed prawdziwym sobą, tym którego miałam okazję poznać.
-Najlepiej będzie jeśli będziesz trzymała się ode mnie z daleka. -powiedział nadal nie otwierając oczu -Nie chcę żeby miało się to wydać, a tym bardziej żeby coś ci się stało. -te słowa tak bardzo mnie zabolały, jakby moje serce rozpadło się na milion części. Wiecie jakie to złe uczucie, gdy widzicie, że wasz przyjaciel cierpi, jak widzicie, że sobie nie radzi, a wy nic nie możecie zrobić? Właśnie wtedy serce może wam się złamać. Jeśli wiecie, to współczuję, jeśli jeszcze nie to radzę żeby być gotowym. Ale czy na coś takiego można się przygotować?
-Co? O czym ty mówisz? -zapytałam łamiącym się głosem.
-Po prostu myślę, że wraz z wakacjami powinniśmy naprawdę przestać się w jakikolwiek sposób kontaktować. -powiedział patrząc mi w oczy, a jego były puste i zimne, takie jakie były gdy pierwszy raz na niego wpadłam na początku wakacji.
-Przecież ograniczymy kontakty, ale chyba nie ma powodu do... -zaczęłam głębiej łapać powietrze. Atak paniki za 3... 2... 1...
-Myślę, że jest powód. Po prostu chcę cię prosić żebyś przestała się mną interesować. Przestań szukać kontaktu i najlepiej zapomnij o wszystkim co się wydarzyło. -wytłumaczył, a ja poczułam, że całkowicie się rozpadam. Było mi ciężko oddychać i powstrzymywać łzy.
-Czemu to robisz?! -zadałam pytanie podnosząc ton i odsuwając się lekko od niego.
-Teraz nie rozumiem. -powiedział patrząc na mnie.
-Oh, a ja myślę, że doskonale rozumiesz. -oznajmiłam puszczając pierwsze łzy -Czemu znowu mnie ranisz? Po co chcesz mnie od siebie odsunąć?! Po co mnie ranisz, żeby się odizolować? Zawsze tak robiłeś i oboje o tym wiemy! Nie przerywaj mi! -krzyknęłam gdy zobaczyłam, że otwiera usta w celu odpowiedzi - Co takiego się stało, że znowu chcesz mnie ranić? Co ci zrobili? Wyprali ci mózg, znowu? -zapytałam tym razem do niego podchodząc, miałam w tym większy cel. Złapał mnie za ramiona, widziałam jak moje słowa w niego uderzają, to był jego słaby punkt. Mimo, że znowu chciał założyć przy mnie maskę, to ja doskonale widziałam, że skutecznie mu to uniemożliwiałam.
-Przestań! -krzyknął lekko mną potrząsając, to nie bolało i wiem, że nie zrobił tego żeby mnie skrzywdzić. Po prostu chciał żebym ja przestała, bo wiedział, że ja mam rację. Doskonale to było widać. Zaraz, na której ręce Śmierciożercy mają Mroczny Znak? Na lewej. Łzy potoczyły się po moich policzkach, a ja złapałam go za lewą rękę i dotknęłam jego przedramię. Zanim się zorientował ja podciągnęłam mu rękaw marynarki. Zamarłam kiedy moje najgorsze przypuszczenia się sprawdziły. Po moich policzkach spłynęła obfita fala łez, a ja, jeśli to możliwe, rozpadłam się w środku po raz kolejny tego dnia. Odsunął się ode mnie i poprawił rękaw. Był zły i przerażony. Nie wiedziałam jak mam zareagować. Harry to podejrzewał, ja tak naprawdę też z tą różnicą, że ja nie chciałam w to wierzyć. Wtedy właśnie to się stało, założył na siebie cholerną maskę drania ze Slytherinu i nieczułego Śmierciożercy.
-Nie dotykaj mnie durna sz... -zakończył gdy zbrakło mu odwagi.
-No powiedz to! Powiedz, że jestem szlamą! No dalej! -krzyknęłam bijąc go pięściami po torsie, choć doskonale wiedziałam, że nic mu się nie stanie. Wpadłam w szał i on o tym wiedział.
-Przestańcie wtykać nos w nie swoje sprawy. -powiedział i odwrócił się z zamiarem odejścia.
-Wiedziałam, że tak będzie. Już wtedy u ciebie wiedziałam, że z powrotem ci cię zabiorą. Jesteś egoistą, bo myślisz tylko o tym żeby to ciebie nikt nie skrzywdził, nawet nie bierzesz pod uwagę tego, że nie jesteś z problemami sam i ja bym ci pomogła wiesz o tym. Ale ty wybierasz głupszą drogę. -powiedziałam na zakończenie, a on odwrócił się do mnie.
-Głupia przyjaciółeczka Pottera nie będzie mi mówić co i jak mam robić. Arystokraci nie słuchają się szlam. -powiedział na odchodne, a po całym wagonie rozległ się głośny plask. Jego policzek pulsował od mojej dłoni, która przed chwilą tam wylądowała. Nadal policzki miałam mokre od łez, ale udawałam w tym momencie silną.
-Nigdy więcej tak na mnie nie powiesz, a teraz wyjdź stąd i wracaj do swojego wagonu. Jesteśmy kwita, masz rację, będzie lepiej jeśli tak to zakończymy. -powiedziałam gorzko. Popatrzył na mnie z taką rozpaczą, którą chciał ukryć, że mało co bym się nie złamała. Niestety on sam musi dojrzeć do tego, że jego decyzja jest zła. Nie zabolały mnie jego słowa, ale to, że on rzeczywiście ze strachu o mnie stara się mnie odizolować, boli mnie to, że tak bardzo się boi. Patrzył na mnie i nie wiedział co ma zrobić, dlatego w końcu się wycofał bez słowa. Patrzyłam na miejsce, w którym zniknął i tylko nasłuchiwałam, aż drzwi się za nim zamkną. Gdy usłyszałam trzask drzwi i jego kroki ucichł odetchnęłam ze łzami. Usiadłam na ziemi i rozpłakałam się jeszcze mocniej. Jak można było zrobić coś takiego, komuś takiemu jak on? Cały przedział wypełnił mój szloch mieszający się z odgłosem kół maszyny na torach i odgłosami niektórych zwierząt. Co oni ci zrobili, Draco?

~*~

Po tym wszystkim co Hermiona mi powiedziała postanowiłem wrócić do swojego przedziału. Trochę ochłonąłem w łazience, a zbyt podejrzane będzie jeśli zaraz nie wrócę. To było dla mnie tak ciężkie, nawet nie mogłem utrzymać emocji na wodzy. Wszedłem do przedziału i wszystkie oczy skierowały się na mnie, czuję jak na mnie patrzą, niektóry z podziwem inni ze strachem, ale tak było zawsze. Już chciałem siadać, kiedy cały przedział wypełniła ciemność, usłyszałem odgłosy zdziwienia wszystkich, ale co to do cholery było?
-Co to było? Blaise? -zapytałem odwracając się do moich przyjaciół.
-Spokojnie, pewnie pierwszoroczniacy się wygłupiają. -powiedziała Pansy wstając -Chodź Draco, siadaj. Zaraz będzie Hogwart. -wiedziałem, że miała rację. Nie powinienem dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Rozejrzałem się jeszcze niepewnie po przedziale i usiadłem na swoje miejsce naprzeciwko Blaise’a i Pansy.
-Hogwart, żałosna imitacja szkoły -powiedziałem. Tym razem nie będę się czuł w Hogwarcie jak w domu, będzie zupełnie inaczej. -Rzuciłbym się z Wierzy Astronomicznej, gdybym miał tu siedzieć jeszcze dwa lata. -zdecydowanie będzie to za trudne, skoro codziennie będę musiał mijać ją na korytarzu bez słowa czy spojrzenia.
-Ale co to ma znaczyć? -zapytała Pansy kładąc ręce na stolik.
-Na razie tyle, że nie będę marnował cennego czasu na siedzenie na zajęcia. -zdecydowanie nie mam czasu na zajęcia przez dane mi zadanie. Diabeł parsknął śmiechem.
-Bawi cię to Blaise? Wyjdę na tym lepiej niż ty -syknąłem w jego stronę. On wiedział co mam na myśli. Wtedy usłyszałem coś nad sobą i zauważyłem kawałek buta, który nagle znika. To znaczyło, że ktoś siedzi na miejscu na bagaże podręczne i wiem kto to jest. Potter. Wyraźnie przecież powiedziałem Hermionie żeby go pilnowała.

~*~

Gdy zajechaliśmy na stację w Hogsmed było już ciemno, pociąg stawał i przez okno zobaczyłem tego gajowego, który będzie odbierał pierwszoroczniaków. Nie mogłem jeszcze iść, nie kiedy Złote Dziecko nadal węszy. Musze mu uświadomić, że nie powinien interesować się nie swoimi sprawami. Przedział zaczął się przerzedzać, a Pansy z Blaise’m się zatrzymali przy wyjściu patrząc na mnie pytająco.
-Idźcie już, chcę coś sprawdzić. -powiedziałem wyraźnie i czekałem aż przedział opustoszeje. Gdy ostatnia osoba wyszła z wagonu zasunąłem wszystkie rolety w oknach.
-A czy matka nie zdążyła ci powiedzieć, że to nie ładnie podsłuchiwać, Potter? -zapytałem złośliwie i wyciągnąłem różdżkę -Petrificus Totalus! -rzuciłem zaklęcie w miejsce, w którym widziałem wcześniej buta. Miałem rację, z góry coś spadło zawinięte w pelerynę niewidkę. Ściągnąłem materiał z postaci i zobaczyłem jego twarz.
-A racja, była martwa zanim cokolwiek mogłeś skumać. -powiedziałem kąśliwie. Nie mogłem tak po prostu go przecież puścić, nie przyniosłoby to żadnego skutku. Nogą złamałem mu nos.
-To za mojego ojca. -skłamałem -Masz przesiadkę w Londynie. -dodałem i narzuciłem z powrotem pelerynę na jego ciało. Lepiej będzie jeśli się nauczy, żeby przestać się interesować tym czym nie powinien. Zabrałem swój bagaż i wyszedłem z pociągu, mam nadzieję, że zdążę na jakiś powóz.

