czwartek, 12 kwietnia 2018

Rozdział 7- ,,Właśnie wtedy..."

Kochani! 
Zapraszam na ogłoszenia parafialne! 
Jak sami widzicie, bardzo długo nie mogłam zabrać się do tego rozdziału. W sumie nie z powodu mojej weny, chociaż to też jest jedną z przyczyn. Natomiast szkoła mnie w tym momencie bardzo ogranicza. Dosłownie, ten rozdział był tak bardzo pisany na raty, że to szok. Gdy znalazłam nawet dziesięć minut, żeby poświęcić je dla tego rozdziału, to robiłam to. Bardzo trudno było mi nad nim pracować, ale w końcu jest! Jeszcze kilka dni i będę miała dużo więcej czasu, dlatego mam nadzieję, że uda mi się nadrobić zaległości. Powinniśmy być już na 10 rozdziale, no ale cóż... tak wyszło. Obiecuję , że teraz do was wracam i szybko się mnie nie pozbędziecie. Jest w tym rozdziale scena 18+ dlatego radzę uważać, jeśli ktoś nie chce jej czytać. To chyba tyle, jeśli jeszcze coś przyjdzie mi do głowy to napiszę pod rozdziałem.  Rozdział nie sprawdzony.
Piosenki, które mi pomagały:


Alice Merton - No Roots                                               Filatov & Karas - Time Won't Wait 

The Lumineers - Ho Hey                                             Birdy - Skinny Love

                                              The Neighbourhood - Cry Baby 


 ~*~

 
-Hermiona, słyszysz co do ciebie mówię? -zapytała Ginny.
-Em, tak. Zamyśliłam się tylko. -odpowiedziałam wymijająco i sięgnęłam po dzbanek z sokiem.
-Ostatnio za dużo myślisz. -dodała moja przyjaciółka i wzięła kolejnego tosta.
-Ona zawsze dużo myśli. -skomentował Harry.
-W sumie... Racja. -odparła Ruda. Coś czuję, że zbliżająca się przerwa świąteczna będzie bardzo interesująca. Ostatnio między Harrym a Ginny zaczyna się coś dziać. Ciekawe od kiedy? Niestety jestem na tyle pochłonięta nauką i pomocą Draconowi, że nie mam aż tyle czasu dla innych przyjaciół. Jednak życie Draco jest zagrożone, nie pozwolę na to żeby stała mu się krzywda.
-Hermiona, jak ci idzie wypracowanie z transmutacji? -spytał okularnik.
-Już je napisałam. Nie było aż takie ciężkie, okazało się, że kiedyś czytałam już te dwie książki, więc musiałam tylko znaleźć odpowiednie rozdziały. Pomóc ci w nim? -spytałam.
-Jeśli byś mogła, no wiesz, kompletnie nie ogarniam tego tematu i jakoś potrzebuję...
-Spokojnie, dziś po obiedzie usiądziemy w pokoju wspólnym i ci wytłumaczę. Mam te książki nawet jeszcze przy sobie, bo chciałam zanieść je do biblioteki przed zajęciami, ale w takim razie zatrzymam je do jutra. -wytłumaczyłam.
-Co macie teraz? -spytała Weasley’ówna.
-Historię Magii. -westchnęłam.
-Ty nie masz ochoty na lekcję? -zdziwił się Harry.
-Nie o to chodzi. Po prostu jestem już wszystkim zmęczona. Potrzebuję kilku dni relaksu. -odpowiedziałam. Po Wielkiej Sali rozniósł się głośny śmiech Lavender. Ron i Lav weszli do sali. Trzymali się za ręce, a ona chichrała niczym Mandragora. Ron pociągnął ją w naszym kierunku, bo to w zasadzie nasze stałe miejsce. Przysięgam, jeśli tu usiądą, ja wychodzę. No i oczywiście, rudzielec nie zna twierdzenia: ,,zachować się odpowiednio do taktu” i usiadł na przeciwko nas. Rzucił nam przelotny uśmiech, a Lav się przywitała.
-Cóż, muszę lecieć. -uśmiechnęłam się sztucznie, nie odpowiadając na ich przyjście i durne gesty powitania.
-Do zobaczenia na lekcji. -pomachał mi Harry.
-Ależ tak Książę Eliksirów. -wykonałam gest dłonią, ukazujący oddanie i poszłam w kierunku drzwi.

~*~

-Przysięgam jeśli nie uda ci się przyjechać chociaż na sylwester do mnie to się zdenerwuję. -pogroził Diabeł.
-Ty to możesz, ewentualnie wiesz co... -odpowiedziałem zaczepnie.
-Nie no Smoku! Nie możesz mi tego zrobić. -odpowiedział wyrzucając ręce w powietrze.
-Zobaczę co da się zrobić. Wiesz, że to przecież nie będzie zależało ode mnie. -westchnąłem.
-Wiem, wiem. A właśnie, jak myślisz, Hermiona zgodzi się żeby zebrać wszystkich nas, jak w wakacje, żeby zrobić razem Sylwester? -spytał mnie. Właśnie w tamtym momencie wiedział jak mnie podejść.
-Najprawdopodobniej. Dobra, przyjadę na tą imprezę. -odpowiedziałem -ale trochę ciszej mów o niej przy naszym stole błaźnie.
-Że ja błazen? Zaraz ci cofnę zaproszenie ty niewdzięczny szczeniaku! -powiedział udając głos Snape’a.
-Ależ Pan wybaczy profesorze, to wina Zabiniego. -zacząłem się śmiać.
-Ah, tak... Więc należy mu się... -Diabeł wczuł się w rolę. -Czekaj, czekaj. Jeśli ty się zawsze tak wymigujesz, to już wiem czemu mam tyle szlabanów! -teraz się zdenerwował. Po sali przeszedł głośny dziewczęcy śmiech.
-O patrz! To Łasic i jego dziewczyna. -Zabini wybuchł śmiechem.
-Diable, czy ty się dzisiaj nawdychałeś oparów Eliksiru Rozśmieszającego? -zapytałem śmiejąc się z niego pod nosem.
-No właśnie nie! -krzyknął. Merlinie zadaję się z idiotom! Właśnie wtedy zauważyłem, jak pewna interesująca mnie Gryfonka wyszła z sali.
-Dobra, Blaise. Zbieramy się. -powiedziałem pośpiesznie biorąc łyk kawy i resztkę tosta do ręki. Szybko zawinąłem torbę z ziemi. Czarnoskóry protestował pijąc na szybko swój sok. Złapałem go za ramię, a ten kretyn zabrał cały talerz śniadania ze sobą. Prawie, że biegiem poszliśmy za Hermioną.

~*~

-Ej ty! Pani ładna, ale wredna! -usłyszałam głos Zabiniego za sobą. Zaśmiałam się i odwróciłam w tamtym kierunku. Chwile poczekałam i dołączyli do mnie Draco z Diabłem.
-Co jest? Nie powinniśmy tu stać. -odpowiedziałam, przypominając sobie sytuację, gdy Harry zobaczył mnie i Dracona na korytarzu. Rozejrzałam się czy nikogo nie ma i pociągnęłam ich za dłonie do pustej i nieużywanej klasy.
-Zabini, ktoś ci kiedyś już w ten pusty łeb przyłożył? A gdyby ze śniadania akurat wychodziła Ginny, albo Harry? -zapytałam i zdzieliłam go książką w głowę. Gdybym ja wiedziała, że miałam rację...

~*~

Hermiona opuściła Wielką Salę, a ja patrzyłam na swoje śniadanie.
-Harry, wiesz może... -chciałam zapytać, ale mój kochany brat mi przerwał.
-Wiecie, że Lav potrafi robić takie świetne wianki z kwiatków? -spytał, komplementując swoją dziewczynę.
-Ta, super. -odpowiedziałam znudzona -Ale mam inne tematy do obgadania. Harry, zauważyłeś, że z...
-A wiecie, że Lavender nie jest taka zła z latania na miotle? -Ron ponownie mi przerwał. Rozumiem go, że entuzjazmował się swoją drugą połową, ale do cholery! Mamy inne tematy niż ona!
-Świetnie, ale drużyna Griffindoru jest pełna. -zakończyłam szybko temat, uśmiechając się sztucznie, po czym znowu zwróciłam się do Harry’ego. - Harry, czy wiesz może....
-A rozumiecie to, że La...-Ron znowu wciął mi się w zdanie. O nie teraz mu nie popuszczę.
-Ronaldzie Weasley! Za przeproszeniem, gówno mnie obchodzi twoja Lavender! Od kiedy z nią jesteś nie patrzysz na to co dzieje się z twoimi przyjaciółmi! A wiesz, że dzieje się coś z Hermioną?! Nic nie wiesz! Jak możesz to zacznij kogoś innego zanudzać tym tematem, bo ja już tym rzygam! Lavender to, Lavender tamto. Mam już jej po dziurki w nosie! -krzyknęłam i wstałam od stołu. Zabrałam swoją torbę i poszłam w stronę drzwi. Wiem, że wszyscy się na mnie patrzyli, ale guzik mnie to obchodzi. Wyszłam z sali i wzięłam dwa głębokie oddechy na uspokojenie, po czym ruszyłam w stronę klasy. Zatrzymałam się słysząc jedno zdanie ze strony schodów:
-Ej ty! Pani ładna, ale wredna! -to był na sto procent głos Zabiniego. Nie to było szokiem, ale to, że po jego słowach usłyszałam znajomy mi śmiech. Hermiona. Przez chwilę nie było słychać nic poza krokami. Wyjrzałam lekko zza ściany. Merlinie, to naprawdę Hermiona! Stała i czekała, aż Malfoy z Zabinim do niej podejdą.
-Co jest? Nie powinniśmy tu stać. -powiedziała do nich i zaczęła się rozglądać, dlatego schowałam się za ścianą. Jedynym dźwiękiem jaki się roznosił to trzy pary butów na podłodze, a później już tylko skrzypienie starej sali.
O cholera! Co Hermiona ma wspólnego z Zabinim i Malfoy’em?! Czy czas powiedzieć Harry’emu?

~*~

Dziś była sobota. Tylko weekend i i dwa dni jeszcze będę w Hogwarcie. Jestem tak bardzo podekscytowana tym, że będę mogła się spotkać z przyjaciółmi. Pomysł i zaproszenie Zabiniego były naprawdę miłe, mam nadzieję, że cała nasza paczka rzeczywiście na to zaproszenie przystanie. Chciałabym dziś zobaczyć się z Draconem, ale wiem, że jest zajęty. Musi zaliczyć transmutację i eliksiry. Chyba, że już to zrobił, przecież jest już po trzeciej. Pójdę do pokoju, sprawdzę co z szafką i napiszę do niego. Może uda nam się chociaż trochę porozmawiać. Usłyszałam pukanie do łazienki, która znajdowała się w dormitorium.
-Hermiona? -usłyszałam Parvati
-Tak? -spytałam
-Harry cię szuka! Prosi żebyś zeszła na dół, coś związanego z historią. -powiedziała.
-Och, dobrze! Idę. -odparłam. No tak, jeszcze to. Oj Harry, czy ty kiedyś dasz sobie radę sam z lekcjami? Szybko skończyłam czesać włosy i zeszłam na dół.
-Jestem. -powiedziałam siadając obok Harry’ego na kanapie.
-Mam napisać coś o bitwach... -zaczął tłumaczyć.
-O podniebnych bitwach. Dobra zabieramy się do roboty, ale nie licz, że napiszę za ciebie całe wypracowanie. -pogroziłam mu palcem.
-Jasne! -uśmiechnął się.

~*~

Po godzinie skończyłem pisać swoją pracę. Hermiona odetchnęła zadowolona, gdy skończyła czytać.
-Jest dobrze? -spytałem
-Całkiem dobrze. -przytaknęła.
-Więc idziesz jednak na te spotkanie świąteczne u Ślimaka?
-Tak, idę. Harry, gdzie spędzasz święta? W Norze mam nadzieje? -usiadła prosto.
-Tak, nie rozumiem czemu pytasz. -odparłem.
-Po prostu się martwię, no wiesz...
-Spokojnie Hermiona, na pewno nie będzie żadnego ataku. Nawet Śmierciożerą się nic nie chce w święta.
-Dobrze. -westchnęła i wstała
-Idziesz już?
-Tak, mam coś do załatwienia na zamku. Do później, Harry. -pożegnała się i poszła do wyjścia z Pokoju Wspólnego. Ostatnio coś jest nie w porządku, a najgorsze jest to, że Hermiona nie mówi co. Może zwierzyła się Ginny? Może trzeba zacząć działać.


~*~

-Wiedziałam, że cię tu znajdę. -powiedziałam gdy podeszłam do naszego stałego miejsca.
-A ja wiedziałem, że przyjdziesz. -powiedział Draco odwracając wzrok z szafki na mnie. -Powiedz mi co ja mam im powiedzieć?
-Ale co i komu?
-Wszystkim, gdy pojadę na Święta. Będą pytać jak postępy... -zaczął się denerwować tym tematem. Wstał z krzesła i stanął naprzeciwko mnie.
-Nic. Masz powiedzieć, że potrzebujesz jeszcze trochę czasu. -powiedziałam i złapałam go za rękę. -Damy radę. Wiem, że przyczyniam się do strony zła, ale muszę ci pomóc. Wszystko idzie zgodnie z planem. Jeszcze trochę. Za dzień czy dwa będzie można już przenosić nią jakieś małe przedmioty. Obiecuję, że wszystko będzie dobrze. -dodałam i pocałowałam go.

~*~

Pójście z McLaggen’em na przyjęcie nie było dobrym pomysłem. Zdecydowanie. Musiałam z kimś iść, a skoro Ron był z Lav nie mogłam go zaprosić. Zapraszając Cormaca chciałam mu zrobić na złość, przyznaję. Cóż, jak wojenna ścieżka, to trzeba się trochę wykazać. Niestety to był jeden z najgłupszych pomysłów na jakie wpadłam. Zamiast cieszyć się wieczorem, ja staram się unikać chłopaka jak ognia. Brawo Hermiona! Postanowiłam wyjść na tarasik, za zasłonę. Może chociaż tam będę miała chwilę spokoju. Stanęłam z boku i miałam nadzieję, że ta zasłonka zadziała jak peleryna niewidka. Spostrzegłam Harry’ego, który się zbliżał w moją stronę. Na szczęście to tylko on.
-Hermiona, co ty wyprawiasz? Co się z tobą dzieje? -spytał szeptem zdezorientowany, a ja postanowiłam poprawić wypadające mi spod spinki, kosmyki włosów.
-Tylko się schowałam. -wzięłam głęboki oddech. -No wiesz... Zwiałam Cormacowi spod jemioły. -powiedziałam speszona.
-Cormacowi? To jego zaprosiłaś? -chłopak się zdziwił. Ja też się sobie dziwię.
-Pomyślałam, że wkurzę tym Rona. -złożyłam ręce na piersi. Patrzyliśmy na całe przyjęcie zza zasłonki, wypatrując mojego, niechcianego partnera.- Obłapiał mnie mocniej niż Diabelskie Sidła. -gdy to powiedziałam przyszedł do nas jeden z ,,kelnerów” dzisiejszego przyjęcia.
-Tatarek ze ślimaczka? -zaproponował wystawiając tacę w naszą stronę.
-O nie, ja dziękuję. -czuję, że mój żołądek jest zawiązany w supeł.
-I słuszne. Ohydny oddech się po tym ma. -powiedział. Tym dał mi nadzieję.
-A właściwie... -zdecydowałam z nadzieją i zabrałam mu całą tacę z rąk. Chłopak poszedł, a ja wzięłam ślimaka w rękę. -Może Cormac się odwali. -dodałam, a Harry zaczął się ze mnie lekko śmiać.
-Rany, idzie tu. -powiedziałam z pełną buzią, niczym Ron i podałam tacę mojemu przyjacielowi. Poczekałam na odpowiedni moment i uciekłam drugą stroną, automatycznie się z nim wymijając.
Uciekłam na drugi koniec pomieszczania i patrzyłam na feralny balkonik. Och, rzeczywiście, ten tatar jest okropny. Do zasłony poszedł Snape, czyżby znowu miał jakiś problem do Harry’ego? Właśni w tym momencie McLaggen się pochylił i... Chwila czy on zwymiotował na buty Nietoperza? Harry korzystając z okazji wymknął się tą samą drogą co ja. Jednak nauczyciel Eliksirów, był bardziej uparty niż Cormac i zatrzymał okularnika. Ich wymiana zdań wydawała się wręcz dziwnie zwyczajna. Kiedy się rozeszli, a Harry kroczył ku mnie z niemrawą mina, stało się to czego bym się nie spodziewała. Usłyszałam głos Dracona, więc zwróciłam się w tamtą stronę.
-Łapy przy sobie wstrętny charłaku. -odezwał się szamocąc.
Prowadził go Filtch. Nie muszę być ekspertem od Wróżbiarstwa, żeby wiedzieć, że to zwiastuje kłopoty.
-Panie Profesorze, nakryłem tego chłopaka, jak skradał się po tym korytarzu. Twierdzi, że był zaproszony na przyjecie... -odezwał się woźny, ale w tym momencie blondyn mu przerwał. W coś ty się wpakował?
-No już, już. Chciałem się wkręcić no, zadowolony? -Snape zareagował od razu i poszedł do nich.
-Ja go stad wyprowadzę. -powiedział Nietoperz i spojrzał Ślizgonowi głęboko w oczy.
-Tak jest. -powiedział chłopak nie przerywając kontaktu wzrokowego. -Profesorze. -zakończył, wymawiając ostanie słowo, jakby z pogardą. Następnie wyszli, a wszyscy wrócili do przerwanych zajęć. Co się do cholery dzieje?

