niedziela, 23 lipca 2017

Rozdział 3- ,,Kto by pomyślał... "

 Kochani! Bardzo mi przykro, że nie wyrobiłam się tak jak miałam. Jednak zarywam nockę i piszę dla was rozdział do końca. Wiem, że nie wszyscy czytają moje dolne notki, bo tam zwykle się bardzo rozwijam, więc napiszę tutaj... DZIĘKUJĘ ZA PONAD 1000 WYŚWIETLEŃ! Tak to niby nie dużo, ale serce się raduje, jak człowiek widzi, że ktoś wchodzi i czyta. Więcej ode mnie znajdziecie na dole. 
Kocham was miśki <3
Zapraszam do czytania!


~*~


-Ale wszystko z nią okay? -zapytała Lily przez telefon.
-Tak, Draco do mnie dzwonił. Pytał gdzie może być, bo martwił się o nią, przez jej dzisiejsze zachowanie. -uspokoiła ją Amy.
-Jest jej bardzo ciężko. Znała ich najlepiej, znali się od urodzenia, wiesz o tym
-Tak i doskonale ją rozumiem. Dobrze, że trafił nam się Draco w tak ciężkim momencie. Pomaga każdemu z nas i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
-Ważne, że Miona jest bezpieczna.

~*~

Siedzieliśmy u Malfoy’a, moja propozycja gry w pytania chyba go zaciekawiła.
-Jaką będę mieć pewność, że nie będziesz kłamać? -zapytał
-Musisz mi wierzyć na słowo. Widzisz, przy okazji to dobry sposób na wyrobienie sobie zaufania. -uśmiechnęłam się lekko.
-No dobra, zaczynasz.
O co ma go zapytać? Wiem jak się nazywa, ile ma lat, gdzie chodzi do szkoły. Czy mogę sobie pozwolić na pytania z wyższej półki?
-Jesteś z Parkinson?
-Jak już to z Pansy. -odpowiedział
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pamiętaj, zero kłamstwa. -w sumie nawet nie wiem czemu o to zapytałam. Nie mam też pewności czy będzie ze mną szczery.
-Każdy myśli, że jestem z Pansy, ale jesteśmy tylko przyjaciółmi od dziecka. Co prawda, nasze rodziny chciałyby żebyśmy byli razem, ale to jest niemożliwe. -odpowiedział i widzę, że było to szczere
-Okay, twoja kolej. -westchnęłam, biorąc łyk Ognistej.
-Czemu z nikim nie jesteś? Przecież masz wielu mugolskich adoratorów. -zatkało mnie to pytanie.
-Bo nie chcę. -na żadną inną odpowiedź się nie wysilałam i wiedziałam, że on to uszanuje. -Co teraz myślisz o mugolach?
-Sam nie wiem. Zrozum, że takie zmiany muszą być wprowadzane w życie na spokojnie. Nadal nie zapominam o tym czego uczył mnie przez tyle lat ojciec, ale matka... Dała mi dużo do zrozumienia. -nadal zaskakuje mnie jego otwartość. Kiwam głową na znak, że rozumiem. Domyślam się co musi czuć, zapewne ma mętlik w głowie, za dużo wrażeń. -Dlaczego się ranisz? -tego pytania obawiałam się najbardziej, choć wiedziałam, że ono padnie dzisiejszego wieczoru.
-Ciężko mi ze wszystkim. Wypadek moich przyjaciół... Za dużo złych wydarzeń naraz. -westchnęłam
-Mówisz o Jasperze?
-Skąd o nim wiesz? -jak on się o tym dowiedział
-Amy mi powiedziała. -sprostował. -Oczywiście nie wszystko, nic o wypadku nie wspomniała, ale mówiła, że był ci bardzo bliski więc się domyśliłem. -czasem zaskakuje mnie jego dociekliwość.
-Czekaj, bo chyba zapędziliśmy z pytaniami. -uśmiechnęłam się lekko. -Teraz moja kolej. Co tak naprawdę myślisz o swoim ojcu? -wzdrygnął się słysząc te słowa, ale nie zaprotestował co uważałam za mały kroczek do przodu.
-Myślę, że mój ojciec jest ślepy. Nie widzi niczego poza swoim nosem, jest w sumie egoistą i tego uczył też mnie. -odpowiedział i wypił całą zawartość swojej szklanki, po czym dolał trunku do obu naczyń.
-Czy ty zamierzasz mnie upić, Malfoy?
-Jak nie chcesz to nie pij. -zrobił minę niewiniątka. Napiłam się Ognistej ze swojej szklanki, bo... naprawdę miło mi się spędza czas. Kto by pomyślał, że w ciągu połowy miesiąca można polubić kogoś, z kim nienawidziło się od prawie sześciu lat. Powoli zaczynałam odczuwać skutki alkoholu.
-Jakim cudem tak bardzo zepsuły ci się relacje z rodzicami? -padło jego pytanie.
-Tak naprawdę to nawet nie wiem. Wydaje mi się, że ja się zmieniłam, a oni przestali mi poświęcać uwagę, wtedy znalazłam podobnych ludzi do mnie, jak wiesz. Stopniowo jakoś tak wszystko zaczęło działać. Ja mam swoje życie, które już nie łączy się z ich życiem. Eh... No właśnie, muszę skontaktować się z rodzicami. -powiedziałam.
-Mam telefon. -odpowiedział dumnie, szczerze mnie to zaskoczyło.
-Mogę...
-Jasne, nie krępuj się. -wskazał ręką w stronę małej komody przy wyjściu z salonu. Wstałam i podeszłam do urządzenia. Wykręciłam numer rodziców i czekałam, aż odbiorą.
-Tak? -usłyszałam mamę
-To ja. Zostaje na noc u znajomych. -zakomunikowałam chłodno.
-U kogo? -zapytała
-Czy to ważne?
-Jesteś naszą córką, więc jednak należą nam się wyjaśnienia. Martwimy się o ciebie.
-Akurat. -prychnęłam. -Nie ważne gdzie. Rano pójdę do pracy stąd, wpadnę po skończeniu zmiany, ale was i tak pewnie nie będzie.
-Ona traktuje dom jak hotel! -usłyszałam z oddali oburzonego tatę.
-Muszę kończyć, pa. -odłożyłam telefon na miejsce. Jak oni mnie drażnią. Wróciłam na kanapę i zastałam tam rozbawionego całą sytuacją blondyna.
-A ty co się szczerzysz?
-Jestem pełen radości, że nasza Granger umie się postawić rodzicom.
-Oh, stul pysk, Malfoy. Gramy dalej. Moja kolej. Ile miałeś panienek?
-Naprawdę, Granger? Interesuje cię to?
-Jak najbardziej.
-To było jakieś... -zastanowił się- Około trzech. -powiedział spokojnie i tu mnie zdziwił, co było po mnie widać, bo dodał- Wiem Granger, wszyscy myślą, że ja i Blaise jesteśmy...
-Podrywaczami. -wpadłam mu w słowo
-No tak, ale wiesz...-westchnął- To tak wcale nie jest. Co prawda właśnie tak wygląda i może to lepiej. Jednak naprawdę tacy nie jesteśmy.
-Więc teraz mam inne spojrzenie na to. Dziękuje, że jesteś taki szczery ze mną. -uśmiechnęłam się lekko i złapałam go za dłoń chcąc zwrócić na siebie uwagę. Spojrzał ma mnie i zrozumiałam. On jest dobrym człowiekiem, ale zakłada maskę, stara się nie pokazywać prawdziwego siebie, bo wie, że ktoś mógłby to wykorzystać. Dodając do tego to w jakiej rodzinie się urodził, można zrozumieć kim jest.
-Szczerość za szczerość, Granger. Moja kolej. Nie będę pytał o to samo., bo domyślam się odpowiedzi, no ale skoro łapiemy się wyższej półki to czemu nie. Zacznę od klasycznego pytania. -Czy jesteś dziewicą?
-Nie. -odpowiedziałam spokojnie i bez skrępowania. Dla mnie nie ma tematów tabu, a skoro miałam być szczera, to jestem. Najpierw widzę na jego twarzy szok, a później niedowierzanie.
-Jak to?
-Po jednym pytaniu, panie Malfoy. Czy pojedziesz z nami nad jezioro w sobotę?
-Skoro chcesz to pojadę. Z kim to zrobiłaś? -ale się wzięliśmy za pytania. Szybkie pytania i odpowiedzi, to też mi się podoba.
-Z kolegą. -odparłam niewinnie
-Pytam z jakim. -fuknął
-Nie, zapytałeś z kim, a nie jak się ten ktoś nazywa. Moja satysfakcja, twoja strata. Czy zrobisz u siebie jakąś imprezę?
-Tak, planowałem to już nawet. Jak ma na imię chłopak z którym miałaś pierwszy raz?
-Jasper. -szepnęłam. Teraz widać, że jest mu głupio, bo zrozumiał dlaczego on był tak dla mnie ważny.
-Granger, przepraszam...
-Nie masz za co, nie znałeś go, nie wiedziałeś tyle o mnie. Nie czuję się urażona.
-Może chodźmy już spać, jest późno, a my mamy na rano do pracy.
-My zawsze mamy na rano przypominam. -prychnęłam.


~*~

-Czy jesteś dziewicą? -zapytałem, z góry znając odpowiedź.
-Nie. -odparła lekko. Cholera. Chwilę. Co? Jestem zdezorientowany. Jak to, nasza Święta-Dziewica-Granger?
-Jak to? -chcę to zrozumieć i dowiedzieć się jak to się stało.
-Po jednym pytanie, panie Malfoy. Czy pojedziesz z nami nad jezioro w sobotę? -pyta, skoro inaczej niż poprzez tą gre się nie dowiem, to trzeba grać szybko.
-Skoro chcesz to pojadę. Z kim to zrobiłaś? -mówię szybko
-Z kolegą. -odparła niewinnie. Merlinie, co za irytująca baba! Czasem myślę, że nie wszystko w naszych relacjach się zmieniło.
-Pytam z jakim. -powiedziałem
-Nie, zapytałeś z kim, a nie jak się ten ktoś nazywa. Moja satysfakcja, twoja strata. Czy zrobisz u siebie jakąś imprezę? -zaczęła się wymądrzać.
Tak, planowałem to już nawet. Jak ma na imię chłopak z którym miałaś pierwszy raz? -tym razem dobrze sformułowałem pytanie.
-Jasper. -szepnęła. Przez sekundę analizowałem jej wypowiedź. Cholera, teraz tak mi głupio. Czemu tak bardzo szedłem w zaparte? Zrobiłem coś głupiego.
-Granger, przepraszam...
-Nie masz za co, nie znałeś go, nie wiedziałeś tyle o mnie. Nie czuję się urażona.
-Może chodźmy już spać, jest późno, a my mamy na rano do pracy. - koniec z tą grą. Ona dużo przeszła, a ja jej jeszcze dokładam.
-My zawsze mamy na rano przypominam. -prychnęła. Dopiła swój trunek i wstała.
-Dobra, idź do sypialni, ja się prześpię na kanapie. Tylko przyniosę sobie koc.
-Malfoy, przestań. Nie jestem Ministrem magii, mogę spać na kanapie. -przekręciła oczami.
-Nie, Grnager. Masz spać tam. -na tym urwałem temat i poszedłem po koc. Jak widać Gryfonka nie miała już żadnych argumentów.
-Dobranoc, Malfoy -powiedziała stojąc obok mnie
-Dobranoc, Granger. -powiedziałem. Patrzyliśmy sobie w oczy i badaliśmy siebie nawzajem. Nasze wnętrza przechodził rentgen osoby z naprzeciwka. Przez chwilę, ale tylko chwilkę, miałem ochotę ją pocałować. Chyba zwariowałem, albo się gdzieś w głowę uderzyłem. Przytuliłem ja na dobranoc i usłyszałem jej cichy głosik przy uchu.
-Dziękuję za dziś, Draco. -po czym oderwała się ode mnie i poszła. Przez moment zwalczałem w sobie ochotę pójścia za nią i wróciłem na kanapę. Mam teraz czas żeby się zastanowić nad tymi kartkami. Niestety, ale pojawiła się też kolejna, która brzmiała:

,,Ona ma wiele tajemnic, wiesz w co się pakujesz?”

Tylko tyle. Najgorsze było to, że nikt nie wie gdzie mieszkam poza matką, Zabinim i Granger. Mama nie robiłaby takich głupot, no po prostu do niej to nie pasuje. Zabini jest na wakacjach i nawet nie wie, że zadaje się z Granger. A sama ona jest u mnie w domu pierwszy raz i nie miałaby okazji wrzucić tej kartki do mojej szafy. To robi się dziwne. Najpierw w kawiarni, w instrukcji, czyli kartka była na sto procent skierowana do mnie, teraz u mnie w domu, w mojej szafie. Coś jest poważnie nie tak. Szykuje się coś niedobrego dla mnie, czuję to, ale się nie boję, nie ma czego. Bardziej martwi mnie fakt, że ktoś może sobie ot tak wejść do mojego domu. Muszę coś wymyślić, żeby takie sytuacje się nie powtarzały. Jak ten ktoś tu wszedł? Wyraźnie zabrania mi, lub odradza kontaktów z Gryfonką i innymi moimi przyjaciółmi. Tylko po co? Co ten ktoś ma do mnie? A przede wszystkim, kto to do cholery jest?


~*~

Merlinie, co jest ze mną nie tak? Chciałam pocałować Malfoy'a. To się w ogóle nie kalkuluje. Nie jest ze mną dobrze, albo za dużo wypiłam. Dziś czwartek, a my po pracy idziemy ze wszystkimi na zakupy. Najpierw jednak Draco zgodził się iść do mnie, żebym mogła się przebrać i zabrać wszystko co potrzebne. W piątek w nocy wyjeżdżamy nad jezioro, jestem tym taka podekscytowana. Plan jest taki: Dziś idziemy na zakupy. Musimy kupić jeden namiot, jedzenie, jakąś rozpałkę i napoje. Alkohol załatwi Patrick. W piątek musimy być już spakowani, ja po pracy idę do Malfoy'a spać, Amy będzie u Lily, a Patrick i Sam u naszego wspaniałego kierowcy Patricka. Jego mama zgodziła się, żeby pożyczyć nam jej siedmioosobowy samochód, więc mamy szczęście. Będą trzy namioty i wieczorem ognisko nad jeziorem. Wyjeżdżamy tak około jedenastej wieczorem w piątek. W sobotę rano tam będziemy, no a w niedziele wyjeżdżamy do domu. To super wyjazd, wiem, że będzie cudownie, zwłaszcza, że zapowiadali super pogodę.