~*~


-Nadal się martwię, nie wraca od południa. -powiedziałam do Rona gdy wsiedliśmy do naszego powozu.
-Spokojnie, mówię ci może zabrał się pierwszym powozem, bo nie chce z nami gadać. Wkurzył się gdy nie wierzyliśmy z tym Malfoy’em, -powiedział do mnie Ron. Jego uwaga o Draco lekko zbiła mnie z tropu, ale co ja mogłam zrobić, tak naprawdę nic. Niestety, ale dopóki Draco sam nie zacznie rozumieć, że ja nadal dla niego jestem. Od dwóch miesięcy go nie oceniam i nadal nie będę tego robić, bo wiem już jakim jest człowiekiem.
-Swoją drogą, trochę z tym Malfoy’em ześwirował -powiedziałam mimochodem, choć wiadomo, że chciałam ewentualne podejrzenia Rona, zgasić już w zarodku. Nie chcę żeby Draco miał jeszcze więcej zmartwień. Nie wiem dlaczego nic mi nie powiedział, ale bardzo się martwię tym jakie zadanie dostał od Voldemorta i tym czy nie zniszczy go to od środka.

~*~

Razem z Ronem, Ginny i innymi Gryfonami skierowaliśmy się do Wielkiej Sali. Tiara przydzieliła uczniów i w taki sposób Gryffindor zyskał jedenaścioro nowych uczniów. Standardowo czapka powiedziała kilka słów, a Harry’ego jak nie było tak nie było. Otworzyłam moją książkę, którą czytam od jazdy w pociągu, przewróciłam stronę i moim oczom ukazała się karteczka. Czy to znowu karteczka od nieznajomego lub nieznajomej? Wzięłam ją w palce i przeczytałam tak, żeby nikt inny jej nie zauważył:

,,Czy przyjaciele byliby dumni?”

O co tym razem chodzi? Czy tu chodzi o moją kłótnię z Draco? No ale skąd ktoś by wiedział? Znaczy skoro o tylko rzeczach wie i wiedział już dawno... W dodatku znowu, ta kartka nie miała prawa znaleźć się w moich rzeczach, miałam tą książkę prawie cały czas przy sobie. Pytanie jest kiedy, ktoś tą kartkę mi podłożył? W zasadzie lista pytań zamiast z każdą kolejną kartką się zmniejszać to się zwiększa. Co robić? Chciałabym w końcu móc o tym porozmawiać z Draconem, bo wszystko zaczęło się odkąd się zadajemy. Rozejrzałam się po Wielkiej Sali, szukając czegoś podejrzanego, ale nic takiego nie rzuciło mi się w oczy. Ron wyraźnie odebrał moje zamyślenie w troszkę inny sposób, bo odezwał się:
-Spoko, zaraz tu będzie. -powiedział wpychając kolejną łyżkę galaretki do ust. Spojrzałam na niego ciskając piorunami. No właśnie, gdzie jest do cholery Harry? Zaczęłam uderzać rudzielca książką.
-Jak.Możesz.Spokojnie.Jeść -mówiłam po każdym słowie go uderzając -Twój przyjaciel zniknął. -powiedziałam i w sumie miałam nadzieję, że nikt się nie zorientuje, że jestem zamyślona nie tylko zniknięciem przyjaciela, ale też niezidentyfikowaną kartką w moich rzeczach.
-E tam, weź się odwróć lepiej. -powiedział do mnie z grymasem na twarzy. Zrobiłam to i zobaczyłam Harry’ego, który wycierał sobie nos chusteczką, czy to był krew? Szedł z Luną ramie w ramię.
-Jest cały we krwi. -potwierdziła moje przypuszczenia, Ginny -Co mu się znowu przydarzyło? -spytała retorycznie Ruda.
-Tym razem to jego krew. -westchnął obok mnie Ron. Poczekaliśmy aż czarnowłosy usiądzie i gdy zajął miejsce obok Ginny, odezwałam się:
-Gdzie ty byłeś? -nachyliłam się do niego nad stołem – I co z twoją twarzą?
-Później. -powiedział biorąc puchar z sokiem do ręki i nadal przyciskając zakrwawioną chusteczkę do nosa – Co mówili? -napił się soku.
-Tiara jak zwykle kazała nam się jednoczyć w obliczu zagrożenia. -powiedział Ron -Ale co ona tam wie? Przecież to czapka. -dokończył.
Dyrektor stanął na mównicę i zaczął przemawiać. Czyli miałam racje, że wraz z nowym rokiem, mamy nowe problemy i to chyba większe niż mieliśmy do tej pory.

~*~

Pierwszy dzień zajęć, czekałam na to. W końcu będę mogła się rzucić w wir nauki i spróbować wrócić do normalności. Wczoraj wieczorem przesłałam do rodziców listy do wszystkich mugolskich przyjaciół, no przecież nie mogę do nich wysłać sów, bo zrozumieli by, że coś jest nie tak. Dlatego zawsze wysyłam je do rodziców, a oni je do nich przesyłają. Droga naokoło, ale inaczej być nie może. Kolejną lekcją są eliksiry ze Ślizgonami i nowym nauczycielem, który jest w Hogwarcie dzięki Harry’emu. O niego też zaczynam się martwić, Dumbledore coś dla niego chyba szykuje, coś jest na rzeczy, a nam zostały tylko domysły. Weszliśmy do lochu, a za nami niezadowoleni wychowankowie domu węża. W śród nich jest nie kto inny jak Draco, widzę po nim, że całą noc nie spał, o niego też bardzo się martwię, ale nadal muszę czekać żeby moje słowa do niego dotarły. On jest dosyć dumnym człowiekiem, dlatego myśli, że sam sobie poradzi, a ja wiem, że tak nie jest.
-Jestem profesor Horacy Slughorn, w tym roku przypadła mi rola waszego nauczyciela eliksirów. Nie chcę zbytnio przedłużać lekcji dlatego mam nadzieję, że znacie podstawowe zasady bezpieczeństwa na zajęciach. Dziś rano uwarzyłem trzy eliksiry. Duża precyzja w odmierzaniu składników ma naprawdę duże znaczenie. -mówił profesor i wtedy do sali weszli moi przyjaciele. Bardzo miło z ich strony, że przypomnieli sobie o lekcjach.
-Aaa, Harry mój drogi, już się niepokoiłem i kogoś przyprowadziłeś. -powiedział ciekawy, a ja już widzę wzrok Ślizgonów na to, że Harry zna się z profesorem.
-Ron Weasley, nie jestem najlepszy w eliksirach, raczej beznadziejny, to może...-mówił, a ja zauważyłam wzrok Lavender. Co jej się stało, że tak na niego patrzy?
-Nonsens, nauczymy cię. Przyjaciel Harry’ego jest moim przyjacielem, wyjmijcie książki. -powiedział Slughorn i odwrócił się z powrotem do całej klasy.
-Przepraszam, ale nie zdobyłem jeszcze książki i Ron też nie. -powiedział Harry.
-To nic, weźcie sobie jakieś z szafki. -powiedział do nich -Jak już mówiłem, sporządziłem dziś rano eliksiry. Jakieś sugestie, co to może być? -zapytał obchodząc stół. Od wejścia do sali wiedziałam co to za eliksiry, więc moja ręka wystrzeliła w górę.
-Tak, panno...
-Granger, sir. -przedstawiłam mu się i podeszłam do pierwszego kociołka, żeby powąchać zawartość i zobaczyć kolor, nie chcę popełnić gafy – Ten to Veritaserum, czyli eliksir prawdy, a ten to Wywar Żywej Śmierci, bardzo trudno go przygotować. A to jest Amortencja, najsilniejszy miłosny eliksir. Jego zapach każdy odczuwa inaczej w zależności od tego co kto lubi. -powiedziałam pewna siebie i podeszłam bliżej -Czuję na przykład, skoszoną trawę -i czuję wzrok Draco na sobie – pergamin i... - tak, te zapach bardzo kojarzą mi się z Jasperem, ale i z tymi wakacjami - ...pastę do zębów. -usłyszałam ciche chichoty za sobą, więc zarumieniłam się.
-Jednak Amortencja nie wzbudza prawdziwej miłości, bo to nie możliwe... -mówił profesor, a ja widziałam jak te wszystkie larwy zbliżają się do kociołka. Lavender, Romilda, Pansy i Katie z miłą chęcią by kogoś napoiły. - ...ale powoduje bardzo silne zadurzenie i obsesje i z tego powodu zapewne to najniebezpieczniejszy eliksir w tej sali. -zakończył i zamknął kociołek, a dziewczyny się opamiętały. Później Katie zapytała o Felix Felicis czyli płynne szczęście, a profesor kazał nam przygotować Wywar Żywej Śmierci. Bardzo trudny eliksir i przyznaje, że i mi sprawił trudności. Natomiast Harry kierował się wskazówkami osoby, która popisała książkę, którą wziął z szafki dzięki czemu wygrał płynne szczęście. Nie powiem, że jestem z tego powodu zła czy coś, ale irytuje mnie to, że on nie wykorzystuje swoich zdolności. Póki co nie mam na nic wpływu.

~*~

Pierwsze dwa tygodnie minęły całkiem szybko i spokojnie, poza lekcjami, pracami domowymi i patrolami i oczywiście treningami Rona, żeby był w formie na kwalifikacje do drużyny, było dosyć znośnie. Z Malfoy’em nawet na siebie nie patrzymy, ja już powiedziałam, że on sam musi zrozumieć co ma robić i to, że nie jest z problemami sam. Często musimy z Ronem i Ginny, sprowadzać Harry’ego na ziemię, bo totalnie świruje. Nie dość, że teraz będzie miał lekcje z Dumbledorem, co nie do końca mi się podoba, bo... Czy stary nie wymaga od chłopaka za dużo? To jeszcze staram się chronić Dracona i robić to o co prosił, nie pozwalam Ronowi i Harry’emu wtykać się w jego sprawy. Dopóki sama nie wiem o co mu chodzi to nie mogę ich narażać, a po następne chcę być lojalna wobec wszystkich. Szłam właśnie z rudzielcem i Wybrańcem do Wielkiej Sali na śniadanie, dziś i jutro nie mamy zajęć z powodu spotkania i szkolenia nauczycieli, więc dali nam dwa wolne dni. Dla mnie jest to na rękę, ponieważ to właśnie dziś.
-Hermiona! -usłyszałam głos Ginny za nami. Dziewczyna wpadła na moje plecy i mocno mnie przytuliła -Więc jakie mamy plany?
-Żadnych Ginny. Może pójdziemy do Pokoju Życzeń, albo ukradniemy z kuchni trochę słodyczy.
-O czym mówicie? -zapytał Harry.
-Nie mów, że zapomniałeś! -krzyknęła Ginny idąc z nami na śniadanie.
-Miałem o czym zapomnieć? -spytał.
-Przysięgam, że to ja potłukę za to ciebie i mojego brata. -powiedziała rudowłosa w kierunku Złotego Dziecka.
-Przestań Gin, przecież się zgrywamy. -powiedział w jej stronę i uszczypnął ją w policzek. Czy między tą dwójką coś się dzieje? Muszę później porozmawiać z moją przyjaciółką.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i skierowaliśmy się do naszego stołu i zajęliśmy stałe miejsca. Nie do końca wiem co się dzisiaj ze wszystkimi dzieje, ale nie będę dociekliwa. Śniadanie minęło w bardzo przyjemniej atmosferze, a ja trochę się zawiodłam, że nie przyszedł do mnie żaden list albo paczka. Czy każdy zapomniał? Znaczy Ginny mówi, że pamięta, ale nawet nie złożyła mi życzeń. Jedyne co mi pozostało to mieć nadzieję, że ten dzień nie będzie najgorszy.