~*~

Wyszedłem z przyjęcia niezauważony i skierowałem się drugą stroną w stronę jedynego korytarza, którym można z tego piętra wyjść. Nie myliłem się, że to właśnie tutaj dowiem się istotnych informacji.
-Może rzuciłem urok na Katie, a może nie. Nie twój interes!-usłyszałem wredny głos Malfoy’a. Czy tak powinien zwracać się uczeń do nauczyciela? Odgłosy lekkiej szamotaniny nie zwiastowały ich relacji szkolnej.
-Obiecałem cię chronić. Złożyłem Wieczystą Przysięgę. -powiedział Snape. Czemu ma go chronić i czym jest Wieczysta Przysięga?
-Nie potrzebuję ochrony. Ja wykonuję to zadanie. On mnie wybrał. Mnie! Nie zawiodę go. -odpowiedział Ślizgon
-Ty się boisz, Draco. Próbujesz to ukryć, ale nieumiejętnie, więc pozwól sobie pomóc.
-Nie! On wybrał mnie! Mnie! Nie odbierzesz mi sławy. -po jego głosie rzeczywiście można uznać, że czegoś się boi. O jakie zadanie chodzi? Doskonale wiem kto mu je zlecił. Voldemort. Jednak jakie zadanie ma w Hogwarcie?

~*~

Dojeżdżamy już do Londynu! Jestem taka podekscytowana. W końcu zobaczę się z przyjaciółmi i będę mogła spędzić normalnie czas z Draconem i Zabinim. Nie będę musiała udawać, że go nienawidzę, a co jest najlepsze? Moi rodzice wyjeżdżają do rodziny na święta i sylwester, dlatego impreza odbędzie się u mnie. Nie musiałam aż tak dużo kłamać Ginny i Harry’emu, o Ronie nie wspominam, bo nawet z nim nie rozmawiam. Powiedziałam im, że i tak nie mogę spędzić z nimi świąt bo wyjeżdżam z mamą i tatą. Do końca nie jest to prawdą, ale sumienie mniej mnie gryzie.
-Czas na nas. -powiedziała Ginny wyrywając mnie z zadumy. Rzeczywiście, już jesteśmy. Nie mogę opanować mojego wielkiego uśmiechu. Wyszliśmy licznie na peron, Harry pomógł mi i Ginny z bagażami. W oddali zobaczyłam blond czuprynę, która mogła należeć tylko do jednej osoby. Tłum między nami się przerzedził i zblokowaliśmy spojrzenia. Mało widocznie uśmiechnął się do mnie i puścił mi oczko, po czym skierował się w swoją stronę.
-Życzę wam już na zapas, Wesołych Świąt! -powiedziałam, a następnie przytuliłam Moich przyjaciół, poza Ronem, bo był gdzieś z Lav, jak zawsze.
-Ja tobie tak samo! Oczywiście napiszemy do ciebie! -krzyknęła Ruda. Tak ciężko mi ją okłamywać.
Po wymianie ciepłych gestów z przyjaciółmi z Magicznego Świata, ruszyłam do przejścia na peron, żeby spotkać się z moimi niemagicznymi rodzicami, a za trzy godziny z przyjaciółmi z Normalnego Świata.

~*~

Już lekko zmarznięta, dreptałam po białym puchu w kierunku umówionego miejsca na spotkanie.
Zaraz wybuchnę z ekscytacji. Tyle czasu ich nie widziałam. Wzięłam oddech i przekroczyłam próg ,,Szczęśliwego Feniksa” uderzyło we mnie ciepło pomieszczenia i cudowne zapachy kawy, którą w wakacje Ja przygotowywałam. Z tym miejscem wiąże się tyle wspomnień, że uśmiech automatycznie wpłynął na moją twarz. Spojrzałam w miejsce, gdzie stał nasz ulubiony stolik i jeśli to możliwe, moja radość urosła, totalnie poza skalę. Lily, Amy, Patrick i niezastąpiony Sam, każdy z nich tam był. Ruszyłam w ich stronę, pierwsza zauważyła mnie Amy.
-O Boże to ona! -krzyknęła i wstała z miejsca. Natychmiast rzuciła mi się w ramiona, a w jej ślad poszli inni.
-Dobra, dajcie się jej rozebrać. -zaśmiał się Sam.
-To już ten czas? Przecież nic jeszcze nawet nie wypiliśmy, a ty każesz jej się rozbierać? -zażartował Patrick. Wybuchłam śmiechem. Zdjęłam kurtkę i czapkę, a następnie zajęłam miejsce.
-Nie zamówiliście jeszcze nic? -spytałam zdziwiona.
-Czekaliśmy na wszystkich. -wyjaśniła Lily.
-Jakich wszystkich? Ktoś jeszcze będzie? -zaskoczenie wpłynęło na moją twarz.
-Właściwie to... -zaczęła Amy, ale w tym samym czasie drzwi kawiarni się otworzyły, a ja automatycznie tam spojrzałam. Do środka wszedł Blaise i Draco. Co oni tu robią? Obaj obdarzyli mnie uśmiechem, a ja go odwzajemniłam. Przywitaliśmy się, a ja rozpłynęłam się gdy Draco przy uścisku musnął mój policzek i tak mocno mnie objął. Znaczy nie żeby coś, to nie jakieś tam zakochanie, nie? Po prostu cieszę się, że tu są. Że on tu jest...
-Dobra, to bariści idą nam zamówić napoje, a my przechodzimy do rozmów. -powiedział Diabeł po zajęciu miejsca i odłożeniu kurtki na oparcie fotela. Zatarł ręce i spojrzał na mnie i Dracona, siedzieliśmy obok siebie.
-No już, już. -klasnął w dłonie. Każdy się roześmiał, a ja i blondyn poszliśmy zamówić kawę.

~*~

-Czyli robimy tak, nasza Wigilia u Miony, jak uda nam się już wyrwać od rodziny, a później Sylwester. Możemy go zrobić u mnie, mama raczej nie będzie miała nic przeciwko. -powiedział Blaise.
-No niby tak, ale można to zrobić na spokojnie u mnie. -powiedziała Gryfonka. -Rodzice wyjechali i wracają dopiero w przed dzień mojego powrotu do Ho... -przerwała panicznie. Kim bym był, gdybym nie uratował jej z opresji?
-Do Hogben Academy. -dokończyłem za nią. Jej twarz wyrażała ulgę.
-Właśnie, więc możemy to zrobić u mnie. -dodała żeby wyszło wiarygodnie.
-No dobra, mik pasuję. -powiedziała Amy.
-Ja też się na to piszę. -przytaknęła Lily.
-Więc wszystko ustalone. -Zabini klasnął.

~*~

-Dobra, Zabini podejdę później po rzeczy. -powiedział blondyn. Było po dziesiątej, latarnie paliły się żółtym światłem, śnieg lekko prószył, a my wszyscy już się rozchodziliśmy. Blaise przytulił mnie na pożegnanie i ruszył w swoją stronę.
-Dlaczego z nim nie poszedłeś? -zapytałam Dracona patrząc mu w oczy, tak to wyzwanie. Płatki śniegu wpadały w moje włosy i wiedziałam, że zaraz będę miała białą czuprynę, a nie brązową.
-A ty gdzie masz do cholery czapkę? -zapytał mnie tym samym tonem co ja jego.
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie. -szepnęłam. Czy ja z nim właśnie flirtuję?
-Postanowiłem odprowadzić cię do domu. -powiedział wkładając dłoń do kieszeni, zaoferował mi tym swoje ramię. Przełożyłam swoją rękę przez jego i też schowałam dłoń do kieszeni, bo zaczyna się robić mroźno. Ruszył w stronę mojego domu.
-Korzystasz z tego, że rodzice już wyjechali? -zapytałam zadziornie. Tak, rodzice już pojechali, odebrali mnie ze stacji i przywieźli do domu, po czym ruszyli na Święta do ciotki Niki.
-Nie, raczej chcę się upewnić, że bezpiecznie dotrzesz do domu. Myśl o tym, że Draco odprowadza mnie do domu, w taki ziom, zamiast udać się do domu, napawa mnie takim ciepłem, że aż mam ochotę rozsunąć kurtkę.
-Więc teraz zostałaś sama? -dopytał
-Więc jednak cię to interesuje? -odpowiedziałam z błyskiem w oku.
-Sama mówiłaś, że nie odpowiada się pytaniem na pytanie. -chłopak podjął moją grę.
-Tak, jestem aktualnie sama w domu. -odpowiedziałam z nadzieją. W trakcie tej rozmowy doszliśmy już do furtki mojego domu. Proszę, żeby zgodził się wejść, chcę w końcu spędzić z nim czas, jak dawniej. Minęliśmy ogrodzenie i zatrzymaliśmy się przy drzwiach. Dopadła nas niezręczna cisza. Zaczęłam bawić się kluczami, żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. No cóż, Hermiona, do boju.
-Może wejdziesz? -zaproponowałam.
-Chciałbym, ale nie powinienem. -odparł zmieszany.
-Och, no tak. Pewnie musisz iść do rodziców i... -wyszłam na totalną idiotkę, jednak zanim zdążyłam to naprawić blondyn mi przerwał.
-Nie, nie. Nie o to chodzi. Chciałbym, naprawdę, ale nie mogę. -zakończył ze smutkiem w głosie i oczach.
-Czemu? Skoro nie musisz jeszcze iść do domu to czemu nie możesz zostać? -zapytałam. Zawahał się nad odpowiedzią, jakby nie był pewny czy wyjawić mi prawdę. W końcu zdobył się na odwagę, a ja otworzyłam już drzwi.
-Hermiona, ja nie mogę. Jeśli ktoś by się dowiedział, że my... że ja tutaj... -Draco zaczął się łamać na moich oczach. Położyłam mu dłoń na policzku i przyciągnęłam lekko do siebie.
-Cii... Ej, wszystko jest dobrze. Nikt niczego się nie dowiedział przez tyle czasu, więc teraz jeśli wejdziesz na herbatę to też się nic nie stanie. -zakończyłam. Nie ma opcji, że w tym stanie wróci do domu, czy do Zabinich. Jedno złe posunięcie z czyjejś strony i wypapla im wszystko, z powodu strachu, presji i bezradności. Szybko wciągnęłam go do domu, wydał z siebie zduszony pomruk. Zadowolona z siebie zamknęłam drzwi, zapaliłam światło w kuchni i na przedpokoju.
-No już, rozbieraj się. Nie możesz zabłocić mi podłogi, mama myła ją przed wyjazdem. -poleciłam, gdy zaczęłam ściągać kurtkę. Draco nadal stał w miejscu i analizował jakie ma szanse ze mną wygrać. Nie tym razem kochanie.
-Miona, nie obraź się. Doceniam twoją gościnność, ale nie chcę w żaden sposób cię narażać na niebezpieczeństwo. Jestem i tak samolubnym dupkiem, że wciągnąłem cię w to wszystko. Powinienem mieć więcej kontroli nad sobą w pociągu, wtedy byłoby inaczej. -powiedział i przyparł mnie do ściany, przez co znajdowaliśmy się niebezpiecznie blisko siebie.
-I tak byś nie wytrzymał. -prychnęłam – Posłuchaj mnie chociaż raz i pozwól sobie pomóc. Rozbierz się, a ja zrobię herbatę. Albo nie! Zrobię nam kakao! -krzyknęłam i udało mi się wymsknąć pod jego ręką. Zdjęłam buty i udałam się do kuchni. Usłyszałam szuranie, czyżby drzwi?
-Nawet nie próbuj uciekać Draconie Malfoy’u, bo jak cię dopadnę... -krzyknęłam szukając w szafce kakaa.
-Dobra, spokojnie, rozbierałem się i sprawdziłem czy drzwi zamknięte. -zaśmiał się wchodząc do kuchni. Więc jednak go przekonałam.


~*~

-No, ale przysięgam. To wtedy nie było specjalnie! -Hermiona zaśmiała się.
-Tak, wmawiaj sobie. -powiedziałem dopijając mój napój. Dziewczyna poprawiła koc, który dzieliliśmy ma kanapie w jej salonie, po czym zapytała:
-Draco, kim chcesz zostać po szkole? -tego pytania obawiam się najbardziej.
-Ja... właściwie to nie mam pojęcia. Tak naprawdę nie chcę planować przyszłości, bo jest ona niepewna. -odpowiedziałem.
-Tak myślałam. -odparła i wtuliła się w mój bok. -Chcę ci oddać tyle mojej odwagi ile mogę. -dodała patrząc na ogień w kominku -Chcę, żebyś miał szansę na pewną przyszłość. Chcę żebyś nie musiał przez to wszystko przechodzić. -poczułem lekkie mokro na ramieniu, czy ona płacze? - Pragnę żebyś był szczęśliwy, żebyś nie musiał słuchać jego i rodziców. Żebyś był bezpieczny i zajął się tylko nauką oraz przyziemnymi sprawami człowieka w twoim wieku. Nie chcę żebyś musiał udawać kogoś kim nie jesteś. Chciałabym żeby to co mamy wyglądało inaczej... -to najpiękniejsze słowa jakie, ktokolwiek do mnie powiedział. Odciągnąłem ją lekko od siebie, żeby spojrzeć jej w oczy, takie piękne i ciepłe oczy.
-A ja chcę żebyśmy poznali się w innym życiu, właśnie po to, aby mogło wyglądać inaczej. Lepiej. -powiedziałem. Blokowaliśmy nasze spojrzenia, a później wszystko potoczyło się jak zawsze. Jej dłonie na moich ramionach, spadające ubrania, chichoty i nieporadne próby zdjęcia spodni. Każdy jej oddech, zetknięcie się naszych kroczy i każda rysa jej paznokci na moich plecach... To wszystko na zawsze zostanie w mojej pamięci.


