piątek, 27 października 2017

Rozdział 4- ,,Wszystko co piękne szybko się kończy"

Z góry przepraszam za tak długą nieobecność. Nie wiem czemu, ale moja wena w pewnym momencie uciekła totalnie. Najlepsze jest to, że gdy już myślałam, że ją odzyskałam, okazywało się na opak. W każdym razie jestem ogromnie dumna z tego, że w końcu udało mi się napisać ten rozdział. Domyślam się jakie będą wasze opinie o końcówce rozdziału, a dokładniej o pewnym fragmencie, ,,że za szybko", ,,No jak ja tak mogę" Ale bądźcie cierpliwi, dowiecie się czemu tak, a nie inaczej. Niestety nie chcę dodawać takiej opcji jak ciekawostki, bo wolę to zrobić po zakończeniu opowieści. To jest jeden z najtrudniejszych i zarazem najcięższy do napisania rozdziałów. Rozdział niesprawdzony!

W tym rozdziale występuje scena przeznaczona dla osób, które skończyły osiemnaście lat. Jak wiadomo, większości z nas nie obchodzi, że coś jest od osiemnastego roku życia, więc jeśli nie jesteś pełnoletni/pełnoletnia, czytasz na własną odpowiedzialność ;)  

Czas na muzykę, która pomagała mi przy pisaniu. Musicie wiedzieć, że gdyby nie nowa, pierwsza płyta Niall'a Horan'a to tego rozdział by w ogóle nie było, bo dzięki temu udało mi się nabrać weny do pisania. Teraz będę się starała już systematycznie wstawiać rozdziały, ale nic nie obiecuję jak na razie. 
Życzę miłego czytania, Miśki! <3



P!nk - What About Us                                   Imagine Dragons - Ready Aim Fire

                                                    Dorian - La Tormenta de Arena

Żeby całkowicie odczuć ten rozdział polecam przesłuchać całego albumu Niall'a na Spotify.


~*~
    


Siedziałam opierając policzek na ręku i przymknęłam oczy. Tylko na chwilkę...
-Nie ma spania! -usłyszałam krzyk przy uchu i momentalnie podskoczyłam.
-Cholera, Malfoy! Nie strasz mnie. -odetchnęłam.
-Nie moja wina, że trzeba ci robić mocne pobudki.
-Och, zamknij się już.
-Czyżby księżniczka się nie wyspała? -zaśmiał się nalewając kawy do filiżanki.
-Bardzo śmieszne. -warknęłam i zrobiłam do niego wredną minę.
-Daj spokój, Granger, nie moja wina, że wolałaś rozmyślać całą drogę i nie zmrużyłaś oka.
-Miałam pewną sprawę do przemyślenia. -odpowiedziałam. Nie chodziło mi o pocałunek z nim, bo wolę no tym nie myśleć, oboje do tego nie wracamy. Może był tak pijany, że nie pamięta, albo mi się coś przyśniło? Ale wtedy na karteczce nie byłoby nic o nim. Na rękę było mi to, że on o tym nie mówi. Nadal nie mogę rozwikłać tej sprawy z karteczkami. Kto to może być? Skąd tyle o mnie wie? Jakim cudem dostaje się w różne zamknięte miejsca? Nie mam pojęcia o co chodzi... Nikogo nie mogę się poradzić. Amy, zbagatelizuje sprawę, Patrick i Sam będą przesadzać i zamkną mnie w jakimś pomieszczeniu bez okien i klamek, żeby nikt się do mnie nie dostał. Lily, będzie wymyślała dziwne teorie, a Malfoy? No cóż, chyba nie muszę wyjaśniać, zapewne mnie wyśmieje i będzie mówił jacy to Gryfoni są tchórzliwi. Jednak ja poważnie zaczynam się bać , ten ktoś tu jest, obserwuje mnie, może nawet w tej chwili! Pierwszą kartkę jako tako zlekceważyłam, ale drugiej już nie mogę, to staje się zbyt poważne.
-Malfoy? -postanowiłam spróbować trochę inaczej
-Tak ?
-Czy ufasz mi na tyle, że gdyby się coś złego działo, albo coś by cię niepokoiło, jakieś sytuacje... Powiedziałbyś mi?
-Granger, coś ci grozi, coś się dzieje?
-Nie! Tak pytam, tylko retorycznie. -odpowiedziałam.
-Zapewne nie na samym początku, może jakbym już sobie nie radził, to wtedy. Na pewno wszystko w porządku?
-Tak, nie musisz się martwić. -uśmiechnęłam się kłamiąc. Nie chciałam tego robić, trudno budować znajomość na kłamstwie, ale co on może mi pomóc? Tak naprawdę nic, bo sama nic nie mogę zrobić. Jakaś paranoja. Minął już miesiąc jak się znamy i... To jest naprawdę dziwne, a zarazem miłe i niezwykłe. Dwoje obcych i wrogo nastawionych do siebie ludzi zaczyna się kolegować, przyjaźnić. Nigdy nie przypuszczałabym, że coś takiego się wydarzy. Draco Malfoy, odwieczny wróg Harry’ego Potter’a i świętej trójcy będzie przyjacielem Hermiony Granger, a w dodatku będzie ją pociągał. To mógłby być dobry kawał, gdyby nie fakt, że to dzieje się naprawdę. Oczywiście nie zakochałam się, co to, to nie! Nie mogłabym w kimś takim, mimo że się zmienił. On po prostu mnie pociąga względem fizycznym. W końcu to chyba nic dziwnego, działa tak na większość dziewczyn. Przecież ja nic złego nie robię i choćbym chciała to nad tym nie zapanuję, to instynkt. Swoją drogą bardzo mi kogoś przypomina, nie względem wyglądu, ale charakteru. Jasper był do niego bardzo podobny... Jednak nie chcę na to zwracać uwagi, już postanowiłam, że ten jeden pocałunek był pierwszym i ostatnim. Nie powinnam się do niego przyzwyczajać, niedługo znów jedziemy do szkoły, a wtedy wszystko się zmieni. On znów będzie nieziemsko przystojnym księciem Slytherinu, a ja nudną, szarą Granger, przyjaciółką Wybrańca. Będę tylko cierpieć, tak samo jak po stracie Jaspera i Ray. Malfoy obiecał zrobić imprezę u siebie w domu w ten weekend. Mamy dziś iść do mnie, żeby omówić szczegóły. Nie do końca jest mi to na rękę, bo moi rodzice będą w domu, ale ten dureń uparł się, żeby zobaczyć czy są tak źli jak mówię. Dostałam też list od Ginny, że nie może się mnie doczekać i czy mogę przyjechać tydzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Razem pójdziemy na zakupy na Pokątną, i spędzimy kilka miłych dni razem. Wydaje mi się, że to bardzo dobry pomysł, bo będę miała czas żeby znów odzwyczaić się od moich przyjaciół i tym razem też Malfoy’a.
-Granger, coś ty taka zamyślona? -jego głos wyrwał mnie z zadumy.
-Nie wiem, pewnie ze zmęczenia. -odpowiedziałam odpychając od siebie wszystkie myśli.

~*~

-Jestem! -krzyknęłam wchodząc do domu.
-Hermiona, to dobrze, bo mam do Ciebie...- mama umilkła, gdy zobaczyła, że przyszłam z kimś. -Och... A to twój nowy...
-Tak, mój przyjaciel. Będziemy u mnie, bo mamy do omówienia pewną kwestię. Coś się stało? -starałam się zabrzmieć normalnie. Ostatnio na prawdę staram się, żeby było między nami dobrze. Niedługo znowu wracam do Hogwartu, a jak wiadomo Voldemort nie zrezygnował ze swoich planów zapanowania nad światem na rzecz tego, że chcę wyjechać do Holandii uprawiać tulipany. Dlatego nie chcę, żeby między nami było źle, żeby pamiętali to jak bardzo się od siebie oddaliliśmy. Pociągnęłam Dracona i mamę za sobą do salonu, bo wiedziałam, że tam jest tata.
-Mamo, tato, to mój przyjaciel. Draco Malfoy, który ze mną pracuje i chodzi ze mną do szkoły. -przedstawiłam go, w sumie nie wiem czemu, ale odczuwałam potrzebę pokazania im, że sobie radzę.
-Uczy... czyli to...-zaczął tata
-Tak, jest czarodziejem, tak jak ja. -uśmiechnęłam się i puściłam rękę blondyna, gdyż okazało się, że nadal ją trzymam.
-Ale Draco Malfoy... Coś mi to mówi... -tata patrzył na nas lekko nieufnie, jakbym chciała sprzedać im jakiś kit. Podrapał się po podbródku, zawsze tak robił gdy się nad czymś zastanawiał. -Czy to nie ten sam chłopak, który przez tyle lat ci dokuczał?
-Hymm... -pamięć taty jak zawsze była niezawodna. Spojrzałam na Dracona i widziałam, że się spiął.-Tak, to on, ale... Wszystko jest już w jak najlepszym porządku. Przecież co było, a nie jest nie pisze się w rejestr, prawda? -zapytałam robiąc słodką minkę. Merlinie, za dużo czasu spędzam z Amy.
-Niby tak. Ale jak to się stało, że już się nie kłócicie? -dopytywała mama
-Pracuje razem z Hermioną. -odpowiedział rzeczowo Ślizgon. Odezwał się pierwszy raz odkąd przekroczyliśmy próg mojego domu. Nie byłam pewna czy to dlatego, że nie miał nic do powiedzenia, czy może był tak spięty, że nie był w stanie wydobyć z siebie słowa. Dobrze że przynajmniej oddychał. Nie będę go o to dopytywać, bo wiem, że nawet jeśli to było ze skrępowania, to za cholerę się nie przyzna.
-Jakie życie jest nieprzewidywalne! -mama uśmiechnęła się i klasnęła z zadowolenia.
-Tak mamo, ale pozwolisz, że już pójdziemy do mnie, musimy coś zaplanować i zaraz się zwijamy. -powiedziałam prowadząc Malfoy’a za rękę w stronę schodów.