~*~

Dziś Hermiona ma urodziny, patrzę na nią jak siedzi przy stole ze swoimi przyjaciółmi, ale jest smutna. Zdziwiłem się gdy żadna sowa do niej nie podleciała, przecież sam wysłałem jedną i do tej pory nie wiem czy to była dobra decyzja. Nie możliwe jest żeby Amy, Lily, Patrick i Sam o niej zapomnieli, swoją drogą to strasznie mnie frustruje, że z okazji jej siedemnastych urodzin nie mogę jej zrobić żadnej niespodzianki. Nie mogę zwołać całej ekipy żebyśmy coś dla niej przygotowali, bo jesteśmy w Hogwarcie i oni nie wiedzą o świecie magii, a my nie możemy wyjść poza mury Hogwartu. Nagle widzę jak Potter, Łasic i Ruda opuszczają Hermionę, a ona zostaje sama. Tak bardzo brakuje mi jej towarzystwa, choć wiem, że zrobiłem głupotę tak się z nią wtedy kłócąc. Do tej pory mnie policzek boli na wspomnienie.
-Tobie Smoku co? -zapytał mnie Zabini.
-Nie wiem, zamyślony jestem ostatnio. -wytłumaczyłem się przenosząc swoją wzrok z Gryfonki na talerz.
-To akurat wiem, ale nie patrz się tak na Granger, bo się wszyscy połapią.
-O czym ty mówisz?
-Myślisz, że tego nie widać. Tak samo jak zdziwiłeś mnie tą prośbą wczoraj, ale jestem miło rozochocony na tą propozycję. -powiedział mój przyjaciel.
-Ciesz się Blaise, ciesz się. -nastała chwila ciszy, a ja zauważyłem, że po drugiej stronie sali do jubilatki dosiada się Neville.
-Naprawdę Smoku, poradzisz sobie sam? To zadanie niszczy cię od środka. -Diabeł położył dłoń na moim ramieniu.
-Dziękuję za twoją troskę chłopie, ale dam sobie radę. -chociaż nie wiedziałem czy to prawda i nie wiem czy powiedziałem to, żeby przekonać jego czy siebie. Patrzyłem jak Hermiona kończy posiłek i wychodzi z Longbottom’em z Wielkiej Sali. Mam nadzieję, że nie jest za późno i list, który napisałem dotrze do niej i, że ona się zgodzi na tą propozycję.

~*~

-Więc w siedemnaste urodziny namiar znika? -zapytał mnie Neville.
-Tak Neville, ten fakt jest powszechnie wszystkim znany. -odpowiedziałam i stanęliśmy pod portretem Grubej Damy. Chłopak wypowiedział hasło i weszliśmy do środka.
-NIESPODZIANKA! -usłyszałam gdy tylko weszliśmy do pokoju wspólnego. Byli tam wszyscy moi przyjaciele i kilkoro Gryfonów, z którymi mam dobry kontakt.
-Hermionka, skarbie, chcę ci życzyć wszystkiego dobrego, zdrowia, szczęścia, galeonów i dobrych ocen i... -Ginny mówiła jak najęta.
-Dobrze, Ginny starczy, bo się zapowietrzysz. Dziękuję kochana. -przytuliłam ją mocno. Następnie życzenia złożył mi Harry, Ron, Neville, Seamus, Lavender, Parvatrii i kilkoro innych Gryfonów co było bardzo miłe.
-Wszystkie prezenty, listy i kartki masz w swojej sypialni. -powiedział Ron – Teraz czas na jedzenie i napoje. Możesz iść wszystko poprzeglądać, ale zejdź zaraz do nas z powrotem, bo to nie koniec.
Jak mi radził tak zrobiłam i poszłam na górę wszystko obejrzeć. W nogach mojego łóżka leżał stos pakunków i trochę kopert. Rodzice wysłali mi dwie książki romantyczne i kartkę z życzeniami. Pani Weasley przysłała mi ciastka, szalik i rękawiczki. Bliźniacy przysłali mi paczkę z rzeczami z ich sklepu i naprawdę miłe (co najważniejsze nieszkodliwe dla mnie) życzenia na grającej kartce. Harry podarował mi perfumy w bardzo gustownym flakoniku, pachniały naprawdę świetnie, coś jak połączenie drzewa sandałowego z czerwonym pieprzem. Ron dał mi nowe pióro i piękny ozdobny pergamin. Ginny dała mi trochę kosmetyków i zestaw magicznych pędzli do makijażu. Od moich mugolskich przyjaciół też były paczki. Lily wysłała mi album ze zdjęciami z sesji, którą robiła każdemu, ten album był naprawdę przepiękny i muszę przyznać Malfoy’owi rację, na tych zdjęciach wyszłam jak modelka, gdybym tylko mogła mu ten album pokazać. Na kilku zdjęciach on też był modelem, razem ze mną. Tych zdjęć nie było w kronice wakacyjnej, a ja znowu tego nie mogę pokazać Ginny, chyba że magicznie pozbędę się z nich Ślizgona. Kolejnym prezentem były perfumy i zestaw biżuterii od Amy, ona to miała gust do takich rzeczy. Sam wysłał mi ładną czapkę i książkę fantasy z domieszką romansu i horroru. Patrick podarował mi książkę i najpiękniejsze zdjęcie z naszych wakacji jakie widziałam. Wszyscy oczywiście napisali też do mnie listy z życzeniami. Była też jedna koperta, ale bez adresu zwrotnego. Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.

Droga Hermiono!
Wiem jak to wszystko ostatnio wyglądało i jak się skończyło, ale po dłuższym namyśle wiem, że nie chcę żeby tak było. Dziś twoje siedemnaste urodziny więc mam prośbę. Przyjdź o 19:00 do Pokoju Życzeń, czeka tam na ciebie prezent.
Ściskam
Ten, którego widziałaś prawdziwym.


Doskonale wiedziałam od kogo jest ten list i poczułam taką ulgę jakiej nie czułam bardzo dawno. Czyli się ogarnął, czyli jest szansa i nadzieja.

~*~

Po odpakowaniu prezentów czekał na mnie tort i dzień świętowania. Bardzo miło spędziłam czas z przyjaciółmi, ale za dwadzieścia siódma powiedziałam wszystkim, że muszę wyjść. Harry i tak zniknął z naszej ,,imprezy” jakieś pół godziny temu. Przebrałam się w ładniejsze ubrania, wcale nie po to żeby zrobić na Draconie wrażenie, ubrałam się tak dla... dla siebie, bo co, nie wolno? Nikt nie wypytywał gdzie idę i co robić, bo moją tradycją od kilku lat było, że wysyłałam wszystkim podziękowania, teraz to się trochę mija z prawdą, ale to nic. Lepiej żeby nie wiedzieli prawdy. Rozglądałam się tak żeby nikt mnie nie przyłapał na nielegalnym spotkaniu z wrogiem. Stanęłam pod ścianą i przeszłam wzdłuż trzy raz, w myślach powtarzając formułkę ,,Chcę znaleźć się tam gdzie Draco Malfoy mnie zaprosił” Nagle drzwi pojawiły się, a ja przeszłam przez nie jeszcze raz się rozglądając. Pokój był ciemny, oświetlany tylko przez kilka świeczek. Moje oczy nie zdążyły przyzwyczaić się do ciemności gdy usłyszałam znany mi głos, który krzyknął: ,,Niespodzianka”. Tak, to był Zabini, światła rozbłysły z małych lampek i zobaczyłam Drcaona, który śmiał się ze swojego przyjaciela. Diabeł był ozdobiony serpentynami, czapeczką urodzinową i konfetti. Wyglądał komicznie. Czarnoskóry podszedł do mnie i przytulił mnie życząc wszystkiego najlepszego i wręczając mały pakunek. Przyszła pora na Smoka. Staliśmy naprzeciwko siebie i czytaliśmy ze swoich oczu, jak z otwartych ksiąg. Widziałam w jego oczach jak bardzo jest mu żal i jak bardzo mu przykro z powodu tego co się wtedy wydarzyło. Łzy zaczęły mi się zbierać w oczach, widziałam jego ciemne wory pod oczami, widziałam jego zmęczenie i jego ból, który w środku nosi.
-Wszystkiego najlepszego, Hermiono. -powiedział cicho i nie wiedział co ma zrobić, czy mnie przytulić czy nie. Sama do niego podeszłam i wpadłam mu w ramiona. Mocno oplótł mnie ramionami jego ulga pomieszała się z moją.
-Dziękuję Draco, dziękuję. -nie do końca może za życzenia, ale za to, że do mnie wrócił. Wrócił ten prawdziwy Draco.
-To co? Napijemy się? -zapytał Diabeł wyciągając dwie butelki Whiskey i szklanki -Tobie Granger wolno już bez problemu.
-Ale tylko w naszym świecie. -przypomniałam mu. Przyjęłam szklankę i usiadłam na krześle. Każdy z nas miał pełną szklankę.
-Za Granger i żeby ten rok nie był tak zły jak myślimy, że będzie! -Blaise wzniósł toast, a my przybiliśmy go. To będzie dobry wieczór.