~*~ 


-Zapraszam do mojego królestwa. -zażartowałam, wiem że blondyn wyczuł mój sarkazm. -Nie mieszkam sama, mój pokój jest na górze. Rozejrzyj się jak chcesz, a ja idę do łazienki.
Zostawiłam go w przedpokoju i poszłam do łazienki, bo naprawdę muszę zrobić siusiu. Po zrobieniu tego co swoje weszłam do pokoju i o mało nie dostałam zawału, bo chłopak stał dokładnie pod drzwiami czego się nie spodziewałam.
-Grager, spokojnie, to tylko ja. -zaśmiał się -Nie wiedziałem, że Gryfoni są tacy STRACHLIWI. -zaakcentował ostatnie słowo.
-Mam ci do powiedzenia tylko jedno zdanie na ten temat, składa się z czterech słów. -prychnął cicho na moją wypowiedź, chyba wiedział, że odpowiem jakoś kąśliwie. -Pierwsze dwa to ,,Pocałuj mnie...”, a resztę sobie dopowiedz. -ruszyłam w głąb pokoju, żeby zabrać rzeczy, które będą mi potrzebne na zakupach.


~*~


Zdecydowanie mamy wszystko. Siedzimy teraz u Amy w pokoju, cała nasza szóstka i dogadujemy szczegóły. Skierowaliśmy się na temat spania w namiotach, bo wszystkie były dwuosobowe.
-Ja tam chcę spać z Lily. -powiedział Sam. -Ona przynajmniej nie chrapie. -to skierował w stronę Patricka.
-No jaki ty mądry jesteś. -powiedział ironicznie Patrick z tą swoją miną.
-Jesteś pewny, że ona nie chrapie? -zapytała rozbawiona Amy.
-Mów za siebie! -krzyknęła uśmiechnięta Lili i rzuciła poduszką w Amy.
-Ja... -blondynka spojrzała na mnie przepraszającym wzrokiem. -Chciałabym spać z Patickiem w namiocie, jest cieplutki więc nie zmarznę. -no zaraz mnie szlag jasny strzeli. Jak mogła mi to zrobić?! No jak? To moja przyjaciółka do cholery czy nie?
-Amy!
-No co? -zrobiła minę niewiniątka.
-Robisz to specjalnie!
-Wcale nie. -upierała się. No w sumie co by się mogło stać. To Malfoy, mój przyjaciel tak samo jak każde z nich.
-Ja tam narzekać nie będę. -odezwał się w końcu blondyn.
-Malfoy, bo przegniesz...
-Chodzi mi o to, że nikt mi chrapać nie będzie po nocy. -odpowiedział na co wszyscy się zaśmiali. Miło żyć w normalności. Ciężko przyznać, ale się do niego przyzwyczaiłam i póki co nie chcę się martwić tym co będzie jak wrócimy do szkoły.


~*~


-No kochani, ruszamy po przygodę. -krzyknął Patrick z miejsca kierowcy. Siedzieliśmy w aucie, było chwile przed północą, a my ruszyliśmy w stronę naszego upragnionego miejsca. Ja i Malfoy wsiadaliśmy jako ostatni, więc siedzimy na końcu, ale nie przeszkadza mi to.
-Chcę skorzystać ze słońca. -westchnęła Amy. Mimo, że była noc, a my wszyscy siedzieliśmy w samochodzie, to ona miała na sobie okulary przeciwsłoneczne i słomiany kapelusz.
-Już jest ciepło, w nocy, z naszymi warunkami atmosferycznymi, więc na pewno skorzystasz. -prychnęła Lily, po czym się uśmiechnęła.-Wszyscy tego potrzebujemy.
-Słuchajcie i bądźcie świadkami tego co mówię. -orzekła entuzjastycznie podrywając się z fotela i odkręcając w naszą stronę. -Chcę zaliczyć kąpiel w jeziorze, nawet jeśli woda będzie cholernie zimna i obiecuję, że to zrobię. -po czym popatrzyła na nas wyczekująco.
-No mam nadzieję, że tej obietnicy dotrzymasz. -zaśmiałam się.
-No pewka, że tak.
-Draco, co ty taki cichy? -zapytał Sam
-Jestem zmęczony. Mieliśmy okropny dzień w pracy, zresztą widzieliście jaki był dziś ruch. A zanim przyjechaliście, to nie zmrużyłem oka. -wyjaśnił, a ja... Patrzyłam na niego z podziwem. To jest takie piękne, że złamał w sobie tyle barier do mugoli. Przez tyle lat był tak źle traktowany, uczony wywyższania, uczony tego jak gardzić ludźmi, a teraz... Siedzi z nami w przyjaźni, jedzie z mugolami nad jezioro i ma z tego przyjemność. Podziwiam go za to.
-Czyżby Miona miała z tym coś wspólnego? -zaśmiał się Patrick, a wszyscy poszli w jego ślady, tylko ja się zarumieniłam. Muszę wyjść z tego z godnością.
-Zaraz Miona będzie miała coś wspólnego z niewyjaśnionym morderstwem siedemnastolatka, którego zwłoki zostały znalezione przy drodze, mniemanego Patricka S. -spojrzałam na niego całkiem poważnie, ale on i tak wiedział, że żartowałam.
-Dobra, zamykam się. -powiedział, a wszyscy wybuchli śmiechem.


~*~


-Wstawaj śpiochu. -usłyszałam znajomy i miły głos przy uchu.
-Już jesteśmy? -zapytałam nie otwierając oczu. Teraz dotarło do mnie, że mam głowę na kolanach blondyna, więc powoli się podniosłam i przeciągnęłam.
-Nie, mamy postój, bo Amy ma taki pęcherz jak wiewiórka. -zakomunikowała Lily
-Każdemu przyda się rozprostować nogi, a do miejsca docelowego nie zostało nam, aż tak dużo. -dodał Sam. Samochód zaczął stawać na stacji, a Amy już wyskoczyła.
-Nareszcie się wysikam! -krzyknęła i pognała w stronę drzwi z napisem: TOALETY. Każdy z nas wysiadł.
-Dobra, idzie ktoś do sklepu? Bo zaraz znów ruszamy. -powiedział Patrick i sam udał się w stronę sklepu. Spojrzałam na blondyna na co ten się do mnie uśmiechnął. Zagarnął mnie ręką do siebie i poszliśmy do sklepu. Taki przyjaciel to skarb, szkoda tylko, że tak późno się o tym przekonałam.


~*~


-Jak myślisz? Będzie coś z tego? -zapytała Lily, patrząc na oddalających się przyjaciół. Blondyn obejmował w pasie brunetkę.
-To jest do przewidzenia, tylko kwestia czasu. -prychnął cicho Sam.
-No ciągnie ich do siebie i to widać.
-Nawet nie tyle co ciągnie, ale mocno iskrzy. W ten dzień, gdy go poznaliśmy, najpierw chcieli się pozabijać, a później miała na sobie jego bluzę, gdy zrobiło się zimno.
-Albo to jak się dla niej poświęca w pracy czy nawet tutaj. Widziałeś to, najpierw skarżył się, że jest zmęczony, ale gdy Hermiona usnęła mu na kolanach, to zasnął na siedząco, nie chcąc nawet się ruszać, żeby jej nie obudzić. Było mu niewygodnie jak cholera, ale chciał dobrze dla niej.
-Oni będą razem, wcześniej czy później. -potwierdził Sam.
-Niby się nienawidzili, a tu proszę...
-Od nienawiści, do miłości jest bardzo cienka granica.


~*~


Dojechaliśmy już jakiś czas temu. Rozstawiliśmy namioty, rozebraliśmy się do kostiumów kąpielowych i zebraliśmy gałęzie na ognisko, które później rozpalimy. Pogoda była cudna, mocne słoneczko i ani jednej chmurki. Jezioro, drzewa, śpiew ptaków i najważniejsi w naszym życiu, to najlepszy odpoczynek jaki można mieć. Przyszedł czas na naszą kąpiel. Staliśmy przy linii brzegu, Amy zanurzyła lekko stopę i odskoczyła.
-O nie. Nie ma mowy, nie wejdę tam. -podniosła ręce w geście poddania.
-Powiedziałaś, że wjedziesz i obiecałaś to, sobie i nam wszystkim. -powiedział Sam.
-Powiedziałam, że wejdę nawet jak będzie cholernie zimna, a nie jak będzie kurewsko zimna. -starała się robić dobrą minę do złej gry. Patrick na nią popatrzył, wziął na ręce w stylu panny młodej i rzucił się do jeziora. Jedyne co było słychać to pisk i krzyki Amy, nasz śmiech i plusk wody. Poszliśmy ich śladem i wszyscy wbiegliśmy do jeziora. Chlapaniom i śmiechom nie było końca. Amy wróciła na koc i owinęła się ręcznikiem, bo było jej zimno. Zaczęliśmy sobie pływać, na środek jeziora i z powrotem. Dookoła zaczęły latać ważki, niebieskie żółte i fioletowe.
-Cholera, nie lubię ważek. -fuknęła płynąc żabką.
-Są spoko. -powiedział Sam płynąc koło niej.
-A ty Hermionka, boisz się ważek? -zapytał śmiesznie Patrick.
-Wiesz czego ty się możesz bać? -odpowiedziałam rozbawiona.
-Dobra rozumiem, zwłoki w jeziorze niejakiego Patricka S. -zaczął mówić udając znudzony ton
-No i cieszę się, że się rozumiemy.
-No i teraz widać, że mam na ciebie zły wpływ... -westchnął Draco. -Dam ci pięć dolców, jak wrócimy na brzeg.
-Czy wy się...
-Wcale się nie założyliśmy o to kto ma gorszy wpływ na ciebie. -zaczął udawać Patrick.
-No zatłukę was. -zaczęliśmy się wszyscy śmiać.
-O! No patrzcie jak możecie uważać, że takie coś jest spoko. -powiedziała Lily pokazując nam ręką dużą ważkę i chlapnęła w jej stronę, żeby ją odgonić
-Bo to taka królowa ważek, jesteś dla niej niedobra, więc przyleci w nocy i cię zje. -zażartował Sam.
-Och, jesteś kretynem! -zaśmiała się chlapiąc go.
-Każdy facet taki jest! -krzyknęłam szybko się wycofując, bo wiedziałam, że trzech chłopaków na jedną w wodzie... Jeszcze bym ich potopiła, no mieliby ze mną nierówne szanse.


~*~


-Nie chcę stąd jutro wyjeżdżać. -westchnęła Amy piekąc kiełbaskę przy ognisku. Było już ciemno, a my jedliśmy i piliśmy.
-Chyba nikt nie chce. -odpowiedziałem niezadowolony po czym pociągnąłem łyk piwa. Gryfonka, która siedziała obok mnie wstała i podeszła do torby, w której mieliśmy alkohol. Wzięła trzy wina i rozdała je, jedno wino na parę. Scyzorykiem otworzyła nasze i wypiła spory łyk, widzę że coś ją gryzie, ale będę miał jeszcze dziś czas żeby ją o to zapytać, bo nie chcę robić tego przy wszystkich.
-Więc ile znacie się z Hermioną? -zapytała Lily.
-Jej, trudne pytanie. Bo znać się, a poznać to dwie różne rzeczy -powiedziała Granger wymachując butelką. No i już ją bierze.
-No dobra, ile się znacie, a kiedy się poznaliście? -westchnęła Lily, widać że żeńska część naszej grupy za mocnej głowy nie ma.
-Więc...
-Znamy się niecały miesiąc, poznaliśmy się prawie sześć lat temu. -wszedłem jej w słowo.
-No właśnie tak. -przytaknęła brunetka.
-I przez tyle lat się nienawidziliście... -Li była w szoku -Jejku, podziwiam, że przełamaliście lody.
-No tak było. Chyba się upiłam. -westchnęła. Nawet tego wina nie powąchałem, a tam już pół butelki nie ma, więc ostrożnie zabrałem jej butelkę i sam się napiłem. -I jeszcze będę z tobą spać, toć to skandal. -zaśmiała się.
-Przykre to -westchnąłem udając urażonego
-Przykre, to jest całe moje życie. -po jej słowach wszyscy się zaśmiali. Rzeczywiście, nie chce się wyjeżdżać.


 ~*~


Było już bardzo późno, wszyscy już spali. Tylko ja i Draco sprzątamy po ognisku. Dużo dziś wypiłam, ale już mi lepiej. Po prostu nie chcę myśleć o Draconie w ten sposób w jaki zaczynam myśleć. Wszystko zostało zgaszone, a butelki i opakowania w specjalnej torbie na śmieci.
-Chodź, Granger trzeba się kłaść. -powiedział zagarniając mnie do siebie i ruszając w stronę namiotu. Jak się okazuje, każdy z pozostałej czwórki chrapie, więc niech nie robią z siebie świętych. Malfoy jakby czytał mi w myślach, bo odezwał się
-Mam nadzieję, że ty tak nie chrapiesz, bo wrzucę cię do jeziora. -zaśmiał się cicho, a ja prychnęłam.
-Oczywiście, że nie. Mam nadzieję, że ty też nie bo...
-Tak wiem, masz już plan na zbrodnie doskonałą, rozumiem. -powiedział odsuwając wejście do naszego namiotu, wpuścił mnie przodem. Było ciemno i ledwo widziałam gdzie mam torbę. Na samym środku namiotu był trzyosobowy materac i ciepła kołderka na nim. Tylko się przebrać i będę mogła iść spać. Malfoy zdjął spodnie i ściągnął koszulkę, żeby zmienić ją na jakiś T-shirt. Jego wyrzeźbiony tors na pewno zwraca uwagę dziewczyn. Widać po nim, że jest kapitanem drużyny, takie mięśnie przecież nie biorą się od tak. Ja wyciągnęłam z torby koszulkę na ramiączka i krótkie spodenki. Może to, że byłam pijana i zmęczona zadziałało na mnie, ale się nie wstydziłam, więc pozbyłam się ubrań. Byłam w bieliźnie i poczułam palący wzrok na sobie, czy on też tak się poczuł przed chwilą, gdy na niego patrzyłam? Szybko założyłam koszulkę i spodenki. Znowu poczułam to co ostatnio, chęć pocałowania go. Jak usnę to szybko się jej pozbędę, a później mi przejdzie. Odwróciłam się w stronę materaca i nie wiedziałam, że Ślizgon stał tuż za mną. Stał bardzo blisko, czułam jego perfumy, które są nieziemskie. Spojrzałam mu w oczy, ledwo widoczne przez tą panującą ciemność. Zaczęłam głębiej oddychać, bo... No czemu on tak na mnie działa od jakiegoś czasu?
-Wiesz, że jesteś za blisko? -szepnęłam. Patrzył mi w oczy bardzo intensywnie, aż tak, że miałam ochotę spuścić wzrok, ale przytrzymał mnie za brodę.
-A wiesz, że mało mnie w tym momencie to obchodzi? -odpowiedział cicho i zmysłowo. Nie mam pojęcia, które z nas zrobiło następny krok, ale poczułam jego warki na swoich. Smakował winem i mięsem z grila, całkiem ciekawe połączenie. Całował delikatnie i słodko, jego ręka gładziła moją talie, a drugą rękę wpiął w moje włosy. Miał przyjemnie chłodne wargi i... Merlinie, całuje cudownie. Jego język przejechał po mojej wardze w cichej prośbie o rozchylenie warg, co zrobiłam. Nasze oddechy. usta i języki połączyły się w erotycznym tańcu naszych żali, smutków i pożądania, które zrodziło się między nami już jakiś czas temu. Nie wiem ile minęło, kilka sekund, kilka minut, czy może kilka godzin, ale w końcu oderwaliśmy się od siebie. Widziałam lekki rumieniec na jego twarzy. Łapaliśmy oddech patrząc na siebie w bezpiecznej odległości.
-Powinniśmy iść spać... -powiedział jakby... zakłopotany?
-Tak, -pokiwałam lekko głową i odetchnęłam głęboko -Też tak myślę. -oboje położyliśmy się w odpowiedniej odległości.
-Dobranoc, Draco.
-Dobranoc, Hermiono