~*~

Jak się okazało, czego mogłabym się sama domyśleć. Moja mama poprosiła żeby Draco został z nami na obiad, a ten dureń się zgodził. Co mnie najbardziej zdziwiło to, to jak zaczęli się dogadywać.
-Draco, musimy iść. -powiedziałam kładąc sztućce na pustym talerzu. Wstaliśmy, grzecznie zabraliśmy naczynia do zlewu i po pożegnaniu wyszliśmy z domu.
-Słyszałeś ją? Wpadaj do nas kiedy chcesz, bardzo miły z ciebie chłopiec. -zaczęłam naśladować moją mamę.
-Daj spokój Granger, po prostu chciała być miła, w przeciwieństwie do ciebie. -fuknął i dalej szedł w stronę domu Amy.
-Och, przepraszam! -no teraz to go normalnie uduszę -Ty nie rób z siebie aniołka!
-Ależ ja nim jestem! -zrobił teatralny gest łapania się za serce, jakbym go uraziła.
-Ta, a ja będę Śmierciożercą. -prychnęłam. Chłopak zamilkł i ulotnił się z niego wesoły nastrój. Chyba powiedziałam dwa słowa za dużo...

~*~

-To będzie impreza wszech czasów! -krzyknęła Amy wymachując rękami w górę.
-Zawsze tak mówisz, Amy. -westchnęłam kładąc dłoń na jej ramieniu.
-Tak, ale tym razem robi ją ktoś z naszej paczki! Miona, czegoś takiego nie było od śmi... -nagle jej entuzjazm wyparował tak szybko jak się pojawił. Zakryła usta dłonią, jakby powiedziała coś strasznego. Cóż.. powiedziała.
-...Śmierci Rey i Jaspera. Tak, Amy masz racje. -powiedziałam gorzko. Draco szedł za nami tylko się przysłuchując, albo był po prostu tak zamyślony, że nawet nie zwracał uwagi o czym rozmawiamy.
-Kurcze, Miona... przepraszam, ja nie... -nagle się zaczęła wahać w swoich słowach. Wiedziałam, że teraz było jej głupio. Tak naprawdę to, w końcu przestałam czuć pustkę po ich śmierci. Nadal jest mi ciężko, ale umiem sobie już z tym radzić. Nigdy nie przyznam się do tego głośno, ale to za sprawą Malfoy’a jest mi łatwiej. Przez te cztery tygodnie naprawiał mnie. Podchodził do mnie z cierpliwością i opanowaniem. Zobaczył we mnie człowieka, takiego jakiego ja zobaczyłam w nim. Szliśmy przez centrum nie odzywając się ani słowem. Czemu nagle zapominamy jak się mówi? Nasza blondyneczka, czytaj Malfoy, nadal jest chyba zadumana, a Amy zmieszana po tym co mi przypomniała.
-Amy, serio nic się nie stało. Daje radę, nie musisz unikać tego tematu jak ognia. -zagarnęłam ją ręką. Przez chwile była zaskoczona, ale jak to Amy szybko wróciła do siebie.
-Po prostu wiem, że ten temat jest dla ciebie trudny i nie chciałam ci sprawić przykrości, bo masz dziś taki świetny humor.
-Słoneczko, naprawdę daję sobie rade. Nie musisz przepuszczać słów przez cenzurę. -zaśmiałyśmy się. Nagle moją rękę z jej ramienia zdjął blondyn i wszedł między mnie i Amy. Objął nas obie rękami i kroczył dumnie naprzód. Wszyscy wybuchliśmy niepohamowanym śmiechem. Chcę, żeby tak było zawsze.

~*~

Od kiedy tylko Hermiona wspomniała o Śmierciożercach mój humor uleciał. Nie chcę obarczać jej moimi wewnętrznymi walkami z samym sobą, bo wiem, że sama jest jeszcze delikatna i krucha. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że żadne z nas nie miało planu żeby, aż tak się do siebie przyzwyczaić. I ja i ona głośno o tym nie powiemy, ale ten miesiąc z kawałkiem był naprawdę bardzo miły. Odwieczni wrogowie w końcu normalnie ze sobą rozmawiają, przyjaźnią się! Gdybym sam nie był w takiej sytuacji to w życiu bym nie uwierzył, że to możliwe. Moje myśli pochłonęły mnie do reszty, gdy nagle usłyszałem strzępek rozmowy moich towarzyszek, które szły przed mną.
-Tak, ale tym razem robi ją ktoś z naszej paczki! Miona, czegoś takiego nie było od śmi... -Amy nagle zamilkła zdając sobie sprawę z tego co powiedziała. Hermiona od razu to wyłapała. Cholera, Amy akurat teraz kiedy wszystko jest na dobrej drodze żeby jej pomóc z uporaniem się ze śmiercią tak ważnych dla niej osób.
-...Śmierci Rey i Jaspera. Tak, Amy masz racje. -powiedziała stanowczo brązowowłosa.
-Kurcze, Miona... przepraszam, ja nie... -Amy nagle stała się bardzo roztargniona, wiedziała, że powiedziała dwa słowa za dużo.
Szliśmy przed siebie w ciszy, gdy nagle Gryfonka się odezwała:
-Amy , serio nic się nie stało. Daje radę, nie musisz unikać tego tematu jak ognia. -po czym zagarnęła ją ramieniem i uśmiechnęła się. To był jeden z piękniejszych uśmiechów na świecie, przysięgam na skarbiec Malfoyów.
-Po prostu wiem, że ten temat jest dla ciebie trudny i nie chciałam ci sprawić przykrości, bo masz dziś taki świetny humor. -odezwała się blondynka.
-Słoneczko, naprawdę daję sobie rade. Nie musisz przepuszczać słów przez cenzurę. -obie zaśmiały się głośno. To był taki piękny dźwięk, wesoły śmiech bliskich. Czemu był to dla mnie tak przyjemny dźwięk? Bo tak dawno go już nie słyszałem. Nawet gdybym chciał powstrzymywać mój uśmiech, to bym nie mógł. Pokonałem mały dystans jaki dziewczyny nam zapewniły i wślizgnąłem się między nie. Przyciągnąłem dziewczyny do siebie trzymając je za pas, Hermiona po prawej, Amy po lewej stronie. Czując je obok siebie czułem się jak w rodzinie. Dumnym krokiem ruszyliśmy przed siebie.