~*~

-Kochani, ja was opuszczam. -bełkotał Zabini -Muszę iść spać, a nie mogę tutaj, bo wiadomo...
-Dobra Zabini. Idź już sobie. -powiedziała Hermiona.
-Co ty taka niecierpliwa, Granger? -zaśmiał się -Dobra, dobra wiem, przeszkadzam. Dobranoc gołąbeczki. -później przybił ze mną piątkę i jeszcze raz przytulił Gryfonkę życząc jej wszystkiego najlepszego. Na koniec odezwał się jeszcze -Granger, jaka ty jesteś wygodna i cieplutka. -mówił przytulając ją.
-Dobra, Diable. Na ciebie już czas. -powiedziałem.
-Miłej rozmowy! -krzyknął wychodząc na korytarz. Natychmiast wystrój pokoju się zmienił. Został stolik z alkoholem i jedna kanapa, natomiast pojawiło się też łóżko, na które Hermiona od razu się rzuciła.
-Cały dzień czekałam żeby się powyciągać na łóżku. -mamrotała w pościel. Zabrałem resztkę trunku ze stołu i usiadłem obok niej.
-Nie spodziewałam się, że do mnie napiszesz. -powiedziała poprawiając się, więc teraz leżała na boku i podpierała głowę na ręku.
-Czemu miałbym tego nie zrobić? Przecież dziś kończysz siedemnaście lat. -powiedziałem podając jej pełną szklankę alkoholu.
-Oboje wiemy, że cholernie się wahałeś. -powiedziała cicho -Chcę ci coś pokazać. -dodała i sięgnęła po swoją torbę, a z niej wyciągnęła mały album i podała mi go. To były jej zdjęcia, w większości czarno-białe. Zapomniałem o tej sesji, Lily nas poprosiła żebyśmy jej pozowali.
-Mówiłem, że możesz zostać modelką. -przypomniałem jej naszą rozmowę sprzed kilku tygodni.
-Też myślę, że te zdjęcia są ładne, chciałabym żeby Lily mogła podzielić się sowim talentem ze światem. Jeszcze bardziej jednak chciałabym żebyś mnie pocałował. -powiedziała patrząc mi w oczy i to mnie rozbroiło. To jak dziś wyglądała, to że nie wypięła się na mnie i cierpliwie czekała aż się ogarnę. Nachyliłem się do niej i pocałowałem ją. Wiedziałem, że jej nadmierna odwaga spowodowana jest alkoholem w jej żyłach. Wiedziałem też jak dzisiejsza noc się skończy w momencie, w którym przekręciła mnie i usiadła na mnie okrakiem.


~*~

Leżeliśmy przytuleni do siebie, a Draco rysował wzorki na moim nagim ramieniu.
-Spotkaj się tu ze mną jutro, chcę ci coś pokazać i o czymś powiedzieć. -powiedział blondyn.
-Czy chodzi o... -wskazałam głową na jego rękę, na której miał znak swojej przynależności.
-Tak, potrzebuję twojej pomocy. -potwierdził, a mnie wypełniła duma. Byłam tak bardzo dumna z tego, że ufa mi na tyle aby zwrócić się do mnie o pomoc i, że zrozumiał to, że chcę mu pomoc.
-W takim razie jutro, po śniadaniu, tutaj tak? -spytałam.
-Po śniadaniu, ale pomyśl o miejscu, w którym wszystko jest ukryte. -odpowiedział.
-Skoro tak... Draco czy my... czy... -westchnęłam, żeby dodać sobie odwagi -Czy my wracamy do układu? -spytałam.
-Jeśli chcesz przyjaciółko, ale nadal wygląda to tak samo, zwykły seks dwójki przyjaciół.
-Tak, właśnie tak. -zaśmiałam się i zasłoniłam rękami twarz- Merlinie, jesteśmy tacy nieodpowiedzialni.
-W świecie, w którym jutro jest niepewne ktoś musi być nieodpowiedzialny. -zakończył naszą rozmowę.

~*~

Obudziłem się rano i zorientowałem się, że zaraz śniadanie, dlatego szybko się ubrałem i wyszedłem z Pokoju Życzeń. Dziś mam poprosić ją o pomoc, mam nadzieję, że mnie zrozumie, że nie odmówi. Gdy dotarłem do Wielkiej Sali śniadanie trwało w najlepsze. Pierwsze na kogo spojrzałem to siedemnastoletnia Gryfonka. Mimo małej ilości przespanych godzin ona promieniała, uśmiechała się do każdego i emanowała radością. Schlebiało mi to, że właśnie dzięki mnie taka jest. Udałem się do swojego stołu i usiadłem obok Blaise’a. Talerz zsunął mi się na kolana i dzięki temu zobaczyłem karteczkę. Czy to Hermiona?

,,Nie chcesz żeby stałą wam się krzywda. Skończ to.”

To na pewno nie Hermiona, ale nadal nie wiem kto to. Na pewno nie zrezygnuje z niej teraz, kiedy ją odzyskałem.

~*~

Staliśmy przed zepsutą szafką zniknięć, a ja zastanawiam się jak ją naprawić.
-Ale po co to? -zapytałam Dracona.
-Już tego nie mogę ci powiedzieć, wieczysta przysięga chroni tą tajemnicę. -chłopak westchnął.
-Na pewno ci pomogę, poszukam w bibliotece i... -zaczęłam się nakręcać i spojrzałam na niego -Draco, zacznij normalnie spać i jeść, nie możesz oddawać temu zadaniu całego siebie, bo się wykończysz. -powiedziałam i poczochrałam mu włosy.
-Wiem, wiem po prostu... To za duża presja, rozumiesz? -spytał mnie z nadzieją.
-Rozumiem, ale zrozum też to, że jesteś moim przyjacielem i pomogę ci za wszelką cenę.


~*~

Po pierwszym meczu Quidditcha w tym sezonie, który wygrali Gryfoni zorganizowano imprezę. Właśnie wtedy Lavender całowała mojego najlepszego przyjaciela. Nie chodziło o to, że jestem zazdrosna, bo nie byłam, wiem, że ja robiłam gorsze rzeczy za jego plecami. Ale Ron nie rozumie tego, że jest tylko kolejnym punktem na liście Lavender, boli mnie po prostu jego głupota dlatego z nim nie rozmawiam. Harry uważa to za dziecinne i śmieszne, tak samo jak ja ,,uważam” że jego domysły względem Dracona takie są, ale tylko dlatego, żeby zbić go z tropu, żeby nie węszył, bo wtedy źle to się może skończyć.

~*~

Był ostatni tydzień października, a ja i Hermiona spotykaliśmy się regularnie dwa razy w tygodniu. Niedawno Łasic zaczął chodzić z Lavender i widzę jak to Gryfonkę denerwuje, jednak ja jestem zadowolony, że ta ciapa się koło niej nie kręci.
-Przepraszam za spóźnienie. -powiedziała zdyszana przybiegając na nasze stałe miejsce pracy nad szafką -Przyniosłam kilka książek i zasiedziałam się w bibliotece. -wytłumaczyła się.
-Nie ma problemu i tak dużo dla mnie robisz. -powiedziałem.
-Dla przyjaciół wszystko. Swoją drogą, Draco czy możemy dzisiaj odpuścić? Chcę o czymś pogadać. -odpowiedziała lekko zdenerwowana. Co takiego się wydarzyło?
-Oczywiście, że tak. -zgodziłem się wyciągając nasze krzesełka -O co chodzi?
-Ja... Nie wiem od czego zacząć, bo... Kiedyś, znaczy jakoś cztery miesiące temu znalazłam kartkę i nie wiem w jaki sposób... Znaczy ja nie wiem kto to i jak te kartki do mnie trafiają i... -jąkała się. Więc nie tylko ja. Złapałem ją za ramiona, chciałem dać jej znać żeby na mnie spojrzała i przystała się denerwować.
-Spokojnie, złap oddech. -poinstruowałem ją -I skup się teraz. -pokiwała głową na moje słowa -Ja też dostaje takie kartki od czterech miesięcy. -powiedziałem spokojnie. Zdziwienie na jej twarzy mówiło wszystko.
-Więc dostajemy je oboje, jakiej są treści? -spytała. W taki sposób sami dołożyliśmy sobie kolejną rzecz, kolejny obowiązek. Teraz łączy nas nie tylko szafka zniknięć i przyjaźń, ale wspólne niebezpieczeństwo. Gdybyśmy tylko wtedy wiedzieli...

~*~

-Tak, jutro wieczorem przyjdę, znalazłam świetną książkę, mówię ci, damy wkrótce radę. -powiedziałam Draconowi na korytarzu. Miałam cichą nadzieję, że nikogo tu nie ma. Trzy razy się upewniałam. Jak widać się pomyliłam, bo usłyszeliśmy kroki. Odskoczyliśmy ode siebie na bezpieczną odległość i moim oczom ukazał się jeden z moich przyjaciół. Harry. Święty Merlinie, co teraz.
-Hermiona, wszystko okej? Ten dupek chyba nic ci nie zrobił. -ostatnie słowa były o Draco.
-Tak wszystko dobrze, my... mieliśmy małą wymianę zdań. -odparłam, mam nadzieję, że przekonująco.
-Tak, o czym? -zapytał Wybraniec. No to lipa.
-Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy czterooki. -syknął Draco i zakończył temat, po czym odszedł od nas. Dobre zagranie.

~*~

Moje życie to była rutyna. Widywałam się z Harry’m, uczyłam się, chodziłam na lekcje, spotykałam się z Draco i naprawiałam szafkę. Praca nad nią idzie nam co raz lepiej. Nadal nie odzywam się z Ronem, jest zbyt zajęty całowaniem Lavender. Harry... O niego bardzo się martwię. Chodzi na prywatne lekcje do starego Dropsa. Już wiemy, ze nie chodzi tylko o naukę, a o to, że Dumbledore chce wykorzystać Harry’ego. Chce żeby Harry pomagał mu z Horacym, średnio widzę te spotykanie się i grzebanie we wspomnieniach, ale co ja mogę zrobić? Tak naprawdę nic. Draco co raz bardziej się stresuje. Niedługo będziemy jechać do domów na święta, a jego nie zapowiadają się w miłej atmosferze. Presja zadania i tego, że nie sprosta oczekiwaniom Czarnego Pana, dobija go. Mało je i jeszcze mniej śpi, widzę po jego nagim ciele jak chudnie w oczach, a ja niestety nic nie mogę zrobić. Moja rutyna nie trwała długo, bo wszystko zaczęło się zmieniać z nadejściem grudnia.

~*~


Całe te zniknięcia Hermiony zaczęły mnie zastanawiać już w dniu jej urodzin. Czekałem wtedy pod pokojem, bo śledziłem Malfoy’a. Co ona miała robić w pokoju Przychodź-Wychodź i kiedy z niego wyszła? Czy natknęła się na Ślizgona? Później, w połowie listopada spotkałem ich razem na korytarzu, czy dzieje się coś o czym powinienem wiedzieć? Czy cała ta szkoła zaczęła w tym roku wariować? Jeśli tak to co jest tego powodem? Może to ma związek z Voldemortem... Jeśli tak to jaki? Musi być coś co mi umyka, bo nic nie dzieje się dwa razy tak samo.     