~*~


Rano cholernie bolała mnie głowa i... Chwila... Czy zrobiłam to co zrobiłam? Całowałam się z Malfoy'em? Złapałam się za głowę. Jestem taką idiotką! Wstałam, wzięłam bluzę i poszłam w stronę samochodu po kosmetyczkę, tam mam gumki do włosów i wsuwki. Jako jedyna miałam klucz do samochodu, bo wszyscy wczoraj praktycznie pozgonowali i wymigali się od roboty. Otworzyłam auto i zabrałam z torby, która była na końcu, moją kosmetyczkę. Otworzyłam ją i znalazłam co? Karteczkę. Następną karteczkę, cholera. Rozwinęłam zwitek i przeczytałam:

,,Czy postępujesz fair wobec Jaspera? Czy jesteś w stanie postępować fair wobec Ślizgona?

Kurde. Kurde. Kurde. Teraz zaczynam się bać. Nie dość, że ktoś wie o mnie i Jasperze to okazuje się... Ten ktoś tu był, skoro ma coś do mnie mógł nas wszystkich zabić. Włamał się do samochodu i WIE, że całowałam się z Malfoy'em. Merlinie, co tu się do cholery jasnej dzieje?! 

~*~

Tak jak napisałam wyżej tu wyjaśniam wszystko. Ogromnie mi przykro, że nie wyrobiłam się na sobotę, ale spełniałam swoje marzenia, takie o których marzę już od dziecka. Teraz dokończyłam i z czystym sumieniem wstawiam. Te ponad 1000 wyświetleń... Jestem z tego bardzo zadowolona, że ktoś to czyta. Szkoda, że nie wszyscy komentują, ale rozumiem. Jednak jeśli chcesz dać mi do zrozumienia, że podoba ci się to co robię to daj znać w komentarzu, to jest ogromna motywacja. Mam nadzieję, że ten rozdział wam się podobał, bardzo miło i wesoło mi się go pisało. To tyle, do następnego kochani <3
~Kinia   

sobota, 15 lipca 2017

Rozdział 2 - ,,Wszystko może się zmienić"

KOCHANI! Mamy tu drugi rozdział! Udało mi się go napisać, tak jak w planach miałam, a nawet dzień wcześniej. To bardzo ważny rozdział dla mnie. Teraz dam wam linki do piosenek, które towarzyszyły mi przy pisaniu i uważam, że idealnie pasują do rozdziału. Bardziej rozpiszę się na dole, pod rozdziałem.

Miłego czytania! 








Pierwsza fala wściekłości przebiegła moje ciało. Zatłukę tego wstrętnego karalucha.
-Malfoy, gamoniu! Idziemy do szatni porozmawiać. -powiedziałam wściekle, widząc, że nasi zmiennicy już zmierzają w naszą stronę. -Natychmiast! -fuknęłam widząc, że jakieś słowa cisną mu się na usta. -Amy, złotko, poczekaj na mnie. -powiedziałam przesłodzonym głosem. Szłam do szatni jak tykająca bomba, jeden fałszywy ruch i wybuchnę. Gdy ja i Ślizgon znaleźliśmy się już w owym pomieszczeniu ten fałszywy ruch nastąpił.
-Co ty sobie, buraku jeden wyobrażasz?! Przestań robić mi na złość i zostaw, niczego winnych mugoli w spokoju! Nie wiem o co ci chodzi, ale jesteś kretynem i postaram się zrobić wszystko, żebyś nigdzie z nami nie szedł!
-Granger, zamknij buźkę...
-Nie, Malfoy! Ty zamknij i nie wtrącaj się do mojego życia do cholery! Mało mi w życiu krzywd narobiłeś?! Uważam, że wystarczająco dużo więc, nie zatruwaj życia moim przyjaciołom, MUGOLOM! -krzyczałam.
-Granger, ja tylko nawiązuje znajomości, żeby ,,nauczyć się szacunku do człowieka”, tak jak prosiła mnie moja matka. Mnie też to się nie podoba, ale ta twoja przyjaciółka do najbrzydszych nie należy, więc skoro mam zrobić coś, żeby moja matka była szczęśliwa, to wolę przynajmniej w dobrym towarzystwie. Oczywiście, nie mówię, że ty i twoi mugolscy przyjaciele to dobre towarzystwo, ale przynajmniej płeć piękna jest całkiem, całkiem. Nie mówię tu o tobie. -w czasie kiedy Malfoy to mówił ja ściągnęłam mój fartuch i zabrałam torbę z szafki. Skasowałam kartę i stałam przy drzwiach.
-Ty wstrętna gadzino...
-Radzę uważać na słowa, Granger.
-Pieprz się, bucu jeden. -warknęłam i wyszłam.

~*~


-Pieprz się, bucu jeden. -warknęła i wyszła z szatni. Jaka ta Gryfonka jest przewidywalna w zachowaniu. Muszę przyznać, ze przez te kilka lat docinek, zrobił jej się charakterek. W mojej dłoni nadal czekał paragon, który podsunęła mi na ladzie Amy, gdy Granger skierowała się do szatni. Z drugiej strony była informacja, napisana różowym długopisem.

                ,,20:00. Lot Street. Nadal czuj się zaproszony ;)”



Uśmiechnąłem się pod nosem. No, Granger, zabawa nadal trwa.


~*~

-Amy, jak mogłaś mi to zrobić?! -krzyczałam wściekła na przyjaciółkę.
-Ale, Miona, on naprawdę jest uroczy. Nie jest chyba taki zły jak... -broniła się
-Jest jeszcze gorszy niż mówiłam! -przerwałam jej. -W tym momencie poważnie się zastanawiam czy iść na tą imprezę.
-Nie możesz mi tego zrobić! -oburzyła się. -Obiecałaś mi, każdą imprezę.
-Wiem co obiecałam. Jednak Amy zrozum mnie. Mi też jest ciężko... -posmutniałam, ona wie jaka relacja łączyła mnie z Jasperem i Ray.
-Herm, rozumiem cię, ale jedna osoba na imprezie więcej to nic. -mówiła popijając swojego truskawkowego shake’a. Szłyśmy przez centrum handlowe oglądając wystawy.
-Ale, Amy, ty nic nie rozumiesz! -krzyknęłam, zwracając na siebie uwagę przechodniów.
-Miona, bez obrazy, ale uważam, że w tym wieku nie powinno się z kimś kłócić jak pięciolatek.
-To nie chodzi o ty czy się kłócimy, czy nie. On.. Jak to ująć? -jak miałam jej to wytłumaczyć, nie mówiąc czym jest magia, czystość krwi czy czym jest cały magiczny świat, o którym pojęcia nie miała?
-Nie wiem, zastanów się dobrze.
-Posłuchaj, on nie toleruje takich ludzi jak my. Ciężko mi to wytłumaczyć. Jest takim jakby... Bogatym dzieciakiem, który toleruje tylko podobnych do niego. A uwierz mi na słowo, że my takie nie jesteśmy. -mówiłam już nieco spokojniej.
-Czy mam się poczuć urażona? -wiedziałam, że ona żartuje. Spojrzała na wystawę naszego ulubionego sklepu i pociągnęła mnie tam.
-Amy, on naprawdę...
-Miona. Skąd wiesz, skoro nie próbujesz? Może, chce przełamać lody? Jeśli nie ryzykujesz, to nie pijesz szampana, pamiętasz? -doskonale wiedziała jak mnie podejść, Jasper zawsze tak mówił, to było wręcz jego motto życiowe. Wiedziałam, że on i tak nie da rady. Po co miałby spędzać czas wśród mugoli? To do niego niepodobne! Chyba, że to co powiedział o swojej matce jest prawdą. Wtedy mogę przyznać z czystym sumieniem, że ta kobieta jest jedyną normalną osobą w jego rodzinie. Może jednak... Co ma być to będzie, niech tylko zrobi coś, co zagrozi, bądź urazi moich przyjaciół. Wiedziałam, że dalsze rozmyślania nie mają sensu, bo Amy już zapełniała swój koszyk, aby udać się do przymierzalni. Miałyśmy się świetnie dziś bawić, nie zrezygnuję z tego. Najpierw zakupy, później impreza. Przedstawienie trwa! Uśmiechnęłam się i podeszłam do jednego z wieszaków.

~*~

Niestety ale, chcąc, nie chcąc muszę się na tą imprezę wybrać. Słowa ojca, wpajane mi przez tyle lat nadal były w mojej głowie. ,,Szlamy, są nic niewarte.”, ,,Mugole, nie zasługują na to, żeby istnieć.”, ,,To bardzo nieodpowiednie towarzystwo, dla takich jak my.”. Przez tyle lat się tym kierowałem, a po powrocie z Hogwartu na wakacje, a tu taka niespodzianka.

-Draco, pamiętaj, że każdy zasługuje na życie. Arystokrata, mugolak, charłak, czy zwykły mugol. Zasługują na życie, tak samo jak ptak, szybujący po niebie, dżdżownica, która drąży tunele, czy pająk tkający pajęczynę.
-Matko, z całym szacunkiem, ale ojciec... -chciałem jej przerwać.
-Ojciec, może się mylić i tak jest w tym przypadku. Musisz zrozumieć, że każdy jest taki sam, jeśli chodzi o prawa człowieka.
-Szlamy są...
-Bardzo nie przystoi, mówić tak wychowanym czarodziejom. -skarciła mnie. -Już postanowiłam. W wakacje podejmiesz pracę. -chciałem się odezwać w ramach protestu. -Rozmawiałam z moją starą znajomą, jej córka będzie otwierała kawiarnie dla czarodziei i mugoli. Będziesz tam pracował przez całe wakacje. Ojciec i tak jest w Azkabanie, a jeśli wyjdzie, to ja to załatwię. Wynajęłam ci mieszkanie w czarodziejskiej dzielnicy, blisko kawiarenki. Pieniądze w skrytce masz. Będziesz mieszkał blisko Zabinich. Draco, przepraszam, wiem, ze traktujesz to jako karę. Jednak zrozum, że musisz nauczyć się szacunku do ludzi, a to jedyny moment na to. Ta decyzja jest niepodważalna, więc nawet nie próbuj. Jeszcze kiedyś mi za to podziękujesz synu. -powiedziała już łagodniej i wyszła z salonu.

Niestety, ale gdzieś w środku wiem, że może mieć racje. Swoją drogą nie wiem czemu Merlin tak mnie pokarał. Granger i jej przyjaciele... Aż mnie mdliło. Jednak jeśli matkę to uszczęśliwi. Napisałem jej list, w którym mówię, o dzisiejszej imprezie. Ciekawe jak na to zareaguje... Czas zacząć się szykować.