~*~

Właśnie skończyliśmy naszą zmianę w pracy i przebieraliśmy się do wyjścia z kawiarni. Czekali już na nas Sam, Lily, Amy i Patrick.
-Ty masz urodziny we wrześniu ? -zapytał mnie blondyn zakładając na siebie koszulkę.
-Tak, dokładnie dziewiętnastego, a czemu pytasz? -zapytałam. Mieliśmy z Malfoy’em kilka układów: Po pierwsze żeby jeszcze lepiej się poznać, choć oboje wiedzieliśmy, że nie powinniśmy się aż tak blisko przyjaźnić, bo co będzie jak wrócimy do szkoły? Ale wracając do wątku... Po pierwsze żeby się lepiej poznać często sobie zadajemy takie zwyczajne pytania. Po drugie nigdy więcej się nie całujemy... Tą drugą rzecz ustaliłam jakby sama, no ale myślę, że on też tego chce. Po trzecie, gdy się przebieramy w szatni staramy się na siebie nie gapić jak na zdobycz, to bardzo ciężkie, ale takie jest życie.
-Tak po prostu. -powiedział zamykając swoją szafkę. Ja zostałam w samym staniku i krótkich spodenkach. Oparł się o ścianę czekając i patrząc na mnie.
-A ty kiedy masz urodziny? -zapytałam szukając mojej bluzki w szafce.
-Piątego czerwca. -odpowiedział i nadal na mnie patrzył.
-Malfoy, była umowa. -westchnęłam
-No tak.
-Więc czemu się na mnie gapisz. To krępujące gdy jestem w samym staniku.
-Przestań, Granger, jakbym nigdy cię nie widział w bikini. -zaśmiał się
-Ale bikini, a bielizna to różnica! -powiedziałam zakładając bluzkę.
-No właśnie, możesz mi wytłumaczyć jaka jest różnica między bielizną, a bikini, bo jakoś chyba żaden facet jej nie rozumie. -poskarżył się otwierając mi drzwi od szatni. Pożegnaliśmy się z Abby i naszymi zmiennikami i ruszyliśmy do drzwi.
-A no taka, Malfoy, że dziewczyna kupuje bikini żeby każdy je widział na plaży, basenie czy coś. A bieliznę kupuje dla siebie, albo dla faceta, nie do chwalenia się. -powiedziałam z chytrym uśmiechem wychodząc z kawiarni.
-No dobra, racja. Różnica jednak jest. - powiedział. Wyszliśmy na pełne słońce, to bardzo miłe ciepło. Miła odmiana, bo rano zbierały się deszczowe chmury, współczuję naszym współpracownikom. Oni musieli przyjść do pracy akurat wtedy kiedy robiła się pogoda, no ale co mogę poradzić? Los ma zawsze dużo niespodzianek. Nasi przyjaciele byli po drugiej stronie na przystanku autobusowym, oczywiście musieli rozrabiać, jak zawsze. Przebiegliśmy ulicę i podeszliśmy tam.
-A tu co się dzieje? -zapytałam poważnym tonem, próbując ukryć uśmiech. Patrick puścił się poręczy i przystanął obok mnie, zagarnął mnie w ramiona mocno przytulając.
-Czekamy na takich dwoje. Totalni wariaci, mówię ci. -zaczęłam się śmiać. Przywitaliśmy się ze wszystkim i usiedliśmy ławce.
-Dobra to jakie plany na dziś? -zapytałam przerywając ciszę.
-Generalnie to nie ma planów, ale można zrobić coś szalonego. -powiedziała Amy. Czego innego można by się po niej spodziewać.
-Najpierw będziemy musieli iść na pocztę i do fotografa. -oznajmiła Lily.
-Po co? -zapytał Draco
-Muszę odebrać pieniądze od babci i iść sobie kupić nowy aparat fotograficzny. Ostatni, który miałam, ktoś mi niechcący zniszczył. Bo nie potrafił utrzymać swojego kubka z napojem w ręku. -powiedziała i popatrzyła oskarżycielsko w stronę Amy.
-Och, no wiesz, że to nie było specjalnie. -prychnęła Obiecałam ci za to kupić pięć klisz, więc ciesz się, że uzbierałam ten hajs.
-No dzięki temu ci mogę wybaczyć. -wszyscy się zaśmiali. Każdy z nas doskonale wiedział, że nikt nikomu nic nie robi na złość. Jesteśmy jak rodzina, która składa się z odrzuconych osób.
Amy jest ostatnia ze swojego czteroosobowego rodzeństwa. Ma dwie starsze siostry i jednego młodszego brata, jakoś tak wyszło, że na nią nikt nie zwraca uwagi. Jej siostry mają plany, zostać lekarkami i wspaniale się uczą dlatego są perełkami rodziców, a jej młodszy brat wymaga ciągłej opieki. Z racji takiej, że moja przyjaciółka uczy się przeciętnie i chce zostać malarką, to nikt w nią nie wierzy i nie pokłada w niej dużych nadziei, ale ma nas.
Patrick jest skrzywdzonym dzieckiem. Jego rodzice rozwiedli się jeszcze jak był mały, nawet tego nie pamięta. Gdy skończył siedem lat jego mama urodziła córkę, która została poczęta podczas przygody na jedną noc. Nicole była jego oczkiem w głowie. Matka zaczęła pić, stracili dom, tracili matkę... Patrick był świadkiem jak jego siostra wpada pod auto, gdy bawiła się na placu, a jego zauważyła jak wracał ze szkoły. Oczywiście jego matka nawet nie wiedziała, że mała gdzieś wyszła, była zbyt pijana. Sandra, bo tak nazywa się jego matka zaczęła o to obwiniać właśnie jego. Wyobrażacie to sobie? Taki cios od własnej matki pijaczki, która pieprzy się z każdym z kim popadnie. Ale gdy miał jedenaście lat trafił na nas, my jesteśmy dla niego teraz najważniejsi. Właśnie dlatego, tak zawsze dba o mnie i dziewczyny z naszej paczki, traktuje nas jak swoją małą Nicole. I kocha nas nad życie.
Sam miał piękne życie, do dziewiątego roku życia. Jego rodzice bardzo go kochali. Miał tylko jednych dziadków, gdyż drudzy już nie żyli. Babcia, mama jego mamy, nigdy nie akceptowała związku swojej córki i chłopaka z domu dziecka, czyli taty Sama. Tym bardziej nie tolerowała mojego przyjaciela jako owoc ich miłości. Sam wracał z rodzicami z wakacji, gdy zdarzył się wypadek. Jego rodzice nie przeżyli, a on musiał zamieszkać u dziadków, albo iść do domu dziecka. Jego babcia nie chciała się zgodzić, ale jej mąż powiedział, że nie ma opcji żeby Sam poszedł do bidula. Nie minęły trzy lata jak wydarzyła się kolejna tragedia dla niego, dziadek, jedyny sojusznik jakiego miał umarł na zawał, więc Sam musiał zostać z babcią, która go nigdy nie kochała i nie akceptowała. Jest porzucony, tak jak my. Dlatego jesteśmy jego prawdziwą rodziną.
Lily została odtrącona przez rodziców, mimo że bardzo ją kochali i rozpieszczali jako jedynaczkę. Gdy miała dwanaście lat odkryła, że ojciec zdradza jej matkę ze swoją sekretarką. Strasznie się z nim pokłóciła. Zmieniła się tak samo jak jej pogląd na prawdziwą, szczęśliwą rodzinę też się zmienił. Uważała, że to wszystko jest fikcją, jej rodzice niby się dogadywali, ale ona wiedziała jaka jest prawda. Ojciec zdradza matkę w pracy, matka ojca gdy on jest w pracy, świat jej się zawalił. W wieku trzynastu lat pierwszy raz zobaczyła naszą ekipę w parku. Wtedy zapragnęła się z nami przyjaźnić. Jej rodzice do tej pory na nie znoszą, to przez to, że dziewczyna szukała szczęścia i nowej rodziny, coraz bardziej ją odpychali od siebie i generalnie teraz mają na nią wywalone po całości. Na szczęście ma nas, ma swoją szczęśliwą rodzinę.
Rey i Jasper też mieli wspaniałych rodziców, dopóki ich ojciec nie zaczął pić i bić ich matki. Spędzali coraz więcej czasu poza domem żeby nie słuchać kłótni rodziców. Gdy w końcu Jasper podrósł na tyle żeby wyrzucić ojca z domu i przekonać matkę do rozwodu byliśmy już wszyscy zgraną ekipą. Rey wiele wycierpiała przez swojego ojca, była molestowana przez jego kolegów od kieliszka. Nie raz wypłakiwała mi się w ramie. Ich ojciec chciał zabrać ich na wakacje w tym roku, obiecywał, że już nie pije, że zakłada nową rodzinę i takie tam bajeczki. A gdyby nie był pijany, ta dwójka nadal byłaby z nami. To ja i oni byliśmy korzeniami naszej małej odtrąconej przez wszystkich rodzinki. Niestety ich już zabrakło, za wcześnie zostali nam odebrani, mieli jeszcze tyle życia przed sobą. Jednak teraz wiem, że nie chcieliby żebym się poddawała, chcieliby żebym była tutaj silna dla całej reszty.
Ja zostałam odtrącona przez pracę rodziców, im więcej pracowali, tym bardziej mieli mnie gdzieś. Wiem, że mnie kochają, ale ciężko sobie radzić bez rodziców. Od piątego roku życia czułam się jakbym im zawadzała. Bardzo się ucieszyłam, gdy dostałam list z Hogwartu. Wiedziałam, że nie będę im przeszkadzać, a swoje bratnie dusze znalazłam w przyjaciołach. Każdy z nas w jakiś sposób pokrzywdzony przez los i bliskich, każdy z nas był złamanym dzieckiem. Ale mamy siebie.
Draco? Draco jest bardzo pokrzywdzony przez swojego ojca. Dużo gadaliśmy i wiem, że jego matka jest zupełnie inna, ale ona nie ma nic do powiedzenia. Jeśli chce się postawić szybko zostaje sprowadzona na ziemie przez Lucjusza. Draco nie raz parzył na to jak jego matka wypłakuje sobie oczy z kolejnym sińcem na twarzy. Malfoy Senior wpajał mu od dziecka, że ludzie nic nie znaczą, że są tylko pionkami. Nie wiem w jaki sposób Narcyzie udało się Dracona namówić na te wakacje w świecie mugoli, ale to chyba była jej najlepsza decyzja w życiu. Ślizgon bardzo się zmienił, poznałam go od nowa, skutecznie zatarł złe wspomnienia przeszłości i pozwolił mi się poznać w innym świetle. Teraz jest nasz. Jest jednym z nas i nikt nigdy nie pozwoli zrobić mu krzywdy. Zawsze będzie mógł na nasi liczyć, bo my nie oceniamy po okładce. Im gorsza sytuacja jest tym bliżej siebie jesteśmy. Bo nie jest sztuką być ze sobą rodziną, gdy wszystko jest cacy i jest kolorowe. Sztuką jest stać za sobą murem w najgorszych sytuacjach.
-Dobra! Ekipa zbieramy się, trzeba zająć się obowiązkami, później zabawa. -Malfoy klasnął w dłonie i podniósł się z ławki.
-Dobrze mówisz, mój przyjacielu! - Patrick owinął rękę wokół ramion Dracona. Wszyscy zaczęliśmy się zbierać, żeby zdążyć na pocztę zanim ją zamkną. Ten dzień może być bardzo fascynujący.