~*~

Kończyłam właśnie wykładać jedzenie na stół, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, aby upewnić się, że jestem gotowa. Miałam na sobie czerwoną sukienkę, do połowy ud, którą dostałam od Amy i Lily na Wigilię, na nogach buty od Ginny. Na szyi miałam piękny wisiorek z gwiazdką od Draco. Niestety nie widziałam się z blondynem od tej pamiętnej nocy na mojej kanapie, Diabeł powiedział mi w sekrecie, że coś się wydarzyło i nie mógł przyjść na naszą Wigilię, ale na Sylwestra będzie na pewno, dlatego chcę zrobić na nim dobre wrażenie. Po ostatnim spotkaniu myślę, że... nie, nie mogę tak myśleć. Otworzyłam drzwi i dom od razu zrobił się pełen miłości. Do salonu po kolei zaczęli wchodzić moi przyjaciele: Patrick, Amy, Lily, Sam i Diabeł... Ale jego brakowało. Wszyscy wymieniliśmy standardowe czułości, a chłopcy zaczęli wyciągać alkohol, który ma nam pomóc w dobrej zabawie Sylwestrowej.
-Blaise, pomożesz mi z kieliszkami? -zapytałam dając mu znak, że musimy pogadać.
-Jasne, Miona. -przytaknął z rozczarowaniem na twarzy i poszedł za mną do kuchni.
-Co się dzieje? -zapytałam szeptem żeby nikt nas przypadkiem nie usłyszał.
-Wystąpiły pewne komplikacje... -zaczął niepewnie.
-Zabini, jakie komplikacje do cholery?
-No, nie uda mu się chyba urwać, ma jakiś bankiet czy coś. -Ślizgon myślał, że kupię to kłamstwo.
-Czego ty mi nie mówisz?! -krzyknęłam szeptem.
-Miona... -zawahał się -Cholera, ja sam nie wiem co się dzieje. Tak samo jak ty, nie mam od niego żadnej informacji od Wigilii kiedy wysłał nam prezenty. Poważenie, nie mam pojęcia. -zakończył wzdychając, a ja... Stałam tam przerażona. Patrick z salonu.
-Idę! -odkrzyknął czarnoskóry. W tym właśnie momencie zadzwonił dzwonek do drzwi frontowych. Cholera? Z drżącymi rękami poszłam otworzyć. Na progu stała zakapturzona postać, w sumie nie dziwię się, bo strasznie dziś sypie śnieg. Nie chciałam go wpuszczać do środka dopóki nie dowiedziałabym się do cholery kto to jest. Już miałam się pytać, gdy ten mężczyzna zdjął kaptur. Tej blond czupryny nigdy nie pomylę z inną.
-Draco? -zapytałam nie wierząc oczom. Dopiero co dowiedziałam się, że nie ma z nim kontaktu ponad tydzień, a ten przychodzi i robi mi stracha jak gdyby nigdy nic. Powiesił swoją kurtkę na wieszaku i odpowiedział:
-Spodziewałaś się kogoś innego? -po czym mnie przytulił.
-No właśnie nikogo się już nie spodziewałam. Zabini powiedział, że nie miał z tobą kontaktu, a w zasadzie nikt nie miał. Ty wtedy poszedłeś i myślałam, że ja coś po prostu źle.. -zaczęłam tłumaczyć nadal oszołomiona tym, że chłopak jednak tu jest.
-Że niby ty co? -popatrzył na mnie -Myślałem, że właśnie po ostatnim zrozumiesz wszystko. Spokojnie, wszystko jest w jak najlepszym porządku. -zapewnił, złapał mnie za rękę i poszedł w kierunku głosów dochodzących z salonu.

~*~

Chwilę po jedenastej wszyscy byli już nieźle wstawieni. Zaczynam się obawiać, że nie wystarczy alkoholu i, że świętowanie nowego roku wszyscy skończą śpiąc. Popatrzyłam błagalnie na Blaise’a, którego dopingował Patrick, żeby ten szybciej wypił ostatniego szampana duszkiem. Merlinie, za co? Gdy chłopak dopił do końca i odstawił pustą butelkę na stół rozniosły się głośne wiwaty.
-I hto tu est królem? -zapytał pijacko. Muszę się przewietrzyć.
-Dobrze, królu drogi. Idźże się położyć. -poinstruowałam go i podeszłam żeby pomóc mu wstać.
-Hermionka, królowo słota moja... Siękuje ci. -powiedział i pocałował mnie w dłoń. Draco, postanowił mi pomóc.
-Położę tego idiotę w twoim pokoju. -oznajmił i wyszedł z salonu.
-Kochani, idę po szampana, żeby można było wypić o północy. Pilnujcie czasu i żeby się Diabeł nie zarzygał. -powiedziałam na co wszyscy zaczęli się śmiać. Założyłam mój płaszcz i poprawiłam włosy.
-Gdzie idziesz? -zapytał mnie Malfoy.
-Do sklepu. Ten kretyn wypił ostatniego szampana.
-Poczekaj pójdę z tobą. -zaproponował.
-Nie ma potrzeby. -odparłam -Sklep jest na końcu ulicy i muszę się spieszyć, bo za dwadzieścia minut zamykają.
-No już idziemy. -powiedział narzucając w pośpiechu kurtkę.
-Chce ktoś coś ze sklepu? -krzyknęłam w stronę salonu.
-Fajki! -odkrzyknął Patrick.
-Dwie czekolady! -usłyszałam głos Amy i Lily. Sam w tym czasie podszedł do mnie i Draco wręczyć nam pieniądze od innych.
-Będziemy za piętnaście minut. -powiedziałam.
-Grzecznie mi tutaj! -krzyknął zaczepnie Draco.
-Dobrze, Przykładzie Moralności! -odkrzyknął Patrick. Zaśmialiśmy się i wyszliśmy na zimno. Było ciemno, śniegu po kostki i bezchmurne niebo. Najgorzej nie jest. Przez chwilę szliśmy w najbardziej normalnym milczeniu jakiego doświadczyłam, aż chłopak je przerwał:
-Sprzedadzą ci w tym sklepie alkohol?
-Na pewno prędzej mi niż tobie.
-Co, czemu?
-Bo mnie tu znają i wiedzą, że nic nie nawywijam po alkoholu. -zaśmiałam.

~*~

-Jesteśmy! -krzyknęłam, gdy weszliśmy do domu.
-To dobrze, bo do północy zostało 10 minut. -odpowiedziała Amy. Oddaliśmy wszystkim ich zakupy i poszliśmy sprawdzić jak się ma Diabeł. Chłopak chwilę się przespał i chyba było mu zdecydowanie lepiej. Chwilę przed północą wszyscy staliśmy w moim małym ogródku z kieliszkami do szampana i jeszcze zamkniętym trunkiem.
-Tak bardzo bym chciała żeby oni tu byli. -westchnęła Lily.
-Ja też Li, ja też. -powiedziałam i przytuliłam ją. Dziewczyny nie zdążyły nic więcej powiedzieć, bo Patric krzyknął:
-Dziesięć sekund!
Draco podszedł do mnie i przytulił mnie bokiem, a Sam pomógł Zabiniemu rozdawać kieliszki z szamapanem. Musiałam puścić albo Lily, albo Dacona żeby odebrać swój. Dziewczyna ułatwiła mi zadanie, bo odeszła razem z Samem, chyba jest coś między nimi. Blondyn uśmiechnął się do mnie i wszyscy zaczęliśmy odliczać:
-Pięć! Cztery! Trzy! Dwa! Jeden! -wszędzie na niebie zaczęły pojawiać się sztuczne ognie. Wszyscy stuknęliśmy się kieliszkami i życzyliśmy sobie szczęśliwego Nowego Roku. Popatrzyłam w oczy Ślizgona, który nadal stał obok mnie. Kolorowe światełka na niebie odbijały się w jego oczach, przez co wyglądały tak pięknie. W pewnym momencie jedna rakieta rozbłysnęła na niebie tuż za jego głową, przez co jego osoba wyglądała naprawdę idealnie. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że Draco nie jest dla mnie kimś zwyczajnym o kogo się troszczę. Właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że chłopak był dla mnie kimś więcej niż wydawało mi się jeszcze jakiś czas temu. W jak bardzo skomplikowanych relacjach jesteśmy?

~*~

Było już po pierwszej w nocy, pierwszego dnia, roku 1997. Harry siedział z kieliszkiem Ognistej i patrzył okno. Dosiadłam się do niego.
-Hej Harry.
-Hej Ginny.-odpowiedział nadal na mnie nie patrząc. Czy myśli teraz o tym samym co ja?
-O czym myślisz? -zapytałam.
-O Hermionie. -czyli nie tylko mnie ostatnio martwi jej zachowanie.
-To znaczy?
-Ona ostatnio bardzo dziwnie się zachowuje. -spojrzał na mnie -Ginny, może ty coś wiesz?
-Jeśli pytasz czy się zakochała, albo czy cokolwiek mi powiedziała to muszę cię zmartwić. Za cholerę nie wiem co się z nią dzieje. -odpowiedziałam zgodnie z prawdą. -Od września ciągle znika, czyta więcej książek niż zawsze, nawet na Hermione jest to zdecydowanie za dużo. W tym roku nawet nie pokazała mi swojej wakacyjnej kroniki. -Harry słuchał mnie, ale nagle wypalił obojętnie.
-Widziałem ją z Malfoy'em. -czy ja się ni przesłyszałam? Co ona z nim robiła? To nie mogło być tego samego dnia kiedy ja widziałam ją i dwóch Ślizgonów, bo nikogo innego na korytarzach nie było. Czy też powinnam powiedzieć mu o tym co widziałam?
-Harry, nie chciałąm ci o tym mówić, ale... Ja też widziałam ją w towarzystwie Malfoy'a i Zabiniego. -powiedziałam cicho. To chyba przeraziło Wybrańca, bo to znaczy, że ona nie zrobiła tego raz tak jak nam się obojgu wydawało, ale przynajmniej dwa razy.
-Wiesz o czym rozmawiali? -spytał.
-Nie do końca, ale zdziwiła mnie ta rozmowa. Oni w żaden sposób się z niej nie wyśmiewali, wręcz jakby przyjacielsko to brzmiało. Później Hermiona powiedziała, że mógłby ich tu ktoś zobaczyć i poszli do jakiejś starej sali, wyciszyli ją, więc nic więcej nie slyszałam. -opowiedziałam to co zapamiętałam.
-Właśnie wtedy gdy ja ich widziałem, też nie skakali sobie do gardeł. Czy ona się w coś wplątała?
-Harry, zaczynam się o nią martwić. No, ale przecież to Hermiona. Może jakoś tak wyszło, że coś im zrobiła, Malfoy jej wtedy groził, ze powie ojcu, a jego ojciec jest przecież... no wiesz. I umówili się na odrabianie prac za Ślzgonów? -zaproponowałam.
-Może i tak było, ale wtedy chyba by nam powiedziała. Może jest tak jak mówisz Ginny, ale coś mi się wydaje, że jest to bardziej grubymi nićmi szyte. -odpowiedział. Hermi, co mamy robić?

~*~

Pierwszy dzień po powrocie do Hogwartu nie należał do najłatwiejszych. Nauczyciele bardzo na nas naciskali, bo przecież niedługo koniec roku. Nikomu nie będzie się chciało poprawiać ocen, gdy zacznie grzać słońce, a Błonie, będą bardziej kuszącym miejscem niż zazwyczaj. Pierwszy tydzień minął szybko, bo wszyscy jeszcze byli w szoku po sylwestrowym. Harry chodził nadal do Dumbledore'a, a Ron olewał nas wszystkich, bo łaził wszędzie z Lavender. Wracamy do wejścia. Ja i Draco nadal pracujemy nad szafką. Oczywiście, jeśli mogę nazwać jedno spotkanie pracą, bo wtedy tylko szukaliśmy jeszcze kilku metod do naprawy szafki. Harry opowiedział o tym co wydarzyło się w Święta w Norze.
-Lupin uważa, że Snape gra, a cała rozmowa, którą słyszałem wtedy co Draco chciał włamać się na imprezę, to udawanie. Hermiona oni naprawdę myślą, że nic się nie dzieje i nie chcą jeszcze działać. Tak mnie niby wysłuchali, a potem na Norę napadli Śmierciożercy. -tłumaczył, a ja dokładnie słuchałam. W chwili gdy powiedział o napaści na Norę moje serce się zatrzymało. Czy dobrze robię nadal broniąc Dracona? Może dlatego nie było go wtedy na naszym spotkaniu u mnie? Co jeśli on ty zrobił?
-A widziałeś tam Malfoy'a, Harry? Cały czas mówisz, że jest Śmierciożercą, więc pewnie by tam był. Nie uważasz, że troszkę przesadzasz? -starałam się bronić chłopaka, choć nie miałam pewności, że robię to słusznie.
-Hermiona, czemu ty go bronisz?! -zdenerwował się.
-Wcale go nie bronię! Staram się tylko logicznie myśleć! -wytłumaczyłam się. Temat na chwilę ucichł, zaczęliśmy rozmawiać dopiero, gdy po całym korytarzu było słychać śmiech Lavender.
-Nie przeszkadza ci to? -spytałam Wybraniec.
-Nie, niech on sobie tam całuje kogo chce, nie obchodzi mnie to. -odpowiedziałam zgodniee z prawdą. Ja po prostu byłam zazdrosna o to, że Lavender zabrała nam jakby przyjaciela. No i może też o to, że nawet Ron jest w szczęśliwym związku jak większość ludzi, tylko nie ja. Szliśmy dalej w tamtą stronę i zobaczyliśmy jak na niskim parapecie Gryfonka pochłania ustami twarz naszego przyajciela, po czym się przytulają, a na koniec on bierze ją na plecy.
-O przepraszam, idę się wyrzygać. -szepnęłam ze sztucznym uśmieszkiem i zawróciłam.

~*~

Harry ciągle chodził do dyrektora i oglądał wspomnienia. Okazało się, że nie bez powodu mamy Slughorn'a za nauczyciela. On jest tylko kolejnym pionkiem w drodze do celu, w drodze do pokonania Voldemorta. Mój przyjaciel ciągle wystawał pod jego gabinetem, albo próbował go złapać na korytarzu, tylko po to żeby zdobyć prawdziwe wspomnienie. Dni mijały, a czasu na misje Draco było co raz mniej. W końcu nadeszło święto, które przez jednych było uwielbiane, a przez innych znienawidzone. Jesteście w związku? Nie? To witam razem ze mną w tej drugiej grupie. Nadeszły Walentynki.