~*~

Mam nadzieję, ze się podobało, przyspieszamy z fabułą jak widzicie! Zapraszam do komentowania. 
Kocham was <3 
Do następnego Miśki <3 

piątek, 5 stycznia 2018

Rozdział 5 -,,Nowy rok, nowe problemy”

Misiaczki! 
Przychodzę do was z nowym rozdziałem, dla mnie to taki jakby urodzinowy. Mam nadzieję, że Sylwester i Święta były dla was udane. Chciałam dodać rozdział wcześniej, właśnie na Święta, ale nie chciałam dodawać czegoś, co w ogóle nie było takie jakie by chciała. 
Rozdział jest nie sprawdzony, zaraz będę miała ferie, więc będę mogła posprawdzać wszystkie rozdziały i może uda mi się napisać coś na zaś ;3 To chyba tyle co miałam do powiedzenia. 
Szczęśliwego Nowego Roku, Kochani <3  
Miłego Czytania!

Ofenbach - Be Mine                                                            Christina Perri - Human


Calvin Harris - I Need Your Love                          Carter Burwell - A Nova Vida


~*~


-Zbiorę ekipę i będziemy na wieczór. -powiedziała i zamknęła za sobą drzwi. Hermiona wyszła, nie mogąc znieść spojrzenia Zabiniego i jego ciągłych dogryzań mi albo Gryfonce.
-Brachu, o co w tym wszystkim chodzi ? -zapytał mnie czarnoskóry.
-Przecież ci już mówiłem. -ten chłopak zaczyna mnie irytować.
-Opowiedz mi o wszystkim! To jest niemożliwe żeby wszystko się tak zmieniło przez niecałe dwa miesiące!
-Możliwe Diable, możliwe. -westchnąłem myślami błądząc po wczorajszej nocy.
-Smoku, nie daj się prosić. -zrobił do mnie maślane oczka.
-Dobra! Pamiętasz jak moja matka chciała żebym na czas wakacji był u ciebie, ale ty wyjeżdżałeś? -No pamiętam. -przytaknął i jeszcze bardziej rozsiadł się na fotelu.
-Wtedy ona kupiła ten domu, wiedziała, że ojciec nie będzie miał na mnie teraz wpływu, więc chciała nauczyć mnie szacunku do ludzi.
-No ta lekcja przydałaby ci się już bardzo dawno. -zaśmiał się wiedząc jak bardzo mnie tym denerwuje.
-Zamknij się. -warknąłem
-Dobra już nic nie mówię, kontynuuj. -powiedział i udał, że zamyka buzię na kłódkę.
-Zatrudniła mnie u jakiejś tam córki koleżanki, która otworzyła kawiarnie gdzie czarodzieje i mugole mogą żyć razem. Chcąc nie chcąc musiałem tam iść chociaż na jeden dzień, żeby udowodnić jej, że totalnie się tam nie nadaję. No i wtedy pojawiła się ona, wychodziła z przebieralni jakby nigdy nic...
-... i wtedy się w niej zakochałeś? -rozmarzył się
-Zabini czy ty na tych wakacjach nie uderzyłeś się w głowę?
-Zgłaszam sprzeciw, możesz kontynuować. -zaśmiał się. Westchnąłem z bezsilności do tego człowieka.
-Pomyślałem, że skoro mam z nią pracować, to dwa miesiące utrudniania jej życia będą plusem i wynagrodzeniem za moje męczarnie przez ten czas wakacji. Postanowiłem zacząć od jej przyjaciół. Poznałem Amy i użyłem mojej czarującej osoby żeby ją omamić, żeby zaprosiła mnie na jakąś tam ich imprezę.
-Granger imprezuje? Ta Granger? -skarciłem go spojrzeniem za to, że mi przerywa -Dobra, nic nie mówię.
-Na tej imprezie zmieniło się wszystko. Zauważyłem, że mugole nie są aż tacy źli, że da się przebywać z nimi w jednym pomieszczeniu. Udało mi się zostać z nią sam na sam.
-Z Granger czy z tą Amy? -zapytał. Wiedział jak bardzo mnie denerwuje, on uwielbia to robić, drażnić ludzi.
-Merlinie, jesteś aż tak głupi? -spytałem. Zaczął się przygotowywać do odpowiedzi, ale mu przerwałem. -Nie odpowiadaj, odpowiedź jest jasna. Wracając do wątku... Miałem dużo czasu żeby zamienić z Granger parę słów. Nie wiem jak obrać to w słowa, ale... zaintrygowała mnie. W tamtym momencie nie obchodził mnie status jej krwi, tylko to kim jest. Chciałem ją lepiej poznać, żeby lepiej ją zrozumieć, to kim jest, dlaczego podejmowała takie, a nie inne decyzje, czemu przyjaźni się z Potterem i Rudym. Początkowo oboje nieufnie do siebie podchodziliśmy, ale powoli zaczęliśmy się dogadywać. Było ciężko, ale jakaś nić porozumienia pojawiła się między nami. Spędzaliśmy razem dużo czasu, wiele się o niej dowiedziałem, ale też i ja otworzyłem się na nią. Zaczynaliśmy sobie ufać, rozumieć się nawzajem, poznawać od nowa. Wspólnie imprezowaliśmy, poznałem jej przyjaciół, zacząłem tworzyć z nimi grupę, zaakceptowali mnie takiego jakim jestem nie patrząc na pochodzenie czy czystość krwi, wtedy wszystko zrozumiałem.
-Dobra, doceniam i akceptuję twoją przemianę duchową czy coś tam, ale jak to się stało, że nakryłem was dziś rano... -powiedział w końcu Zabini
-Ty chyba naprawdę jesteś niedorozwinięty. -zaśmiałem się cicho pod nosem. -Po pewnym czasie zacząłem dostrzegać w niej nie tylko koleżankę, ale kobietę. Na początku chciałem się pozbyć tego uczucia, no bo tak ze szla... -przez chwilę się zapomniałem, ale szybko się poprawiłem -z osobą nieczystej krwi? Jednak pożądanie zwyciężyło nade mną i nad nią. Kilka razy się całowaliśmy, obiecałem sobie za każdym razem, że to ostatni raz, ale zawsze w swoim postanowieniu nie mogłem wytrwać. Organizowaliśmy imprezę, wczoraj, u mnie...
-I mnie nie zaprosiłeś?! Nie zaprosiłeś swojego najlepszego przyjaciela? Prawie brata? -znowu mi przerwał.
-Po pierwsze: Nie było cię. Po drugie: specjalnie wybrałem ten termin, kiedy ciebie nie było, bo co byś sobie pomyślał? Powiedział byś na przykład Pansy...
-Smoku, myślisz, że bym to zrobił? Proszę cię, chłopie, zawsze próbowałem cię przekonać, żeby status społeczny nie był ważniejszy od radości życia. -chłopak wstał z fotela i ruszył w moim kierunku. Nie odezwałem się tylko podniosłem się z miejsca i podszedłem do niego. Chłopak objął mnie z intencją wsparcia.
-Diable, dobrze, że jesteś.
-Zawsze, Smoku, zawsze.


~*~

Siedziałyśmy na ławce z Amy i czekaliśmy na resztę. Mieliśmy zebrać się ekipą i iść do parku, zrobić piknik. Razem z moją przyjaciółką przygotowałyśmy większość jedzenia, ale nie zmienia to faktu, że do sklepu trzeba jeszcze wstąpić po kilka rzeczy. Najbardziej bałam się tego, jak w drodze podejdziemy po Malfoy’a. Do tej pory nie uporałam się z tym co wczoraj się wydarzyło. Jestem strasznie zła na siebie, a przede wszystkim jestem strasznie zawstydzona jego osobą. Nie wiem jak teraz mu się pokażę na oczy. Nawet z nikim nie mogę o tym porozmawiać, bo jestem mi wstyd, że do tego doszło. Poza tym mam nadzieję, że Draco przekonał Zabiniego, że wcisnął mu jakiś kit.
-Czemu jesteś taka cicha odkąd się spotkałyśmy? -zagadnęła mnie Amy.
-Dużo myślę. -odpowiedziałam tak, żeby nie zdradzać żadnych szczegółów.
-O czym? -dopytywała blondynka.
-O tym chłopaku z wczoraj. -skłamałam. To zabawne, a zarazem przerażające jak kłamstwo zaczęło wchodzić mi w krew. Na horyzoncie pojawiły się trzy postacie, Lily, Sam i Patrick. Standardowo przywitaliśmy się i jakby nigdy nic ruszyliśmy po Malfoy’a. Zabijcie mnie.

~*~

-Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? -zapytałem mojego przyjaciela.
-Na sto procent. -odpowiedział lekko podskakując, udawał jakby szykował się to ważnego starcia.
-Pamiętaj, zero słowa o magii czy innych takich. Jesteśmy w szkole z internatem i stąd się znamy. -powtórzyłem po raz piąty i ruszyłem do furtki. Granger dzwoniła do mnie z budki telefonicznej przy sklepie, że będą za chwilę. Blaise stwierdził, że także chce poznać Gryfonkę i kilku mugoli. Obiecał nie robić głupot, więc się zgodziłem. Cała ekipa nie będzie miała nic przeciwko, bo już trochę o nim, ode mnie słyszeli, gorzej z Granger. Staliśmy na chodniki i zza zakrętu wyłoniło się pięć osób, od razu się zauważyliśmy, a ja mimo wszystko uśmiechnąłem się widząc rozbawioną Hermionę na plecach Sama. Radość emanowała od niej na całą ulicę i kim bym był, gdybym był z tego powodu zły? Słyszałem jej śmiech, najpiękniejszą melodie jaką kiedykolwiek słyszałem, podarowała mi promienny uśmiech i jej oczy padły na Diabła. Krew odpłynęła z jej twarzy i natychmiast zeskoczyła z pleców chłopaka. Powiedziała coś wszystkim i zatrzymali się, Amy usiadła na ławce. Szatynka podbiegła do mnie i mojego przyjaciela.
-Malfoy, co on tu z tobą robi? -syknęła wystraszona.
-Cześć Granger, na pewno nie to co, ty z nim robiłaś dzisiejszej nocy. -on to jest komediant.
-Zamknij się. -powiedzieliśmy oboje w tym samym czasie. Chłopak wykonał gest poddania i zaśmiał się, po czym lekko się wycofał.
-Idzie z nami na piknik. -odpowiedziałem lekko. Dziewczynę zamurowało, nie takiej odpowiedzi się spodziewała.
-Jak to? -zapytała kiedy odzyskała głos
-Tak to. Chciał was poznać, jest dla mnie jak brat i nie zamierzam mu odmawiać poznania moich, innych przyjaciół. -odpowiedziałem spokojnie.
-Ale on... Ale jak... -nie mogła pojąć tego co się dzieje
-Normalnie skarbie. -powiedziałem łapiąc ją za brodę i podnosząc jej głowę, żeby na mnie spojrzała. Rozwścieczona, odepchnęła moją rękę.
-Nie mów do mnie skarbie. Pamiętaj, że jeśli on coś palnie, albo... -zaczęła grozić mi palcem, to naprawdę urocze. gdy się złości. Taka mała, a tyle gniewu i złośliwości.
-Tak wiem, udusisz nas i zakopiesz w swoim ogródku. -powiedziałem rozbawiony -Jeszcze mi podziękujesz, że go poznasz.
-Ta, chciałbyś. -powiedziała i wtedy oboje zauważyliśmy, że Diabeł już rozmawia z naszą ekipą, dosłownie jakby ktoś spojrzał z boku, w życiu nie pomyślałby, że oni się dopiero poznali. Oboje ruszyliśmy w ich kierunku.