~*~

Wyszliśmy właśnie od fotografa. Lily za pieniądze od babci kupiła nowy aparat, a Amy dokupiła jej klisze. Dokładnie tak jak się umówiły.
-To co teraz? Za wcześnie żeby się zbierać, ludzie nie mamy po osiemdziesiąt lat. -powiedział Patrick
-Nawet jak będziemy mieli po osiemdziesiąt to wiesz, jak będzie wyglądał nasz dzień. -powiedział znudzony Sam
-No oczywiście, nadal będziemy przejmować plac zabaw w parku i wymyślać dziwne rzeczy. -odpowiedział mu Patrick
-Wy nigdy nie dorośniecie. -prychnęła Lily.
-Panienko, przypomnieć ci kto jest tu najstarszy? -Patrick wyszczerzył do niej zęby.
-Przepraszam bardzo, cóż pan do mnie mówi? Nie mogę zadawać się z takimi starcami jak pan. -powiedziała
-Że ja stary? No zaraz zobaczymy.
-Lily wiej przed tym wariatem. -zaśmiała się Amy. Lily na jej słowa zaczęła uciekać przed siebie wymijając przechodniów. Patrick pognał za nią i zniknęli za zakrętem. Wszyscy śmialiśmy się głośno. Amy, która trzymała w torbie aparat Lily wyciągnęła go żeby zrobić nam wszystkim zdjęcie. Poszliśmy dalej w poszukiwaniu naszych przyjaciół. Jak widać wyszli nam naprzeciw. Zdyszany pogonią Patrick szczerzył się jak mysz do sera, a Lily miał przewieszoną przez prawe ramie. Amy, nasz oficjalny fotograf oczywiście musiała robić fotki.
-Już wiemy co będziemy dziś robić, ale najpierw idziemy coś zjeść, bo jestem cholernie głodna. -oznajmiła Lily, gdy tylko się do nas zbliżyli.
-Dobra, to chodźcie do tej knajpki na rogu, robią tam świetne kanapki z indykiem. -powiedziała Amy.
-Mam nadzieję, że będzie tam też coś na ciepło, bo mógłbym zjeść konia z kopytami. -pożalił się Draco.
-A to Hermionka ci obiadku nie zrobiła? -zażartował Patrick
-Jakoś się nie złożyło. -blondyn zaczął się śmiać
-Ale jak chcesz to zaraz tobie mogę zrobić coś bolesnego. -odpowiedziałam zaczepnie.
-Możesz mi coś zrobić? -Patrick podniósł brwi w geście pytania i odstawił Lily na ziemię.
-Tak. Coś bardzo bolesnego, nie zdecydowałam się jeszcze... Popchnąć cię pod autobus czy zrzucić z mostu? -zapytałam przesłodzonym głosem.
-No tak ostro to chyba jeszcze nigdy nie grałaś. -zaśmiał się zagarniając mnie do siebie ramieniem.
Wszyscy ruszyliśmy w stronę knajpki. Zjemy, napijemy się i będziemy gotowi na kolejne przygody.

~*~

Zebraliśmy się od naszego stolika i ruszyliśmy do wyjścia. Propozycja Amy okazała się bardzo trafna, gdyż każdy zjadł to na co miał ochotę. Na dworze zdążyło się już zrobić ciemno, a mimo to nie było zimno, było wręcz przyjemnie.
-Więc gdzie zamierzacie nas poprowadzić? -zapytał Malfoy.
-Gdy tak uciekałam przed Patrickiem zauważyłam coś. Powiedziałam mu o ty, a on stwierdził, że to bardzo dobry pomysł. -ekscytowała się Lily.
-No dobra, ale nas nie obchodzi kiedy to było, tylko gdzie chcecie nas zabrać. -zaprotestowała Amy
-Niech cię o to głowa nie boli. -powiedziała Lily
-Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz. - powiedział Patrick w tym samym momencie co Lily.
-No wiecie co? Ja tu się chcę grzecznie dowiedzieć. -oburzyła się Amy
-Właśnie, a co jeśli jesteście jakimiś gangsterami i chcecie nas porwać pod przykrywką nocy żeby sprzedać nasze organy? -zaprotestował Sam
-Zgadzam się z przedmówcami. -przyjęłam ich stronę.
-Oj zaraz się dowiecie. -zaśmiała się Lily skręcając w prawo. Malfoy szedł przede mną na równej linii z Patrickiem i Lily, a ja lekko z tyłu z Amy i Samem.
-Malfoy, orientuj się! -krzyknęłam i skoczyłam mu na plecy. Tak jak oczekiwałam, złapał mnie z przodu za nogi żeby było mu wygodniej. Amy strzelała nam fotki, Patrick z Lily prowadzili, a Sam rozmawiał z Draconem o samochodach. Nagle Patrick zatrzymał się przed jakimś monopolowym, no oczywiście, przecież to Patrick.
-Dobra robimy zrzutkę. -powiedział wesoło.
-Patrick, czy to sobie uszkodziłeś mózg jak byłeś mały? Czy zawsze musimy coś robić po alkoholu? -zapytałam śmiejąc się.
-Może i nie uszkodziłem, ale wiem, że jedna przemądrzała smarkula, która przy pierwszej okazji zawsze chce, mnie ukatrupić, nie zgodzi się robić bardzo szalonych rzeczy jeśli nie wypije przynajmniej trzech łyków cydru. -powiedział wyciągając portfel
-No dobra, niech będzie. -westchnęłam. Wyciągnęłam z kieszeni odpowiednią ilość pieniędzy i podałam je chłopakowi. Stanęliśmy z boku sklepu żeby nie było nas za bardzo widać. Patrick jako jedyny z nas wyglądał na pełnoletniego, mimo że nie był, ale kto się tym przejmował? Byliśmy młodzi i mieliśmy całe życie do przeżycia. Staliśmy chwile rozmawiając o jakichś głupotach, aż Patrick wyszedł ze sklepu z reklamówką i ruszyliśmy dalej. Długo nie szliśmy, zatrzymaliśmy się w takim małym parku przy basenie miejskim. Mieliśmy trzy, półlitrowe butelki cydru. Zwykle piliśmy z ustaloną kolejnością, tym razem jednak mogliśmy wypić po jednym na dwie osoby. Oczywiście podzieliliśmy się w pary. Ja i Malfoy, Amy i Patrick, Lily i Sam. Otworzyliśmy butelki i panowie pociągnęli pierwszy łyk. Po uśmiechu Patricka mogłam się domyślić, że kupił ten najmocniejszy cydr. Draco przekazał mi butelkę i nasze dłonie się na moment zetknęły. Siedziałam razem z dziewczynami na oparciu ławki, a chłopcy stali przed nami. Patrzył mi głęboko w oczy jakby mógł zlustrować całą mnie. Teraz patrząc na niego nie mogę odrzucić wspomnienia naszego pocałunku pod namiotami. Od tamtej pory często odświeżałam ten moment w pamięci, na przykład przed snem, podczas kąpieli czy w trakcie spokoju w pracy. Głupio się było od tego przyznać, ale on ma cudowne usta. Chciałabym żeby pocałował mnie jeszcze raz, później następny, i kolejny...
-Miona? -zapytała mnie Lily szturchając w ramie
-Yyy, co? -zapytałam wracając do rzeczywistości.
-Pytałam kiedy wyjeżdżasz. -powiedziała.
-Hmm, myślę, że jakoś dwudziestego siódmego jadę do tej mojej koleżanki. -odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
-To krótko... Zostało nam jakieś dwa tygodnie... -Amy próbowała dokładnie obliczyć
-Nie niestety. Wakacje się niedługo kończą. -odpowiedziałam jej uśmiechem dodającym otuchy.
-Wszystko co piękne zawsze się kończy. -powiedział Malfoy patrząc na mnie, jakby chciał mi dać jakiś znak. Patrzyłam na niego w pełnym skupieniu z lekkim uśmiechem na twarzy. Podniosłam lekko butelkę do góry w geście uznania.
-Wypiję za te słowa, Malfoy. -powiedziałam i nie przerywając naszego kontaktu wzrokowego pociągnęłam łyk z butelki. Chłopak uśmiechnął się zadziornie i przeczesał dłonią swoje włosy, rękę zostawiając za głową. Jeśli chciał wyglądać seksownie, to bardzo mu się to udało. Graliśmy w naszej sztuce nie zwracając uwagi na innych, ale oni bardzo zwracali swoją uwagę na nas.
-Och, kurka. Czy mi się zdaje czy tu zrobiło się mega gorąco? -zapytała Amy nie powstrzymując swojego uśmieszku.
-Nie zdaje ci się. -przytaknęła jej Lily. Natychmiast chciałam zmienić temat, chociaż jeszcze bardziej chciałam teraz znaleźć się z Malfoy’em sam na sam, ale tą informację zostawię dla siebie.
-Patrick, to gdzie idziemy? -zapytałam oddając Draconowi butelkę.
-Tam. -wskazał butelką na basen miejski i napił się swojego napoju.
-Ale przecież jest teraz zamknięte, pojutrze jest dopiero otwarcie, bo wymieniali wodę i... -zaczęłam tłumaczyć
-Właśnie o to chodzi. -Lily uśmiechnęła się chytrze.
-Jakoś nie bardzo rozumiem...
-Och, Granger, taka jesteś mądra w szkole, powiedziałbym najmądrzejsza... -powiedział do mnie blondyn. -Chodzi im o to, że będziemy pierwszymi klientami basenu. -oddał mi butelkę.
-Kurczę, mamy się tam włamać? -zapytałam lekko zdziwiona ich głupim pomysłem.
-Od razu włamać! -prychnęła Lily, a Amy zaczęła się śmiać z całej sytuacji. -Wiemy gdzie siatka jest zniszczona i jedno z okien na parterze zawsze jest otwarte. Więc nie liczmy tego jako włamanie, a skorzystanie z innego wejścia.
-No nie wiem czy to dobry pomysł. -nie byłam przekonana.
-Pękasz, Granger? -zapytał Malfoy pijąc łyk cydru i podając mi butelkę. Spojrzał na mnie wyzywającym wzrokiem.
-Chciałbyś, Malfoy. -powiedziałam i wypiłam do końca alkohol z butelki. Każdy dopił cydr i ruszyliśmy po przygody.