~*~

Z każdym dniem czułem się co raz gorzej. Nie sypiałem, mało jadłem i ciągle się przejmowałem, niczym Granger przed egzaminami. Zaczynałem się też przejmować, bo niektórzy zaczęli zauważać, że coś jest nie tak. Przez moje spotkania z Hermioną szafka powoli odzyskiwała moc, ale nadal to nie wystarczało. Ciągłe lekcje i praca w Pokoju Życzeń zaczynała mnie doprowadzać do załamania. Siedziałem właśnie w Pokoju Wspólnym i zastanawiałem się, co mogę zrobić żeby moja mała Gryfonka była bezpieczna. Znazy nie moja, po prostu... Długo nad tym wszystkim myślałem, bo co ja najlepszego narobiłem? Mój egoizm sprawił, że dziewczyna jest w jeszcze większym niebezpieczeństwie niż była. Tak pięknie wyglądała w Sylwester, zresztą ona zawsze pięknie wygląda. Najgorsze jest to, że nie chce tak myśleć, przecież jest tylko moją przyjaciółką. Prawda? To, że mi się podoba, i że jest pociągająca, i że się pięknie uśmiecha i w ogóle to wszystko co jest w niej piękne i doskonałe, nawet jej wady, wcale nie oznacza, że coś do niej czuję.
-O czym, myślisz, Smoku? -Zabni zapytał stojąc za kanapą. Lekko się wzdrygnąłem, bo wyciągnął mnie z moich rozmyślań.
-Tak, o niczym. -odparłem.
-Jasne, a ja jestem grzecznym chłopcem. -zadrwił siadając obok mnie na kanapie. -Pewnie myślisz o tym gdzie zabrać jutro Hermionę. -dopowiedział.
-Co? Jak to? Po co mam ją gdzieś jutro zabierać? -spytałem nie rozumiejąc.
-Chłopie, jutro Walentynki. -przypomniał mi.
-To jest święto zakochanych, a nie przyjaciół. -powiedziałem.
-Nie wmówisz mi, że między tobą, a Granger nic nie ma. -zaśmiał się.
-Nie muszę wmawiać, bo tak właśnie jest. My tylko czasem...
-Tak, wy tylko czasem. Ale te patrzenie się na siebie po dziesięć minut przy śniadaniu? To wszystko co was łączy jest skomplikowane i ja sam do tego doszedłem, ale Smoku to...
-Diable, o czym ty mówisz? Jeszcze pół roku temu się nienawidziliśmy. Z czegoś takiego nie ma miłości, jeśli oczywiście zakładamy, że jest coś takiego jak miłość. -odpowiedziałem, choć mówiąc szczerze mam ochotę zabrać gdzieś Hermionę. Ona na to zasługuje, a nie chcę żeby taki Cormac, czy iny dureń dotykali ją w taki sposób jak ja to robię.
-Od nienawiści do miłości cienka linia, Draco. Zapamiętaj. -powiedział po czym, poklepał mnie po ramieniu wstając. Zatrzymał się jeszcze na chwilę i dodał- I zaproś ją gdzieś, bo ja to zrobię. To, że nic do siebie nie czujecie nie zabrania wam zjeść razem kolacji i porozmawiać, już niech będzie, jako ,,przyjaciele” -mówiąc ostatnie słowo zrobił cudzysłów w powietrzu. Cholera, on ma racje. Za to wszystko co ona dla mnie robi, należy jej się odrobina przyjemności.

~*~

-Kupidyn tu idzie, matko chowajcie mnie. -powiedziała Ginny. Schowała się za moją gazetą i za Harry'm. Mały człowieczek podszedł do nas z opaską na biodrach, małym łukiem i wielką torbą, która waży chyba więcej niż on sam.
-Hermiona Granger? -zatrzymał się przy nas, zwrócił się do mnie, a ja wyplułam mój sok z szoku, że przyszedł on do mnie. Ginny ciekawsko wyjrzała zza gazety.
-Tak, to ja. -powiedziałam wycierając usta serwetką.
-Dwa listy do ciebie, czekoladki i bukiet czerwonych i białych róż. -powiedział monotonnym głosem. On też chyba nie przepada za Walentynkami. Wyciągnął bukiet róż, czekoladki i listy. Kwiaty pachniały pięknie, to moje ulubione. Rozejrzałam się po sali, żeby zobaczyć kto mi je wysłał, bo napewno patrzy na moją reakcje. Przyjęłam wszystkie rzeczy od dostawcy i nadal z bukietem w ręku, ponieważ chciałam czuć piękny zapach tych kwiatów, rozejrzałam się po sali. Mój wzrok spotkał się z jego szarymi tęczówkami. Uśmiechałam się promiennie, on trzymał łokcie na stole, dłonie miał złożone i zakrywał nimi uśmieszek. Puścił mi oczko, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, o ile to było możliwe. Szybko odwróciłam od niego wzrok, żeby nikt nie zaczął nic podejrzewać. Dałam bukiet Ginny, która chciała powąchać kwiaty i popatrzyłam na kartki. Jedna była w czerwonej kopercie, druga w srebrne. Od razu wiedziałam, którą otworzę pierwszą.

Hermiono!
Dziś święto zakochanych. Mimo, że my w sobie zakochani nie jesteśmy to zapraszam cię na kolację. Dziś wieczorem, o siódmej, pod Pokojem Życzeń. Strój oficjalny. Mam nadzieję, że kwiaty ci się podobają, a czekoladki posmakują.
                         Miłego dnia.
                           Twój Smok.

Patrzyłam na kartkę nie mogąc uwierzyć, że ten Draco zaprosil mnie na kolacje. Przecież on nie uznaje takiego święta jak Walentynki i doskonale wie o tym, że ja też nie. Jednak skoro zaprosił mnie na kolację, to grzechem by było się nie zgodzić. Ostatnio naparawdę nie mamy czasu na nic innego poza naprawą szafki, bo czasu jest coraz mniej, a my nie poczyniliśmy żadnych dużych kroków do przodu.
-Od kogo to? -zapytała moja przyjaciółka, patrząc mi przez ramię. Szybko schowałam liścik, żeby przypadkiem nie zobaczyła od kogo tak naprawdę jest.
-Nie wiem. -skłamałam- Ale od niego są też kwiaty i czekoladki.
-No to otwórz drugi list. -nalegała. Zanim to zrobiłam, ukradkiem spojrzałam na Draco i ledwo zauważalnie kiwnęłam głową. Chłopak uśmiechnął się, powiedział coś do Blaise'a,a ten się uśmiechnął i zaczął mówić oraz gestykulować. Draco śmiał się z niego, a ja wzięłam do przeczytania drugi liścik.

Hermionko!
Z okazji Walentynek pragnę ci wyznać moją nieprzemijającą miłość do ciebie, tym oto wierszem:
Od kiedy tylko cię ujrzałem,
nagle spoważniałem.
Twe oczy tak bystre,
co rano zaglądają w miskę.
Świetnie się z Tobą bawiłem
i oczom swym nie wierzyłem. 

Że istnieje tak piękna istota
co ma rudego kota.
Hermiono uczyń mi ten zaszczyt
i spotkaj się ze mną raz, dwa, trzy.
Czekam na ciebie przy bibliotece
i cały brokatem ze szczęścia się świecę.
                                                                                         Odważny Gryfon.

Ginny ryknęła śmiechem w tym samym czasie co ja. Harry Patrzył na nas zdziwiony. Żeby mu wytłumaczyć o co chodzi podałam mu list. Ginny płakała ze śmiechu, a ja próbowałam się opanować.
-To był najgorszy wiersz jaki przeczytałam. -mówiła Ginny przez łzy. Harry w końcu parsknął śmiechem.
-Ginny, przynajmniej ktoś chciał się postarać. -próbowałam być poważna, ale nie mogłam.
-Co to za teksty? ,,cały brokatem ze szczęścia się świecę?” Kto to pisał? -Harry też już się śmiał. Trwało to dosyć długo i chyba zwróciliśmy na siebie uwagę wszystkich w Wielkiej Sali. Spojrzałyśmy z Ginny na drzwi do sali i cała nasza trójka umilkła. Stał tam Cormac, z brokatem we włosach. Patrzył na mnie morderczym wzrokiem. Chyba się domyślił z czego się śmialiśmy. Oburzony zawrócił i ruszył w stronę schodów, a my znowu parsknęliśmy śmiechem.

~*~

-Jak myślisz, czemu nie pokazała nam drugiego listu? -zapytał Harry, a ja nadal byłam rozbawiona wierszem McLaggen'a.
-Może nie był tak śmieszny jak ten od Cormaca? - wytarłam łezkę śmiechu.
-Nie, ale pytam poważnie. Zauważyłaś coś dziwnego?
-Szczerze, to... Malfoy dziwnie się na nią patrzył. -odpowiedziałam.
-Jak to Malfoy? Chyba nie myślisz, że...
-Nie, na pewno nie. Nie uśmiechałaby się tak bardzo. Przecież widziałeś jak się cieszyła, jak małe dziecko na Wigilię. -powiedziałam pewna swoich słów.
-Myślę, że to może mieć związek z tym jej dziwnym zachowaniem. -wyjaśnił Harry.
-Jeśli ma, to już ja się dowiem co Hermiona przed nami ukrywa. -postanowiłam.

~*~

Pół godziny przed spotkaniem z Draco, opuściłam Pokój Wspólny. W torbie miałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy: sukienkę, buty, kosmetyki i oczywiście różdżkę. Nikomu nie powiedziałam gdzie idę, bo musiałabym się pewnie gęsto tłumaczyć z tej randki. Chociaż chwila, to randka? Taka jak wtedy gdy kończyły się wakacje? Weszłam do łazienki na siódmym piętrze, skąd będzie mi blisko na miejsce spotkania. Przebrałam się, a torebkę przetransmutowałam w małą czarną kopertówkę. Założyłam czarne szpilki i zabrałam się za makijaż. Postanowiłam podkreślić oczy i usta. Włosy upięłam w elegancki kok, ale wypuściłam kilka pasemek, żeby swobodnie wisiały. Kopertówkę potraktowałam zaklęciem zmniejszajaco-zwiększającym, aby zmieścić w niej wszystkie rzeczy. Popatrzyłam na siebie w lustrze i uśmiechnęłam się. Nie chcę być nie skoromna, ale wyglądam świetnie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz tak wyglądałam. Czerwona sukienka z rozcięciem i bez ramiączek oraz z dużym dekoltem na plecach idealnie podkreślała moje atuty. Byłam dumna z tego, że ją kupiłam. Zauważyłam, że jestem lekko spóźniona, no ale co mam się przejmować, przecież stąd do gobelinu z Barnabaszem Bzikiem i trollami był dosłownie kawałeczek. Odetchnęłam głęboko, bo zaczęłam się stresować i wyszłam z łazienki. Skręciłam w lewo i od razu go zobaczyłam. Draco stał przed ścianą Pokoju Życzeń i wyglądał olśniewająco. Na sobie miał szary garnitur, granatową koszulę i do tego srebrny krawat. Włosy miał w naturalnym nieładzie, a oczy błyskały mu ekscytacją. Gdy usłyszał moje szpilki, skierował spojrzenie na mnie. Głęboko wciągnął powietrze i podziwiał moją pracę. Jego oczy sunęły od czubków moich butów po twarz i włosy. Stanęłam przed nim.
-Czekam na to, gdzie zamierzasz mnie zabrać. -powiedziałam cicho rozglądając się po korytarzu. Tak, były Walentynki, więc zamek był prawie pusty, ale nigdy nic nie wiadomo.
-O tak, racja. -wyrwał się ze swoich myśli. Przeszedł trzy razy wzdłuż ściany i przed nami ukazały się drzwi. Zaproponował mi ramię, a ja je przyjęłam. Później przeszliśmy przeze drzwi. Naszym oczom ukazał się pokój, w którym na środku stał okrągły stolik z dwoma nakryciami i świecami, które dawały jedyne światło na pomieszczenie. Pod ściana stał szwedzki stół, a naprzeciwko drzwi wejściowych były dwie pary drzwi. Nie pytałam czym są, choć domyślałam się, że to łazienki. Było tu naprawdę bardzo przytulnie i pięknie. Nie mogłam się doczekać, żeby zająć miejsce i móc ten czas spędzić z Draco.

~*~

Widziałem tańczące iskierki w jej oczach. Doskonale widziałem, że jej się spodoba. Poprowadziłem ją do szwedzkiego stołu, a sam zabrałem z niego butelkę czerwonego wina i zaniosłem na nasz stolik. Dziewczyna wybrała nam obojgu jedzenie i ustawiła je przy naszych miejscach. Podziękowałem jej uśmiechem i odsunąłem jej krzesło. Gdy zajęła miejsce, zacząłem otwierać wino, które nalałem do kieliszków, a następnie sam usiadłem na swoim miejscu.
-Pięknie wyglądasz. -powiedziałem. To chyba było za mało, żeby opisać to jak naprawdę wyglądała. Była taka elegancka, a zarazem tak bardzo seksowna i kobieca, gdy od razu ją zobaczyłem kolana mi zmiękły.
-Dziękuję, ty też się postarałeś. -odpowiedziała. To prawda, długo zastanawiałem się co mam założyć, tak aby dopasować się do niej.
-Więc, jak spędziłaś dzień? -zapytałem biorąc pierwszy kęs do ust.
-Całkiem dobrze. Nie tylko ty coś do mnie wysłałeś. Widzisz masz konkurencje. -uśmiechnęła się uwodząco. Czy ona flirtuje ze mną? Czy powinienem podjąć tę grę?
-Jednak muszę mieć coś co cię przyciąga, skoro spośród wszystkich kandydatów wybrałaś właśnie mnie. -wyzwanie podjęte.
-Możliwe, że masz. -przygryzła wargę i spojrzała na mnie spod rzęs. Czemu ona jest taka gorąca?
-W takim razie wznieśmy toast za naszą randkę. -powiedziałem. Tak, czuję, że to jest nasza kolejna oficjalna randka. Nie jestem w stanie się na nią napatrzeć, jej osoba całkowicie mnie omamia.
-Przyjaciele chyba nie chodzą na randki. -powiedziała stukając się ze mną swoim kieliszkiem.
-W takim razie kim jesteśmy? -spytałem. Złapaliśmy po łyku wina. Nie oczekiwałem żadnej odpowiedzi, bo coś mi się wydawała, że ona tak samo jak ja nie ma pojęcia kim jesteśmy. Naprawdę nie miałem pojęcia co mam odpowiedzieć, chociaż mocno chciałem to zrobić. Hermiona chyba wyczytała to z moich oczu, bo nachyliła się nad stołem i szepnęła:
-Chcesz znać sekret? -nachyliłem się do niej -Ja też nie wiem. -odpowiedziała. Zaśmialiśmy się, bo co mieliśmy zrobić? Oczywiście, ona bardzo mi się podoba, jest cholernie przepiękna i inteligentna, a dodatkowo jej śmiech wywołuje mój śmiech. Ona mnie zmieniła ze szczeniaka, który gardził praktycznie wszystkimi w mężczyzne, który wie czym jest szacunek. To dzięki niej i mojej matce. To one obie, nie postawiły na mnie krzyżyka. One mnie wspierają jak nikt inny. One są siłą, która nie pozwala mi upaść. Gdybym ich nie miał, już dawno bym się poddał. W takim razie kim jest dla mnie Hermiona? Wiem, że nie traktuje jej tylko jak przyjaciółkę, jest dla mnie zdecydowanie kimś więcej.
-Bardzo dobre wino. -powiedziała odwracając moją uwagę od rozmyślań.
-Racja, wyjątkowo dobre. -odpowiedziałem.
-Jak myślisz, co będziemy robić za rok? -zapytała, a ja się cały spiąłem. Zauważyła to, bo dodała. -Znaczy wiem... Może cię tu wtedy nie być, a ja, Harry i... Nie mam pojęcia co może się wydarzyć jutro, a ja chcę znać tak daleką przyszłość. To chore.-zakończyła. Nie wiem gdzie będę za rok, ale wiem gdzie chciałbym być. Chciałbym być przy niej.