~*~

Siedzieliśmy na kocach między drzewami. Zabini w zasadzie leżał, bo najadł się za dużo. Nie chcę tego przyznać, ale przez te wakacje okazało się, że Ślizgoni też są ludźmi i nie muszą być źli. Najpierw Malfoy, który był dużym zaskoczeniem dla mnie, a teraz Blaise. Chłopak był naprawdę bardzo zabawny i w żaden sposób nie próbował nikomu zrobić krzywdy. Powoli się do niego przekonuję. Słońce akurat zachodziło, gdy Patrick zaczął otwierać swój plecak.
-Ej, patrzcie! Złota godzina! -krzyknęła podekscytowana Lily i sięgnęła po aparat, żeby zrobić kilka zdjęć. Patrick wyciągnął z plecaka trzy butelki wina, od razu zareagowałam.
-Nie ma mowy. Przy mnie nawet nie pokazuj alkoholu! -powiedziałam, a chłopak patrzył na mnie zdezorientowany.
-Czemu? -zapytała Amy
-Bo... Bo nie i już! Dosyć tych pijackich zabaw. -powiedziałam, a Malfoy parsknął pod nosem doskonale wiedząc o co mi chodzi. Blondyn przynajmniej wiedział żeby się zamknąć, ale jak widać Zabini nie.
-Bo Hermionka nie chce kolejnej nocy spędzać w łóżku Smoka. W sumie jakbym się upił i zrobił z nim to samo co ona, to chyba też bym zrezygnował z alkoholu. -Diabeł parsknął śmiechem, a ja odnotowałam w pamięci żeby go podziurawić wiatrówką. Draco uderzył go w tył głowy, a wszyscy byli w szoku.
-Zrobił co? -zapytała Amy
-Nic. Diabeł po prostu za dużo sobie wyobraża, bo spałam u Malfoy’a na kanapie. - zełgałam jak z nut. Nikt chyba w te kłamstwa nie uwierzył, ale nieoficjalnie temat został zakończony. Obejrzeliśmy do końca zachód słońca i postanowiliśmy się zbierać, przecież jutro dwójka z naszej trójki uczniów Hogwartu ma zmianę w kawiarni.

~*~

-Robimy coś jutro? -zapytała Amy idąc obok mnie.
-Nie wiem, my mamy zmianę do 14:00. -odpowiedziała Gryfonka siedząc na moich plecach. Dłonie miała na moich barkach, a mi rzucił się w oczy brak pierścionka na lewej dłoni. Zawsze go nosiła.
-Zostawiłaś pierścionek w domu? -zapytałem w jej stronę.
-Też miałam ją o to zapytać, zauważyłam to już jak się spotkałyśmy. -dodała Lily.
-Co? -Granger zdziwiła się i spojrzała na swoją dłoń -Nie, nie zdejmowałam go. -powiedziała lekko spanikowana.
-Spokojnie motylku, znajdziemy go. Zrobimy dochodzenie. -Diabeł odezwał się.
-No ta, bo to będzie jedyne twoje dochodzenie w życiu. -Gryfonka powiedziała do niego z sarkazmem, a wszyscy parsknęli śmiechem na dwuznaczność jej słów.
-Ty się do moich dochodzeń Granger nie mieszaj, bo ja zacznę się mieszać do waszych. -zripostował, wszyscy znowu wybuchli głośnym śmiechem, a Amy ocierała policzki z łez -A tak poważnie to kiedy go widziałaś po raz ostatni?
-Wydaje mi się, że wczoraj na imprezie. -odparła zastanawiając się.
-Więc idziemy do Smoka go poszukać. -wydał polecenie.
-Wybaczcie, ja odpadam, muszę zjeść kolację z ciotką, która przyjechała na kilka dni. -powiedział Sam.
-Na mnie też nie patrzcie, muszę jeszcze popracować przy aucie, a wiecie, że jutro mam rozmowę kwalifikacyjną, więc muszę odpocząć. -powiedział Patrick podnosząc ręce w geście poddania.
-I chciałeś dzisiaj pić? -zapytała wkurzona Gryfonka.
-A ta znowu zaczyna. -westchnął chłopak żałując swoich słów. Rozumiem Hermionę, ona strasznie się o nich martwi, nie tylko dlatego, że bardzo długo się znają chociaż jak wiadomo, to ma największy wpływ, bo są jak rodzina. Powód jest też taki, że ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że tym razem musi ich zostawić i nie ma pewności, że będą bezpieczni. Nadeszły takie, a nie inne czasy i każdy mądry czarodziej wie, że od kiedy Voldemort się odrodził nigdy nie możemy być pewni jutra. Ona jest przyjaciółką Potter’a, wystarczy, że Czarny Pan będzie chciał się do niego dobrać poprzez Granger, a ona się tak łatwo nie złamie, więc zacznie się dobierać do niej poprzez najważniejsze osoby w jej życiu. Niby droga naokoło, ale on wie jak manipulować ludźmi. Dlatego w stu procentach ją rozumiem. Przez rozmyślania straciłem wątek rozmowy.
-... wiesz co będzie. -powiedziała do Patricka. Czyżby stała strategia na seryjną morderczynie Grnager?
-Tak, obetniesz mi jaja i powiesisz na płocie. -odpowiedział. Czyli miałem rację.
-Ja nie mogę, bo chcę skończyć wakacyjne kroniki, znaczy jeszcze trochę zdjęć mam do druku i pewnie przez te kilka dni jeszcze trochę zrobimy, ale wiecie, później będzie mi ciężko wkleić wszystkie zdjęcia naraz. -powiedziała Lily. No tak, wakacyjne kroniki. Amy poinformowała mnie, że to jest tradycja od czterech lat. Każdy składa się na swoją własną kronikę ze wszystkimi zdjęciami z wakacji, Lily za te pieniądze wywołuje zdjęcia i kupuje specjalne albumy, dla każdego po jednym i na koniec to wszystko układa, a każdy dostaje swoją kopię. W tym roku jest o jedną mniej do zrobienia...
-Amy, a ty? -zapytał ją Diabeł.
-Dziś w telewizji leci ,,Leon Zawodowiec” nie ma opcji żebym go przegapiła. -powiedziała.
-Jak zdążę znaleźć pierścionek, to przyjdę do ciebie i kupię coś do jedzenia. -oznajmiła Gryfonka.
-Dobra, chyba, że obejrzysz z Malfoy’em. -poruszyła sugestywnie brwiami.
-On na pewno nie będzie chciał oglądać.
-Ale czego? -zapytałem
-Filmu, um.. jakby w telewizji. -odpowiedziała zeskakując z moich pleców. Nic się na to nie odezwałem tylko zatrzymałem się razem ze wszystkimi przy ogrodzeniu mojego domu. Wszyscy zaczęliśmy się żegnać i zostawili mnie, Granger i Zabiniego, dlatego przeszliśmy przez furtkę i weszliśmy do mojego domu w poszukiwania pierścionka.

~*~

Siedzieliśmy w trójkę na kanapie w salonie po męczących i bezowocnych poszukiwaniach. Dziewczyna siedziała i czytała dzisiejszą gazetę.
-Tak cholernie chcę obejrzeć ,,Tytanica”. -odezwała się Granger.
-Co to w ogóle za film? -zapytałem
-Takie jakby no, romansidło. Typowo babski film Blaise, więc idealnie by ci pasował. -odpowiedziała mi. Draco, ja i ona zaśmialiśmy się.
-No, Granger powiem ci, że Smok ma chyba na ciebie zły wpływ.
-Ja? -zapytał zdziwiony Draco -Ona już taka była. Nie wiesz jak potrafiła mi dogryźć na początku wakacji. -powiedział roześmiany.
-Wcale nie! Zawsze jestem miła i grzeczna. -Gryfonka włączyła się do rozmowy i udawała taką niewinną i zdziwioną. Nastała głucha cisza i na zegarze wybiła 22.
-Miona, pierścionek na pewno gdzieś tu jest, poszukajcie jeszcze raz. -powiedziałem wstając ze swojego miejsca -Pamiętaj Smoku żeby ją odprowadzić do domu, żeby nie szła sama po nocy.
-Idziesz już? -zapytali oboje w tym samym czasie.
-Ta, mam jutro kilka rzeczy do załatwienia, ale może uda nam się jakoś spotkać, albo wpadnę do was do pracy. -mówiłem żegnając się z nimi.
-No skoro tak... -powiedział lekko zdenerwowany Draco. Po wymianie życzliwości wyszedłem z domu Smoka i skierowałem się do własnego. Nie, nie mam żadnych rzeczy do załatwiania jutro, ale coś myślę, że oni muszą ze sobą porozmawiać, bo nie mieli na to okazji przez cały dzień. Coś mi się wydaje, że to nie jest do końca tak jak oboje mówią, a najgorsze jest to, że i tak nic z tego nie będzie, bo oboje wiedzą, że to nie ma jak na razie sensu. Szkoda, bo miło ich widzieć razem, jak są po prostu ludźmi, a nie ,,arystokratą i szlamą”. Najgorsze jest to, że Draco jeszcze nie wie co go czeka po powrocie do domu, nie wie jakie decyzje zostały podjęte. Szczęściem jest to, że jeszcze nikt nie wie o nim i Granger. Nie mam serca mu o tym teraz mówić, zostały mu 2 dni, jest tak cholernie szczęśliwy, przysięgam na Salazara, że nigdy nie widziałem go tak zadowolonego i szczęśliwego. Czemu ludzie, którzy najwięcej cierpią nie mogą być chociaż pod jednym względem szczęśliwi?