~*~

Patrick odsunął siatkę ogrodzenia tak żebyśmy mogli przejść.
-Proszę bardzo, vipowskie wejście już otwarte. -wszyscy się zaśmialiśmy na te słowa.
-A jeśli tam są kamery? -zapytałam
-Gdyby były to już byśmy je zauważyli. -powiedział Malfoy i zarzucił swoją rękę na moje ramiona idąc na przód. Patrick szybko nas dogonił i poprowadził do rzeczywiście otwartego okna.
-Panie przodem. -zakomunikował i szarmancko się ukłonił. Wszyscy weszliśmy na teren basenu. Wszędzie pachniało chlorem i innymi chemikaliami.
-Czy to na pewno bezpieczne? -zapytałam
-Tak, skoro otwierają pojutrze to znaczy, że woda jest wymieniona i żadna substancja nie wyżre ci dziury w skórze. -zaśmiał się Sam.
-To bardzo pocieszające, ale nadal nie czuję się zachęcona. -odpowiedziałam. Stanęliśmy przy największym basenie, podobnym do olimpijskiego, ale nie miał takich linii oddzielających tory. Odwróciłam się i zobaczyłam, że wszyscy się rozbierają. Amy jako pierwsza została w samej bieliźnie i skoczyła z piskiem do wody. Dołączyła do niej Lily i Sam. Patrick zaczął robić trochę zdjęć.
-Hermionka, uśmiechnij się! -krzyknął do mnie. Odwróciłam się do niego i pokazałam środkowy palec i język do obiektywu. Flesz mrugnął i ta chwila została uwieczniona. Będzie jutro co oglądać jak zaniesiemy dwie klisze do fotografa żeby je wywołał.
-A ty co? -zapytał Malfoy
-Nie wiem jakoś...
-Przestań się bać. Żyj chwilą, pamiętasz? Sama mi to powiedziałaś. -powiedział lekko i złapał mnie za ramiona.
-Dobra, masz rację. -ściągnęłam bluzkę i zaczęłam odpinać szorty. Patrzyłam jak blondyn stał obok. Miał na sobie tylko bokserki i cholera, był tak bardzo pociągający. Patrick położył aparat przy krawędzi basenu, ale w bezpiecznej odległości i przykrył swoją koszulką po czym wskoczył do basenu z głośnym pluskiem.
-Razem? -zapytał Draco łapiąc za moją rękę.
-Razem. -przytaknęłam. Zrobiliśmy jeden krok w tył, tak dla rozpędu i pobiegliśmy do basenu. Odbiliśmy się od krawędzi i wpadliśmy do wody, rozchlapując ją na wszystkie strony. Zanim się wynurzyliśmy przylgnęłam do niego i pocałowałam go. Tak po prostu, miałam ochotę to zrobić już od dawna, tak naprawdę od momentu wyjazdu, albo i wcześniej. Zaskoczony oddał mi pocałunek. Między nami woda, jego wargi na moich, jakbyśmy byli stworzeni właśnie do tej chwili. Ten magiczny moment przerwał nam flesz aparatu. Odskoczyliśmy od siebie i wynurzyliśmy się, do tej pory nie zauważyłam, że tak bardzo brakuje mi powietrza. Lily stała w wodzie trzymając aparat w ręku.
-Lily? Po co ty? Czemu ty to zdjęcie...? -zapytałam.
-Kupiłam specjalny pokrowiec na aparat, a poza tym zainwestowałam w aparat wodoodporny, nie chcę powtarzać ostatniego incydentu. -powiedziała z miną niewiniątka.
-Wisisz mi pięć dolców. -powiedziała Amy do Patricka.
-Za co ? -zapytał Sam
-Założyliśmy się o to, że jeszcze dziś zobaczymy nasze gołąbki jak się całują. Patrick twierdził, że zobaczymy, ale nie dziś. Jak widać miałam rację, jak zawsze. -uśmiechnęła się.
I jak tu z nimi żyć?

~*~

Byliśmy po zakupach u Malfoy’a, niedługo ma przyjść Amy i reszta żeby wszystko przygotować. Ta sobota będzie naprawdę mocna. Usiedliśmy na kanapie, ja z kubkiem soku, Malfoy z kubkiem coli.
-Więc jak to się stało? -zapytał
-Ale co?
-No wiesz... to, że jesteś taka. -wytłumaczył
-Ale jaka? -napiłam się swojego soku.
-No wiesz, nie masz jeszcze szesnastu lat, a zdarza ci się pić, uprawiałaś seks...
-Aaa, o to ci chodzi. -uśmiechnęłam się -Jakby to ująć... Uważam, że byłam zmuszona szybciej dorosnąć, niż na przykład Ginny czy Ron. Jak wiesz miałam ciężkie dzieciństwo jak każdy z naszej paczki i czuję się dorosła, ale nie mam jeszcze odpowiedniego wieku żeby móc tak o sobie mówić. -powiedziałam lekko. Nie pytał mnie już o nic więcej, jakby musiał przetrawić to co mu powiedziałam. Ostatnio bardzo się do siebie zbliżamy, bardziej niżbyśmy tego chcieli. To nie są już takie zwykłe pocałunki... Czuję, że... Nie chce nawet o tym myśleć. To ogromnie głupie, a jeszcze głupsze było ciągnięcie tego. Usłyszałam dzwonek do drzwi, no w końcu bierzemy się za przygotowania.

~*~

-Aaa, o to ci chodzi. Jakby to ująć. Uważam, że byłam zmuszona szybciej dorosnąć, niż na przykład Ginny czy Ron. Jak wiesz miałam ciężkie dzieciństwo jak każdy z naszej paczki i czuję się dorosła, ale nie mam jeszcze odpowiedniego wieku żeby móc tak o sobie mówić. -powiedziała i uśmiechnęła się. Nie wymagała ode mnie żadnej odpowiedzi, tak jak ja bym nie wymagał. Zdążyliśmy się poznać bardzo dobrze, aż za dobrze. Czasem nie mogę się powstrzymać żeby jej nie pocałować. To takie dziwne, wystarczyło półtorej miesiąca żeby nasze relacje zmieniły się o sto osiemdziesiąt stopni. Ta dziewczyna naprawdę jest niezwykła. W tym momencie zazdroszczę Potterowi i Łasicowi. Mają ją na co dzień, ja ją mam tylko na chwilę... Moment, ja jej NIE mam. Ostatnio nie mogę wyrzucić jej ze swoich myśli, cały czas prześladują mnie jej oczy, jej uśmiech, małe zmarszczki, które robią się jej przy śmiechu i jej wspaniałe usta, takie pełne i ciepłe, zawsze gotowe na mój pocałunek. Co ona ze mną robi? Usłyszałem dzwonek do drzwi, rodzina przyszła. Hermiona wstała żeby otworzyć, a ja zacząłem wyciągać zakupy z pierwszej torby. Wszyscy weszli do salonu i zaczęli się witać. Amy uścisnęła Hermionę i pocałowała ją w policzek, tak samo zrobiła Lily, gdy zrobili to Patrick i Sam myślałem, że mnie krew zaleje ze złości. Cholera, przecież to jej przyjaciele, co się ze mną dzieje? Wszyscy podeszli się ze mną przywitać.
-Słuchajcie, mamy jeszcze chwilę żeby wszystko przygotować, a chciałam obejrzeć z wami zdjęcia, które odebrałam od fotografa dopiero dziś. -powiedziała Lily rozsiadając się na ziemi. Wyciągnęła zdjęcia z torby.