~*~

Po kolejnej, nieudanej próbie wyciągnięcia prawdziwego wspomnienia od Slughorn'a udałem się zrezygnowany do dormitorium. Minąłem po drodze kilku znajomych, a w Pokoju Wspólnym wypatrywałem Hermiony i Rona. Żadnego z nich nie było, nawet Ginny. Romilda Vane siedziała przy oknie. Uśmiechnęła się do mnie, a ja to odwzajemniłem. Miła dziewczyna i ładna, ale nie na tyle, żebym mógł wchodzić z nią w głębsze relacje niż ,,cześć”. Poszedłem krętymi schodami do naszej sypialni. Może tam będzie Ron? Nie myliłem się. Weasley siedział, na ziemi po turecku, wpatrzony w okno.
-Ale piękny ten księżyc. -powiedział gdy podszedłem bliżej. -Cudowny. -dodał nadal na mnie nie patrząc. Czy coś mu się stało?
-Normalny. -czy on coś pił? Wszędzie dookoła niego było pełno papierków po czekoladkach, więc się odezwałem:
-Widzę, że się dorwałeś do cudzych czekoladek. -Ron na te słowa wstał odwrócił się w moją stronę. -Leżały na twoim łóżku. -powiedział z uśmiechem i pudełkiem po czekoladkach w kształcie serca w rękach -Więc spróbowałem jedną. Prychnąłem pod nosem.
-Chyba dwadzieścia.-Ron stanął jak mały, nieporadny chłopiec i rzekł:
-Słuchaj, ja ciągle o niej myślę.
-A mnie się zdawało, że już cię zaczynała wkurzać. -powiedziałem przypominając sobie naszą ostatnią rozmowę o Lavender i o tym, że rudzielec ma jej już dosyć. Usiadłem na swoim łóżku, a Ron szybko się do mnie dosiadł ze słowami:
-Ona nigdy mnie nie wkurzy. -speszył mnie tym jak blisko mnie usiadł -Chyba ją kocham. -dodał z uśmiechem. Patrzyłem na niego jak na wariata, a on na potwierdzenie swoich słów pokiwał głową.
-To... dobrze. -powiedziałem. Chyba jednak Ron wypił coś i tego są skutki -To... cudownie. -powiedziałem, zarabiając tym trochę czasu. Wstałem z łóżka.
-Czy ona wie, że istnieję? -spytał mnie przyjaciel. O czym on gada?
-Jak miałaby nie wiedzieć? -powiedziałem siadając na drugim łóżku -Całujecie się już ze trzy miesiące.
-Całujecie? -rudzielec się zdziwił -O kim ty mówisz?
-A ty o kim mówisz? -spytałem, bo nie bardzo wiedziałem co się właśnie dzieje.
-O Romildzie, oczywiście. -powiedział jakby to było oczywiste -O Romildzie Vane. -on chyba zgłupiał. Nie wiem co on próbuje teraz wymyślać, ale wolę nawet nie wiedzieć.
-Dobra, bardzo śmieszne. -powiedziałem wstając z łóżka z zamiarem pozbierania papierków z podłogi. Ron wstał i rzucił we mnie pustym, pudełkiem po czekoladkach.
-Ał, a to za co? -zapytałem łapiąc się za bolące miejsce.
-Ja nie żartuję! Jestem zakochany. -krzyknął.
-No dobra, jesteś zakochany. A spotykacie się? -zadałem pytanie. Ta sytuacja coraz mniej mi się podobała.
-Nie. -odpowiedział zasmucony, ale nagle wpadł na pomysł -To ty mnie przedstawisz. -nic na to nie odpowiedziałem, a Ron wrócił do okna i wpatrywał się w księżyc. Zauważyłem na swoim łóżku kartkę. Była od Romildy, o tym, że za mną szaleje i, że przysyła czekoladki na osłodę. Wszystko wiadomo. Ron napoił się eliksirem miłosnym Romildy, która chciała nim napoić mnie. Cudnie. Jednak dostrzegłem w tym pewną szansę. Podszedłem do Rona i powiedziałem:
-No to chodź, poznam cię z tą twoją Romildą.

~*~

Zaprowadziłem Rona do nauczyciela eliksirów. Zapukałem do jego drzwi.Gdy otworzył okienko, powiedziałem:
-Przepraszam, że niepokoję, ale to sprawa wielkiej wagi.
-Gdzie Romilda? -zapytał zawiedziony. Gryfon za moim plecami. Miałem ochotę się zaśmiać, ale w tej sytuacji to odpada. Slughorn popatrzył na niego dziwnie.
-A z tym do licha co się dzieje?
-Połknął eliksir miłosny. -szepnąłem najciszej jak się da.
-W takim razie wprowadź go.
Obaj weszliśmy do środka, a profesor podszedł od razu do swojego kuferka na składniki.
-Masz taki talent, że chyba sam poradziłbyś sobie z remedium.
-Myślę, że chyba tu potrzebne jest większe doświadczenie. -powiedziałem, a Ron przytulił profesora. Dobrze, że to nie Snape.
-Cześc kochanie, dasz buzi? -spytał rudzielec. Chciałem parsknąć śmiechem, ale z trudem się powstrzymałem.
-Chyba masz rację. -westchnął profesor patrząc na mnie. Zabrałem Rona na kanapę, aby nie przeszkadzał Slughorn'owi.
-A przy okazji, przepraszam panie profesorze za to nieporozumienie dzisiaj.
-E, nic się nie stało. Było, minęło i tyle. -powiedział podając mi szklankę. Wszystko później potoczyło się bardzo szybko. Ron spadł z kanapy, wypił antidotum, a później chcieliśmy się napić napoju, który zaoferował nam nauczyciel, a później mój przyjaciel padł. Zareagowałem natychmiast, biegnąc po bezoar. To go uspokoiło. Oj Ron, dziś masz pecha.

~*~

Kończyliśmy trzecią butelkę wina, a ja muszę przyznać, że jestem pijana. Zdecydowanie, butelkę temu przekroczyłam moją granicę. Jak się okazało za jednymi drzwiami w pokoju Przychodź- Wychodź była łazienka, a za drugimi sypialnia. Czyżby Draco przewidział, że się upiję? Oboje leżeliśmy na łóżku pijąc wino, zdjęłam buty, bo zaczęły mnie obcierać. Śmieliśmy się właśnie ze wspomnień z wakacji.
-A pamiętasz wtedy nad jeziorem? -zapytał. Złapałam łyk wina i powstrzymując śmiech przełknęłam trunek. On nie miał na sobie już marynarki, bo chcieliśmy żeby było nam po prostu wygodniej. Tyle rzeczy się zmieniło od czerwca, tamtego roku, że czuję się jakbym była w innym życiu.
-Cholernie dobrze wyglądasz w tej sukience. -powiedział Draco. On też był podpity i było to widać. Jednak kimże bym była gdybym nie podjęła jego gry?
-Myślałam, że lepiej wyglądam bez. -odpowiedziałam patrząc na niego i właśnie wtedy rozpuściłam włosy. Chłopak odstawił swój kieliszek na szafkę nocną.
-Nie rób tego. Prowokujesz mnie. -powiedział cicho, patrząc mi w oczy.
-Wybacz, naprawdę. Robię to nieświadomie. -powiedziałam i całkowicie świadoma moich poczynań, przygryzłam wargę. Wiedziałam do czego chcę doprowadzić. On nie był dla mnie obojętny. Draco nawet nie wie ile dla mnie zrobił. Nie wiem co sprowadziło go w moje życie, ale wiem, że nie był to przypadek. Tak miało być. Tyle mu zawdzięczam. To właśnie on pomógł mi uporać się ze śmiercią Jaspera i Rey. Gdyby nie on, nie wiem gdzie bym teraz była. Jednak chłopak postanowił mi pomóc, zmienił się, zaczął szanować innych i właśnie tym mi zaimponował. Uważam, że wtedy na tej imprezie, zrobiłam jedną z najlepszych rzeczy w życiu, wyciągnęłam do niego rękę. Te wakacje były jednymi z najlepszych jakie miałam. Ale właśnie, kim dla siebie jesteśmy? Draco jest bardzo przystojny, pociągający, mądry, troskliwy i... po prostu jest.
-Hermiona, naprawdę jeśli zaraz nie przestaniesz, pocałuję cię. -ostrzegł. Jakby miał to zrobić pierwszy raz, no proszę was.
-Czemu jeszcze tego nie zrobiłeś? -zapytałam. Właśnie wtedy mnie pocałował. Jego wargi były miękkie i wilgotne od wina, którego smak mnie nakręcał. Draco i wino, od dziś mój ulubiony smak. Chłopak nie przestawał, położył dłoń na moje odkryte udo. Jego dotyk rozpalił mnie do żywego. W podbrzuszu czułam narastające ciepło i napięcie. Pociągnął mnie pod siebie, a ja wyczuwając jego erekcje przez materiał majtek, jęknęłam. Czemu on musi być taki idealny? Pragnęłam jego dotyku, na każdym możliwym skrawku mojego ciała, pragnęłam jego, teraz, jutro i za dziesięć lat. Moje ręce bawiły się z guzikami jego koszuli, ale za długo to trwało, więc po prostu pociągnęłam za oba jej końce. Każdy guzik poleciał w inną stronę. Draco zaśmiał się:
-To była moja ulubiona koszula, Granger. -pocałował mnie. Nawet moje nazwisko w jego ustach brzmi idealnie.
-Zamknij się, Malfoy. -powiedziałam między pocałunkami.
-Masz rację, zdecydowanie dużo lepiej wyglądasz bez tej sukienki. -odpowiedział i zaczął rozpinać zamek mojej sukni. Gdy już się z nią uporał, a ja zostałam w bieliźnie, on natomiast w spodniach moje chęci wzrosły. Chciałam go teraz, natychmiast. Draco ponownie nade mną zawisł i zaczął całować moją szyję. Rozpięłam pasek jego spodni, ale zdjęcie ich było już kłopotliwe. On zdjął mój stanik i całował moje piersi. Robił to tak doskonale, że ciężko było mi nie jęknąć. Wpięłam dłoń w jego włosy i przyciągnęłam go do siebie z uśmiechem. Spodnie zdjął razem z bokserkami, a później, potoczyło się jak zawsze. Wszedł we mnie szybkim ruchem, ale nie narzucił szybkiego tempa, dając mi się przyzwyczaić. Później, jego biodra poruszały się coraz szybciej. Czułam go w całym podbrzuszu. To było tak cudowne uczucie, mogłabym robić to z nim cały czas. Moje jęki napędzały go. Jęczałam mu do ucha i drapałam plecy z rozkoszy, wiedziałam, że on to lubi. Tak samo jak on mnie, tak ja jego zaczęłam oznaczać malinkami na szyi i torsie. Nie zastanawiam się nad tym co zrobię jutro. Chrzanić to. Nasze ciała były idealną jednością. Czułam, że zbliżam się na szczyt, tak samo jak on. Jego intensywniejsze ruchy, w końcu doprowadziły mnie do szaleństwa. Chłopak doszedł chwilę po mnie. Jak zawsze padliśmy obok siebie, próbując złapać oddech. Popatrzyliśmy sobie w oczy i zaśmialiśmy się. Oboje weszliśmy pod kołdrę, a Ślizgon zdmuchnął świeczki. Miałam gdzieś co będzie jutro, ważne jest to, co jest tu i teraz. Pocałował mnie jeszcze raz, a ja przysięgam, że nie ma lepszych doznań na świecie niż on obok mnie. Przyciągnął mnie do siebie, a ja zmęczona położyłąm głowę na jego klatkę piersiową. Złożył pocałunek na czubku mojej głowy i powiedział:
-Byłaś cudowna. Dobranoc złośliwa Gryfonko. -zaśmiał się i przytulił mnie mocniej.
-Ty też. -odparłam z uśmiechem. -Dobranoc okropny Ślizgonie. -dodałam. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że kocham Dracona Malfoy'a.

~*~

Jej drobne ciałko idealnie pasowało do mojego. Ta dziewczyna nie przestanie mnie zadziwiać. Nigdy nie spodziewałem się, że na swojej drodze spotkam kogoś tak cudownego jak ona. Jest moim promykiem nadziei w najbardziej pochmurne dni. Nigdy tego nie planowałem, samo wyszło, ale to najlepsza rzecz jaka mi się przytrafiła. Chcę móc już zawsze mieć ją blisko siebie. Gładziłem ręką jej nagie plecy, gdy jej oddech się wyrównał. Zasnęła, moja kochana... Radość sprawia mi sama jej obecność. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że kocham Hermionę Granger. 

~*~

To tyle jeśli chodzi o ten rozdział. Dajcie znać w komentarzach czy wam się podobało. 
Do następnego Misie! 
Kocham was!  

 

sobota, 20 stycznia 2018

Rozdział 6 - ,,Nic nie dzieje się dwa razy tak samo"

Misiaczki! 
Chyba was rozpieszczam, kolejny rozdział? tak szybko i bez dnia spóźnienia? No jak widać się udało. Rozdział nie jest taki jaki chciałabym żeby był, ale w te czy we w te jestem z niego zadowolona. Wszystkie wcześniejsze rozdziały i prolog zostały przeze mnie sprawdzone, więc błędów tam już raczej nie ma. Tego rozdziału jeszcze nie sprawdziłam, ale zrobię to zaraz jak wezmę się za pisanie następnego rozdziału. Nie chcę zapeszać, ale może uda się mi go wstawić do końca stycznia :3 
Dobrze to na tyle, nie będę się już rozpisywać. Zapraszam do odsłuchania piosenek, które towarzyszyły mi przy pisaniu tego rozdziału. 
Miłego czytania Miśki <3 
  


Rihanna - California King Bed                                         keen'v - DIS MOI OUI


Feder feat. Alex Aiono - Lordly                                  Kings Of Leon - Sex on Fire        


                   Beyoncé - Crazy in Love (From the ''Fifty Shades of Grey'')                         