~*~


Siedziałam obładowana torbami, przy stoliku w małym barze z najlepszymi z fast-foodami w mieście. Zapisałam ostatnią kartkę, czekając, aż Amy wróci pisałam pamiętnik. Zapisuje w nim wszystko, ostatnie zapiski są bardzo smutne, pełne żalu i smutku. Tak łatwiej uporać się z bólem po zmarłych przyjaciołach. Wrzuciłam go do torby, która stała na ziemi, bo zauważyłam, że Amy zmierza w moją stronę, a toreb ma dwa razy więcej. Zakupy udane, o czym mówi jej wielki uśmiech na twarzy.
-No, to chyba możemy iść. -powiedziała siadając naprzeciwko mnie.
-Nareszcie! -odpowiedziałam z ulgą wstając. -Bo w takim tempie to my się na imprezę nie wyszykujemy. -zaśmiałam się. Ruszyłyśmy obładowane zakupami w stronę wyjścia z galerii. Po kłótni, której powodem był tleniony dupek, już nie było śladu. Przy moim domu rozstałyśmy się i umówiłyśmy na 19:30, bo droga na Lot Street zajmie nam jakieś pół godzinki, to przy tej ulicy zawsze całą nasza ekipa spotyka się przed imprezą. Mam szczerą nadzieję, że dostatecznie wyraźnie wyraziłam swoje zdanie Ślizgonowi. Weszłam do domu i poszłam na górę do mojego pokoju, żeby zostawić zakupy. Zaraz jak coś zjem, to naszykuję się na imprezę. Zeszłam na dół i podeszłam do mojej torebki, którą zawsze zostawiam na szafce przy drzwiach. Wzięłam portfel i już chciałam iść do kuchni, żeby policzyć czy starczy mi pieniędzy na dziś, czy będę musiała wziąć pieniądze z pierwszej tygodniówki, która leżała w mojej szafce w sypialni. Jednak moją uwagę przykuło to, że w torbie brakuje pamiętnika. Od razu wysypałam wszystko na ziemię, ale nie poskutkowało to pojawieniem się owej rzeczy. Pędem pobiegłam do sypialni, skacząc po dwa stopnie na schodach. Z każdej torby zaczęłam wyrzucać wszystko na łóżko. Padłam w panice na kolana, schowałam twarz w dłoniach. Boże, jestem w dupie. Jak mogłam zgubić tak ważną rzecz? Cholera, ale jak, kiedy? Nagle mnie olśniło. Bar! Pobiegłam na dół, biorąc z tablicy korkowej ulotkę tego miejsca. Często zamawiałam stamtąd coś do jedzenia. Podbiegłam do telefonu i wykręciłam numer. Pierwszy sygnał... Cholera, niech ktoś odbierze... Drugi sygnał... Tak trudno, do cholery podnieść telefon?!... Trzeci sygnał... Jak nikt zaraz nie odbierze to was wszystkich roz...
-Słucham? -usłyszałam głos w słuchawce.
-Dzień dobry, byłam u państwa jakieś pół godziny temu, siedziałam przy oknie czekając na przyjaciółkę.
-Tak, pamiętam panią, coś się stało? -zapytał zatroskany właściciel.
-Można tak powiedzieć... Pisałam ważną pracę w notatniku i... Chyba go zostawiłam, może ktoś go znalazł i oddał? -zapytałam z nadzieją
-Niestety, ale proszę chwilkę poczekać, zaraz sprawdzę czy tam nie został. -usłyszałam. Nie czekałam długo, gdy właściciel znów złapał za słuchawkę. -Niestety, muszę stwierdzić, że nic takiego nie ma w barze. Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? -padło pytanie. Mówiąc szczerze jestem w ciemnej dupie. Nie mam notatnika, straciłam czas na szukanie go, a jest już 18:00. Nie pozostało mi nic innego...
-Tak, czy mogłabym złożyć zamówienie z dowozem?
-Tak, słucham.
-Poproszę małe frytki, małą colę, i hamburgera z dodatkami. -powiedziałam. Podałam jeszcze adres i dowiedziałam się, ze czas oczekiwania to trzydzieści minut. Przygnębiona całą sytuacją weszłam do łazienki, rozebrałam się i weszłam pod prysznic. Woda spływała po moim ciele, dając kojące uczucie. Umyłam się i zabrałam się za pienienie włosów. Po wyjściu spod prysznica, owinięta tylko w ręcznik, poszłam do sypialni. Nie zakładając nawet stanika, narzuciłam letnią sukienkę. Wiedziałam, że zaraz przyjedzie ktoś z moim zamówieniem, więc muszę mieć cokolwiek na sobie.
Zaczęłam suszyć włosy i szykować ubrania, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam pieniądze ze stołu i poszłam otworzyć. W drzwiach stał na oko osiemnastoletni chłopak, całkiem przystojny. Uśmiechnął się z błyskiem w oku, zauważył, że nie mam stanika pod sukienką. Niestety chłopcze, ale się rozczarujesz.
-Dzień dobry, przywiozłem zamówienie. -powiedział podając torbę z jedzeniem.
-Dziękuję, ile jestem winna? -zapytałam,a ten wskazał mi paragon. Zapłaciłam odpowiednią kwotę i...
-A może, masz ochotę... -zaczął
-Nie, nie mam ochoty nigdzie iść, muszę cię przeprosić, ale muszę się wyszykować. Jeszcze raz dziękuję. -zamknęłam za nim drzwi. Kobieta powinna znać swoją wartość i mieć szacunek do siebie.
Zjadłam na spokojnie przy włączonym radiu, gdy zjadłam i posprzątałam w radiu leciała jedna z moich ulubionych piosenek, dlatego włączyłam głośniej i tanecznym krokiem poszłam się szykować.

~*~

O 19:20 byłam gotowa. Czarny top podkreślał moją figurę, buty dodawały centymetrów, a torebka była zapakowana. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze i wyszłam z domu. Nie czekałam długo na Amy, która jak zawsze wyglądała zjawiskowo. Kremowa sukienka do połowy ud, jakaś narzutka na plecy i kremowe buty na płaskiej podeszwie. Od razu ruszyłyśmy na Lot Street. Gdy zbliżałyśmy się do celu, Amy trochę się spięła i zastanawiam się dlaczego. Jak zawsze to my czekałyśmy na wszystkich. Na horyzoncie pojawił się Patrick i Sam, oczywiście w świetnych nastrojach.
-A wy co tak sztywno stoicie? -zapytał Patrick podchodząc tanecznym krokiem do nas. Przywitaliśmy się buziakiem w policzek
-Może dlatego, że jeszcze nic nie piłyśmy? -zapytałam uśmiechnięta.
-Więc trzeba to naprawić. -powiedział Sam wyciągając zza siebie dwie butelki cydru. Siedzieliśmy na naszej ławce popijając cydr i czekaliśmy na Lily, która się spóźnia, jak zawsze.
Amy rozmawiała o czymś z Samem, a ja śmiałam się z Patrickiem.
-I wtedy zamknęłam mu drzwi przed nosem. -powiedziałam i zaczęliśmy się śmiać.
-Herm, nie wiem czemu jesteś taka okrutna dla mężczyzn. -powiedział. Sprzedałam mu kuksańca w bok i znów wybuchliśmy śmiechem. Złapałam łyk cydru i dopiero teraz zobaczyłam z kim wita się Amy. Wyplułam alkohol z ust i patrzyłam w szoku na blondyna.
-Co ty tu do cholery robisz? -zapytałam podchodząc
-Idzie z nami na imprezę. -powiedziała Amy.
-A ja uważam, ze nigdzie nie pójdzie. -odpowiedziałam spokojniej.
-Przepraszam, Hermiono, ale nie będziesz mówiła moim znajomym i osobą , które zaproszę co mają robić. -zmroziło mnie. Malfoy stał i najwyraźniej czerpał przyjemność z mojej porażki. Dziewczyna wyminęła mnie, razem z blondynem i poszła go przedstawić innym. Stałam oszołomiona, gdy zauważyłam biegnącą do nas Lily.
-Przepraszam za spóźnienie. -powiedziała dysząc lekko i pocałowała mnie w policzek. Nagle otrząsnęłam się z szoku i wróciłam do wszystkich. Postanowiłam nie zwracać uwagi na Amy i Malfoy’a. Skoro moja przyjaciółka chce poświęcić lata przyjaźni, dla jednej imprezy z tym pieprzonym egoistą, to niech tak będzie.
-Dobra, jesteśmy już i tak spóźnieni, więc idziemy. -powiedziałam idąc w stronę domu Paula. Patrick i Sam wstali i zrównali się ze mną. Lily akurat witała się ze Ślizgonem.
-Nie martw się Miona. My musimy zrobić dobre wejście, więc spóźnienie jest na miejscu. -powiedział Patrick i zarzucił mi ręce na szyję. Nie będę sobie niszczyć imprezy ze względu na moją naiwną przyjaciółkę i tego wrednego barana.


~*~


O 23:30 wszyscy już byli nieźle wstawieni, zresztą ja też. Czułam, że nie chcę tu już siedzieć i postanowiłam wyjść na podwórko, na którym nikogo nie było. Ogólnie, ogród był wyłączony z imprezy, przez właściciela. Nie chciał załazić matce za skórę. Teraz siedział pewnie pijany, na którymś z foteli, po następne nie mam zamiaru demolować ogrodu, tylko na spokojnie posiedzieć na huśtawce. Wszystko na chłodno mogę przeanalizować. Malfoy, przyszedł z nami i widziałam, że jest niepocieszony obecnością mugoli, ale zaskoczył mnie. Po niecałej godzinie imprezy normalnie rozmawiał z innymi, co jest dla mnie szokiem. Wypił mugolski alkohol, rozmawiał z mugolami, a nawet z nimi tańczył i się śmiał! To jest niepojęte! Skoro Draco Malfoy, dogaduje się z mugolami, to Voldemort biega nagi po Hogwarcie. To jest poważnie dziwne i postaram się to rozgryźć. Nawet nie zauważyłam, kiedy miejsce obok mnie zostało zajęte. Spojrzałam i nie mogłam oczom uwierzyć, że to on.
-Co ty tu robisz? -zapytałam
-To samo co ty. -odpowiedział Nastała cisza. Żadne z nas jej nie przerywało, nie było to krępujące, ale w końcu musiałam się odezwać.
-Malfoy, oboje wiemy, że to co robisz nie jest w twoich standardach. O co chodzi?
-Granger, mówiąc szczerze to nie mam pojęcia co ja robię. Miałem ucieszyć matkę informacją, że umiem szanować ludzi, nawet mugoli, choć wiedziałem, że tak nie jest. A teraz... Jestem tu, na mugolskiej imprezie, wśród niemagicznych ludzi i rozmawiam z mugolaczka na huśtawce ogrodowej. -powiedział patrząc w niebo, a mnie zatkało. Pierwszy raz w życiu nie wiedziałam co mam powiedzieć.
-Przecież, ty i twój ojciec...
-Tak, mój ojciec jest tyranem i teraz wiem już, o co chodziło mojej matce. Tyle czasu każdy spisuje mnie na straty, ale matka uświadomiła mi wiele rzeczy. -powiedział chłodno. Zadrżałam na te słowa, robiło się już chłodno.
-Zimno ci, Granger? -zapytał. Zaraz się zacznie... Czekał na moją odpowiedź, ale gdy jej nie otrzymał zdjął z siebie szarą bluzę i narzucił na moje ramiona. No teraz to ja już nie mam pojęcia o co chodzi. Jestem normalnie w szoku, ponadto nie wiem jak ma się zachować.
Poczułam silną potrzebę, dania mu szansy. Sama wiem jak jest, gdy nikt dookoła na ciebie nie stawia, gdy każdy spisuje na straty. Wtedy potrzebna jest szansa, od kogokolwiek...
-Malfoy, ja... -Melinie, co ja robię? Chyba za dużo wypiłam. Wyciągnęłam rękę w jego stronę. -Hermiona Granger, Gryfonka i mugolaczka.

~*~

Alkohol mugolskiego pochodzenia wcale nie jest gorszy od naszego, jak okazało się po dwóch godzinach imprezy. Teraz uświadomiłem sobie ile w życiu mnie omija. Już wiem co miała na myśli moja matka. To jest niesamowite jacy są ci ludzie, ich wynalazki, to jak radzą sobie bez magii. Potrzebuję ochłonąć, dlatego wychodzę do ogródka. Na huśtawce ogrodowej siedzi dziewczyna o burzy brązowych włosów. Od razu ją rozpoznaję, przynajmniej z wyglądu , bo z zachowania jej w ogóle nie poznaję. To nie jest ta Granger, którą znam. Odczuwam pragnienie akceptacji z jej strony, tego żeby zrozumiała, kim jestem. Siadam obok i widzę jej zszokowaną twarz.
-Co ty tu robisz? -pyta zamyślona. Patrzę jej przez chwilę w oczy i czytam jak z otwartej księgi. Jest zdziwiona i dużo rzeczy dzisiejszego wieczora ją przerasta, tak jak mnie. Na początku miałem tylko iść po to żeby dopiec tej małpie, a teraz... Świat przynosi nam dużo niespodzianek, w jednej chwili wszystko może się zmienić.
-To samo co ty. -odpowiadam. Widzę, że ją zatkałem, ale w końcu przychodzi opamiętanie.
-Malfoy, oboje wiemy, że to co robisz nie jest w twoich standardach. O co chodzi? -pyta, a ja zastanawiam się nad jej pytaniem. W końcu odpowiadam szczerze, może to alkohol w żyłach, albo ta noc ma taki wpływ na ludzi.
-Granger, mówiąc szczerze to nie mam pojęcia co ja robię. Miałem ucieszyć matkę informacją, że umiem szanować ludzi, nawet mugoli, choć wiedziałem, że tak nie jest. A teraz... Jestem tu, na mugolskiej imprezie, wśród niemagicznych ludzi i rozmawiam z mugolaczka na huśtawce ogrodowej. -opowiadam i patrzę w niebo zastanawiając się co jeszcze się wydarzy.
-Przecież, ty i twój ojciec...
-Tak, mój ojciec jest tyranem i teraz wiem już o co chodziło mojej matce. Tyle czasu każdy spisuje mnie na straty, ale matka uświadomiła mi wiele rzeczy. -teraz już wiem, że moja mama zrobiła coś, czego potrzebowałem od zawsze. Kto wie, może gdyby i ona spisała mnie na marne, to byłoby za późno żeby się zmienić. Dziewczyna wzdrygnęła się. Rzeczywiście robi się chłodno. -Zimno ci, Granger? -pytam, ale gdy nie dostaje odpowiedzi ściągam bluzę i zarzucam na ramiona szatynki. Malfoy, co ty do cholery robisz? Zastanawiam się, ale wiem, że nie robię nic złego.
-Malfoy, ja... -słyszę, po czym wyciąga do mnie rękę. -Hermiona Granger, Gryfonka i mugolaczka. -teraz to mnie zatkało. Czy to możliwe, że Granger, przyjaciółka Potter’a, postanawia zacząć od nowa, ze mną. Czy to jest normalne? Czy powinienem się zgodzić? Zdecydowanie to nienormalne...Przyjmuję jej rękę i lekko nią potrząsam.
-Draco Malfoy, Ślizgon i arystokrata.
-Uznajmy, że to jest nasze poznanie. -mówi nagle z cieniem uśmiechu.
-Tak, uznajmy tą noc, za noc naszego pierwszego poznania. -zgadzam się.

~*~

Wracam do domu nad ranem, jak zawsze. Rodzice śpią, ale ich i tak pewnie to nie obchodzi. Gdyby ktoś, kilka dni temu, powiedział mi, że będę pracować z Malfoy’em, pójdziemy razem na imprezę i że się z nim pogodzę, to wysłałabym go na jakąś terapie do Munga. Przysięgam, że wszystko jest takie popieprzone. Długo rozmawialiśmy, poznając się na nowo, dając sobie drugą szansę. Oczywiście, nie zapominamy starych krzywd, ale staramy się nie brać ich pod uwagę, na nowe znajomości potrzeba czasu. Wchodzę do swojego pokoju i kładę torebkę na biurko. Już mam się rzucić na łóżko, ale mój wzrok przyciąga... PAMIĘTNIK! Leży na wierzchu, blisko miejsca, gdzie postawiłam torbę. Największym zdziwieniem jest kartka na nim.

                ,,Pilnuj swoich rzeczy i nie rób z siebie ofiary.”

Patrzę na te słowa w osłupieniu, o co tu chodzi? Kto to tu zostawił i czemu skądś kojarzę to pismo?
Myślenie nad tym zajmuje mi około godziny, zanim poduszka mnie woła. Ledwo już patrzę na oczy, więc myśliciel ze mnie nie będzie za dobry, muszę iść spać. Przebieram się szybko i kładę pod kołdrą. Nie mija dużo czasu jak odpływam w sen.