~*~

-Co jest takiego w tym filmie, że chcesz go obejrzeć? -zapytał mnie kładąc się obok na kanapie i przyciągając mnie do siebie.
-Jest bardzo romantyczny i smutny, a w dodatku jest na faktach. -odpowiedziałam przytulając się do jego boku. Przez chwilę panowała cisza, którą Draco przerwał.
-Nie chcesz jakby, uh, pogadać o wczoraj?
-A ty czujesz taką potrzebę? -odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Chciałam w sumie o tym porozmawiać, bo to chyba nie powinno się w ogóle wydarzyć, ale to stworzyło między nami taką dziwną więź, coś takiego niezwykłego i magicznego, coś czego wcześniej nie było. Wcześniej też między nami się coś podobnego zrodziło, ale to było tylko zwykłe zaufanie i przyjaźń, a teraz jest coś takiego innego, czego tak bardzo dawno nie czułam i czego tak bardzo mi brakowało.
-Tak i znam cię na tyle żeby wiedzieć, że i ty chcesz. -odpowiedział patrząc się w sufit i poluźnił uścisku. Usiadłam, a on powtórzył mój ruch. Schowałam twarz w dłonie, na kolanach, bo chciałam wyrzucić wszystkie myśli ze swojej głowy. Położył mi rękę na plecach dodając otuchy. Boże co jest ze mną nie tak? Co się ze mną dzieje od tych dwóch miesięcy? Jak ja spojrzę w oczy Harry’emu, Ginny czy Ronowi? Co powiem jak zaczną o nim temat? ,,Patrz Ron, TERAZ bratam się z wrogiem.” A przede wszystkim co zrobimy, gdy wakacje się skończą?
-Myślisz, że jak to będzie wyglądało? -zapytał mnie w końcu.
-Ale co?
-No nasza relacja za około tydzień. -popatrzyłam na niego, bo odważył się powiedzieć te słowa. Słowa, których nie chcieliśmy mówić na głos. Za 2 dni wyjeżdżam do Nory, zawsze nie mogłam się tego doczekać, ale teraz jest trochę inaczej.
-Nie wiem... A jaka jest ona teraz? -zadałam taktyczne i najważniejsze pytanie. Chwilę się zastanawiał i posadził mnie na swoich kolanach.
-Jesteśmy przyjaciółmi, prawda? -popatrzył na mnie niewinnie. A pieprzyć jego niewinność, specjalnie to robi gad przebrzydły.
-Przyjaciółmi, którzy lubią robić to. -powiedziałam po czym mocno go pocałowałam.

~*~

Leżeliśmy przykryci kocem przytulając się.
-Malfoy, nadal nie doszliśmy do wszystkiego. -westchnęłam.
-Myślałem, że doszłaś i to przynajmniej raz. -odpowiedział i zaśmiał się, dostał ode mnie poduszką w twarz za tą odzywkę.
-Mówię poważnie.
-Mam dość poważnych tematów, całe życie musiałem być poważny i podejmować dojrzałe decyzje. Nie mogę choć raz być jak normalny nastolatek, który niczym się nie przejmuje? -zapytał
-Nie bronię ci tego Draco, ale zrozum, że nie może być beztrosko, kiedy Voldemort rośnie w siłę, a my po tych samych stronach barykady nie jesteśmy. -zaczęłam się już unosić i podniosłam się do pozycji siedzącej zasłaniając nagą klatkę piersiową.
-A co mam powiedzieć?! Że nie wiem? To chciałaś usłyszeć? Wiesz jakie wszystko stało się popieprzone od końca czerwca, od kiedy wszedłem do tej kawiarni? Czujesz to samo co ja, bo tak jak ty dla mnie, tak ja dla ciebie zawsze byłem wrogiem. To wszystko... wiem, że nigdy nie powinno się wydarzyć, a my tak po prostu...
-Rozumiem twoje obawy i to wszystko co się z tobą dzieje... -przytuliłam go żeby się uspokoił -Jest tylko jedno wyjście i wiemy o nim, ja i ty, od wtedy, od biwaku. -powiedziałam cicho. Położył dłonie na swoją twarz i wypuścił głośno powietrze w geście frustracji.
-Wiem o nim. Za kilka dni, jak wrócimy do Hogwartu, wszystko wróci do normalnego porządku. Będziemy musieli się znienawidzić. Ja będę znów dla ciebie skretyniałą fretką, a ty dla mnie...
-...wredną szlamą, Draco, nie możesz się kontrolować ze słowami przez całą wieczność, nie taka była twoja natura przed tymi wakacjami.
-Masz rację. Kiedy wyjeżdżasz? -zadał pytanie
-Po jutrze, a jutro mam ostatni dzień w kawiarni, a ty?
-Tak samo.
-Czyli zostało nam około 24 godziny... -powiedziałam i poczułam jak pieką mnie oczy.
-Niestety, ale wykorzystajmy te 24 godziny najlepiej jak możemy. -powiedział, zgasił lampkę i pocałował mnie w czoło -Dobranoc, przyjaciółko.
-Dobranoc, przyjacielu.

~*~

-No, no kochani. Tego się nie spodziewałem po raz kolejny. -usłyszeliśmy głos Zabniego.
-Wyjdź stąd. -warknęła dziewczyna, która była do mnie przytulona.
-Nie żeby coś, ale za dwie godziny macie być w pracy. -upomniał nas i wyszedł, a ja wtedy otworzyłem oczy.
-Jaki on jest upierdliwy. -westchnęła Gryfonka podnosząc się z łóżka.
-Przyzwyczaj się. -powiedziałem powtarzając jej czynność.
-Wolałabym nie i tak już będzie mi ciężko. -odparowała, a powietrze w pokoju stężało. Założyła na siebie moją bluzę i wyszła z sypialni. Zabrałem czyste rzeczy z szafy i poszedłem do łazienki, usłyszałem, że dziewczyna robi kawę, a Zabini towarzyszy jej w kuchni. Postanowiłem najpierw wziąć prysznic i dopiero po porannej toalecie do nich dołączyć.

~*~

-Więc ty i Smok... znowu... -czarnoskóry wparował do kuchni, gdy czekałam aż woda się zagotuje.
-Zgłaszam sprzeciw, nie odpowiadam na to pytanie. -powiedziałam, a mój dobry humor mnie nie odpuszczał.
-Czyli tak. -klasnął w dłonie- Nie wiem czy mam się cieszyć czy raczej smucić. -dodał.
-O czym ty mówisz? -spytałam nalewając wrzątek do trzech kubków.
-No niedługo wracamy do szkoły, jakoś wątpię żeby wszyscy byli zadowoleni z tego, że będziecie się prowadzać za rączki po Hogwarcie, a co dopiero stary Malfoy i Voldemort. -wytłumaczył.
-Nie wiem o czym mówisz, jesteśmy tylko przyjaciółmi i nigdy niczym więcej nie będziemy, więc twoje chore wyobrażenia zostaw dla siebie. Jak wrócimy, wszystko wróci do normy. Będziemy się nienawidzić, albo po prostu unikać. -powiedziałam mu szczerze, bo słyszałam, że Malfoy bierze prysznic, a czułam się przy Diable dosyć swobodnie. Zaczęłam słodzić kawy.
-Nie martw się, dla was obojga będzie to trudne. -odpowiedział siadając na blacie.
-Nie wiem... wiem tylko tyle, że będzie to problemem. Ile słodzisz? -zapytałam
-Dwie. Współczuję wam, takie przyjaźnie chyba są ciężkie, a zwłaszcza teraz kiedy nadeszły te czasy.
-No nie gadaj? -powiedziałam z sarkazmem. Zamieszałam wszystkie kawy i usiadłam obok Blaise’a. Drzwi łazienki otworzyły się i usłyszeliśmy kroki, które zmierzały w naszą stronę.
-Już łazienka wolna. -powiedział blondyn wchodząc do kuchni.
-Już idę... Malfoy, zabierałam od ciebie rzeczy, które wzięłam jako piżamę na imprezę? -spytałam, bo jakoś nie mogłam sobie przypomnieć.
-Nie, nadal leżą w sypialni. -odpowiedział i wziął swój kubek do ręki. Podniósł go lekko w górę i oznajmił:
-No kochani, za ostatnie chwile spędzone w beztrosce. -wszyscy wznieśliśmy kubki kawy i przybiliśmy toast. Po wypiciu połowy kubka poszłam wziąć prysznic i ubrać się w leginsy i luźną koszulkę, miało mi to służyć jako piżama, ale żeby dostać się do pracy, to te ubrania mi starczą, tam mam zapasowe ciuchy w szafce.

~*~

Zasunęłam torbę i zamknęłam szafkę, przy czym głęboko westchnęłam. Ostatni raz jestem w tej szatni. Mam tu tyle wspomnień... Razem z Malfoy’em, któremu też nie było lekko, ale nie chciał tego pokazywać, ruszyliśmy do biura Abby. Drzwi były uchylone jak zawsze, ona jest taką kochaną osobą. Czarnowłosa siedziała przy biurku i wypełniała jakieś papiery.
-Abby? -pierwszy odezwał się Ślizgon.
-Och, kochani, jesteście. -wstała z krzesła i uśmiechnęła się smutno -Słuchajcie, było mi bardzo miło, że u mnie pracowaliście. Jesteście tacy odpowiedzialni i... Brak mi słów, nie potrafię opisać tego jaka jestem wam wdzięczna, dzięki wam to miejsce nie upadło już pierwszego dnia. -zaśmiała się nerwowo. Jej było tak samo ciężko jak nam.
-Cała przyjemność po naszej stronie. Praca tu to jedna z lepszych rzeczy jaka mi się przytrafiła długiego czasu. -powiedziałam jej.
-I dzięki temu oboje zrozumieliśmy, że nie musimy być wrogami. -dodał Draco.
-Miło mi, naprawdę. -podeszła do biurka i wyciągnęła z szuflady dwie koperty, po czym podała nam po jednej -To dla was.
-My... przecież dostaliśmy wypłatę... -zaczęłam mówić i chciałam oddać jej przedmiot.
-Nie, zatrzymajcie je. To taka mała premia, bawcie się dobrze dzisiaj, bo rozumiem, że to wasz ostatni dzień tutaj?
-Tak, jutro oboje wyjeżdżamy.
-Więc...życzę wam samych sukcesów w tym roku i żebyście się nie pozabijali. -zaśmialiśmy się z jej żartu -I jeśli będziecie chcieli to... kawiarnia stoi dla was otworem za rok. Miło będzie mieć znowu kogoś takiego na pokładzie.
-Na pewno się spotkamy w czerwcu. -potwierdziłam. Abby nic już nie powiedziała tylko mocno nas oboje przytuliła -Idźcie, bo się popłaczę.
Oboje wyszliśmy z kawiarni. Na zewnątrz czekali na nas wszyscy łącznie z Zabinim. Przywitaliśmy się i Lily dała nam nasze albumy. Postanowiłam jeszcze swojego nie otwierać, zrobię to w domu.
-To jakie mamy plany? No chyba, ze wasza dwójka ma inne niż my. -powiedziała Amy.
-N...-chciałam powiedzieć, że nie mamy nic zaplanowanego, ale Draco mi przerwał.
-Tak.
-Naprawdę? -zapytał zdziwiony Blaise
-Tak. Możemy z wami posiedzieć tak do 17:00, bo później Hermiona idzie do domu się odświeżyć i spotykamy się o 18:30. -powiedział zadowolony z siebie Ślizgon z rękami w kieszeniach spodni. Spojrzałam na niego zdezorientowana, a on puścił mi oczko. Cóż, cholera, to było gorące.