~*~



Oglądając się za siebie sprawdzałam czy nikt mnie nie śledzi, ostrożność przede wszystkim. Musiało się coś wydarzyć skoro Draco napisał mi wiadomość i prosi o spotkanie, bo wyraźnie przecież ustaliliśmy, że mamy się nie spotykać, wręcz unikać się nawzajem. Przy okazji zwracałam uwagę na to czy nie mijam Harry’ego, bo nadal zastanawiam się gdzie i po co poszedł. Bardzo się o niego martwię, po tym jak Syriusz umarł, Harry stał się inny. Każdy z członków Zakonu wie, że możemy ufać garstce ludzi, a jeszcze na mniejszej liczbie możemy polegać. Harry zdecydowanie chce pomścić Syriusza, wiem jak ciężka jest strata kogoś bliskiego, a on już nie raz z tą stratą się spotkał. Nikomu nie życzę takich przeżyć jakich doświadczył mój przyjaciel. Z Harry’m i obawą o Dracona, dotarłam do wagonu bagażowego. Weszłam niepewnie do środka i zauważyłam mnóstwo kufrów, paczek i innych toreb. Z końca przedziału było słychać niektóre zwierzęta, przynajmniej nie hałasowały mocno. Wszystko jest tak jak powinno być, ale gdzie jest Malfoy? Nieświadoma niczego rozglądałam się dalej zagłębiając się w wagon i nagle czyjaś ręka zasłoniła moje usta. Poczułam jak silne ramiona mnie unieruchamiają, a ja nie mogę krzyczeć. Perfumy mojego oprawcy dotarły do moich nozdrzy i już wiedziałam, więc zaczęłam się mocniej szarpać.
-Przestań, Granger. Po co się szarpiesz? Wiesz, że jestem silniejszy. -usłyszałam jego głos w moim uchu. Zaciągnął mnie do naprawdę odgrodzonej przestrzeni w wagonie, bagaże były tak poustawiane, że nikt nas nie mógł na pierwszy rzut oka zauważyć. Cóż, sprytny zabieg. Wtedy mnie puścił i odsunął się.
-Po cholerę to było Malfoy? -odwróciłam się w jego stronę, lekko zdenerwowana.
-Żebyś nie gadała i żeby było szybciej. -odparł siadając na jednym z kufrów.
-A nie można było grzeczniej? Na przykład ,,Cześć Hermiono, schowajmy się za kuframi.” Prawie dostałam zawału. -powiedziałam siadając naprzeciw. Moje serce powoli zaczynało bić w normalnym rytmie.
-Było by nudno i mogłabyś mieć jakieś ,,ale”, zresztą jak zawsze. -wyjaśnił śmiejąc się z mojej przesadnej reakcji.
-Cholera wie kto mógł się pod ciebie podszyć, żeby mnie tu zwabić i zabić, a ty mi mówisz, że chciałeś sobie urozmaicić spotkanie. -zdenerwowałam się.
-Możemy zrobić to inaczej. -powiedział ruszając sugestywnie brwiami.
-Chciałbyś, zapomnij kretynie. -prychnęłam
-To nie jest to co mówiłaś tydzień temu. -użył swojego argumentu, który swoją drogą był całkiem trafiony.
-Dobra. Zamknij się. Mów co się dzieje. -powiedziałam zakańczając tamten krępujący temat. Chłopak westchnął głośno i podrapał się po głowie jakby nie wiedząc od czego zacząć. Czyli to wcale nie było dla jego zabawy, a mojego strachu! To było dlatego, że on odwlekał to o czym chciał porozmawiać! Widziałam na jego twarzy kilka emocji naraz, najpierw zmieszanie, zastanowienie i na koniec strach, autentycznie się czegoś bał. Postanowiłam mu pomóc.
-Więc o co chodzi, Draco? -zapytałam kładąc mu dłoń na ramieniu w celu dodania otuchy.
-Ja... Nie wiem od czego mam zacząć.. -wytłumaczył się patrzą za okno.
-Może od początku? -zachęciłam go.
-No dobrze. -westchnął.
-Jeśli będzie ci łatwiej to nie patrz na mnie, patrz gdzieś indziej. -zaproponowałam, doskonale wiem, że tak jest łatwiej. Kiedy już myślałam, że skorzystał z mojej rady, on odwrócił się i popatrzył mi w oczy.
-Wiem, że ty, Potter i Łasic śledziliście mnie i matkę. -powiedział, a ja lekko się zdenerwowałam -Wszyscy o tym wiedzieliśmy. Po prostu... Trzymaj Potter’a krótko, Hermiono. Niech się nie miesza w nie swoje sprawy. -powiedział łagodnie.
-Co masz na myśli? -zaczęłam się stresować, bo coś jest poważnie nie tak jak powinno.
-Jeśli nie chcesz, żeby Wybrańcowi stałą się krzywda to niech zajmie się sobą.
-Czy ty mi teraz jakby grozisz? -teraz zaczęłam się wkurzać.
-Nie! Chodzi mi o to, że... -zatrzymał się i nie wiedział jak ma dobrać słowa.
-No o co chodzi, Draco?! -podniosłam się.
-Mam zadanie rozumiesz?! -on też wstał z miejsca i stał naprzeciw mnie -Mam zadanie i od niego zależy wszystko. -powiedział,a w jego głosie dało się wyczuć coś na wzór rozpaczy.
-Co się dzieje Draco?! Czego mi nie mówisz? -spytałam powoli schodząc z tonu i zbliżając się do niego.
-Nie musisz o wszystkim wiedzieć i lepiej żebyś nie wiedziała. -odpowiedział.
-Jesteśmy przyjaciółmi, pamiętasz? Możesz mi powiedzieć o wszystkim. -powiedziałam i stałam dosłownie przy nim, nasze klatki piersiowe się stykały.
-Nie mogę, nie o tym. Nie mogę cię narażać. Najlepiej będzie jeśli... -znowu zbrakło mu słów, albo odwagi żeby dokończyć zdanie. Był taki bezradny, było po nim widać, że coś złego się dzieje. Działo się z nim coś co nie powinno widać, że coś go mocno gryzło. Nie wiem co mnie napadło, bo obiecaliśmy sobie zupełnie co innego, ale nie mogłam znieść tego widoku, tego jak bardzo jest złamanym człowiekiem, tego jak bardzo zmienił się przez ledwo tydzień. Nie mogłam patrzeć jak bardzo boli i przeraża go sytuacja, w której się znalazł. Wiem, że było mu dwa razy ciężej, bo jedyne kogo miał to Blaise’a, a cała jego wakacyjna grupka... Nie mogliśmy mu z tym pomóc. Po prostu stanęłam na palce i przyciągnęłam jego głowę do swojej. Nasze oddechy zmieszały się, a wargi spotkały w pocałunku. Przelał do tego zbliżenia cały ból, żal i niepokój jaki się w nim zbierał. To nie był jedne z tych delikatnych pocałunków, tylko jeden z tych emocjonalnych, w którym jedno chce porozumieć się bez słów. Ja starałam się przekazać mu jak najwięcej troski i wsparcia, udowodnić mu, że ma mnie i zawsze może na mnie liczyć. W pewnym momencie przerwał pocałunek. Odsunął mnie lekko i zamknął oczy, musiał opanować emocje, wiedzę po nim jak się wzbrania przed prawdziwym sobą, tym którego miałam okazję poznać.
-Najlepiej będzie jeśli będziesz trzymała się ode mnie z daleka. -powiedział nadal nie otwierając oczu -Nie chcę żeby miało się to wydać, a tym bardziej żeby coś ci się stało. -te słowa tak bardzo mnie zabolały, jakby moje serce rozpadło się na milion części. Wiecie jakie to złe uczucie, gdy widzicie, że wasz przyjaciel cierpi, jak widzicie, że sobie nie radzi, a wy nic nie możecie zrobić? Właśnie wtedy serce może wam się złamać. Jeśli wiecie, to współczuję, jeśli jeszcze nie to radzę żeby być gotowym. Ale czy na coś takiego można się przygotować?
-Co? O czym ty mówisz? -zapytałam łamiącym się głosem.
-Po prostu myślę, że wraz z wakacjami powinniśmy naprawdę przestać się w jakikolwiek sposób kontaktować. -powiedział patrząc mi w oczy, a jego były puste i zimne, takie jakie były gdy pierwszy raz na niego wpadłam na początku wakacji.
-Przecież ograniczymy kontakty, ale chyba nie ma powodu do... -zaczęłam głębiej łapać powietrze. Atak paniki za 3... 2... 1...
-Myślę, że jest powód. Po prostu chcę cię prosić żebyś przestała się mną interesować. Przestań szukać kontaktu i najlepiej zapomnij o wszystkim co się wydarzyło. -wytłumaczył, a ja poczułam, że całkowicie się rozpadam. Było mi ciężko oddychać i powstrzymywać łzy.
-Czemu to robisz?! -zadałam pytanie podnosząc ton i odsuwając się lekko od niego.
-Teraz nie rozumiem. -powiedział patrząc na mnie.
-Oh, a ja myślę, że doskonale rozumiesz. -oznajmiłam puszczając pierwsze łzy -Czemu znowu mnie ranisz? Po co chcesz mnie od siebie odsunąć?! Po co mnie ranisz, żeby się odizolować? Zawsze tak robiłeś i oboje o tym wiemy! Nie przerywaj mi! -krzyknęłam gdy zobaczyłam, że otwiera usta w celu odpowiedzi - Co takiego się stało, że znowu chcesz mnie ranić? Co ci zrobili? Wyprali ci mózg, znowu? -zapytałam tym razem do niego podchodząc, miałam w tym większy cel. Złapał mnie za ramiona, widziałam jak moje słowa w niego uderzają, to był jego słaby punkt. Mimo, że znowu chciał założyć przy mnie maskę, to ja doskonale widziałam, że skutecznie mu to uniemożliwiałam.
-Przestań! -krzyknął lekko mną potrząsając, to nie bolało i wiem, że nie zrobił tego żeby mnie skrzywdzić. Po prostu chciał żebym ja przestała, bo wiedział, że ja mam rację. Doskonale to było widać. Zaraz, na której ręce Śmierciożercy mają Mroczny Znak? Na lewej. Łzy potoczyły się po moich policzkach, a ja złapałam go za lewą rękę i dotknęłam jego przedramię. Zanim się zorientował ja podciągnęłam mu rękaw marynarki. Zamarłam kiedy moje najgorsze przypuszczenia się sprawdziły. Po moich policzkach spłynęła obfita fala łez, a ja, jeśli to możliwe, rozpadłam się w środku po raz kolejny tego dnia. Odsunął się ode mnie i poprawił rękaw. Był zły i przerażony. Nie wiedziałam jak mam zareagować. Harry to podejrzewał, ja tak naprawdę też z tą różnicą, że ja nie chciałam w to wierzyć. Wtedy właśnie to się stało, założył na siebie cholerną maskę drania ze Slytherinu i nieczułego Śmierciożercy.
-Nie dotykaj mnie durna sz... -zakończył gdy zbrakło mu odwagi.
-No powiedz to! Powiedz, że jestem szlamą! No dalej! -krzyknęłam bijąc go pięściami po torsie, choć doskonale wiedziałam, że nic mu się nie stanie. Wpadłam w szał i on o tym wiedział.
-Przestańcie wtykać nos w nie swoje sprawy. -powiedział i odwrócił się z zamiarem odejścia.
-Wiedziałam, że tak będzie. Już wtedy u ciebie wiedziałam, że z powrotem ci cię zabiorą. Jesteś egoistą, bo myślisz tylko o tym żeby to ciebie nikt nie skrzywdził, nawet nie bierzesz pod uwagę tego, że nie jesteś z problemami sam i ja bym ci pomogła wiesz o tym. Ale ty wybierasz głupszą drogę. -powiedziałam na zakończenie, a on odwrócił się do mnie.
-Głupia przyjaciółeczka Pottera nie będzie mi mówić co i jak mam robić. Arystokraci nie słuchają się szlam. -powiedział na odchodne, a po całym wagonie rozległ się głośny plask. Jego policzek pulsował od mojej dłoni, która przed chwilą tam wylądowała. Nadal policzki miałam mokre od łez, ale udawałam w tym momencie silną.
-Nigdy więcej tak na mnie nie powiesz, a teraz wyjdź stąd i wracaj do swojego wagonu. Jesteśmy kwita, masz rację, będzie lepiej jeśli tak to zakończymy. -powiedziałam gorzko. Popatrzył na mnie z taką rozpaczą, którą chciał ukryć, że mało co bym się nie złamała. Niestety on sam musi dojrzeć do tego, że jego decyzja jest zła. Nie zabolały mnie jego słowa, ale to, że on rzeczywiście ze strachu o mnie stara się mnie odizolować, boli mnie to, że tak bardzo się boi. Patrzył na mnie i nie wiedział co ma zrobić, dlatego w końcu się wycofał bez słowa. Patrzyłam na miejsce, w którym zniknął i tylko nasłuchiwałam, aż drzwi się za nim zamkną. Gdy usłyszałam trzask drzwi i jego kroki ucichł odetchnęłam ze łzami. Usiadłam na ziemi i rozpłakałam się jeszcze mocniej. Jak można było zrobić coś takiego, komuś takiemu jak on? Cały przedział wypełnił mój szloch mieszający się z odgłosem kół maszyny na torach i odgłosami niektórych zwierząt. Co oni ci zrobili, Draco?

~*~

Po tym wszystkim co Hermiona mi powiedziała postanowiłem wrócić do swojego przedziału. Trochę ochłonąłem w łazience, a zbyt podejrzane będzie jeśli zaraz nie wrócę. To było dla mnie tak ciężkie, nawet nie mogłem utrzymać emocji na wodzy. Wszedłem do przedziału i wszystkie oczy skierowały się na mnie, czuję jak na mnie patrzą, niektóry z podziwem inni ze strachem, ale tak było zawsze. Już chciałem siadać, kiedy cały przedział wypełniła ciemność, usłyszałem odgłosy zdziwienia wszystkich, ale co to do cholery było?
-Co to było? Blaise? -zapytałem odwracając się do moich przyjaciół.
-Spokojnie, pewnie pierwszoroczniacy się wygłupiają. -powiedziała Pansy wstając -Chodź Draco, siadaj. Zaraz będzie Hogwart. -wiedziałem, że miała rację. Nie powinienem dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Rozejrzałem się jeszcze niepewnie po przedziale i usiadłem na swoje miejsce naprzeciwko Blaise’a i Pansy.
-Hogwart, żałosna imitacja szkoły -powiedziałem. Tym razem nie będę się czuł w Hogwarcie jak w domu, będzie zupełnie inaczej. -Rzuciłbym się z Wierzy Astronomicznej, gdybym miał tu siedzieć jeszcze dwa lata. -zdecydowanie będzie to za trudne, skoro codziennie będę musiał mijać ją na korytarzu bez słowa czy spojrzenia.
-Ale co to ma znaczyć? -zapytała Pansy kładąc ręce na stolik.
-Na razie tyle, że nie będę marnował cennego czasu na siedzenie na zajęcia. -zdecydowanie nie mam czasu na zajęcia przez dane mi zadanie. Diabeł parsknął śmiechem.
-Bawi cię to Blaise? Wyjdę na tym lepiej niż ty -syknąłem w jego stronę. On wiedział co mam na myśli. Wtedy usłyszałem coś nad sobą i zauważyłem kawałek buta, który nagle znika. To znaczyło, że ktoś siedzi na miejscu na bagaże podręczne i wiem kto to jest. Potter. Wyraźnie przecież powiedziałem Hermionie żeby go pilnowała.

~*~

Gdy zajechaliśmy na stację w Hogsmed było już ciemno, pociąg stawał i przez okno zobaczyłem tego gajowego, który będzie odbierał pierwszoroczniaków. Nie mogłem jeszcze iść, nie kiedy Złote Dziecko nadal węszy. Musze mu uświadomić, że nie powinien interesować się nie swoimi sprawami. Przedział zaczął się przerzedzać, a Pansy z Blaise’m się zatrzymali przy wyjściu patrząc na mnie pytająco.
-Idźcie już, chcę coś sprawdzić. -powiedziałem wyraźnie i czekałem aż przedział opustoszeje. Gdy ostatnia osoba wyszła z wagonu zasunąłem wszystkie rolety w oknach.
-A czy matka nie zdążyła ci powiedzieć, że to nie ładnie podsłuchiwać, Potter? -zapytałem złośliwie i wyciągnąłem różdżkę -Petrificus Totalus! -rzuciłem zaklęcie w miejsce, w którym widziałem wcześniej buta. Miałem rację, z góry coś spadło zawinięte w pelerynę niewidkę. Ściągnąłem materiał z postaci i zobaczyłem jego twarz.
-A racja, była martwa zanim cokolwiek mogłeś skumać. -powiedziałem kąśliwie. Nie mogłem tak po prostu go przecież puścić, nie przyniosłoby to żadnego skutku. Nogą złamałem mu nos.
-To za mojego ojca. -skłamałem -Masz przesiadkę w Londynie. -dodałem i narzuciłem z powrotem pelerynę na jego ciało. Lepiej będzie jeśli się nauczy, żeby przestać się interesować tym czym nie powinien. Zabrałem swój bagaż i wyszedłem z pociągu, mam nadzieję, że zdążę na jakiś powóz.

~*~


-Nadal się martwię, nie wraca od południa. -powiedziałam do Rona gdy wsiedliśmy do naszego powozu.
-Spokojnie, mówię ci może zabrał się pierwszym powozem, bo nie chce z nami gadać. Wkurzył się gdy nie wierzyliśmy z tym Malfoy’em, -powiedział do mnie Ron. Jego uwaga o Draco lekko zbiła mnie z tropu, ale co ja mogłam zrobić, tak naprawdę nic. Niestety, ale dopóki Draco sam nie zacznie rozumieć, że ja nadal dla niego jestem. Od dwóch miesięcy go nie oceniam i nadal nie będę tego robić, bo wiem już jakim jest człowiekiem.
-Swoją drogą, trochę z tym Malfoy’em ześwirował -powiedziałam mimochodem, choć wiadomo, że chciałam ewentualne podejrzenia Rona, zgasić już w zarodku. Nie chcę żeby Draco miał jeszcze więcej zmartwień. Nie wiem dlaczego nic mi nie powiedział, ale bardzo się martwię tym jakie zadanie dostał od Voldemorta i tym czy nie zniszczy go to od środka.