~*~

Całą niedzielę myślałam nad tą kartką, poza tym, że byliśmy całą paczką w parku. Jak zdążyłam się zorientować, Malfoy też do niej należy. To nie był zły dzień, wręcz przeciwnie, ale moją głową i tak zawładnęła sprawa z kartką. Nikomu o tym nie mówię, bo myślę, że to nie ma jeszcze takiego znaczenia. Teraz, prawie spóźniona wbiegam do kawiarni. Poniedziałki są najgorsze. Jak burza wpadam do szatni, tym samym w ramiona Ślizgona.
-Nasza Gryfoneczka się spóźnia. -zironizował i puścił mnie.
Szybko kasuję kartę i otwieram szafkę. Malfoy czekał na mnie i razem wyszliśmy z szatni. Odetchnęłam z ulgą, gdyż wybiła akurat ósma.
-Malfoy, weź się do roboty, a nie mi tu ciumkasz. -prychnęłam wesoło. On nie jest taki zły jak się wydaje, co nie znaczy, że już się do niego przekonałam w stu procentach, albo że mu ufam. Po prostu, trzeba umieć go zrozumieć, dostrzec w nim potencjał, ,który był zabijany tyle czasu przez ojca. Z pozytywnymi myślami zabrałam się do roboty.

~*~

Kolejny tydzień minął spokojnie, a ja co dzień spędzam czas ze Ślizgonem, no i innymi znajomymi. Nie mogę uwierzyć, że zaczynam go lubić. Malfoy’a da się lubić! Merlinie, coś ty nawyprawiał? Do tej pory nie rozwiązałam tej zagadki z kartką, nie mam pojęcia o co może chodzić. W te, czy we wte i tak się nie poddaję, bo ja MUSZĘ wiedzieć i koniec. Czas na spokojną niedzielę i trochę relaksu.

~*~

Muszę przyznać, że Granger nie jest zła. Da się z nią porozmawiać, zawsze ma jakieś rady, zawsze próbuje pomóc. Święta, Granger. Przez ten czas dużo nauczyłem się o mugolach i ich urządzeniach. No, znaczy, Granger mnie nauczyła, ale nie zmienia to faktu, że ich świat jest interesujący. Aż się dziwię, że to przyznaję. Matka jest ze mnie bardzo dumna, z tego, że jednak rozumiem na czym polega świat i życie. Nie mogę narzekać na pracę, bo z humorkami Granger, i jej docinkami, dni mijają szybciej. Minęła już połowa lipca, a ja znam kilkoro mugoli, zadaję się z Granger, pracuję i... To jest w porządku. Nie mogę doczekać się spotkania z Zabinim, oczywiście nie powiem mu, kim są moi nowi przyjaciele, bo by mnie wyśmiał i nie miałbym życia w szkole. Jednak jest mi bardzo bliski, jak brat. Pisaliśmy kilka listów, za tydzień wraca z wakacji u ciotki, więc wpadnie do mnie na męski wieczorek. Te wakacje chyba nie mogłyby być lepsze.

~*~

Wchodzę do kawiarni razem z Granger, już od rana prowadząc sprzeczkę.
-Nie Malfoy, to ty się spiłeś jak bela. Więc wypraszam sobie. -zrobiła minę niewiniątka.
-Jakoś mi się nie wydaję, Granger, przyznaj się po prostu.
-Ale nie mam do czego ty kłamliwy...
-No dokończ. -powiedziałem otwierając drzwi szatni. Ta mała Gryfoneczka ma temperament, więc kłótnie z nią, to wręcz przyjemność.
-Dobra, zamknij się. -fuknęła podnosząc z ziemi fartuszek, który jej upadł. Popatrzyłem na nią i aż westchnąłem. Gdyby nie była mugolaczką, gdyby nie była Granger... Jej zgrabny tyłek i wręcz idealna talia czasem doprowadza mężczyzn do szału, ale wiadomo, że ona pozostaje niewzruszona na podrywy wszystkich facetów. Rozmawiałem o tym z Amy, powiedziała mi, że przez długi czas była zakochana w jakimś Jasperze, ale już nie jest i od tamtej pory wie, jak działa na facetów i wie jak skutecznie to wykorzystać, żeby później nie dawać im nic w zamian. Ona wie co to gra i umiejętnie to wykorzystuje. Brzmi to jakby wykorzystywała naiwność i czerpała jakieś korzyści, ale to tylko zwykła zabawa.
-Malfoy, ja wiem, że ty jesteś opóźniony, ale nie patrz się tak na mnie. -powiedziała, patrząc mi w oczy. Potrząsnąłem głową i spojrzałem na nią, jak zaczyna odpinać guziki bluzki, żeby się przebrać.- Z łaski swojej odwróć się. -poprosiła, ale co mi tam. Podszedłem do niej i oparłem dłoń na jej tali, a drugą na ramieniu.
-A może wolę popatrzeć? -zapytałem szepcząc jej do ucha. Westchnęła cicho. Po tych wspólnych dniach wiem już, że nasza Święta-Dziewica-Granger, nie jest wcale taka niewinna.
-Nie, Malfoy. Ty chyba wolisz dostać ode mnie kopa. -zaśmiała się i zrezygnowała z rozpinania bluzki. Założyła tylko fartuch i powiedziała
-Jeśli tą bluzkę ubrudzę i plama nie zejdzie, to kupujesz mi następną. -wypięła język w moją stronę i poszła. Również zostawiłem swoje rzeczy w szafce i ruszyłem jej śladem. Podszedłem do lady i nawiązałem rozmowę wracając do tematu z szatni.
-Niby czemu mam kupić ci następną? -zapytałem, jak ja uwielbiam ją złościć.
-Bo jak ją ubrudzę, to przez ciebie.
-Przecież, nikt ci nie każe cię brudzić.
-Zaraz, to się dopiero pobrudzę, plamy po krwi tak szybko nie schodzą.
-Czy to była groźba, panno Granger? -zapytałem idąc na swoje miejsce.
-Jak najbardziej, panie Malfoy. -fuknęła, ale widziałem po niej, że ma ochotę się roześmiać. Nie chcę żeby nasze relacje wykraczały bardziej niż, poza pracę, ale czuję, że te spotkania z nimi dużo mi dają. W końcu mogę być sobą, a oni akceptują mnie takiego jakim jestem.

~*~

Wtorek, od wczorajszego wieczora non stop leje. Zastanawiam się jak długo to potrwa. Granger, stała się jakaś nieswoja. Podkrążone oczy, cały czas o czymś myśli i czymś się przejmuje, to niepodobne do niej. Rozmawiałem z Amy, gdy Gryfonka poszła na przerwę, powiedziała, że może być jej ciężko w najbliższych dniach, nic więcej. Za czterdzieści minut kończy się nasza zmiana, a z wyjściem po pracy można się pożegnać, bo leje i nikt na to ochoty nie ma. Sięgam po instrukcję od ekspresu, bo zaczął szwankować. Patrzę na karteczkę, która wypada z książeczki.

                 ,,Chyba Gryfoni i Szlamy, nie są wart twojej uwagi?”

O co chodzi? Kto to tu zostawił? Jakim cudem w ogóle ktoś dostał się za ladę? Schowałem kartkę do fartucha i postanowiłem zastanowić się nad tym w domu.


~*~


Całą noc nie spałam, dzisiaj środa i mija miesiąc od śmierci Ray i Jaspera. Od dwóch dni leje deszcz jak cholera. Przebieram się żeby wyjść z pracy i iść na cmentarz. Przy wyjściu zagaduje mnie Malfoy.
-Granger, dziś też się nie widzimy? -pyta z nadzieją.
-Nie wiem, jak chcecie to możecie gdzieś iść, ja muszę iść na cmentarz. -opowiadam. Troszkę za dużo powiedziałam, ale co go to obchodzi. Wyszłam z kawiarni naciągając kaptur na głowę. Szłam ulicami i byłam naprawdę anonimowym człowiekiem. Miesiąc temu moi przyjaciele umarli. Rozstali się z życiem i ze mną. To tak cholernie boli. Szybko doszłam na cmentarz, kupiłam tam dwie białe róże, jak zawsze. Całą noc myślałam o nich, całą noc płakałam, całą noc piłam, całą noc się raniłam. Stałam teraz przed ich grobem i znowu płakałam, nigdy nie przestanę o nich myśleć. Dlaczego nie pozwolono mi ich zobaczyć podczas pogrzebu? Trumny były niestety zamknięte. Przez całe życie będą mnie nawiedzać myśli, co by było, gdyby oni żyli. Z bezsilności opadłam na kolana, byłam już cała przemoknięta. Z mojego gardła wydarł się głośny szloch, na wspomnienie Jaspera. Co i komu zrobiłam, że tak mnie pokarali? Ściemniło się już całkowicie, a ja nadal byłam jak posąg, choć wiem, że moje zostanie tutaj nie zwróci im życia. To wszystko tak cholernie boli! Nienawidzę tego wszystkiego, siebie, życia. Zapadła noc i trzęsłam się z zimna. Usłyszałam czyjś głos i zlękłam się.
-Granger, do cholery! Co ty wyczyniasz? -odezwał się wściekły blondyn.
-Co ty tu robisz, Malfoy? -byłam w szoku, jak on się tu znalazł?
-Zabieram cię stąd, zanim nabawisz się zapalenia płuc. -powiedział podając mi rękę. Wstałam i tak nie mam nic lepszego do roboty.
-Jak ty się tu znalazłeś?
-Może lepiej powiedz mi od kiedy tu jesteś. -zignorował mnie prowadząc do wyjścia.
-Może mi odpowiesz na pytanie?
-Granger, jesteś tak cholernie uparta! -warknął, zakrywając twarz rękom z bezsilności. -Dzwoniłem do Amy, a gdy powiedziała, że w domu cię nie ma postanowiłem sprawdzić czy jesteś tutaj. Leje jak cholera, a ty pół dnia tu siedzisz. Zwariowałaś kobieto.
-Nie twoja sprawa. To ja zwariowałam, a nie ty. -fuknęłam. Zauważyłam, że nie zaprowadził mnie do mojego domu, czy Amy. Jednak wiem, że to czarodziejska dzielnica w mieście. Nie spodziewałam się, że on może tu mieszkać. Otworzył drzwi kluczem i zaprosił mnie do środka. Wahałam się, ale co mi szkodzi. Chyba nic gorszego mnie nie może spotkać. Powlokłam się korytarzem, zostawiając za sobą mokre ślady.
-Co twój ojciec na to, że sprowadzasz szlamy do domu? -syknęłam wchodząc do małej kuchni. Pomieszczenie było bardzo w moim stylu. Ciemno brązowe szafki, i wysepka kuchenna na środku. Ściany w kolorze beżu i brązu. Okno wychodzące na mały ogródek przed domem, z widokiem na schody. Na przeciwko kuchni, po drugiej stronie korytarza było wejście do salonu z kominkiem.
-Mieszkam sam. -powiedział. -Wejdź do salonu. -polecił. Miałam szanse, bardziej się rozejrzeć. Ogień w kominku nadal płonął, czarna kanapa i dwa, dwuosobowe fotele, po obu stronach kanapy. Czarny, puchowy dywan pasował do małego stolika, także w tym kolorze. Przy oknie stał sześcioosobowy stół, pasujący do brązowego koloru ścian. Czerwone rolety były zasunięte. Dopiero teraz zauważyłam, że ściana z małym barkiem jest z cegły. Zlękniona odwróciłam się czując czyjąś dłoń na ramieniu. Draco stał wyprostowany z otwartą butelką piwa w jednej dłoni, a drugą, wyciągniętą w moja stronę, zajmowała mu zamknięta butelka. Popatrzyłam podejrzliwie, ale wzięłam piwo. Nawet jeśli chce mnie otruć, to wszystko mi jedno. Kapsla pozbyłam się za pomocą zębów.
-Granger, przecież mam otwieracz. -zaśmiał się.
-Ale ja wole, stare, sprawdzone sposoby. -puściłam mu oczko. Jak ja dobrze udaję, dobrze maskuje smutek. Teraz rozumiem, że w sumie jesteśmy podobni do siebie. Oboje zakładamy maski, odpowiednie do sytuacji.
-Granger, chodź, przebierzemy się. -polecił i wyszedł z salonu.
-Chyba nie myślisz, ze będę się z tobą przebierać ? -podniosłam lekko głos, mając nadzieję, że usłyszy i poszłam za nim. Wiedziałam, że on nawet o tym nie myśli, ale lubię się z nim kłócić.
Dotarliśmy do sypialni. Łóżko z zieloną pościelą i najciemniejszym odcieniem tego koloru, kotarami, dzięki kotarom cenie baldachimy, jednak tu ich nie ma. Te zasłony idą, aż od sufitu. Srebrne szafki i kanapa, przy szafie w tym samym kolorze. Ciemna podłoga tak bardzo współgrała z dużym, szarym dywanem. Wiadomo, to Ślizgon. Wyciągnął z szafy szare spodnie od dresu i czarną koszulkę.
-Masz, idź do łazienki, naprzeciwko sypialni i przebierz się, ubrania rozwiesisz sobie w suszarni. Daj mi tę bluzę od razu. -podał mi rzeczy, ja ściągnęłam moją puchową bluzę. W jego oczach pojawił się błysk i nie bardzo wiedziałam o co chodzi, więc zignorowałam to i poszłam do łazienki.


~*~

Zamknęłam za sobą łazienkę, która była mała, ale piękna i funkcjonalna. Duża wanna, wbudowana w podłogę, przy drzwiach czarny prysznic, mała umywalka i toaleta. Wszystko zachowane w kolorach bieli i brązu. Nie wiedziałam, gdzie jest suszarnia, ale otworzyłam drzwi, które były obok łazienki i trafiłam. Przy małym piecyku wywiesiłam swoje rzeczy i wróciłam do salonu. Tam czekał na mnie Malfoy. Usiadłam obok niego na kanapie i nalałam Ognistej Whiskey do szklanki przed sobą, ponieważ jego była pełna. Patrzył w ogień w kominku i myślał, wiem kiedy myśli, bo widać zacięcie na jego twarzy.
-Czemu to robisz? -zapytał mnie znienacka, a ja zastanawiałam się o co chodzi. -Nie udawaj, Granger, widziałem. Tylko pytam, czemu? -nawet na mnie nie spojrzał.
-Nie rozumiem, o co ci chodzi, Malfoy. -poważnie, nie miałam pojęcia. Złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę tak, żeby dobrze jej się przyjrzeć i już zrozumiałam.
-O to mi chodzi. -powiedział patrząc mi w oczy. Chodziło mu o blizny po cięciach i rany. Czułam łzy. No co mam mu powiedzieć? Że sobie nie radzę, że tak czuję choć na chwilę spokój?
-To mnie uspokaja, po tych przeżyciach. -odpowiadam cicho.
-To nie jest zdrowe, Granger. Jak się domyślam inni nie wiedzą. Zobaczę to jeszcze raz na twoim ciele, to powiem im.
-Grozisz mi? -pytam wyrywając rękę.
-Nie, to nie groźba, to prośba. Jeśli ci źle, z czymś sobie nie radzisz, to porozmawiaj. Rozumiem, że mogę nie być najlepszą osobą do tego, ale masz Amy, Lily...
-Oni nie zrozumieją, Malfoy, nie drążmy tego tematu. Jeśli cię to uszczęśliwi to obiecuję, że już nigdy więcej tego nie zrobię. -nie jestem pewna czy dam radę, ale już dawno miałam z tym skończyć, a teraz mam motywację.
-Mam nadzieję, bo pomyśl, co powiesz za kilka lat dzieciom?
-Dobra, nie bierz mnie pod włos. Koniec tematu. -zakończyłam. -Napijmy się, za nowy początek.
-Który raz już za to pijemy? -zapytał rozbawiając mnie przy tym.
-Kolejny, ale za nowy początek wszystkiego. Stuknęliśmy się szklankami i napiliśmy trunku.