~*~

Każdy z nas oddał pieniądze Lily, która porobiła odbitki wszystkich zdjęć, żeby każdy z nas miał pamiątkę. Ona jest taka kochana, zawsze o wszystkich pamięta. Teraz ja z dziewczynami byłam zamknięta w łazience i szykowałyśmy się do imprezy, chłopcy, jak to chłopcy nie musieli się wysilać. Każdy z nich założył koszulę, dopasowali się, bo każdy z nich miał granatową. Amy założyła szorty i bluzkę z odkrytymi plecami, Lily założyła piękną niebieską sukienkę do kolan, a ja sukienkę na krótki rękaw, z dość dużym ściąganym gumką dekoltem. Góra sukienki była szara, a na talii oddzielała się z dolną częścią czarnym paskiem z gumy. Dół sukienki był zrobiony na trzy warstwy, które były z bardzo przewiewnego, czarnego materiału. Kocham tą sukienkę.
-Mam zanik lewej brwi. -poskarżyła się Amy patrząc w lustro.
-Ty to masz zanik mózgu, a nie brwi. -prychnęłam. Dziewczyna udawała przez chwilę obrażoną, ale szybko zmieniła temat.
-Więc co jest między tobą, a Draconem? -zapytała chytrze, gdy poprawiała włosy Lily.
-Między mną, a nim? -prychnęłam -Nic nie ma. -chociaż może bym chciała, a może nie.
-Och, Miona. Nie ściemniaj nam tak. Mamy oczy i widzimy, że od czasu kiedy u niego spałaś macie inne relacje. -powiedziała Lily z miną jakby była moim terapeutą.
-Ale dziewczyny, między nami nic nie ma! -zdenerwowałam się
-A całowanie? -zapytała Amy podnosząc brwi do góry.
-Czasem... często całujemy się jak przyjaciele, Ale to nic nie znaczy. -zastrzegłam
-Och, to takie piękne! -Lily klasnęła -Wakacyjny romans dwojga wrogów. Teraz jeszcze się w sobie zakochacie, przeżyjecie jakiś dramat, a w końcu i tak znajdziecie do siebie drogę. Zostaniesz panią Malfoy i urodzisz mu trójkę dzieci! -zaczęła bujać w obłokach. Czasem bardzo przypominała mi Lunę Lovegood. Obie mają za dużą wyobraźnie. Nawet jeśli coś mnie ciągnie do tej gadziny to nie może to być żadna miłość! Halo! Nienawidzimy się od pierwszego roku w Hogwarcie! Czy to możliwe żeby dramatyczne wydarzenia z życia aż tak nas połączyły? Czy to możliwe, że czuję do niego coś więcej niż pociąg seksualny? Czy to możliwe, że to wszystko w ogóle się dzieje? Nie wiem. Jednak jednego jestem pewna:
-Nic do niego nie czuję poza małym, ale takim tycim tycim pociągiem seksualnym, jak to w tym wieku się zdarza. -chwila... czy ja to powiedziałam na głos?!
-Wiedziałam! -krzyknęła Amy łapiąc za klamkę.
-Nie! Ja tylko tak...
-Przestań się tłumaczyć Miona, oboje was do siebie ciągnie. Tyle w temacie, a teraz zaczynajmy imprezę, bo niedługo zaczną zjawiać się goście.

~*~

-Draco, co cię łączy z Herm? -zapytał Patrick.
-Mnie? Nic. -zacząłem zaprzeczać.
-No całowaliście się na naszych oczach... -zaczął Sam
-A ja daje sobie rękę uciąć, że to nie był pierwszy raz. -dokończył Patrick.
-Słuchajcie chłopaki. My naprawdę tylko się czasem całujemy, ale to najczęściej wynik alkoholu i nic więcej. Ani ja od niej, ani ona ode mnie nie oczekuje niczego innego. -wytłumaczyłem.
-Czyli to nic? Poza tym, że was do siebie ciągnie jak Patricka do alkoholu? -zapytał Sam
-Ej! -zaprotestował wcześniej wspomniany chłopak. Parsknąłem śmiechem.
-Przysięgam, że nie robię z nią niczego, czego sama by nie chciała. Nadziei też jej na nic nie robię.
-Brachu. -Pat poklepał mnie po plecach -jeśli będzie przez ciebie cierpieć to choćbym miał cię wykopać spod ziemi, to cię znajdę i zatłukę. Wiesz o tym?
-Wiem chłopie, wiem. -powiedziałem. Mimo że nie bałem się niczego po jego wypowiedzi, to wiedziałem, że moja i jej relacja w ogóle nigdy nie miała prawa istnieć. Usłyszeliśmy pierwszy dzwonek do drzwi i wychodzące z łazienki dziewczyny.
-To jak, gotowi? -zapytała dumnie Amy
-Jak najbardziej promyczku. -powiedział Patrick i poszedł otworzyć drzwi. Złapałem wzrok z Hermioną. Po jej minie mogłem stwierdzić, że myśli o tym samym co ja... To będzie długa noc.
Jutro rano Blaise przyjeżdża, muszę się w więc pozbyć wszystkich śladów przed ósmą, bo wiem, że chłopak jest rannym ptaszkiem i obudzi mnie z samego rana. Więc to będzie jeszcze dłuższy poranek... na kacu.

~*~

W ręku miałam czerwony kubek pełny cydru. Szłam spokojnym krokiem do salonu. Impreza powoli się kończyła i mówiąc szczerze większość ludzi zaczęła się zbierać. Zostało około dwunastu osób, które w jakiś tam sposób znamy, kiedyś się razem trochę obijaliśmy. Udało mi się wytrzymać w postanowieniach. Po pierwsze: nie będę się całować z Malfoy’em, po drugie: nie upije się. Jedna i druga rzecz wychodziła mi wyjątkowo dobrze, a jeśli coś mi idzie w życiu aż za dobrze to najczęściej zaraz się psuje... No zobaczymy. Miałam spać u Dracona, bo ja jako jedyna miałam najdalej do domu, więc jeszcze sprzątanie się szykuje.
-Kochani! -krzyknęła Amy ze stołu -Zagrajmy w jakieś pijackie gry! -powiedziała, jej już chyba było za dużo alkoholu. Jednak zanim to powiedziałam wszyscy postanowili się z nią zgodzić. Co mi zostało? Dołączyć...
-Okay, gramy w pytania i wyzwania! -krzyknęła siadając na ziemi. Każdy zajął swoje miejsca, w tym osoby które zostały. Był to Dan, Eric, Monic, Rally, Sandra i jeszcze jakiś chłopak. Tego ostatniego nie znałam, ale kogoś mi przypominał, tylko nie wiedziałam kogo. Zasiedliśmy w kółku na ziemi i czekaliśmy aż Amy zacznie. Dziewczyna wzięła pierwszą lepszą butelkę ze stołu i zakręciła. Wypadło na Draco.

~*~

-Pytanie czy wyzwanie? -zapytała mnie pijana Amy.

-Pytanie.
-Jak poznaliście się z Hermioną?
-Normalnie, w szkole. Jest przyjaciółką kogoś, za kim mówiąc łagodnie, nie przepadam. Dlatego nigdy się nie zadawaliśmy. -odpowiedziałem spokojnie, ale uważając żeby nie powiedzieć kilka słów za dużo. Zakręciłem butelką i wypadło na Lily.
-Pytanie. -od razu zadeklarowała
-Więc... Co cię łączy z Samem? -zapytałem, chodź odpowiedź nie była trudna.
-My... jakby to... Od jakiegoś czasu kręcimy ze sobą, ale nie chcemy jeszcze w nic wchodzić. -powiedziała lekko się czerwieniąc i patrząc tymi sowimi dużymi oczami na Sama, który siedział cicho. Trochę przypominała mi Lunę Lovegood. Dziewczyna zakręciła butelką i padło na chłopaka, którego widzę pierwszy raz w życiu, trochę mi się to nie podobało, bo przynajmniej każdego z imprezy znałem z widzenia.
-Pytanie czy wyzwanie... -Lily jak widać też pierwszy raz miała z nim do czynienia, bo nie miała pojęcia jak on się nazywa.
-Matt. -zaśmiał się lekko -Pytanie.
-Okay, nie obraź się, ale... Jak się tu w ogóle znalazłeś? -zapytała
-Mam tu bliskich znajomych. -powiedział lekko. Czyli musiał przyjść z Sandrą i jej przyjaciółmi. Matt zakręcił butelką i padło na Hermionę. Nie wiem czemu, ale miałem przeczucie, że ta impreza zakończy się w momencie kiedy Gryfonka się odezwie.
-Pytanie czy wyzwanie Hermiono? -zapytał. To już nie był tak spokojny głos, to było jak jakiś obślizgły syk.
-Wyzwanie. -odparła niczego się nie spodziewając.
-Powiedz im wszystko! -krzyknął podnosząc się do pionu.
-Chyba koniec imprezy. -powiedziała przeprażona Amy
-Nie! Najpierw ta SZLAMA przyzna się ile kłamstw wpycha w swoją osobę, żeby móc z wami przebywać. -krzyczał, a ja już wiedziałem, że muszę go zneutralizować. NATYCHMIAST.
-Nie będziesz mojej przyjaciółki od szmat wyzywać. -odpowiedział Patrick i rzucił się na niego. Czy on powiedział szmat? Z jednej strony lepiej, że tak usłyszeli, z drugiej dla nas pozostaje zagadka, kim jest ten człowiek. Butelka wina przewróciła się ze stołu i upadła na ziemię. Patrick wziął się do roboty.

~*~

Było już po trzeciej, gdy w drzwiach żegnaliśmy Amy i Patricka.
-Pamiętaj, słonko, nic się nie stało. Ten typ nie zbliży się już do ciebie nawet na sto metrów. -powiedział Patrick żegnając mnie w drzwiach.
-Wiem, po prostu jestem już zmęczona. Zaprowadź ją bezpiecznie do domu i grzecznie mi tam. -powiedziałam i poszłam do salonu. Padłam na kanapę czekając na Malfoy’a, bo chyba musimy pogadać. Wszędzie był porządek, Lily, Patrick, Sam i Amy zaoferowali pomoc przy sprzątaniu, gdy pozbyliśmy się tego typa. Draco zamknął drzwi i przyszedł do salonu, usiadł obok mnie z dwoma kieliszkami do wina.
-Wiesz kto to był? -zapytał mnie nalewając trunku do kieliszków. Mówiąc prawdę, to nie powinnam już pić, czułam, że zdecydowanie mi na dziś za dużo. No ale jak dają, to się nie odmawia.
-Miałam nadzieję, że ty wiesz. -powiedziałam upijając trochę wina.
-No to jesteśmy w kropce. Nie wiemy nic poza tym, że był to czarodziej i wiedział kim jesteś.
-No wiesz, to trochę mało. Myślę, że albo wypił eliksir wielosokowy, albo używał jakichś zaklęć. Nie naraziłby się tak, żebyśmy mogli go rozpoznać, nie w tych czasach.
-Wiem... Czego tu chciał?
-Malfoy proszę, nie chcę o tym gadać. To było ciężkie kilka godzin. Możemy pogadać o czym innym, albo robić co innego niż pić? -zapytałam.
-Co masz na myśli? -zapytał patrząc na mnie drapieżnie. O to mi właśnie chodziło! To właśnie chciałam osiągnąć odkąd przesadziłam z alkoholem.
-No nie wiem, możesz coś wymyślić. -starałam się zasugerować. Spokojnie odstawił swój kieliszek na stół i nawet nie wiem jak to się stało, że był na mnie. Leżałam na kanapie pod nim i nie wiedziałam co robić, niby taki miałam cel, ale co teraz? Jeśli mnie wyśmieje?
-Może być to? -zapytał i pocałował mnie. Całował namiętnie, jakby z długim wyczekiwaniem na tą chwile. Jego wargi były miękkie i ciepłe, a smakował jak wino, czekolada i jakimiś cukierkami. Rozchyliłam wargi dając mu dostęp i pozwolenie na więcej.