~*~

Razem z Ronem, Ginny i innymi Gryfonami skierowaliśmy się do Wielkiej Sali. Tiara przydzieliła uczniów i w taki sposób Gryffindor zyskał jedenaścioro nowych uczniów. Standardowo czapka powiedziała kilka słów, a Harry’ego jak nie było tak nie było. Otworzyłam moją książkę, którą czytam od jazdy w pociągu, przewróciłam stronę i moim oczom ukazała się karteczka. Czy to znowu karteczka od nieznajomego lub nieznajomej? Wzięłam ją w palce i przeczytałam tak, żeby nikt inny jej nie zauważył:

,,Czy przyjaciele byliby dumni?”

O co tym razem chodzi? Czy tu chodzi o moją kłótnię z Draco? No ale skąd ktoś by wiedział? Znaczy skoro o tylko rzeczach wie i wiedział już dawno... W dodatku znowu, ta kartka nie miała prawa znaleźć się w moich rzeczach, miałam tą książkę prawie cały czas przy sobie. Pytanie jest kiedy, ktoś tą kartkę mi podłożył? W zasadzie lista pytań zamiast z każdą kolejną kartką się zmniejszać to się zwiększa. Co robić? Chciałabym w końcu móc o tym porozmawiać z Draconem, bo wszystko zaczęło się odkąd się zadajemy. Rozejrzałam się po Wielkiej Sali, szukając czegoś podejrzanego, ale nic takiego nie rzuciło mi się w oczy. Ron wyraźnie odebrał moje zamyślenie w troszkę inny sposób, bo odezwał się:
-Spoko, zaraz tu będzie. -powiedział wpychając kolejną łyżkę galaretki do ust. Spojrzałam na niego ciskając piorunami. No właśnie, gdzie jest do cholery Harry? Zaczęłam uderzać rudzielca książką.
-Jak.Możesz.Spokojnie.Jeść -mówiłam po każdym słowie go uderzając -Twój przyjaciel zniknął. -powiedziałam i w sumie miałam nadzieję, że nikt się nie zorientuje, że jestem zamyślona nie tylko zniknięciem przyjaciela, ale też niezidentyfikowaną kartką w moich rzeczach.
-E tam, weź się odwróć lepiej. -powiedział do mnie z grymasem na twarzy. Zrobiłam to i zobaczyłam Harry’ego, który wycierał sobie nos chusteczką, czy to był krew? Szedł z Luną ramie w ramię.
-Jest cały we krwi. -potwierdziła moje przypuszczenia, Ginny -Co mu się znowu przydarzyło? -spytała retorycznie Ruda.
-Tym razem to jego krew. -westchnął obok mnie Ron. Poczekaliśmy aż czarnowłosy usiądzie i gdy zajął miejsce obok Ginny, odezwałam się:
-Gdzie ty byłeś? -nachyliłam się do niego nad stołem – I co z twoją twarzą?
-Później. -powiedział biorąc puchar z sokiem do ręki i nadal przyciskając zakrwawioną chusteczkę do nosa – Co mówili? -napił się soku.
-Tiara jak zwykle kazała nam się jednoczyć w obliczu zagrożenia. -powiedział Ron -Ale co ona tam wie? Przecież to czapka. -dokończył.
Dyrektor stanął na mównicę i zaczął przemawiać. Czyli miałam racje, że wraz z nowym rokiem, mamy nowe problemy i to chyba większe niż mieliśmy do tej pory.

~*~

Pierwszy dzień zajęć, czekałam na to. W końcu będę mogła się rzucić w wir nauki i spróbować wrócić do normalności. Wczoraj wieczorem przesłałam do rodziców listy do wszystkich mugolskich przyjaciół, no przecież nie mogę do nich wysłać sów, bo zrozumieli by, że coś jest nie tak. Dlatego zawsze wysyłam je do rodziców, a oni je do nich przesyłają. Droga naokoło, ale inaczej być nie może. Kolejną lekcją są eliksiry ze Ślizgonami i nowym nauczycielem, który jest w Hogwarcie dzięki Harry’emu. O niego też zaczynam się martwić, Dumbledore coś dla niego chyba szykuje, coś jest na rzeczy, a nam zostały tylko domysły. Weszliśmy do lochu, a za nami niezadowoleni wychowankowie domu węża. W śród nich jest nie kto inny jak Draco, widzę po nim, że całą noc nie spał, o niego też bardzo się martwię, ale nadal muszę czekać żeby moje słowa do niego dotarły. On jest dosyć dumnym człowiekiem, dlatego myśli, że sam sobie poradzi, a ja wiem, że tak nie jest.
-Jestem profesor Horacy Slughorn, w tym roku przypadła mi rola waszego nauczyciela eliksirów. Nie chcę zbytnio przedłużać lekcji dlatego mam nadzieję, że znacie podstawowe zasady bezpieczeństwa na zajęciach. Dziś rano uwarzyłem trzy eliksiry. Duża precyzja w odmierzaniu składników ma naprawdę duże znaczenie. -mówił profesor i wtedy do sali weszli moi przyjaciele. Bardzo miło z ich strony, że przypomnieli sobie o lekcjach.
-Aaa, Harry mój drogi, już się niepokoiłem i kogoś przyprowadziłeś. -powiedział ciekawy, a ja już widzę wzrok Ślizgonów na to, że Harry zna się z profesorem.
-Ron Weasley, nie jestem najlepszy w eliksirach, raczej beznadziejny, to może...-mówił, a ja zauważyłam wzrok Lavender. Co jej się stało, że tak na niego patrzy?
-Nonsens, nauczymy cię. Przyjaciel Harry’ego jest moim przyjacielem, wyjmijcie książki. -powiedział Slughorn i odwrócił się z powrotem do całej klasy.
-Przepraszam, ale nie zdobyłem jeszcze książki i Ron też nie. -powiedział Harry.
-To nic, weźcie sobie jakieś z szafki. -powiedział do nich -Jak już mówiłem, sporządziłem dziś rano eliksiry. Jakieś sugestie, co to może być? -zapytał obchodząc stół. Od wejścia do sali wiedziałam co to za eliksiry, więc moja ręka wystrzeliła w górę.
-Tak, panno...
-Granger, sir. -przedstawiłam mu się i podeszłam do pierwszego kociołka, żeby powąchać zawartość i zobaczyć kolor, nie chcę popełnić gafy – Ten to Veritaserum, czyli eliksir prawdy, a ten to Wywar Żywej Śmierci, bardzo trudno go przygotować. A to jest Amortencja, najsilniejszy miłosny eliksir. Jego zapach każdy odczuwa inaczej w zależności od tego co kto lubi. -powiedziałam pewna siebie i podeszłam bliżej -Czuję na przykład, skoszoną trawę -i czuję wzrok Draco na sobie – pergamin i... - tak, te zapach bardzo kojarzą mi się z Jasperem, ale i z tymi wakacjami - ...pastę do zębów. -usłyszałam ciche chichoty za sobą, więc zarumieniłam się.
-Jednak Amortencja nie wzbudza prawdziwej miłości, bo to nie możliwe... -mówił profesor, a ja widziałam jak te wszystkie larwy zbliżają się do kociołka. Lavender, Romilda, Pansy i Katie z miłą chęcią by kogoś napoiły. - ...ale powoduje bardzo silne zadurzenie i obsesje i z tego powodu zapewne to najniebezpieczniejszy eliksir w tej sali. -zakończył i zamknął kociołek, a dziewczyny się opamiętały. Później Katie zapytała o Felix Felicis czyli płynne szczęście, a profesor kazał nam przygotować Wywar Żywej Śmierci. Bardzo trudny eliksir i przyznaje, że i mi sprawił trudności. Natomiast Harry kierował się wskazówkami osoby, która popisała książkę, którą wziął z szafki dzięki czemu wygrał płynne szczęście. Nie powiem, że jestem z tego powodu zła czy coś, ale irytuje mnie to, że on nie wykorzystuje swoich zdolności. Póki co nie mam na nic wpływu.

~*~

Pierwsze dwa tygodnie minęły całkiem szybko i spokojnie, poza lekcjami, pracami domowymi i patrolami i oczywiście treningami Rona, żeby był w formie na kwalifikacje do drużyny, było dosyć znośnie. Z Malfoy’em nawet na siebie nie patrzymy, ja już powiedziałam, że on sam musi zrozumieć co ma robić i to, że nie jest z problemami sam. Często musimy z Ronem i Ginny, sprowadzać Harry’ego na ziemię, bo totalnie świruje. Nie dość, że teraz będzie miał lekcje z Dumbledorem, co nie do końca mi się podoba, bo... Czy stary nie wymaga od chłopaka za dużo? To jeszcze staram się chronić Dracona i robić to o co prosił, nie pozwalam Ronowi i Harry’emu wtykać się w jego sprawy. Dopóki sama nie wiem o co mu chodzi to nie mogę ich narażać, a po następne chcę być lojalna wobec wszystkich. Szłam właśnie z rudzielcem i Wybrańcem do Wielkiej Sali na śniadanie, dziś i jutro nie mamy zajęć z powodu spotkania i szkolenia nauczycieli, więc dali nam dwa wolne dni. Dla mnie jest to na rękę, ponieważ to właśnie dziś.
-Hermiona! -usłyszałam głos Ginny za nami. Dziewczyna wpadła na moje plecy i mocno mnie przytuliła -Więc jakie mamy plany?
-Żadnych Ginny. Może pójdziemy do Pokoju Życzeń, albo ukradniemy z kuchni trochę słodyczy.
-O czym mówicie? -zapytał Harry.
-Nie mów, że zapomniałeś! -krzyknęła Ginny idąc z nami na śniadanie.
-Miałem o czym zapomnieć? -spytał.
-Przysięgam, że to ja potłukę za to ciebie i mojego brata. -powiedziała rudowłosa w kierunku Złotego Dziecka.
-Przestań Gin, przecież się zgrywamy. -powiedział w jej stronę i uszczypnął ją w policzek. Czy między tą dwójką coś się dzieje? Muszę później porozmawiać z moją przyjaciółką.
Weszliśmy do Wielkiej Sali i skierowaliśmy się do naszego stołu i zajęliśmy stałe miejsca. Nie do końca wiem co się dzisiaj ze wszystkimi dzieje, ale nie będę dociekliwa. Śniadanie minęło w bardzo przyjemniej atmosferze, a ja trochę się zawiodłam, że nie przyszedł do mnie żaden list albo paczka. Czy każdy zapomniał? Znaczy Ginny mówi, że pamięta, ale nawet nie złożyła mi życzeń. Jedyne co mi pozostało to mieć nadzieję, że ten dzień nie będzie najgorszy.


~*~

Dziś Hermiona ma urodziny, patrzę na nią jak siedzi przy stole ze swoimi przyjaciółmi, ale jest smutna. Zdziwiłem się gdy żadna sowa do niej nie podleciała, przecież sam wysłałem jedną i do tej pory nie wiem czy to była dobra decyzja. Nie możliwe jest żeby Amy, Lily, Patrick i Sam o niej zapomnieli, swoją drogą to strasznie mnie frustruje, że z okazji jej siedemnastych urodzin nie mogę jej zrobić żadnej niespodzianki. Nie mogę zwołać całej ekipy żebyśmy coś dla niej przygotowali, bo jesteśmy w Hogwarcie i oni nie wiedzą o świecie magii, a my nie możemy wyjść poza mury Hogwartu. Nagle widzę jak Potter, Łasic i Ruda opuszczają Hermionę, a ona zostaje sama. Tak bardzo brakuje mi jej towarzystwa, choć wiem, że zrobiłem głupotę tak się z nią wtedy kłócąc. Do tej pory mnie policzek boli na wspomnienie.
-Tobie Smoku co? -zapytał mnie Zabini.
-Nie wiem, zamyślony jestem ostatnio. -wytłumaczyłem się przenosząc swoją wzrok z Gryfonki na talerz.
-To akurat wiem, ale nie patrz się tak na Granger, bo się wszyscy połapią.
-O czym ty mówisz?
-Myślisz, że tego nie widać. Tak samo jak zdziwiłeś mnie tą prośbą wczoraj, ale jestem miło rozochocony na tą propozycję. -powiedział mój przyjaciel.
-Ciesz się Blaise, ciesz się. -nastała chwila ciszy, a ja zauważyłem, że po drugiej stronie sali do jubilatki dosiada się Neville.
-Naprawdę Smoku, poradzisz sobie sam? To zadanie niszczy cię od środka. -Diabeł położył dłoń na moim ramieniu.
-Dziękuję za twoją troskę chłopie, ale dam sobie radę. -chociaż nie wiedziałem czy to prawda i nie wiem czy powiedziałem to, żeby przekonać jego czy siebie. Patrzyłem jak Hermiona kończy posiłek i wychodzi z Longbottom’em z Wielkiej Sali. Mam nadzieję, że nie jest za późno i list, który napisałem dotrze do niej i, że ona się zgodzi na tą propozycję.

~*~

-Więc w siedemnaste urodziny namiar znika? -zapytał mnie Neville.
-Tak Neville, ten fakt jest powszechnie wszystkim znany. -odpowiedziałam i stanęliśmy pod portretem Grubej Damy. Chłopak wypowiedział hasło i weszliśmy do środka.
-NIESPODZIANKA! -usłyszałam gdy tylko weszliśmy do pokoju wspólnego. Byli tam wszyscy moi przyjaciele i kilkoro Gryfonów, z którymi mam dobry kontakt.
-Hermionka, skarbie, chcę ci życzyć wszystkiego dobrego, zdrowia, szczęścia, galeonów i dobrych ocen i... -Ginny mówiła jak najęta.
-Dobrze, Ginny starczy, bo się zapowietrzysz. Dziękuję kochana. -przytuliłam ją mocno. Następnie życzenia złożył mi Harry, Ron, Neville, Seamus, Lavender, Parvatrii i kilkoro innych Gryfonów co było bardzo miłe.
-Wszystkie prezenty, listy i kartki masz w swojej sypialni. -powiedział Ron – Teraz czas na jedzenie i napoje. Możesz iść wszystko poprzeglądać, ale zejdź zaraz do nas z powrotem, bo to nie koniec.
Jak mi radził tak zrobiłam i poszłam na górę wszystko obejrzeć. W nogach mojego łóżka leżał stos pakunków i trochę kopert. Rodzice wysłali mi dwie książki romantyczne i kartkę z życzeniami. Pani Weasley przysłała mi ciastka, szalik i rękawiczki. Bliźniacy przysłali mi paczkę z rzeczami z ich sklepu i naprawdę miłe (co najważniejsze nieszkodliwe dla mnie) życzenia na grającej kartce. Harry podarował mi perfumy w bardzo gustownym flakoniku, pachniały naprawdę świetnie, coś jak połączenie drzewa sandałowego z czerwonym pieprzem. Ron dał mi nowe pióro i piękny ozdobny pergamin. Ginny dała mi trochę kosmetyków i zestaw magicznych pędzli do makijażu. Od moich mugolskich przyjaciół też były paczki. Lily wysłała mi album ze zdjęciami z sesji, którą robiła każdemu, ten album był naprawdę przepiękny i muszę przyznać Malfoy’owi rację, na tych zdjęciach wyszłam jak modelka, gdybym tylko mogła mu ten album pokazać. Na kilku zdjęciach on też był modelem, razem ze mną. Tych zdjęć nie było w kronice wakacyjnej, a ja znowu tego nie mogę pokazać Ginny, chyba że magicznie pozbędę się z nich Ślizgona. Kolejnym prezentem były perfumy i zestaw biżuterii od Amy, ona to miała gust do takich rzeczy. Sam wysłał mi ładną czapkę i książkę fantasy z domieszką romansu i horroru. Patrick podarował mi książkę i najpiękniejsze zdjęcie z naszych wakacji jakie widziałam. Wszyscy oczywiście napisali też do mnie listy z życzeniami. Była też jedna koperta, ale bez adresu zwrotnego. Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.