-Musimy się lepiej poznać. -stwierdziłam. - Zagrajmy w pytania.





*********  

Tak jak wspomniałam rozpisuję się tutaj, rozdział nie sprawdzony. Piosenki są bardzo ważną rzeczą w tym rozdziale. Wena mi dopisuje, dodałam rozdział dzień wcześniej. Jestem zadowolona z tego rozdziału, choć wiem, że zawsze mogłoby być lepiej. Linki do swoich blogu zostawiajcie przy komentarzu, lub w zakładce media i linki. Będzie mi bardzo miło, jeśli wyrazicie swoje zdanie na temat rozdziału, to naprawdę motywuje i daje kopa do dalszej pracy.  To chyba tyle, kolejna notka za tydzień, do następnego kochani ;) 
<3 
~Kinia

sobota, 8 lipca 2017

Rozdział 1-,,Niechciane, zawsze przychodzi najszybciej"

PIERWSZY ROZDZIAŁ! Jestem taka dumna z tego, że w końcu mogę go opublikować. Rozpiszę się troszkę na koniec, a teraz zapraszam do czytania. Oczywiście nie zapomniałam o piosenkach ;) 
Miłego czytania! 



Route 94 - My Love                                                 Kygo - Firestone

                               Oraz moja perełka: Portrayal - Rooms





Szelest kołdry i śpiew ptaków za oknem. To jedyne co było słyszałam tego letniego poranka, aż do czasu...
-Hermiona, pospiesz się jeśli chcesz żebyśmy cię odwieźli! -cicho jęknęłam na słowa matki. Powoli zaczęłam wstawać z łóżka. Jeśli chciałam dostać posadę na czas wakacji to musiałam się spieszyć. Ubiegałam się o jeden z dwóch etatów w kawiarence, więc nie wypada się spóźniać. Wzięłam z krzesełka naszykowane ubrania i udałam się do łazienki. Weszłam pod prysznic, letnia woda działała na mnie kojąco, jak zawsze zaczęłam rozmyślać namydlając swoje ciało. Ubrałam się w letnią sukienkę z rękawami do łokci i głębokim dekoltem z przodu i z tyłu. Kwiatowe wzory dopełniały całość świetną kolorystyką. Sukienka była prawie do kolan, więc uważałam, że jest idealna. Stanęłam przed lustrem i spróbowałam się do siebie uśmiechnąć, słabo mi to wyszło, ale przynajmniej próbowałam. Spięłam wsuwką grzywkę do tyłu. Weszłam do mojego pokoju i szybko zgarnęłam z biurka telefon, portfel i torebkę z krzesła. Na śniadanie zjadłam tylko pół tosta wymigując się brakiem apetytu. Z rodzicami prawie wcale nie rozmawiam, żałosne jest to jak próbują mnie zrozumieć. Tak naprawdę nic o mnie nie wiedzą.

~*~
W spokoju i wyjątkowo bez kłótni dojechaliśmy pod kawiarenkę ,,Szczęśliwy Feniks” to tu będę pracować. Wysiadając nawet słowem się do siebie nie odezwaliśmy, to już chyba tradycja. Usłyszałam jak samochód moich rodziców odjeżdża, pojechali do pracy, będą późno więc po swojej zmianie będę miała w domu spokój. Odetchnęłam, uśmiechnęłam się i weszłam do środka. Pierwsze co do mnie dotarło to zapach świeżo zmielonej kawy, pomieszczenie jest małe i przytulne. Wszędzie stoją okrągłe przeszklone stoliki z menu na środku. Lampki dawały ciepłe i klimatyczne światło. Po prawej stronie przy ladzie stał ogromy, brązowy regał z książkami. Uwielbiam to miejsce, to tu mugole i czarodzieje mogą spędzać razem czas. Dwa różne światy w jednym pomieszczeniu, dawno czegoś takiego brakowało. Przy kasie stała wysoka i dosyć młoda Afroamerykanka. Gdy mnie zobaczyła od razu się uśmiechnęła.
-Ty pewnie jesteś Hermiona Granger? -zapytała wycierając rękę o ścierkę przewieszoną przez szlufkę od spodni i podając mi dłoń. Uśmiechnęłam się i podałam jej rękę w celu przywitania.
-Tak, to ja. Przyszłam na mój dzień próbny. -odpowiedziałam z entuzjazmem.
-Pamiętam o tym, spokojnie. -rozpromieniła się - Więc przez telefon mówiłaś, że po wakacjach idziesz na szósty rok do Hogwartu.
-Tak, dlatego postanowiłam się czymś zająć.
-Świetnie, twój współpracownik, z którym będziesz na zmianie też idzie na szósty rok z tego co słyszałam, więc myślę, że się dogadacie. Tam jest zaplecze -wskazała na brązowe drzwi -A tu twój klucz do szafki i karta, którą musisz skasować w automacie zawsze jak zaczynasz zmianę i ją kończysz -podała mi obie rzeczy na ladzie. -W szafce czeka na ciebie firmowy fartuch. Z tego co mówiłaś to z ekspresami jesteś obeznana, więc podszkolisz trochę swojego kolegę jak tu przyjdzie.
-Oczywiście, nie ma problemu. -zaczęłam kierować się w stronę zaplecza. Czy będzie bardzo nachalnie, gdy zapytam z kim będę pracować? Przecież i tak każdego znam, a taka wiedza mi nie zaszkodzi. Rezygnuję z tego pomysłu i idę skasować kartę. W szafce numer 2 znajduję nie tylko fartuch, ale czarne krótkie spodenki i czerwony T-shirt z logo kawiarni. Jak się domyślam nie muszę się przebierać, bo Abby (właścicielka) wspomniała tylko o fartuchu, jednak robię to, bo tak będzie mi chyba wygodniej przez te kilka godzin. Przewiązuje bordowy fartuszek na pasie i zmierzam do głównej sali kawiarni. Cały czas myślę z kim będę pracować, ale z zamyślenia wyrywają mnie drzwi, które ktoś dosyć szybko i z dużą siłą otworzył. Gdyby nie fakt, że złapał mnie za ramie, zapewne bym leżała. Jeśli to będzie Neville, to nie będę zaskoczona tym, że już na wejściu jest niezdarny. Jak duże może być moje zaskoczenie gdy okazuje się, że na te zaplecze, wszedł właśnie nie kto inny jak nasz szanowny arystokrata dupek. Panicz Draco Malfoy. Stałam z szeroko otwartą buzią, nawzajem mierzyliśmy się wzrokiem nie dowierzając. Ze wszystkich miejsc na świecie, to było by ostatnie gdzie spodziewałabym się go spotkać. Pierwsza się otrząsnęłam, bo pierwsza i podstawowa zasada to: ,,Zawsze trzymaj fason, byle jak, ale zawsze”
-Zamknij buzię Malfoy, bo ci mucha wpadnie. -powiedziałam sarkastycznie -Co ty tu w ogóle robisz?
-Tobie Granger, mogę zadać to samo pytanie. -odpowiedział odsuwając mnie na bok. Podszedł do szafki z numerem 1. Świetnie! Lepszej wakacyjnej pracy chyba znaleźć nie mogłam! Patrzyłam jak wyciąga koszulkę z szafki. No to jestem w ciemnej dupie...
-Chyba nie będziesz tu pracował? -zapytałam
-Podobno jesteś bardzo mądra, a zadajesz takie głupie pytania. -odpowiedział i spojrzał na mnie
-Na twoim poziomie. -powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem. Zaczął rozpinać białą koszulę i nagle się odezwał
-Wiem Granger, że jesteś święta i nagiego mężczyzny nie widziałaś, ale bądź co bądź, bardzo mi schlebiasz tym, że jestem tym pierwszym.
-Chyba śnisz fretko. -parsknęłam lekko śmiechem i poszłam na salę.

~*~

Razem z Abby nie czekałyśmy długo, aż ten tleniony dupek się zjawi.
-Hermiono to jest Draco. Draco to jest Hermiona. -Abby przywitała nas sobie i czekała, aż podamy sobie ręce.
-Ale my się niestety znamy. -powiedzieliśmy w tym samym czasie.
-Oszczędź sobie Malfoy, po prostu weźmy się do pracy. -powiedziałam po czym podeszłam do kasy. Abby chyba zauważyła, że między mną, a nim kolorowo nie jest.
-Kochani wszystko dobrze? -zapytała po chwili. Westchnęłam cicho i przewróciłam oczami.
-Oczywiście, tylko się nie zdziw, gdy klienci zaczną ci uciekać, bo szanowny Pan Malfoy, będzie miał ochotę powyzywać wszystkich od Szlam. -spojrzałam na niego z przekąsem. Oderwał się od filiżanek i rzucił we mnie najgroźniejszym spojrzeniem jakie miał.
-Większym szokiem chyba będzie jak szanowna Pani Granger, będzie łamała ludziom nosy, przez swój prawy sierpowy. -uśmiechnął się wrednie w moją stronę.
-Dobra, nie mam pojęcia o co wam poszło i jaki czas temu. Tu macie się zachowywać spokojnie i jak na pracowników przystało. Hermiona, masz później nauczyć Dracona obsługi wszystkich funkcji...
-To już chyba wolę przeczytać instrukcję. -blondyn przerwał Abby
-O Merlinie ty umiesz czytać. -udawałam mój entuzjazm
-Cicho! -Abby chyba się wkurzyła. -Ma tu być spokój. Wszelkie instrukcje chyba wam przekazałam przez telefon. Idę do biura, a później jadę po zamówienia. Jak wrócę wszystko ma być okay. - powiedziała i poszła w stronę biura. Ja musiałam się wziąć za obsługę klientów.

~*~
,,Czarna bez cukru”, ,,Rozpuszczalna odtłuszczona” czy ,,Czekoladowa babeczka”, to był tylko początek. Z Malfoy’em nie rozmawiałam, tylko pisaliśmy sobie karteczki. Jak mówił, tak zrobił i przeczytał instrukcję każdego ekspresu bądź maszyny, która była w kawiarni. Stał teraz daleki kawałek ode mnie, przy drugim końcu blatu, co było mi na rękę. Jak miłym zaskoczeniem było, gdy do kawiarni weszli moi znajomi. Lily, dziewczyna z ogromnym poczuciem humoru. Sam, oderwany od rzeczywistości, zawsze dużo rozmyśla. Amy, która jest najbardziej zmienna dziewczyna jaką znam. No i Patrick, silny, miły i wesoły. Zajęli stolik przy oknie i chwile porozmawiali oglądając menu. Jak zawsze było słychać śmiechy i przekomarzanki, kto idzie do kasy. Padło na Lily, z udawanym zrezygnowaniem udała się w moją stronę.
-Hej Herm. -uśmiechnęła się i nastawiła swój policzek ponad kasę. Cmoknęłam ją i się uśmiechnęłam.
-No i jak jest? -zapytała
-W sumie dobrze. Nie ma jakiegoś wielkiego ruchu, kawa za darmo i tak źle nie płacą. -zaśmiałyśmy się z mojej odpowiedzi.
-A ten seksowny typek? -zapytała wskazując palcem gdzieś poza moimi plecami. Odwróciłam się i spojrzałam na Ślizgona, po czym wróciłam wzrokiem do mojej przyjaciółki. Na szczęście Malfoy był za daleko żeby to słyszeć.
-Seksowny typek? -parsknęłam śmiechem -To najgorszy typ jakiego znam. Pamiętasz jak ci opowiadałam o tym kretynie ode mnie ze szkoły? To właśnie on, kretyn, zadufany w sobie idiota, pieprzony egoista...- zauważyłam, że Lily mnie nie słucha tylko wpatruje się we mnie, a raczej w osobę za moimi plecami. Odwróciłam się twarzą do niego i popatrzyłam na niego pytającym spojrzeniem.
-Mów dalej Granger. Chętnie posłucham jaki według ciebie jestem. -popatrzyła na mnie, wiedziałam jak bawi go ta sytuacja.
-Nie interesuje mnie rozmowa z tobą. W ogóle do tej pory myślę, że ktoś robi sobie ze mnie niezłe jaja. Czy ja jestem w jakiejś ukrytej kamerze? Jakoś żaden pomysł nie przychodzi mi do głowy, bo co ty takiego możesz tu do cholery robić? -no i chyba zaraz wybuchnę
-To raczej nie jest twój interes Granger. Weź się lepiej za przyjmowanie zamówień. - i skierował się w stronę swojego stanowiska.
-Nie będziesz mi rozkazywał! -powiedziałam. Lily tylko się nam przyglądała z zainteresowaniem.
-Szlamy powinny znać granice i swoje miejsce, Granger. -przedstawił swoje durne przekonanie i odszedł. Głupszym się ustępuje więc, mimo że gotowało się we mnie ze złości to nie zareagowałam na to i przyjęłam zamówienie mojej przyjaciółki.