Nasze języki splotły się w erotycznym tańcu, a jego ręka przejechała od mojego kolana, przez udo aż do pośladka. Gdy złapał mnie mnie mocnej za pośladek pisnęłam i wypuściłam z rąk kieliszek wina na ziemie. Żadne z nas się tym zbytnio nie przejęło. Wpięłam swoje dłonie w jego blond włosy i lekko za nie pociągnęłam.
-Może pójdziemy gdzieś, gdzie będzie... -oderwałam się od niego ciężko oddychając. W tamtym momencie nie obchodziły mnie konsekwencje, chciałam to zrobić, teraz, natychmiast, z nim.
-Z ust mi to wyjęłaś, księżniczko. -zaśmialiśmy się na jego przypadkową grę słów. Chłopak podniósł kieliszek i postawił go na stole. Wziął mnie na ręce i szedł w stronę sypialni. Zaczął ściągać moją sukienkę, a ja mu pomogłam. Rzuciłam ją w nie patrząc w którą stronę, zapewne gdzieś na korytarz. Nie przerywając pocałunków dotarliśmy do sypialni, gdzie Draco upuścił mnie na łóżko, zachichotałam. Zaczął odpinać swoją koszulę, guzik po guziku, jak najwolniej mógł, na mój gust to było zdecydowanie za wolno. W małym i klimatycznym świetle lampki nocnej wyglądał jak młody Bóg. Chyba nie bez powodu miał status ,,Ślizgońskiego Boga zajebistości”. Gdy uporał się z koszulą nachylił się do mnie po pocałunek, byłam sprytniejsza, bo pociągnęłam go na mnie. Miałam zgięte nogi w kolanach, a on był pomiędzy nimi, przez materiał majtek mogłam poczuć jego erekcję, która była pod warstwą ubrań. Całowaliśmy się namiętnie i zachłannie, jakby coś mogło nam zabrać ten moment. Co ja do cholery robiłam?! W tym momencie mało mnie to obchodziło. Omamiona jego osobowością, pocałunkami i ciałem, miałam w nosie konsekwencje. Jego ręka wślizgnęła się pod moje plecy, aby odszukać zapięcie stanika. Chwile się z nim mocował co wywołało u niego niski jęk frustracji i mój śmiech. Powoli odpinałam pasek jego spodni. Chłopak złapał moją nagą pierś w rękę i podmuchał zimnym powietrzem na sutek, nie będę ukrywać, że właśnie przez to jeszcze bardziej odczuwałam podniecenie, a dowodem tego były właśnie sterczące sutki. Zbliżył twarz do mojej prawej piersi i delikatnie polizał brodawkę językiem, po czym zaczął ją delikatnie całować. Jęknęłam z rozkoszy, a jego wolna ręka powędrowała do drugiej piersi. Ugniatał ją lekko, a językiem nadal drażnił mój sutek. Powstrzymałam głośny jęk, który chciał się wydobyć z mojego gardła. Draco wyczuł to.
-Nie powstrzymuj się, chcę cię słyszeć jak sprawiam ci przyjemność. -powiedział. Jego niski i seksowny głos jeszcze bardziej rozpalił ciepło, które buchało w moim podbrzuszu.
Gdy do końca pozbyliśmy się ubrań Draco sięgnął do szuflady w komodzie przy łóżku. Rozerwał opakowanie z prezerwatywą i rozciągnął ją po całej długości swojego członka. Nadal byłam pod nim i lekko się trzęsłam ze stresu jak i z ekscytacji.
-Na pewno chcesz to zrobić? -zapytał cicho
-Tak, w tym momencie o niczym innym nie myślę. -odpowiedziałam patrząc mu w oczy
-Ale jesteś na sto procent pewna? Nie chcę żebyś później czegoś żałowała...
-A czego ja mogę żałować, przecież nie jestem dziewicą. Chcę to zrobić, już od dawna o tym myślę...
-Od naszego pocałunku w namiocie. -dokończył usatysfakcjonowany.
-Tak właśnie. A teraz przestań gadać i bierz się do roboty. -oboje zaśmialiśmy się z moich słów. Opuścił się bliżej mnie i pocałował, tym razem delikatnie i zmysłowo. Poczułam go przy moim wejściu, powoli zaczął się we mnie wsuwać, centymetr po centymetrze. Czułam lekki i chwilowy ból pomieszany z dyskomfortem, to był mój drugi raz z mężczyzną. Wypuścił powietrze z ust, gdy wszedł we mnie cały.
-Kontynuować? - zapytał patrząc mi głęboko w oczy.
-Tak, proszę. -końcówka mojej wypowiedzi była już jękiem.
Powoli zaczął się we mnie poruszać, delikatnie i w jednym tempie. Całowaliśmy się lekko, a jego ruchy przyspieszały.
-Cholera, jesteś taka ciasna. -wyszeptał mi do ucha i polizał je lekko. W miarę gdy jego ruchy robiły się coraz szybsze, mój oddech stawał się częstszy. Pojękiwałam cicho, czując go całego w sobie, jeździłam paznokciami po jego plecach, wiem jak to na niego działało, bo wtedy jego ruchy bioder były mocniejsze. Słyszałam jego ciężki oddech przy uchu co nakręcało mnie jeszcze mocniej, dlatego korzystając z okazji zasysałam jego skórę na szyi, zostawiając różowo fioletowe ślady. Wiedziałam, że długo już nam nie zostało, dlatego postanowiłam przejąć kontrolę. Użyłam dużo siły, aby przewrócić go na plecy. Był lekko zaskoczony, a ja rozbawiona. Zaczęłam powoli się podnosić i opadać. Draco zamiast leżeć, usiadł i pocałował moją lewą pierś. Zajęczałam głośniej, wiedziałam, że mój szczyt jest blisko, tak jak i jego. Przyspieszyłam swoje ruchy, a Malfoy zaczął mnie oznaczać na szyi, dekolcie i piersiach. Plask naszych ciał o siebie i świadomość tego, jak mocno trzyma dłonie na moich biodrach potęgowała ogrom doznań. Czułam, że zbliżam się do krawędzi, wiedziałam, że zaraz dojdę tak samo jak on.
-Dojdź ze mną, mała. -wyszeptał mi gorąco do ucha, po czym pocałował mnie za uchem. Jeszcze kilka razy się podniosłam i opadłam. Gorąco i napięcie między moimi nogami wybuchło, spadłam ze swojej krawędzi. Draco jeszcze kilka razy poruszył się we mnie po czym także doszedł strzelając do prezerwatywy. Opadłam na niego ciężko, powoli zsuwając się z jego penisa. Położyłam się obok niego zdyszana. Chwilę odpoczywaliśmy, wyrównując swoje oddechy.

-Byłaś cudowna. -powiedział patrząc na mnie.
-Dziękuję, ty też. -odpowiedziałam z uśmiechem.
-Idziemy spać. -zarządził. Wstał i nagi wyszedł z sypialni, widziałam jego idealne pośladki. Przekręciłam się na brzuch i uniosłam lekko nogi w górę i czekałam aż wróci. Nie czekałam długo i wszedł do sypialni. Zatrzymał się na chwilę i patrzył na mnie w amoku.
-Myślałaś kiedyś nad tym żeby zostać modelką? -zapytał kładąc się obok mnie.
-Nie, wątpię żebym się nadawała. -westchnęłam i zaczęłam się układać normalnie.
-A ja nie wątpię. Po tym jak byłaś przed chwilą ułożona... Gdyby zrobić ci zdjęcie i dać je do portfolio, każda agencja by cię chciała. -powiedział kładąc głowę na poduszkach i narzucił na nas bordowy koc.
-Głupoty gadasz. -westchnęłam układając się przy jego boku.
-Jak chcesz... -powiedział przyciągając mnie bliżej siebie. Zgasił jeszcze światło i nakrył nas porządnie kocem. Jeszcze przetwarzałam w głowie to co się wydarzyło. Czy powinno się wydarzyć? Tego nie wiem. Czemu się wydarzyło? To jest chyba jasne tak dla mnie, jaki i dla niego. Gdzie z tym zajdziemy i co będzie jutro? Tego chyba nie wiedział nikt. Czułam, że już usypiam, tak samo jak Draco. Nie minęło długo i odpłynęłam w ramiona Morfeusza.