Droga Hermiono!
Wiem jak to wszystko ostatnio wyglądało i jak się skończyło, ale po dłuższym namyśle wiem, że nie chcę żeby tak było. Dziś twoje siedemnaste urodziny więc mam prośbę. Przyjdź o 19:00 do Pokoju Życzeń, czeka tam na ciebie prezent.
Ściskam
Ten, którego widziałaś prawdziwym.


Doskonale wiedziałam od kogo jest ten list i poczułam taką ulgę jakiej nie czułam bardzo dawno. Czyli się ogarnął, czyli jest szansa i nadzieja.

~*~

Po odpakowaniu prezentów czekał na mnie tort i dzień świętowania. Bardzo miło spędziłam czas z przyjaciółmi, ale za dwadzieścia siódma powiedziałam wszystkim, że muszę wyjść. Harry i tak zniknął z naszej ,,imprezy” jakieś pół godziny temu. Przebrałam się w ładniejsze ubrania, wcale nie po to żeby zrobić na Draconie wrażenie, ubrałam się tak dla... dla siebie, bo co, nie wolno? Nikt nie wypytywał gdzie idę i co robić, bo moją tradycją od kilku lat było, że wysyłałam wszystkim podziękowania, teraz to się trochę mija z prawdą, ale to nic. Lepiej żeby nie wiedzieli prawdy. Rozglądałam się tak żeby nikt mnie nie przyłapał na nielegalnym spotkaniu z wrogiem. Stanęłam pod ścianą i przeszłam wzdłuż trzy raz, w myślach powtarzając formułkę ,,Chcę znaleźć się tam gdzie Draco Malfoy mnie zaprosił” Nagle drzwi pojawiły się, a ja przeszłam przez nie jeszcze raz się rozglądając. Pokój był ciemny, oświetlany tylko przez kilka świeczek. Moje oczy nie zdążyły przyzwyczaić się do ciemności gdy usłyszałam znany mi głos, który krzyknął: ,,Niespodzianka”. Tak, to był Zabini, światła rozbłysły z małych lampek i zobaczyłam Drcaona, który śmiał się ze swojego przyjaciela. Diabeł był ozdobiony serpentynami, czapeczką urodzinową i konfetti. Wyglądał komicznie. Czarnoskóry podszedł do mnie i przytulił mnie życząc wszystkiego najlepszego i wręczając mały pakunek. Przyszła pora na Smoka. Staliśmy naprzeciwko siebie i czytaliśmy ze swoich oczu, jak z otwartych ksiąg. Widziałam w jego oczach jak bardzo jest mu żal i jak bardzo mu przykro z powodu tego co się wtedy wydarzyło. Łzy zaczęły mi się zbierać w oczach, widziałam jego ciemne wory pod oczami, widziałam jego zmęczenie i jego ból, który w środku nosi.
-Wszystkiego najlepszego, Hermiono. -powiedział cicho i nie wiedział co ma zrobić, czy mnie przytulić czy nie. Sama do niego podeszłam i wpadłam mu w ramiona. Mocno oplótł mnie ramionami jego ulga pomieszała się z moją.
-Dziękuję Draco, dziękuję. -nie do końca może za życzenia, ale za to, że do mnie wrócił. Wrócił ten prawdziwy Draco.
-To co? Napijemy się? -zapytał Diabeł wyciągając dwie butelki Whiskey i szklanki -Tobie Granger wolno już bez problemu.
-Ale tylko w naszym świecie. -przypomniałam mu. Przyjęłam szklankę i usiadłam na krześle. Każdy z nas miał pełną szklankę.
-Za Granger i żeby ten rok nie był tak zły jak myślimy, że będzie! -Blaise wzniósł toast, a my przybiliśmy go. To będzie dobry wieczór.

~*~

-Kochani, ja was opuszczam. -bełkotał Zabini -Muszę iść spać, a nie mogę tutaj, bo wiadomo...
-Dobra Zabini. Idź już sobie. -powiedziała Hermiona.
-Co ty taka niecierpliwa, Granger? -zaśmiał się -Dobra, dobra wiem, przeszkadzam. Dobranoc gołąbeczki. -później przybił ze mną piątkę i jeszcze raz przytulił Gryfonkę życząc jej wszystkiego najlepszego. Na koniec odezwał się jeszcze -Granger, jaka ty jesteś wygodna i cieplutka. -mówił przytulając ją.
-Dobra, Diable. Na ciebie już czas. -powiedziałem.
-Miłej rozmowy! -krzyknął wychodząc na korytarz. Natychmiast wystrój pokoju się zmienił. Został stolik z alkoholem i jedna kanapa, natomiast pojawiło się też łóżko, na które Hermiona od razu się rzuciła.
-Cały dzień czekałam żeby się powyciągać na łóżku. -mamrotała w pościel. Zabrałem resztkę trunku ze stołu i usiadłem obok niej.
-Nie spodziewałam się, że do mnie napiszesz. -powiedziała poprawiając się, więc teraz leżała na boku i podpierała głowę na ręku.
-Czemu miałbym tego nie zrobić? Przecież dziś kończysz siedemnaście lat. -powiedziałem podając jej pełną szklankę alkoholu.
-Oboje wiemy, że cholernie się wahałeś. -powiedziała cicho -Chcę ci coś pokazać. -dodała i sięgnęła po swoją torbę, a z niej wyciągnęła mały album i podała mi go. To były jej zdjęcia, w większości czarno-białe. Zapomniałem o tej sesji, Lily nas poprosiła żebyśmy jej pozowali.
-Mówiłem, że możesz zostać modelką. -przypomniałem jej naszą rozmowę sprzed kilku tygodni.
-Też myślę, że te zdjęcia są ładne, chciałabym żeby Lily mogła podzielić się sowim talentem ze światem. Jeszcze bardziej jednak chciałabym żebyś mnie pocałował. -powiedziała patrząc mi w oczy i to mnie rozbroiło. To jak dziś wyglądała, to że nie wypięła się na mnie i cierpliwie czekała aż się ogarnę. Nachyliłem się do niej i pocałowałem ją. Wiedziałem, że jej nadmierna odwaga spowodowana jest alkoholem w jej żyłach. Wiedziałem też jak dzisiejsza noc się skończy w momencie, w którym przekręciła mnie i usiadła na mnie okrakiem.


~*~

Leżeliśmy przytuleni do siebie, a Draco rysował wzorki na moim nagim ramieniu.
-Spotkaj się tu ze mną jutro, chcę ci coś pokazać i o czymś powiedzieć. -powiedział blondyn.
-Czy chodzi o... -wskazałam głową na jego rękę, na której miał znak swojej przynależności.
-Tak, potrzebuję twojej pomocy. -potwierdził, a mnie wypełniła duma. Byłam tak bardzo dumna z tego, że ufa mi na tyle aby zwrócić się do mnie o pomoc i, że zrozumiał to, że chcę mu pomoc.
-W takim razie jutro, po śniadaniu, tutaj tak? -spytałam.
-Po śniadaniu, ale pomyśl o miejscu, w którym wszystko jest ukryte. -odpowiedział.
-Skoro tak... Draco czy my... czy... -westchnęłam, żeby dodać sobie odwagi -Czy my wracamy do układu? -spytałam.
-Jeśli chcesz przyjaciółko, ale nadal wygląda to tak samo, zwykły seks dwójki przyjaciół.
-Tak, właśnie tak. -zaśmiałam się i zasłoniłam rękami twarz- Merlinie, jesteśmy tacy nieodpowiedzialni.
-W świecie, w którym jutro jest niepewne ktoś musi być nieodpowiedzialny. -zakończył naszą rozmowę.

~*~

Obudziłem się rano i zorientowałem się, że zaraz śniadanie, dlatego szybko się ubrałem i wyszedłem z Pokoju Życzeń. Dziś mam poprosić ją o pomoc, mam nadzieję, że mnie zrozumie, że nie odmówi. Gdy dotarłem do Wielkiej Sali śniadanie trwało w najlepsze. Pierwsze na kogo spojrzałem to siedemnastoletnia Gryfonka. Mimo małej ilości przespanych godzin ona promieniała, uśmiechała się do każdego i emanowała radością. Schlebiało mi to, że właśnie dzięki mnie taka jest. Udałem się do swojego stołu i usiadłem obok Blaise’a. Talerz zsunął mi się na kolana i dzięki temu zobaczyłem karteczkę. Czy to Hermiona?

,,Nie chcesz żeby stałą wam się krzywda. Skończ to.”

To na pewno nie Hermiona, ale nadal nie wiem kto to. Na pewno nie zrezygnuje z niej teraz, kiedy ją odzyskałem.

~*~

Staliśmy przed zepsutą szafką zniknięć, a ja zastanawiam się jak ją naprawić.
-Ale po co to? -zapytałam Dracona.
-Już tego nie mogę ci powiedzieć, wieczysta przysięga chroni tą tajemnicę. -chłopak westchnął.
-Na pewno ci pomogę, poszukam w bibliotece i... -zaczęłam się nakręcać i spojrzałam na niego -Draco, zacznij normalnie spać i jeść, nie możesz oddawać temu zadaniu całego siebie, bo się wykończysz. -powiedziałam i poczochrałam mu włosy.
-Wiem, wiem po prostu... To za duża presja, rozumiesz? -spytał mnie z nadzieją.
-Rozumiem, ale zrozum też to, że jesteś moim przyjacielem i pomogę ci za wszelką cenę.


~*~

Po pierwszym meczu Quidditcha w tym sezonie, który wygrali Gryfoni zorganizowano imprezę. Właśnie wtedy Lavender całowała mojego najlepszego przyjaciela. Nie chodziło o to, że jestem zazdrosna, bo nie byłam, wiem, że ja robiłam gorsze rzeczy za jego plecami. Ale Ron nie rozumie tego, że jest tylko kolejnym punktem na liście Lavender, boli mnie po prostu jego głupota dlatego z nim nie rozmawiam. Harry uważa to za dziecinne i śmieszne, tak samo jak ja ,,uważam” że jego domysły względem Dracona takie są, ale tylko dlatego, żeby zbić go z tropu, żeby nie węszył, bo wtedy źle to się może skończyć.

~*~

Był ostatni tydzień października, a ja i Hermiona spotykaliśmy się regularnie dwa razy w tygodniu. Niedawno Łasic zaczął chodzić z Lavender i widzę jak to Gryfonkę denerwuje, jednak ja jestem zadowolony, że ta ciapa się koło niej nie kręci.
-Przepraszam za spóźnienie. -powiedziała zdyszana przybiegając na nasze stałe miejsce pracy nad szafką -Przyniosłam kilka książek i zasiedziałam się w bibliotece. -wytłumaczyła się.
-Nie ma problemu i tak dużo dla mnie robisz. -powiedziałem.
-Dla przyjaciół wszystko. Swoją drogą, Draco czy możemy dzisiaj odpuścić? Chcę o czymś pogadać. -odpowiedziała lekko zdenerwowana. Co takiego się wydarzyło?
-Oczywiście, że tak. -zgodziłem się wyciągając nasze krzesełka -O co chodzi?
-Ja... Nie wiem od czego zacząć, bo... Kiedyś, znaczy jakoś cztery miesiące temu znalazłam kartkę i nie wiem w jaki sposób... Znaczy ja nie wiem kto to i jak te kartki do mnie trafiają i... -jąkała się. Więc nie tylko ja. Złapałem ją za ramiona, chciałem dać jej znać żeby na mnie spojrzała i przystała się denerwować.
-Spokojnie, złap oddech. -poinstruowałem ją -I skup się teraz. -pokiwała głową na moje słowa -Ja też dostaje takie kartki od czterech miesięcy. -powiedziałem spokojnie. Zdziwienie na jej twarzy mówiło wszystko.
-Więc dostajemy je oboje, jakiej są treści? -spytała. W taki sposób sami dołożyliśmy sobie kolejną rzecz, kolejny obowiązek. Teraz łączy nas nie tylko szafka zniknięć i przyjaźń, ale wspólne niebezpieczeństwo. Gdybyśmy tylko wtedy wiedzieli...

~*~

-Tak, jutro wieczorem przyjdę, znalazłam świetną książkę, mówię ci, damy wkrótce radę. -powiedziałam Draconowi na korytarzu. Miałam cichą nadzieję, że nikogo tu nie ma. Trzy razy się upewniałam. Jak widać się pomyliłam, bo usłyszeliśmy kroki. Odskoczyliśmy ode siebie na bezpieczną odległość i moim oczom ukazał się jeden z moich przyjaciół. Harry. Święty Merlinie, co teraz.
-Hermiona, wszystko okej? Ten dupek chyba nic ci nie zrobił. -ostatnie słowa były o Draco.
-Tak wszystko dobrze, my... mieliśmy małą wymianę zdań. -odparłam, mam nadzieję, że przekonująco.
-Tak, o czym? -zapytał Wybraniec. No to lipa.
-Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy czterooki. -syknął Draco i zakończył temat, po czym odszedł od nas. Dobre zagranie.

~*~

Moje życie to była rutyna. Widywałam się z Harry’m, uczyłam się, chodziłam na lekcje, spotykałam się z Draco i naprawiałam szafkę. Praca nad nią idzie nam co raz lepiej. Nadal nie odzywam się z Ronem, jest zbyt zajęty całowaniem Lavender. Harry... O niego bardzo się martwię. Chodzi na prywatne lekcje do starego Dropsa. Już wiemy, ze nie chodzi tylko o naukę, a o to, że Dumbledore chce wykorzystać Harry’ego. Chce żeby Harry pomagał mu z Horacym, średnio widzę te spotykanie się i grzebanie we wspomnieniach, ale co ja mogę zrobić? Tak naprawdę nic. Draco co raz bardziej się stresuje. Niedługo będziemy jechać do domów na święta, a jego nie zapowiadają się w miłej atmosferze. Presja zadania i tego, że nie sprosta oczekiwaniom Czarnego Pana, dobija go. Mało je i jeszcze mniej śpi, widzę po jego nagim ciele jak chudnie w oczach, a ja niestety nic nie mogę zrobić. Moja rutyna nie trwała długo, bo wszystko zaczęło się zmieniać z nadejściem grudnia.

~*~


Całe te zniknięcia Hermiony zaczęły mnie zastanawiać już w dniu jej urodzin. Czekałem wtedy pod pokojem, bo śledziłem Malfoy’a. Co ona miała robić w pokoju Przychodź-Wychodź i kiedy z niego wyszła? Czy natknęła się na Ślizgona? Później, w połowie listopada spotkałem ich razem na korytarzu, czy dzieje się coś o czym powinienem wiedzieć? Czy cała ta szkoła zaczęła w tym roku wariować? Jeśli tak to co jest tego powodem? Może to ma związek z Voldemortem... Jeśli tak to jaki? Musi być coś co mi umyka, bo nic nie dzieje się dwa razy tak samo.     


~*~

Mam nadzieję, ze się podobało, przyspieszamy z fabułą jak widzicie! Zapraszam do komentowania. 
Kocham was <3 
Do następnego Miśki <3