~*~

Ciemne burzowe chmury niczym się nie odróżniały od ciemnej nocy. Mocny deszcz chłodził moje ciało. Krople deszczu mieszały się ze łzami na moich policzkach. Od kilku dni co dzień tu przechodzę i zostawiam dwie białe róże. Rey i Jasper byli jednymi z najważniejszych osób w moim życiu, moi najlepsi mugolscy przyjaciele. Miałam przed nimi trochę sekretów, ale akceptowali to. Jasper... miał być dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem. Rey, jego siostra, doskonale o tym wiedziała i pomagała mi. Jak zawsze, gdy tu przechodzę w mojej głowie pojawiają się wspomnienia...
Pięcioletnia ja buja się na huśtawce i zastanawia się czy ktokolwiek ją tu polubi. W powietrzu unosi się zapach skoszonej trawy. Nagle na plac przybiega dwoje dzieci. Chłopiec, widać że jest starszy od dziewczynki obok. Gdy ich wzrok pada na mnie zaczynają cicho szeptać. Myślę sobie wtedy, że na pewno nie znajdę przyjaciół skoro już mnie tu obgadują. Czuję samotną łzę na policzku i zatrzymuję się. Gdy chce już iść oni do mnie podchodzą.
-Hej, coś się stało? -pyta chłopiec
-Nie... -ocieram łzę- Nie musicie się silić na współczucie, rozumiem to, że nie chcecie się ze mną zakolegować. -odpowiadam
-Co za absurd! -krzyczy dziewczynka wymachując rękami w górę. -My właśnie chcemy się zakolegować. Wiemy, że dopiero się wprowadziłaś, mama nam powiedziała. -wyjaśniła łapiąc mnie za rękę. Patrzę na nią z zaciekawieniem.
-Nikt nie powinien czuć się samotny -mówi chłopiec przytulając mnie.
Uśmiecham się na to wspomnienie. Wtedy nie spodziewałam się, że tak się z nimi zaprzyjaźnię. Niestety, po raz kolejny los pozwolił sobie ze mnie zakpić i zabrał mi ich. Dla całej naszej paczki była to tragiczna wiadomość. Tylko jest pewna różnica. Oni zdążyli się z nimi pożegnać, ja nie... Moje ostatnie wspomnienie z nimi to jak wracałam do Hogwartu po przerwie świątecznej.
Szłam już cała skostniała z zimna w stronę domu. Całą epiką byliśmy przez większość dnia w parku. Chcieliśmy spędzić miło mój ostatni dzień tutaj, bo jutro przecież wyjeżdżam do ,,szkoły z internatem”. Mieliśmy wspaniałą bitwę na śnieżki, lepiliśmy bałwana, wywracaliśmy się w śnieg i bardzo, ale to bardzo zmarzliśmy, jednak było warto. Usłyszałam jak ktoś mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Ray i Jaspera. W moje ramiona wpadła Ray.
-Miona, skarbie myśl o nas. -cały czas mnie nie puszczała. -Nie długo się znów zobaczymy, ale nie wytrzymam z nimi wszystkimi bez ciebie. -teraz mnie puściła i zaśmiała się. Widziałam w jej oczach łzy. Mi też było ciężko wracać. Z każdym kolejnym moim powrotem do Hogwartu było nam ciężej się rozstawać. Byliśmy dla siebie jak tlen. Przytuliła mnie i cmoknęła ww policzek.
-Idę, nie chcę przy tobie ryczeć. -uśmiechnęła się smutno i szła tyłem w stronę domu. -Miłego semestru i... Będziemy na ciebie czekać. Kocham cię Miona. -to były ostatnie słowa, które od niej usłyszałam tego wieczora. Wtedy nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to naprawdę ostatnie słowa jakie skierowała do mnie. Po chwili zniknęła w ciemności. Podszedł do mnie Jasper i narzucił mi kaptur od mojej kurtki na głowę. Zawsze o mnie dbał.
-Nie możesz się rozchorować. - powiedział. Patrzyliśmy sobie w oczy, cisza nas nie krępowała. Zaczął intensywnie śnieg.
-To...
-Miona, nie myśl, że jestem ślepy i że tego nie widzę. -na te słowa przygryzłam wargę. - Chcę, żeby było z tego coś więcej. Chcę tego od chwili, w której zauważyłem cię na huśtawce. Taka zagubiona i samotna, potrzebowałaś nas wtedy, tak jak my ciebie, bo wiesz jaki był nasz ojciec. Już wtedy wiedziałem, że nie będziesz mi obojętna. Nie jestem z Sarą, bo widziałem jaki sprawia ci to ból, byłem z nią tylko i wyłącznie żeby przestać myśleć o tobie. Nie chciałem między nami niczego zniszczyć rozumiesz mnie? Teraz wiem, że byłem głupi. Nie przerywaj mi -powiedział widząc, że chce się odezwać. Nikt z tej szkoły nie zna cię taką jaką jesteś i rozumiem to. Jeśli na wakacje wrócisz to... Jeśli nadal chcesz, możemy spróbować.
-Jasper... Ja.... nie wiem co mam ci powiedzieć. -patrzyłam ze łzami w oczach. Nigdy nie myślałam, że akurat to marzenie się spełni. To było coś ponad moje wyobrażenia.
-Rozumiem jeśli jest już za późno... -powiedział smutno
-Nie! Nie jest za późno. Ja od zawsze o tym marzyłam. Masz rację, jak wrócę ze na wakacje to... Spróbujemy. -powiedziałam z uśmiechem. Zbliżyliśmy się do siebie. Czułam jego ciepły oddech na swoich wargach. Jego usta złączyły się z moimi. Smakował miętową pastą do zębów, papierosami i naszymi ulubionymi czekoladowymi ciastkami. Całował bardzo dobrze, dużo lepiej od Kruma. Zawsze chciałam, żeby to się wydarzyło.
Cały czas szłam do domu w deszczu. Łzy nadal lały się po mojej twarzy. Nigdy nie zapomnę ich śmiechu, tego jak sobie dogryzaliśmy wszyscy nawzajem. Chciałabym przeżyć każdą chwilę na nowo. Chciałabym tu być, żeby zapobiec temu wypadkowi. Zawsze wiedziałam, że ich ojciec to tyran i zwyrodnialec. Co prawda tego wypadku nie spowodował, mimo że był za kierownicą, nic nie mógł zrobić. To efekt motyla, wtedy znęcał się nad małymi dziećmi i żoną, a gdy ona zdobyła się na odwagę i postanowiła się rozwieść wyprowadził się. Może, gdyby jednak nie chciał naprawiać relacji z dziećmi po tylu latach to każde z nich by żyło? Może nawet on nadal by żył. Pewne jest to, że nie byliby wtedy w tym aucie, nie byłoby żadnego wypadku. Przypomniało mi się teraz jak odrabiałam pracę letnią na eliksiry rok temu.
Wszędzie walały się pergaminy i książki. Czekałam, aż Ray albo Jasper po mnie przyjdą. Usłyszałam jak ktoś na dole puka do drzwi. Wiedziałam, że to oni więc zaczęłam chować wszystkie rzeczy, które mogłyby im się wydać dziwne. Drzwi do mojego pokoju się otworzyły, akurat bo schowałam wszystko.
-Yo, Miona! -przywitała się Ray i rzuciła się na fotel przy drzwiach.
-Zbieraj się. Wszyscy już na nas czekają. -powiedział Jasper.
-Okay, biorę torbę, bluzę i idziemy. -mówiąc to podeszłam do szafy w celu znalezienia bluzy.
-Miona? To na takim czymś piszecie? -usłyszałam głos Jaspera. Odwróciłam się i zobaczyłam, że trzyma w rękach czysty pergamin. Cholera!
-Ymm... Czasem. -odpowiedziałam kierując się do niego, żeby zabrać mu ów pergamin. -Najczęściej na historię.
-Pachnie ładnie, jak ty po odrobieniu prac letnich. -powiedział. Rzeczywiście, miał rację. Zaczęliśmy się śmiać.
Żałuję, że tyle w życiu nas ominie.

~*~

Drugi dzień w kawiarni, a ja nadal nie mogę uwierzyć, że Malfoy jest moim współpracownikiem. Wchodzę przez drzwi frontowe do lokalu i kieruję się do szatni. Widzę, że blondyn jeszcze nie przyszedł. Dziś jest ubrana nieco wygodniej, biorąc pod uwagę fakt, że po swojej zmianie wychodzę ze znajomymi. Biorąc pod uwagę ciężkie, deszczowe chmury, które nie opuszczały nieba od wczorajszego popołudnia ubrałam się nieco cieplej niż poprzedniego dnia. Założyłam długie, czarne, skórzane spodnie z wysokim stanem, biały crop top i białe trampki. Przewiązałam fartuszek w pasie i ruszyłam na salę. Do otwarcia było jeszcze około piętnastu minut, więc zaczęłam sprawdzać podstawowe rzeczy na przykład czy szklanki, filiżanki bądź kubki są na odpowiednich miejscach. Sprawdziłam maszynę do napojów i inne takie duperele. Usiadłam na stołku przy kasie i zaczęłam rozmyślać. Jak to się w ogóle stało, że ten Ślizgoński kretyn się tu znalazł. Nigdy bym nie chciała, żeby nasze drogi jakkolwiek się ze sobą zbiegły, a tym bardziej po ostatnim roku i po bitwie z jego ojcem i innymi Śmierciożercami, która jakiś niecały miesiąc temu odbyła się w Ministerstwie. Niestety niechciane zawsze przychodzi najszybciej. Jestem na tego idiotę skazana przez całe wakacje chyba, że w końcu mu się znudzi. Mam taką nadzieję. Niestety szybko zostałam sprowadzona na ziemię, bo Ślizgon wszedł właśnie do kawiarni. Kiedy ty się Miona nauczysz, że nadzieja matką głupich? Spojrzał na mnie z grymasem na twarzy i ruszył się poszedł się przebrać. Może, gdybym porozmawiała z Abby to, zgodziłaby się mnie przenieść na inną zmianę. A zresztą co ja się będę prosić? Ja byłam tu pierwsza, więc jeśli temu kretynowi to nie pasuje to niech sam się zamieni. Jak na zawołanie wszedł na salę, podszedł do drzwi i przekręcił tabliczkę na napis ,,OTWARTE” i poszedł na swoje stanowisko. Zadzwonił firmowy telefon, który stał koło kasy. Złapałam za słuchawkę i odebrałam.
-Miona? -usłyszałam głos Amy
-Tak to ja, ale Amy, mówiłam ci... -westchnęłam. Ta dziewczyna mnie rozbraja.
-No wiem, miałam nie dzwonić jak będziesz w pracy. Jednak ta sprawa nie może czekać. -powiedziała poważnie, co w jej ustach brzmiało przekomicznie.
-Jaka to sprawa? -zapytałam
-Dzisiejsza impreza. -zaakcentowała końcówki.
-Amy, trąbisz mi o niej od kiedy przyjechałam. -mimo wszystko uśmiechnęłam się.
-Tak, ale uważam, że jest to bardzo ciekawy temat do dalszych rozmów. -niemal widziałam ją na żywo jak siedzi w swoim domu na dużym fotelu w salonie. Oczywiście siedzi niestandardowo, nogi na oparciu, jakaś gazetka młodzieżowa na kolanach i kabel od telefonu zawinięty na palcu.
-Przerabiałyśmy to już tyle razy. To impreza wakacji z dużą ilością alkoholu, tłumem ludzi i najlepszymi kawałkami ostatnich piętnastu lat. Mówisz tak za każdym razem, gdy jest jakaś impreza. -uświadomiłam ją po raz kolejny.
-Bo tak jest! Każda impreza jest imprezą wakacji. Każda jest tak samo ważna i tak samo dzika. Zapewne pamiętasz co ci kiedyś powiedziałam. Żadna...
-...impreza nie może nas ominąć. -zacytowałam ją. -Tak Amy, pamiętam. Jednak ty pamiętaj, że ja mam też pracę.
-Dobra, Hermiono, nie rób z siebie takiej przykładnej pracownicy. Nie zawracam ci głowy i zaczynam zbierać wszystkich.
-Am, jest dopiero dziewiąta! -nie nie wytrzymam z nią.
-I co z tego? Wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Może weźmiesz ze sobą tego seksownego blondyna? -zapytała z nadzieją
-No chyba zwariowałaś! -zirytowałam się. -Powtarzam po raz ostatni. Malfoy jest idiotą, nie jest seksowny i nie, nie zabiorę go ze sobą. Amy, zrozum mnie, on nie nadaje się na jakiekolwiek znajomości. -niestety nie mogła jej wszystkiego wytłumaczyć. Jedyne co dziewczyna powinna wiedzieć to to, że jest nieodpowiednim towarzystwem dla niej i całej reszty. Przecież nie powie jej, że jest synem Śmierciożercy, który nie wahałby się zabić Hermiony i jej przyjaciół kilka tygodni temu. Nie powie jej przecież, że od drugiego roku, regularnie i bez wyrzutów sumienia wyzywa ją od szlam, że najchętniej zrzuciłby ją, Rona i Harry’ego z Wieży Astronomicznej. Nie powie jej, że arystokrata stroni od ludzi jej pokroju. Dlaczego? BO AMY ŻYJE DO CHHOLERY W NIEMAGICZNYM ŚWIECIE!
-Dobra, rozumiem... -powiedziała nieco zmieszana. -Muszę kończyć, mam kilka rzeczy do zrobienia. Miona, zdążysz na siedemnastą do mnie? -zapytała
-Tak, na spokojnie. A to już o siedemnastej idziemy?
-Nie, ale zanim wszyscy się zbierzemy, zanim dojedziemy, a musimy jechać metrem lub autobusem, bo Patrick ma auto w serwisie na przeglądzie. -znowu zaczyna się rozgadywać
-Amy, muszę kończyć, mam klientów. Do później, pa. -rozłączyłam się zanim usłyszałam słowa protestu. Jak dobrze, że Malfoy jest kawałek dalej, przynajmniej nic nie słyszał z tej rozmowy, że Amy chciała żeby poszedł z nami na imprezę, jeszcze tego mi brakowało.