~*~

Cholernie dudniło mi w głowie, albo gdzieś obok, nie wiem. Jeszcze nie do końca kontaktowałam. Pukanie nie ustawało mimo moich cichych prób powstrzymania go w głowie. Postanowiłam się podnieść i sprawdzić kto zakłóca mój spokój i sen, więc wstałam z łóżka. Zarejestrowałam, ze jestem naga, więc sięgnęłam po mój szlafrok. Niestety zamiast puchatego szlafroczka znalazłam na fotelu koszulę, ciekawe czyja ta koszula i co robi u mnie w domu. Musiałam założyć też majtki żebym nie świeciła tyłkiem przed moim nieproszonym gościem. Nie daj Merlinie żeby to był Malfoy. Poczłapałam korytarzem do drzwi ledwo widząc na oczy.
-Chwila, no na litość boską. Idę! -krzyknęłam zachrypniętym od alkoholu głosem. Mój głos odmawiał mi posłuszeństwa, tak samo jak mój umysł, ale ból głowy nie ustępował. Pukanie ustało, gdy podeszłam i zaczęłam otwierać drzwi. Moim oczom ukazała się osoba, której nigdy w życiu nie spodziewałabym się na progu mojego domu.
-Zabini?!
-Granger?! -krzyknął w tym samym momencie co ja.
-Co ty tu robisz? Przecież nie znasz mojego adresu. -powiedziałam, mój umysł zaczął się budzić. Chwila, gdzie ja jestem?
-Pytanie brzmi co ty tu robisz. -powiedział wskazując palcem w moją stronę. Był mocno nieufny. Obejrzałam się w stronę ściany na której powinien wisieć zegar, ale go nie było. Godryku, nadal byłam u Malfoy’a!
-Malfoy! -krzyknęłam wycofując się w głąb domu i zmierzając tyłem w stronę sypialni.
-Smoku! -krzyczał za mną Zabini i zamknął drzwi, a teraz szedł w moją stronę. Wpadłam biegiem do sypialni, nie pomyliłam się, jestem u Malfoy’a i obudziłam się w jego łóżku. Naga. Cholera.
-Malfoy! -mówiłam głośno targając go za ramię, gdyż oczywiście śpiąca królewna jest niewzruszona na krzyki w sowim domu -Malfoy! -nadal nim trząchałam za ramię -Malfoy, ty cholero jedna, wstawaj! -krzyknęłam mu do ucha. Chłopak drgnął wystraszony i wytrącony ze swojego mocnego snu. Szybko podniósł się do pozycji siedzącej. Przetarł twarz rękoma i dopiero otworzył oczy.
-Co ty tu robisz... -zapytał wskazując ręką na mnie, grzecznie się przesunęłam żeby pokazać mu kto jeszcze tu jest. Jego oczy powiększyły się jak spodki do filiżanki. -Blaise, co ty tu... -spojrzał na siebie i chciał wstać, ale chyba zapomniał, że jest nagi. Pisnęłam na ten chwilowy widok i zasłoniłam twarz ręką, gdy Draco usiadł z powrotem na łóżku, zakrywając się kocem do pasa. -Czy my...? -zapytał patrząc na mnie.
-Właśnie, czy wy... -zaśmiał się Zabini
-Oh, zamknij się Diable. -krzyknął Draco rzucając w niego poduszką. Taa, ta sytuacja byłaby zabawna, gdyby nie fakt, że to ja i Smok graliśmy tu główne role. Wszystkie dowody na niebie i ziemi wskazywały na to, że zrobiliśmy to. Cholera, jestem taką popieprzoną idiotką. Amy i jej pijackie zabawy!
-Granger, możesz mi proszę podać moje bokserki? -zapytał wskazując ręką na fotel z którego wcześniej zabrałam koszulę. Rzuciłam mu bieliznę, właśnie, a gdzie moje ubranie?
-Czy ktoś może mi powiedzieć co tu się do kurwy dzieje? -zapytał Zabini wymachując rękami.
-Chodźmy do salonu. -zarządził Malfoy, więc poszliśmy za nim. Usiadłam na kanapie i zauważyłam plamę na ziemi, jakby się tam coś rozlało... Draco usiadł obok mnie, a drugi Ślizgon usiadł w fotelu naprzeciwko nas.
-Więc o co chodzi, co się tu dzieje? -zapytał nas Zabini cały w emocjach. Ja siedziałam cholernie spięta na swoim miejscu, a ten dupek, czytaj Malofy, rozwalił się na kanapie jakby nigdy nic.
-Nie wiem o co ci chodzi. -udawał Draco
-A ja nie wiem o co TU chodzi! -krzyknął. Byłam tak zawstydzona całą sytuacją, że nie moje nogi były dla mnie najbardziej interesującym widokiem.
-O co ci, Zabini chodzi? -Malfoy się zdenerwował.
-Może o to, że rano, przychodzę do ciebie z niespodzianką, a to ja widzę niespodziankę na progu twoich drzwi. Wyobraź sobie, że pukam...
-Ja znam twoje marzenia. -zakpił z niego blondyn, a dokładniej z jego ostatnich słów.
-Japa, Malfoy! Więc, wyobraź sobie, że pukam do twoich drzwi, za piętnaście ósma rano, a tam, zamiast wkurwiony ty, że obudziłem cię tak rano, otwiera mi skacowana i półnaga Granger, ta której tak bardzo nie lubisz, wręcz nienawidzisz. Więc chyba mam prawo wiedzieć o co chodzi. -powiedział podpierając głowę na ręce. Kurde, miał chłopak gadane. Malfoy, już chciał mu odpowiedzieć, ale czarnoskóry chłopak podniósł się z miejsca, pokazał palcem znak żeby blondyn poczekał i sam udał się do kuchni. Po chwili wrócił z butelką soku i trzema szklankami.
-Jakaś sukienka leży w kuchni. Nie wiem czyja to, ale tak tylko mówię. -powiedział po powrocie. Oho, więc tam wylądowała moja ulubiona sukienka. W każdym razie informacja mało przydatna, zapewne była brudna i przepocona, ale miałam przecież u Ślizgona inne ubrania te, w których przyszłam przed imprezą. Tylko pytanie, gdzie one są?
-Może mówić. -powiedział Blaise i zaczął rozlewać sok do szklanek.
-Spotkaliśmy się z Granger przypadkiem i robiliśmy sobie na złość przez cały czas. Właśnie przez taką jedną złośliwość z mojej strony zaczęliśmy rozmawiać. -mówił spokojnie podczas gdy Zabini i ja piliśmy sok. -Zakolegowałem się z jej przyjaciółmi. -na te słowa drugi chłopak zachłysnął się.
-Ty? Z mugolami?! Oczywiście bez obrazy, Granger. -uspokoił mnie ręką.
-No jasne. -odparłam cichutko
-Nie przerywaj mi gadzie. -powiedział Draco i kontynuował opowieść -Tak, z przyjaciółmi mugolami. Wszystko skończyło się tak, że mnie ciągnęło do Granger, ją do mnie, a resztę już znasz. -skończył i napił się swojego soku. Chwile siedzieliśmy w ciszy.
-Ale przecież to jest nie możliwe!
-Jak widać Diable jest. Czy widzisz, żebym miał jakiś problem, albo był zaskoczony obecnością Hermiony?
-Hermiony? Nawet mówisz do niej po imieniu. Salazarze, wyjedź na chwilę na wakacje i nagle wszystko się zmienia.
-Jeśli jest coś nie tak, to ja mogę i... -chciałam zaproponować.
-Nie! -krzyknęli oboje w tym samym momencie.
-Nie chciałem cię w żaden sposób urazić. Po prostu jestem mocno zszokowany. Smoku co się z tobą dzieje? Czy uderzyłeś się w głowę i w końcu się nawróciłeś czy jak? -zapytał siadając na swoje miejsce.
-Zrozumiałem kilka rzeczy dzięki matce. -wyjaśnił.
-Okay, słuchajcie. Nie wiem jak to się stało, ale to najbardziej niewiarygodna rzecz na świecie. Macie tak cholernie duże malinki na ciele, że trudno mi w to nie wierzyć. -entuzjazmował się chłopak.
-Nie ważne. Może najpierw się ogarniemy, a ten debil dojdzie w tym czasie do siebie? -zapytał mnie Draco.
-Zaraz to zrobicie, ale jest jeszcze jedna kwestia. Wiesz, że Potter i Łasic cię rozszarpią jak się dowiedzą?


-Właśnie, ale skąd mogli by się dowiedzieć? -zapytałam wychodząc z pokoju i puszczając mu oczko. Polubiłam go, do wszystkiego podchodzi z dystansem i nie jest do czegokolwiek uprzedzony. Zupełnie jak Amy. Wszystko zaczyna układać się jeszcze lepiej niż myślałam. Jednak niestety... Wszystko co piękne zawsze się kończy, jak to powiedział Malfoy... A przekonałam się o tym już tego wieczora.



~*~

Mam nadzieję, że rozdział się podobał. Zachęcam do zostawiania komentarza ze swoją opinią, gdyż bardzo pomaga to mojej wenie. 
To chyba na tyle jeśli chodzi o ogłoszenia parafialne tym razem. Dziękuję za poświęcony, na przeczytanie tego czas. 
Do następnego razu, Skarby! <3 
Kinia