~*~

-Możesz mi powiedzieć o co chodzi? -zapytała Hermiona, gdy wszyscy weszli kupić dla nas cydr.
-Wychodzimy dziś, razem. Mówiłem, że trzeba ten czas dobrze wykorzystać. -wytłumaczyłem.
-Ale... gdzie?
-Gdzieś. Zobaczysz, ubierz się ładnie.

~*~

-Dobra, jesteśmy. -powiedział i ściągnął opaskę z moich oczu. Staliśmy pod kinem, a ja zauważyłam, że nie jako nie jedyna dziewczyna postawiłam dziś na sukienkę.
-Co my tu robimy? -zapytałam, chociaż chyba docierało do mnie to co mamy tu robić.
-Idziemy na ,,Tytanica” chyba, że już nie chcesz go obejrzeć to pójdziemy gdzieś... -lekko się zmieszał, to słodkie widząc jak się stara.
-Zwariowałeś? Oczywiście, że chcę! -krzyknęłam i rzuciłam mu się na szyję.

~*~

Później poszliśmy do parku, tam gdzie byliśmy wczoraj. Leżeliśmy na trawie, patrząc w niebo. Pamiętał o tym, że chciałam tu przyjść i obejrzeć gwiazdy na niebie, dziś była idealna noc do tego.
-Nie przyzwyczaję się do nowej rzeczywistości... -powiedziałam czując, że zbiera mi się na płacz.
-Raczej będziemy musieli wrócić do starej rzeczywistości, a nie do nowej. -stwierdził. Jego słowa były dokładnym opisem tego co miało nastąpić. Pociągnęłam lekko nosem i otarłam pierwszą łzę, zauważył to i szybko usiadł. Posadził mnie naprzeciwko siebie i powiedział:
-Ej, nie płacz. Masz innych, lepszych przyjaciół, słyszysz? -mówił cicho, a te słowa powodowały, że jeszcze bardziej płynęły mi łzy -Ja i tak w końcu bym ci się znudził, nie jestem jakimś dobrym przyjacielem.
-Nie mów tak Draco, wiem jaki jesteś. Jaki jesteś naprawdę, nie jaki jesteś dla wszystkich, pozorując zimną twarz. -powiedziałam przez łzy.
-Nie poddawaj się, będziemy mieli kolejne dwa miesiące, za rok, chyba że przez rok znienawidzimy się jeszcze bardziej. -próbował mnie rozśmieszyć.
-Nie chcę żebyś zapomniał kim jestem naprawdę. -zaszlochałam.
-Ja też nie chce żebyś ty zapomniała o mnie, o prawdziwym mnie.
-Przyjaciele na zawsze? -zapytałam wyciągając mały palec w jego stronę -na paluszek?
-Na paluszek. -powiedział uśmiechnięty i zahaczył małym palcem o mój.

~*~

Staliśmy pod moimi drzwiami i wiedziałam, że teraz będzie koniec naszej przyjaźni, mimo że obiecaliśmy sobie co innego, ledwie 40 minut temu.
-Więc to teraz... -westchnął
-Tak. -odpowiedziałam i robiłam wszystko, żeby się nie rozpłakać.
-Żegnaj Hermiono, witaj szlamowata Granger. -zaśmiałam się na jego słowa.
-Żegnaj Draco, witaj wstrętna fretko. -odpowiedziałam i wtedy mnie pocałował. Ten pocałunek był zdecydowanie najlepszy. Był tak inny od wszystkich, intymny i taki prawdziwy. Całowaliśmy się około dwóch minut, a dla mnie było to jak wieczność i nie chcę wracać z niej do czasu rzeczywistego, chcę zatrzymać ten moment. Wtedy odsunął się i nie patrząc mi w oczy odszedł. Chciałam za nim biec, krzyczeć, zatrzymać go...
Ale to był moment, w którym widziałam go po raz ostatni przed rozpoczęciem roku, a przynajmniej tak mi się wydawało.


Wzięłam gorącom kąpiel i w szlafroku rozsiadłam się na, niestety swoim łóżku. Byłam przybita tym jak to się musiało skończyć. Postanowiłam obejrzeć kronikę z tych wakacji. Sięgnęłam po album, który leżał na fotelu i rozsiadłam się na łóżku. Po otwarciu księgi, na pierwszej stronie widoczny był napis:

,,Wakacje 1996 r.”

Zdjęcia były naprawdę różne, od pozowanych zdjęć w żałobnych ubraniach, po głupie zdjęcia jak Amy próbuje wziąć na barana mnie i Lily. Było dużo zdjęć z naszej wyprawy nad jezioro i zdjęcia z imprez. W kategorii ,,GOŁĄBKI” było około 15 zdjęć moich i Draco, te zdjęcia bolały mnie najbardziej. Było to zdjęcie z basenu, kilka z parku i kawiarni, a nawet z imprezy u Malfoy’a. Na ostatnich stronach pojawiły się zdjęcia z Blaise’m. Po godzinie oglądania i wspominania całych dwóch miesięcy płakałam. Płakałam kolejny raz tego wieczora. To były tak wspaniałe wakacje, mimo że zapowiadały się tak źle z powodu Rey i Jaspera, ale okazały się najlepszymi wakacjami jakie były. Gdy trochę się uspokoiłam, postanowiłam się położyć, bo muszę rano wstać. Zgasiłam światło i ułożyłam się wygodnie.
-Dobranoc, Draco... -szepnęłam w ciemność i skierowałam się do krainy snów.

~*~

Kolejne dni mijały leniwie. Byłam w Norze ze swoimi przyjaciółmi, ale brakowało mi jego.
Co noc płakałam i oglądałam album. Co noc o nim myślałam i zastanawiałam się czy też o mnie myśli. W czasie dnia zastanawiałam się co robi... Mam nadzieję, że przynajmniej jest szczęśliwszy niż ja.

~*~

Właśnie w tamtym momencie złamałem się do końca. To, że miałem zostać Śmierciożercą nie robiłoby na mnie znaczenia, jakieś dwa miesiące temu, właśnie tego chciałem, ale już nie teraz. Wiedziałem, że nie zranię tym siebie, tylko ją. To jest tak intensywny ból psychiczny. Tak cholernie ciężkie są rozstania, tak bardzo mi wszystkich brakuje. Jak ja teraz spojrzę w oczy Hermionie?
A, zapomniałem, nie spojrzę, bo będziemy się unikać.

~*~

-Czy mi się wydaje, czy Malfoy ze swoją matką nie chcą żeby ktoś ich śledził? -zapytał Ron
Byliśmy na Pokątnej i wtedy go zobaczyłam. Musiałam zgasić w sobie głos, który kazał mi do niego biec. Oczywiście ja, Harry i Ron poszliśmy za nimi. Trafiliśmy do Borgina & Burkes’a. Draco dziwnie się zachowywał, a do tego było po nim widać, że jest strasznie przybity. Widziałam po jego twarzy, że cierpi, co się dzieje?

~*~

Już w pociągu Harry zaczął snuć teorie.
-Mówię wam, to był rodzaj inicjacji. On jest Śmierciożercą. -powiedział okularnik.
-Harry, naprawdę w to wierzysz? To nielogiczne. -powiedziałam spokojnie, żeby chłopcy nie zorientowali się, że go bronię, a raczej, że sama siebie chcę przekonać. Przekonać się do tego, ze nasze najgorsze obawy jednak się nie spełniły.
-Po co Voldemortowi taki Malfoy? -zapytał go rudy
-Nie wiem, ale wiem, że on na sto procent coś kombinuje, a ja się dowiem co. -obiecał mi i Ronowi po czym wstał.
-Harry, nie obraź się, ale jakoś w to wątpię, jesteś do niego uprzedzony. -powiedziałam i ugryzłam się w język.
-A ty niby nie? -zapytał zdenerwowany -Nie ważne, idę się przejść. -odparował i wyszedł. Cholera.
Oboje z Ronem patrzyliśmy na drzwi, za którymi zniknął.
-On ostatnio ma ciężki czas... -zaczęłam tłumaczyć Ronowi... Tylko kogo ja właściwie tłumaczyłam? Harry’ego czy Dracona?
-Wiem, musi się jakoś rozerwać, bo zwariuje.
-Musimy przy nim być, wiesz o tym? -zapytałam.
-Wiem. -odpowiedział i pogrążyliśmy się w ciszy, a ja chciałam już wrócić do lektury, gdy do przedziału wpadł samolocik z papieru. Wiadomość, w dodatku do mnie, bo wylądowała na moich rękach. Pewnie na ogół bym tego nie zrobiła, bo Ron to mój przyjaciel, ale miałam jakieś przeczucie, dlatego odsunęłam się od rudzielca, żeby przeczytać liścik sama. Chłopak zauważył to i chyba się lekko zmieszał, ale nic nie powiedział. Wtedy rozłożyłam kartkę.

,,Za 5 minut w wagonie z bagażami. Spal liścik tak szybko jak go dostałaś.
D.M”



Natychmiast się ożywiłam, na to czekałam od tygodnia, właśnie na to. Mam nadzieję, że ta kartka nie oznacza tego co myślę, czyli nowy rok, nowe problemy... A mnie nadal dręczy to jego podejrzane zachowanie na Pokątniej i Nokturnie, wierzę, że nic złego się nie dzieje, ale strasznie się o niego martwię. Posłałam Ronowi przepraszające spojrzenie i niczego nie tłumacząc wyszłam z przedziału.     

~*~

Mam nadzieje, że rozdział się podobał, zapraszam do wyrażania opinii w komentarzach :) 
Do następnego Miśki <3