~*~

Odkąd tylko wszedłem do kawiarni czułem wzrok Granger na sobie. Poszedłem bez słowa do szatni. Moja matka nie mogła wymyślić niczego gorszego niż praca, gdzie jestem narażony na kontakty z mugolami. Ciotka Bella i ojciec zawsze uczyli, że nie powinno się takich szlam albo co gorsza mugoli. Natomiast matka zawsze powtarza, że każdemu należy się szacunek, bo to istota, która też czuje. No i weź tu człowieku nie zwariuj! Oni sami nie potrafią dojść do porozumienia ze sobą i jeszcze mnie w to wciągają, co prawda jakoś mnie to przestało obchodzić, te ich wieczne kłótnie. Tylko czemu matka, aż tak kazała mi się poniżyć?! Przecież nauczyć się szacunku do wszystkiego to jedno, a wystawić na takie pośmiewisko to drugie. No nic, trzeba jakoś to przeżyć i nie zabić Granger przy okazji. Po zeskanowaniu karty idę do mojego miejsca pracy. Granger nawet na mnie nie patrzy i dobrze, szlama powinna zasłużyć na coś takiego. Nagle słyszę dźwięk, to jakieś mugolskie urządzenie. Gryfonka podnosi kawałek plastiku do ucha i zaczyna rozmawiać. Pewnie myśli, że nie słyszę, chociaż... Co mnie w ogóle obchodzi co ta dziewczyna robi. Po prostu zwariowała gadając do kawałka plastiku i tyle.
-Tak to ja, ale Amy, mówiłam ci... -westchnęła. A więc to jakieś urządzenie do chwytania mugoli.. A może do przesyłania takich jakby listów... Albo to jakaś forma kamuflażu. No bo jakim cudem rozmawiałaby z tą swoją mugolską koleżanką Amy?
-Jaka to sprawa? -słyszę jej pytanie. A więc zajmują się jakąś sprawą, czy to związane z tym plastikowym kwadratem przy uchu Granger?
-Amy, trąbisz mi o niej od kiedy przyjechałam. -więc chodzi o jakąś dziewczynę? Marszczę brwi, starając skupić się na czyszczeniu szklanki.
-Przerabiałyśmy to już tyle razy. To impreza wakacji z dużą ilością alkoholu, tłumem ludzi i najlepszymi kawałkami ostatnich piętnastu lat. Mówisz tak za każdym razem, gdy jest jakaś impreza. -słyszę zwątpienie Gryfonki. Ach! Więc ta ONA to impreza. Dobra jedna sprawa się wyjaśniła. Uważnie słuchała po czym przerwała wypowiedź koleżanki.
-...impreza nie może nas ominąć. Tak Amy, pamiętam. Jednak ty pamiętaj, że ja mam też pracę. -Święta-Odpowiedzialna-Dziewica-Granger idzie na imprezę, w dodatku mówi, że nie może ich ominąć... No tego się po tej szlamci nie spodziewałem.
-Am, jest dopiero dziewiąta! -podrzuciła ręką do góry.
-No chyba zwariowałaś! -na jej policzkach pokazał się rumieniec złości. -Powtarzam po raz ostatni. Malfoy jest idiotą, nie jest seksowny i nie, nie zabiorę go ze sobą. Amy, zrozum mnie, on nie nadaje się na jakiekolwiek znajomości. -O! I to jest przełom. Psiapsióła Granger chciała mnie zabrać na imprezę. To mugolka, ale... Gdyby w jakiś sposób udało mi się z nią porozmawiać, może nawet umówić to Granger by pękła ze złości. Mogłoby ją to zaboleć. Plan jest, więc teraz tylko czekać, aż dziewczyna się tu pokaże.
-Tak, na spokojnie. A to już o siedemnastej idziemy? -czyli idzie na imprezę dziś, dwie godziny po zakończonej zmianie.
-Amy, muszę kończyć, mam klientów. Do później, pa. -szybko odłożyła plastikowy prostokąt na miejsce i odetchnęła. Widać, że chciała zbyć już przyjaciółkę, bo nikogo w kawiarni nie było. Nie ładnie, Granger, oj nie ładnie. To jednak nie muszą być najgorsze wakacje w jego życiu. Muszę się dowiedzieć co to za pułapka, domek czy inne piekielne urządzenie. Więc skoro zostałem przez Merlina skazany na takie wakacje to przynajmniej sobie je trochę umilę, dopiekając Granger. Zabawa czas start.

~*~

-Granger, nie ładnie tak oszukiwać koleżankę. -usłyszałam Malfoy’a
-Nie twoja sprawa, Malfoy. -odpowiedziałam
-A wydaje mi się, że moja także skoro o mnie rozmawiałyście. -zacmokał cicho. Ugg, co za irytujący typ!
-A wiesz małpo, że nie ładnie podsłuchiwać czyjeś rozmowy prowadzone przez telefon? -niech stąd sobie pójdzie zanim potraktuję go jakąś klątwą.
-Gadałaś wystarczająco głośno, żeby każdy w kawiarni mógł cię usłyszeć.
-Póki co to nikogo ważnego tu nie ma.
-Jestem ja.
-No mówię, ze nikogo ważnego tu nie ma.
-Uważam, ze powinnaś bardziej uważać na to co mówisz, Granger.
-Nie bądź śmieszny. -parsknęłam śmiechem. Drzwi kawiarni się otworzyły i weszły trzy kobiety w podeszłym wieku. Usiadły przy oknie i jedna z nich podeszła do kasy. Malfoy rzucił mi ostatnie spojrzenie i poszedł w kierunku swojego stanowiska. Wczoraj na sam koniec zmiany, Abby poprosiła nas żebyśmy jednak się KOMUNIKOWALI normalnie, a nie przez kartki, bo zrobiliśmy wczoraj kilka pomyłek. POPRAWKA, on zrobił, bo czytać chyba nie umie kretyn jeden.
-Dzień dobry. -powiedziałam i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Dzień dobry młoda damo. -uśmiechnęła się. Na oko miała z sześćdziesiąt parę lat. -Jak miło, że w dzisiejszych czasach młodzież pamięta o manierach.
-Ależ naturalnie, zdecydowała się Pani na coś czy może mam coś polecić? -zapytałam życzliwie
-Poprosimy trzy kawy rozpuszczalne ze spienionym mlekiem. Do tego trzy babeczki czekoladowe. -jak widać staruszka zapoznała się z menu, bo wiedziała jaka jest suma. Podała mi pieniądze i odeszła do stolika.
-Malfoy, trzy kawy ze spienionym mlekiem. Migusiem. -przecież mogła sobie na to pozwolić. To było tak zabawne, wzięłam trzy babeczki i położyłam na tacy i czekałam na kawy.

~*~

Ta impreza była zdecydowanie za duża jak na moje siły biorąc pod uwagę to co działo się w moim życiu w ostatnim czasie. Weszłam do kawiarni i skierowałam się do szatni. Na moje nieszczęście był tam już ten Ślizgoński arystokrata.
-Granger, coś słabo wyglądasz. Na co dzień wyglądasz źle, ale dziś to już jest dramat. -usłyszałam i widziałam jak się uśmiechnął, bawiła go ta sytuacja.
-Zamknij się, Malfoy, bo zetrę ci ten uśmieszek z twarzy. -warknęłam i otworzyłam moją szafkę. Chyba powinnam przebrać chociaż bluzkę, bo mam białą na ramiączka, szkoda by było ją ubrudzić. No, ale ten kretyn nie zamierza się stąd zabrać. Przez mojego kaca, którego nijak nie zamaskowałam, będzie mi dogryzał cały dzień.
-Czemu ty zawsze jesteś taka agresywna, Granger?
-Malfoy, idź sobie stąd, bo chcę się przebrać. -powiedziałam
-Ty byłaś przy mnie jak się przebierałem.
-Nie, nie byłam.
-Byłaś.
-Poszłam sobie, gdy zauważyłam, że chcesz się przebrać.
-Poszłaś, gdy zwróciłem ci uwagę. -Merlinie, jak ja go nie cierpię. Nie mam żadnej ochoty na jakiekolwiek kłótnie z nim.
-Malfoy, spieprzaj stąd!
-Co tak ostro, Granger? -zaśmiał się, nosz... Trzymajcie mnie, bo zaraz zrobię mu krzywdę.
-Kretynie, przysięgam, że zaraz poleje się krew. -powiedziałam z przymkniętymi oczami. Ku mojemu zaskoczeniu podziałało. No tak, mówiłam już, ze zapowiadają się ciekawe wakacje? Powtarzam to po raz kolejny.

~*~

Czwarty dzień w tym miejscu. Mówiąc szczerze to nie najgorsze zajęcie. Może docinać Granger, przy każdej okazji, pije kawę za darmo i dowiaduje się dużo o mugolach. Tak bardzo mam tylko nadzieję zrealizować swój plan. Czeka, aż ta Amy przyjdzie do Hermiony, wtedy zrealizuje swój plan, a styki Granger nie wytrzymają. To będzie niezapomniana chwila. Nie ma co mówić, w świecie mugoli Granger wygląda lepiej niż w Hogwarcie, w dodatku pije alkohol, o czym świadczy jej wczorajszy kac, chodzi na imprezy. Ciekawe czego jeszcze się o niej dowie przez te dwa miesiące.

~*~

Dziś piątek. Na samą tą myśli się uśmiechnęłam. To znaczy: ostatni dzień pracy w tym tygodniu, ponieważ umowa nie obejmowała pracy w weekendy. Co za tym idzie? Dziś jest impreza u jednego z popularnych chłopaków, plus przez kolejne dwa dni nie będzie musiała oglądać tej arystokratycznej świni. Jak on jej działa na nerwy... Ruch w kawiarni się zmniejszył, więc modliłam się do Merlina, żeby nie przybyło już klientów, bo za dziesięć minut kończę zmianę. Amy powinna już tu być, miałyśmy iść na zakupy, bo do imprezy jeszcze dużo czasu. Jak na zawołanie dziewczyna weszła do lokalu. Uśmiechnęła się promiennie i skierowała w moją stronę.
-Cześć, słonko. -przywitała się ze mną buziakiem w policzek.
-No witam. Więc... Może kawa? -zapytałam cała w skowronkach.
-Jak najbardziej, dwie rozpuszczalne. -zapłaciła i poszła w stronę Malfoy’a, który miał zrobić dwie ostatnie kawy tego dnia. Trochę mu nie ufałam, bo co jeśli postanowi otruć moją przyjaciółkę? Obserwowałam ich, widziałam jak Amy się do niego szczerzy... i o zgrozo. On do niej też. On nie robi tego bezinteresownie, musi mieć jakiś cel. Cholera, zatłukę tego robaka. Widzę jak nasi zmiennicy wchodzą do kawiarni i kiwają mi przyjaźnie głową. Słyszę śmiechy Amy i Malfoy’a, więc odwiązując fartuszek idę w ich stronę.
-Malfoy, wiesz, że nie powinieneś rozmawiać. Rób tą kawę i zwijamy się do domu, chyba każdy chce już skończyć pracę. -powiedziałam i postarałam się posyłać z moich oczy najgroźniejsze błyskawice nienawiści, na jakie było mnie stać. Amy troszkę spasowała, bo wie, że nie chciałabym, żeby łączyło ją coś z Malfoy’em, bo to kretyn.
-Ale, ja tylko nawiązuje znajomości. Nie moja wina, że jesteś zazdrosna. -uśmiechnął się wrednie. Amy chyba wiedziała, ze zaraz dojdzie do rękoczynów.
-Dobrze, ale nie rób tego z moją przyjaciółką, stać ją na lepszych kolegów niż ty. -parsknęłam. Ślizgon podał dwie kawy Amy.
-Jakoś ja odnoszę inne wrażenie, zważywszy na to, że przed chwilą zaprosiła mnie na imprezę, na która idziecie razem. A nie, poprawka, IDZIMEY razem. -powiedział szczerząc się. Boże, Merlinie... Czy ja mam pecha, czy przyjaciółkę idiotkę? Ja tu chyba zaraz zemdleję.


~*~

Widziałem przez cały dzień jak, Granger wyczekuje końca zmiany. Im było bliżej tego czasu, tym ciężej było jej się skupić. Gdy, próbowała się uspokoić, przygryzała wargę, tak samo robiła, gdy próbowała się skupić, bądź gdy się denerwowała. Nagle przez drzwi weszła jej przyjaciółka, Amy. B I N G O! Myślałem, ze ten tydzień lepiej się nie zakończy. Dziewczyny chwile porozmawiały, dziewczyna zapłaciła Gryfonce i z rachunkiem poszła w moją stronę. No to zaczynamy.
-Cześć. -powiedziała pewna siebie.
-Cześć, co dla ciebie? -zapytałem, ta podała mi paragon, a ja zacząłem przygotowywać kawy.
-Jesteś... Znaczy nie lubicie się z Mioną? -zapytała, Miona? Dziwnie, ale chyba to pasuje jako jej zdrobnienie.
-Właśnie jej nie rozumiem, zachowuje się jak typowa wredna baba. Chcę mieć z nią lepsze relacje, ale ona jest jakby... Jakaś dziwna. -zrobiłem grymas wyrażający smutek, a dziewczyna lekko się zaśmiała.
-Czasem taka jest, ale jak chcesz to może ci pomogę poprawić relacje z nią. -powiedziała z błyskiem w oku na co lekko się zaśmiałem. Jaki dobry ze mnie aktor. Widziałem jak Granger, patrzy podejrzliwie w naszą stronę.
-Było by miło.
-To chodź z nami na imprezę. -zatrzepotała rzęsami.
-Czy Hermiona...
-Nie będzie miała nic przeciwko, w końcu to ja cię zapraszam. -wpadła mi w słowo. Impreza... W mugolskim towarzystwie. Trochę mi to nie pasuję, ale z tego co zauważyłem, to jej znajomi nie wiedzą jaka jest w szkole. Więc, może to dobry sposób, żeby jeszcze bardziej jej dopiec.
-Dobrze, z miłą chęcią zabiorę się z taką piękną dziewczyną. -tutaj nie kłamałem, była naprawdę piękna. Zachichotała i w tym momencie podeszłą do nas moja ,,ulubiona” Gryfonka.
-Malfoy, wiesz, że nie powinieneś rozmawiać. Rób tą kawę i zwijamy się do domu, chyba każdy chce już skończyć pracę. -teraz, Granger się zdziwisz...
-Ale, ja tylko nawiązuje znajomości. Nie moja wina, że jesteś zazdrosna. -użyłem do tej wypowiedzi najbardziej bezczelnego uśmiechu. 1:0 Gryfoneczko
-Dobrze, ale nie rób tego z moją przyjaciółką, stać ją na lepszych kolegów niż ty. -parsknęła. Dużo mnie kosztowało, żeby się powstrzymać. Dobrze Granger... 1:1

-Jakoś ja odnoszę inne wrażenie, zważywszy na to, że przed chwilą zaprosiła mnie na imprezę, na która idziecie razem. A nie, poprawka, IDZIEMY razem. -powiedziałem szczerząc się. W tym momencie widziałem, jak Granger powstrzymuje się od mordu w miejscu publicznym. Najpierw jej twarz zrobiła się cała czerwona, później zacisnęła drobne piąstki, aż jej kostki pobielały, a na sam koniec cisnęła we mnie taką nienawiścią, jakiej jeszcze u niej nie widziałem, 2:1 Granger.   

********



Kochani, takim akcentem oficjalnie rozpoczynamy nawą historię Dramione. Rozdział jest niesprawdzony, jednak zrobię to. Dziś chciałam już skończyć ten rozdział i dodać go, zacząć już. Zapraszam do zakładki ,,Media i linki" oraz do zakładki ,,Zanim przeczytasz". Chyba nie mam się co rozpisywać. Możecie dać mi znać w komentarzach co o tym myślicie, bo zależy mi na opinii, muszę wiedzieć czy jest okay. Zostawiajcie linki do swoich blogów, chętnie zajrzę. 
Dobrze, to chyba tyle. Dobranoc 
~Kinia